W nocy Pinokio i Geena leżeli przytuleni do siebie w jaskini niedaleko Gepetta oraz Alidora. Długo jednak nie przychodził do nich zbawienny sen, a zamiast tego dopadły ich straszne myśli.
- Pinokio?
- Tak, Geena?
- Co będzie, jeśli nie znajdziemy ani jedzenia, ani wody?
- Nie wiem... A czemu pytasz?
- Bo ja się boję... Ja chyba już wiem, czemu nazywają ten ląd Diabelską Wyspą. Ta wyspa jest mieszkaniem diabła. On sprawia, że ludzie sprzedają mu duszę w zamian za ratunek i on to potem wykorzystuje, aby porwać ich do piekła!
- Nie opowiadaj takich bajek, Geena - skarciła ją Pinokio - I nie mów tak głośno, bo obudzisz tatę. Dość ma już przeze mnie problemów. Nie chcę mu dokładać nowych.
- Wody... Wody... - Gepetto jęknął przez sen.
Pinokio i Geena szybko zerwali się i podbiegli do niego.
- On musi napić się wody - powiedział Alidoro, patrząc na nich ponuro - Dajcie mu moją porcję. Ja jakoś wytrzymam.
- Nie... Dam mu swoją - rzekł Pinokio, po czym wyjął swoją butelkę z wodą i wlał jej zawartość do ust swego ojca.
Z uwagą obserwował, jak on pije, chociaż bez możliwości ugaszenia swojego pragnienia.
- Niedobrze... Musimy szybko znaleźć wodę, inaczej on umrze, że o nas to już nawet nie wspomnę - rzekł smutno Alidoro.
Pinokio i Geena ponownie wyszli na plażę i zaczęli patrzeć na morze, którego fale dziko uderzały o brzeg.
- Pełno wody wokół nas, ale problem polega na tym, że jest ona słona i nie nadaje się do picia - rzekł smutno pajacyk.
- Wiem, ale nie możemy siedzieć bezczynnie - stwierdziła dziewczynka - Musimy znaleźć słodką wodę.
- Tak... Tylko gdzie mamy jej szukać?
Geena pomyślała przez chwilę, a następnie spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się.
- Jeśli nie znaleźliśmy jej na powierzchni, to spróbujmy znaleźć ją pod ziemią.
- Pod ziemią? - zdziwił się pajacyk.
- Tak... Obejrzyjmy i obsłuchajmy dokładnie te skałę. Być może pod którąś z nich znajduje się woda.
Zaczęli uważnie oglądać oraz osłuchiwać wszystkie skały na plaży. Poszukiwania trwały długo i były dość męczące, ale w końcu dały rezultaty.
- Chyba coś słyszę pod tą skałą - powiedziała Geena, stukając w jedną z nich - Ale mogę się mylić.
- Spróbuję ją rozbić - rzekł Pinokio i wziął do ręki duży kamień.
Następnie zaczął w nią zachłannie uderzać raz za razem. Spocił się na całej twarzy, ale wciąż nie zdołał ją rozbić.
- Czekaj, pomogę ci! - zawołała Geena.
Sama znalazła duży kamień i razem zaczęli uderzać w skałę raz za razem, z całych swoich sił. W końcu zdołali oni jakoś skruszyć głaz, który uderzali, po czym popatrzyli na to, co było pod nim. Była tam ziemia, ale cała mokra.
- Zobacz, Geena! - krzyknął Pinokio, biorąc radośnie w dłonie garść mokrej ziemi - To błoto! Gdzie błoto, tam i woda!
Geena radośnie rozejrzała się po miejscu, które odsłonił rozbity głaz i zobaczyła kapiącą z jednego kąta wodę. Podsunęła rękę, nabrała na nią kilka kropel, po czym wypiła je.
- Słodka... Pinokio, ona jest słodka! - krzyknęła uradowana - To jest słodka woda! Jesteśmy uratowani!
Dzieciaki radośnie uściskały się, po czym poszukały czegoś, do czego można by nabrać wody. W końcu znaleźli oni duże i płaskie muszle, które nadawały się idealnie na naczynie. Napełnili jedną z nich wodą, po czym zaraz zanieśli je Gepettu. Staruszek wypił ją zachłannie, oddychając przy tym z ulgą.
- Dziękuję wam, moi kochani - powiedział majster wzruszonym tonem - Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że tu ze mną jesteście. Kochane z was dzieciaki.
- To prawda, macie bardzo dobre serca - dodał Alidoro, kiedy jego również napojono - Ale co dalej? Mamy wodę, ale nie mamy jedzenia.
- Pinokio?
- Tak, Geena?
- Co będzie, jeśli nie znajdziemy ani jedzenia, ani wody?
- Nie wiem... A czemu pytasz?
- Bo ja się boję... Ja chyba już wiem, czemu nazywają ten ląd Diabelską Wyspą. Ta wyspa jest mieszkaniem diabła. On sprawia, że ludzie sprzedają mu duszę w zamian za ratunek i on to potem wykorzystuje, aby porwać ich do piekła!
- Nie opowiadaj takich bajek, Geena - skarciła ją Pinokio - I nie mów tak głośno, bo obudzisz tatę. Dość ma już przeze mnie problemów. Nie chcę mu dokładać nowych.
- Wody... Wody... - Gepetto jęknął przez sen.
Pinokio i Geena szybko zerwali się i podbiegli do niego.
- On musi napić się wody - powiedział Alidoro, patrząc na nich ponuro - Dajcie mu moją porcję. Ja jakoś wytrzymam.
- Nie... Dam mu swoją - rzekł Pinokio, po czym wyjął swoją butelkę z wodą i wlał jej zawartość do ust swego ojca.
Z uwagą obserwował, jak on pije, chociaż bez możliwości ugaszenia swojego pragnienia.
- Niedobrze... Musimy szybko znaleźć wodę, inaczej on umrze, że o nas to już nawet nie wspomnę - rzekł smutno Alidoro.
Pinokio i Geena ponownie wyszli na plażę i zaczęli patrzeć na morze, którego fale dziko uderzały o brzeg.
- Pełno wody wokół nas, ale problem polega na tym, że jest ona słona i nie nadaje się do picia - rzekł smutno pajacyk.
- Wiem, ale nie możemy siedzieć bezczynnie - stwierdziła dziewczynka - Musimy znaleźć słodką wodę.
- Tak... Tylko gdzie mamy jej szukać?
Geena pomyślała przez chwilę, a następnie spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się.
- Jeśli nie znaleźliśmy jej na powierzchni, to spróbujmy znaleźć ją pod ziemią.
- Pod ziemią? - zdziwił się pajacyk.
- Tak... Obejrzyjmy i obsłuchajmy dokładnie te skałę. Być może pod którąś z nich znajduje się woda.
Zaczęli uważnie oglądać oraz osłuchiwać wszystkie skały na plaży. Poszukiwania trwały długo i były dość męczące, ale w końcu dały rezultaty.
- Chyba coś słyszę pod tą skałą - powiedziała Geena, stukając w jedną z nich - Ale mogę się mylić.
- Spróbuję ją rozbić - rzekł Pinokio i wziął do ręki duży kamień.
Następnie zaczął w nią zachłannie uderzać raz za razem. Spocił się na całej twarzy, ale wciąż nie zdołał ją rozbić.
- Czekaj, pomogę ci! - zawołała Geena.
Sama znalazła duży kamień i razem zaczęli uderzać w skałę raz za razem, z całych swoich sił. W końcu zdołali oni jakoś skruszyć głaz, który uderzali, po czym popatrzyli na to, co było pod nim. Była tam ziemia, ale cała mokra.
- Zobacz, Geena! - krzyknął Pinokio, biorąc radośnie w dłonie garść mokrej ziemi - To błoto! Gdzie błoto, tam i woda!
Geena radośnie rozejrzała się po miejscu, które odsłonił rozbity głaz i zobaczyła kapiącą z jednego kąta wodę. Podsunęła rękę, nabrała na nią kilka kropel, po czym wypiła je.
- Słodka... Pinokio, ona jest słodka! - krzyknęła uradowana - To jest słodka woda! Jesteśmy uratowani!
Dzieciaki radośnie uściskały się, po czym poszukały czegoś, do czego można by nabrać wody. W końcu znaleźli oni duże i płaskie muszle, które nadawały się idealnie na naczynie. Napełnili jedną z nich wodą, po czym zaraz zanieśli je Gepettu. Staruszek wypił ją zachłannie, oddychając przy tym z ulgą.
- Dziękuję wam, moi kochani - powiedział majster wzruszonym tonem - Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że tu ze mną jesteście. Kochane z was dzieciaki.
- To prawda, macie bardzo dobre serca - dodał Alidoro, kiedy jego również napojono - Ale co dalej? Mamy wodę, ale nie mamy jedzenia.
Pinokio i Geena jednak byli innego zdania. Następnego dnia, kiedy wyszło słońce, dzieci z pomocą Alidora wyłowili z morza wiele małż i ostryg, które doskonale posłużyły całej ich kompanii za posiłek. Co prawda miały nieco gorzkawy smak, ale cóż było robić? Głodny przecież nie będzie wybrzydzał.
Potem podróżnicy zebrali nieco drzewa, jednak nie było go tutaj zbyt wiele i głównie były to resztki jakiegoś statku, który rozbił się o skały tej wyspy. Wystarczyło potem rozpalić z nich ogień i usmażyć sobie małże i ostrygi, a życie od razu miało lepszy smak.
- Żyjemy, kochani - uśmiechnął się Gepetto - Co prawda nie jestem miłośnikiem owoców morza, ale głodny nawet tym się pożywi.
- Co racja, to racja - poparł go Alidoro - Musimy teraz załadować zapas tych smakołyków na łódź, wypełnić butelki słodką wody i wynosić się stąd jak najszybciej.
- Nie tak szybko, mój przyjacielu - rzekł majster - Wiatr wieje w naszą stronę, a powinien wiać w przeciwnym kierunku, inaczej nigdy nie wrócimy do domu.
- Racja - zgodziła się Geena - Poza tym musi pan nieco wyzdrowieć, bo jest pan wciąż bardzo słaby.
Gepetto uśmiechnął się do dziewczynki, którą zaczął coraz bardziej lubić, po czym wrócił do posiłku. Nie powiedział tego głośno, ale stracił już on wiarę w to, że mogą żywi opuścić tę wyspę.
***
Po posiłku nasi poszukiwacze zaczęli ponownie przeszukiwać wyspę, ale nie znaleźli niczego, co by nadawało się do jedzenia, zaś spożywanie kamieni nie wchodziło w grę. Jedynym miejscem, którego nie odważyli się zwiedzić, była ta groźnie wyglądająca jaskinia z wejściem przypominającym paszczę strasznego potwora. Geena nie odważyła się tam wejść, Gepetto i Alidoro również, zaś Pinokio miał pewne przeczucia, że powinien to zrobić, ale jakoś nie umiał się na to zdobyć. Musiał również wciąż pocieszać swoją przyjaciółkę, która płakała i pomstowała na swoje tchórzostwo.
- Przepraszam was - mówiła załamanym głosem - Ja nie powinnam się tak zachowywać, ale naprawdę boję się tam wejść.
- Nie masz powodu do wstydu - rzekł Alidoro - Ja nie jestem strachajłą, ale na widok tej jaskini ciarki mnie przechodzą po całym ciele.
Pinokio objął mocno dziewczynkę do siebie i głaskał powoli jej włosy.
- Nie bój się, Geena. Nie bój się. Wszystko będzie dobrze, mówię ci. Nie musimy zwiedzać tej jaskini, jeśli się jej boisz.
- Nie powinniśmy tam wchodzić - stwierdził Gepetto - To wygląda jak paszcza diabła. Jeśli tam wejdziemy, pożre nas. Nie możecie tam iść.
Pinokio chciał coś odpowiedzieć, kiedy nagle zauważył, że w wejściu do jaskini stoi jakieś zwierzę. To była koza. Normalnie jej widok nie byłby tu niczym niezwykłym, bo na takich terenach często bywały kozy, jednak ta koza była błękitna. Wszystkie części jej ciała miały niebieską barwę.
- Geena! Zobacz! - zawołał radośnie pajacyk - Ta koza to jest moja Wróżka! Moja przybrana mama!
- Koza wróżką? Już głupszych rzeczy nie słyszałem - mruknął Alidoro.
- Poważnie? A mówiącego psa ktoś widział? - odciął mu się Gepetto, który zdążył poznać Wróżkę i wiedział, że przemiana w kozę to tylko jedna z jej wielu umiejętności.
Pies mruknął coś złośliwego pod nosem, a tymczasem błękitna koza podeszła do niego i lekko tryknęła go rogami pod ogon.
- Hej, co to ma znaczyć?! Ty paskudne stworzenie! Już ja ci pokażę! - zaszczekał Alidoro, po czym rzucił się zaciekle w pościg za zwierzęciem.
- Alidoro, wracaj tu! Co ty wyprawiasz? - jęknął Gepetto załamanym głosem - I po co ja go ze sobą brałem?
- Tato, on chyba właśnie robi najmądrzejszą rzecz na świecie! - zawołał wesoło pajacyk widząc, że koza prowadzi Alidora prosto do jaskini, w której to za chwilę oboje zniknęli.
Pinokio radośnie pognał za nimi. Geena i Gepetto mieli jeszcze pewne wątpliwości, ale też pobiegli za pajacykiem pełni najgorszych obaw.
- Pinokio! Pinokio, gdzie jesteś?! - krzyczeli.
- Tutaj! - odezwał się z przodu wesoły głos pajacyka - Chodźcie tutaj! Nie uwierzycie, co znalazłem!
- Tu jest cudownie! - dodał głos Alidora.
- Chodźmy, panie Gepetto! - zawołała Geena, ciągnąc staruszka za rękę.
- Kochanie, nie powinniśmy - majster wciąż miał wątpliwości - A co, jeśli to nie są głosy Pinokia i Alidora, a diabła, który chce nas zwabić do piekła?
Geena przestraszyła się takiej perspektywy, jednak wesoły głos Pinokia sprawił, że postanowiła mu zaufać i pobiegła w jego kierunku. Staruszek nie wiedział, co ma zrobić, ale też tak zrobił. Chwilę później zobaczył przed sobą jasny blask. Im bardziej się do niego zbliżał, tym bardziej większy się on stawał, aż w końcu wbiegł w sam jego środek i... ku swojemu zdumieniu zauważył piękną łąkę z rosnącymi tam drzewami pełnymi pięknych oraz soczystych owoców. Przed nim zaś stali Pinokio, Geena i Alidoro.
- Widzisz, tato? Nie było czego się bać - uśmiechnął się zadowolony pajacyk.
- Tutaj musi być jakiś wulkan, którego temperatura utrzymuje taki stan tego miejsca - stwierdziła Geena.
- Albo to po prostu magia - dodał Pinokio.
- Niewiele mnie obchodzi, co sprawiło, że tu jest tak pięknie! - zawołał Alidoro - Tu jest po prostu raj!
- Albo też piekło, tylko bardzo zamaskowane - powiedział Gepetto, wciąż pełen niepokoju.
- Spokojnie... - uśmiechnął się Pinokio - Wróżka nie zaprowadziłaby nas do piekła.
- A co, jeśli diabeł przybrał jej postać, aby nas oszukać?
- Spokojnie, tato. Z pewnością tak nie jest. Poznałbym, gdyby to ktoś udawał Wróżkę, bo ona jest tylko jedna jedyna w swoim rodzaju. Nie można jej pomylić z nikim innym.
Gepetto wciąż miał wątpliwości, ale w końcu zgodził się zjeść owoce rosnące na drzewach, a nawet wziąć kąpiel w gorącym źródle, które się tutaj znajdowało. Choć nadal dręczyła go wielka obawa, iż to jest jakaś diabelska sprawa, to zrzucił z siebie ubrania i radośnie wskoczył do wody w samej bieliźnie. Alidoro już niedługo potem do niego dołączył. Kąpiel im obu pomogła bardzo mocno. Pinokio i Geena zdjęli buty i zanurzyli stopy w wodzie. Siedzieli obok siebie i wpatrywali się uważnie w staruszka oraz psa wesoło się chlapiących w wodzie.
- Nie sądziłam, że może być tutaj tak pięknie - powiedziała Geena.
- Tak, ja również - uśmiechnął się do niej Pinokio - Mógłbym tutaj zostać na zawsze.
- Tak, ja także... ale tylko z tobą...
- Słucham?
Geena zarumieniła się lekko i odwróciła nieznacznie wzrok w drugą stronę.
- Znaczy... z wami, chciałam powiedzieć.
Chwilę później na dłoniach dzieci usiadły dwie duże, zielone papugi, bardzo wesoło przy tym skrzecząc.
- To chyba jednak musi być magia - powiedział Alidoro, wychodząc na brzeg.
- Bardzo możliwe - dodał Gepetto - Choć gdybym tu był sam, to żadna niebieska koza by mnie tutaj nie zagnała.
Staruszek wyszedł z wody, ubrał się i poszedł coś zjeść, zaś Geena spojrzała na Pinokia i powiedziała:
- Wiesz co? Ta jest tak piękna, że aż zachęca do tego, aby się w nim wykąpać.
Następnie wstała i zdjęła ona z siebie ubranie, po czym bez wahania wskoczyła do wody.
- Pinokio! No chodź! - zawołała do pajacyka, który był w lekkim szoku po tym, jak przed chwilą dziewczynka zrzuciła z siebie swój strój.
Przypomniał sobie nieśmiałą Melody, która nigdy by się na coś takiego raczej nie zdobyła. Geena była pod tym względem o wiele bardziej śmiała i bezpośrednia, a prócz tego niezwykle pomocna i radosna. Jakże one dwie bardzo się od siebie różniły.
- No, chodź już! - zawołała dziewczynka, chlapiąc go wodą - Tu jest cudownie.
Pajacyk zaśmiał się do niej, po czym zrzucił swoje ubranie i również wskoczył do wody. Już po chwili dzieci radośnie pluskały się w gorącym źródle, pływały, nurkowały (choć w przypadku pajacyka zdecydowanie było to dość trudne) i bawiły się tak radośnie, jak jeszcze nigdy przedtem w życiu się nie bawiły. Z daleka obserwowała ich błękitna koza, uśmiechając się radośnie.
- Mówiłam ci, Geena, że jeszcze znajdziesz swoje szczęście - rzekła cicho sama do siebie.
***
Pinokio, Geena, Gepetto i Alidoro zebrali wiele owoców, małż i ostryg, a prócz tego pełne butelki wody pitnej, po czym załadowali to wszystko na łódź i korzystając z faktu, że wiatr zmienił kierunek i wiał teraz w kierunku domu, ruszyli w drogę powrotną do domu.
- Jak te pozory mylą - powiedział Gepetto, kiedy wpatrywał się w zarys oddalającej się Diabelskiej Wyspy - Teraz naprawdę nie rozumiem, skąd te wszystkie ponure legendy o tym miejscu.
- Jak to mówią, proszę pana, pozory mylą - stwierdziła wesoło Geena.
- Tak, a niekiedy nawet bardzo mylą - zaśmiał się Alidoro - Ale tak czy siak nie daruję tej błękitnej kozie za tryknięcie mnie pod ogon. Może być wróżką, ale mnie się bezkarnie nie tryka!
- Oj, już przestań - zachichotał Pinokio - Jeszcze ją polubisz, kiedy ją poznasz lepiej. Poza tym ona bardzo lubi zwierzęta.
- A ja nie wiem, czy lubię wróżki... Choć właściwie mogę je polubić, jeśli nie będą mnie trykać.
Cała trójka jego towarzyszy podróży parsknęła śmiechem, po czym spojrzeli w kierunku horyzontu, do jakiego zmierzali.
- Dzięki Bogu ten cały koszmar dobiegł już końca, a wszystko dzięki tobie, Pinokio - powiedziała czułym głosem Geena, patrząc na pajacyka.
- Przypominam ci, że ty mi bardzo pomagałaś - zauważył Pinokio.
- Wiem, ale to ty cały czas działałeś i to dzięki tobie nam się udało.
- Chyba tak, ale bez ciebie nie dałbym rady. Ale wiesz co? Myślę, że najlepsze w tym wszystkim jest to, iż zrobiłem duży krok naprzód do tego, aby zostać prawdziwym chłopcem. Obecność Wróżki to potwierdza, więc być może już niedługo nim zostanę.
- Bardzo byś tego chciał, prawda?
- Oj, tak... Bo wiesz... Pomyślałem sobie, że gdybyśmy tak dorośli, to moglibyśmy oboje...
- Tak?
Pinokio zarumienił się delikatnie.
- Nieważne... Takie tam bzdury przyszły mi do głowy...
- Och, Pinokio - zachichotała Geena i pocałowała chłopca czule w policzek.
Pajacyk zarumienił się na całej twarzy, a Alidoro i Geena zachichotali wesoło, kiedy to zobaczyli. Chwilę później pies polizał po twarzy Gepetta, który mruknął gniewnie na niego. Był on bowiem zwykle dosyć spokojnym człowiekiem, ale bywały sytuacje, kiedy tracił cierpliwość i to była właśnie jedna z nich.
- Hej! Może bez takiej czułości, co?! - zawołał - To, że cię zabieram ze sobą nie oznacza, że nie mogę cię zaraz wyrzucić za burtę!
- Hej! Do mnie takie słowa?! A zapomniałeś już, kto ci pomógł znaleźć tego twojego pędraka?
- Tylko nie pędraka! To jest mój syn!
- Ciekawe! Musiałeś chyba zakochać się w jakieś brzozie! Ładna ona chociaż była?
Pinokia i Geena parsknęli śmiechem, słysząc tę sprzeczkę.
- Chyba bardzo się lubią - powiedziała dziewczynka.
- Też tak myślę - dodał jej przyjaciel.
Słysząc śmiech Geeny pajacyk nagle posmutniał. Przypomniał sobie nagle jej kuzynkę, którą kiedyś obiecał poślubić, jeśli zostanie chłopcem. A teraz nagle poczuł, że jest wobec niej podły, bo zapomniał o niej zupełnie zajęty towarzystwem Geeny, do której zaczął wyraźnie czuć coś więcej niż przyjaźń. I co on miał teraz z sobą zrobić? Kochał Melody, a jednocześnie to wszystko, co razem przeżyli z Geeną na zawsze ich ze sobą połączyło. I co on ma teraz zrobić?
***
Po powrocie do domu Gepetto oznajmił Alidoro i Geenie, że mogą oni zamieszkać razem z nim i Pinokiem, jeśli tylko tego chcą. Pies bez wahania wyraził na to zgodę, ale zapowiedział, iż nie życzy sobie złośliwych uwag od gospodarza, który z kolei powiedział mu, aby nie liczył na kości, bo za takie wymądrzanie się na pewno ich nie dostanie.
Geena z kolei oświadczyła, że chętnie by z nimi zamieszkała, ale musi ona dać znać stryjowi, iż żyje i dodała:
- Stryj na pewno przyjmie nas wszystkich, gdy tylko się dowie, ile dla mnie zrobiliście.
- Nie wiem, czy życie w luksusach jest dla mnie - zauważył Gepetto.
- Narzekasz i tyle. Co niby jest złego w luksusie? - mruknął Alidoro - Mnie on tam nie przeszkadza.
- A żyłeś kiedyś w luksusie, ty zarozumiały kundlu?
- Nie, ale być może będziemy mieli okazję.
- Może ty... Mnie do tego nie mieszaj.
Pinokio parsknął śmiechem, po czym dodał, że chętnie odprowadzi Geenę do domu jej stryja i nawet jeśli on nie zechce ich przyjąć, to będzie ją często odwiedzał. Gepetto ucałował syna i jego przyjaciółkę w czoło, po czym pozwolił im iść, ale pod eskortą Alidora.
- Lepiej żeby on miał na was oko - stwierdził majster - Nie chcemy mieć tu kolejnego porwania.
- A jeśli ciebie ktoś porwie? - zauważył Pinokio.
- A niby kto go porwie? - parsknął śmiechem Alidoro - Z tym jego marudzeniem bandyci oddaliby go szybko i jeszcze by nam dopłacili za to, abyśmy go chcieli wziąć z powrotem.
Gepetto chciał już uderzyć psa dłonią w łeb, ale ten się uchylił i pognał prędko za dzieciakami.
Pinokio i Geena w towarzystwie swojego psiego towarzysza powoli dotarli do granicy swego miasteczka, po czym opuścili je i zaczęli iść przed siebie.
- Dawno tutaj nie byłam, ale doskonale znam tę drogę - powiedziała dziewczynka spokojnym tonem - Nie musisz się niczego obawiać. Wszystko będzie dobrze.
- Mam nadzieję. Nie chcę tu błądzić w nieskończoność - rzekł Alidoro.
Mimo jego obaw spokojnie jednak dotarli do celu, którym był piękny i bogaty dom na wzgórzu.
- To już tutaj! - zawołała dziewczynka - Chodźcie! To dom mojego stryja! Na pewno się ucieszy, jak nas zobaczy!
Geena pognała szybko przed siebie, a Pinokio i Alidoro pobiegli za nią. Już po chwili stali oni przed drzwiami posiadłości, do których dziewczynka natychmiast zapukała. Poczekali niecałą minutę, aż otworzył im służący w liberii i zapytał sztywnym głosem:
- Słucham. W czym mogę wam pomóc?
- Jestem Geena Johnson - powiedziała Geena bardzo dostojnym tonem - Chciałabym mówić z moim stryjem, Ebenezerem Johnsonem.
- Sprawdzę, czy jest.
Lokaj zamknął drzwi i poszedł do swojego pana, jednak już po chwili wrócił, mówiąc:
- Pan kazał powiedzieć, że nie ma bratanicy, gdyż ta zginęła na morzu razem z jego bratem i bratową. Dodaje też, iż nie wie, kim jesteście, ale nie życzy sobie podobnych żartów ze swojej osoby.
- Co?! - wrzasnęła przerażona Geena - Przecież ja wcale nie zginęłam! Ja żyję i jestem tutaj! Stryjku! Stryjku, to ja! Geena! Córka twojego brata!
Dziewczynka próbowała się przecisnąć do środka, ale lokaj nie chciał jej wpuścić i zamknął przed nią drzwi.
- Co to ma niby znaczyć? - zdziwił się Pinokio - Dlaczego on cię nie wpuścił?
- Może nie wierzy, że to ja - odparła Geena - Ale muszę się tam dostać i spróbować mu udowodnić, kim jestem.
- Skoro tak, to musimy działać z głową - mruknął Alidoro - Zapukaj jeszcze raz do drzwi, a jak ten gbur nam otworzy, to już ja mu pokażę!
Geena zasmucona zapukała do drzwi jeszcze raz, a lokaj ponownie im otworzył. Tym razem miał na twarzy gniewnym grymas.
- Chyba mówiłem wam wyraźnie...
Nie zdążył dokończyć, ponieważ Alidoro skoczył na niego i powalił go na ziemię, warcząc przy tym groźnie.
- Biegnijcie! Ja go tu przytrzymam! - zawołał pies.
Geena z Pinokiem wbiegli do środka domu i natychmiast udali się do gabinetu właściciela. Natknęli się po drodze na innych lokajów, którzy to próbowali ich zatrzymać, jednakże dzieci z łatwością im się wyślizgnęły i dobiegły do celu, którym to był gabinet gospodarza. Tam zaś siedział przy stole wysoki mężczyzna w średnim wieku, z czarnymi włosami i zielonymi oczach i długim, haczykowatym nosem, którym wręcz szurał po papierach rozłożonych na jego biurku.
- Stryjku! Stryjku Ebenezerze! To ja! Geena! Nie poznajesz mnie?! - zawołała dziewczynka do mężczyzny.
Ten podniósł wzrok znad papierów, popatrzył na nią groźnie i rzekł ponurym tonem:
- Chyba już jasno się wyraziłem, moja panno... Ja nie mam bratanicy, ponieważ tydzień temu utonęła ona wraz z rodzicami na morzu. Marynarze, którzy przeżyli to wydarzenie opowiedzieli mi o wszystkim.
- Stryjku! To prawda, moi rodzice nie żyją, ale ja żyję! Zobacz! To ja, twoja bratanica! Przecież widzieliśmy się pół roku temu! Płynęliśmy teraz do ciebie, aby cię odwiedzić! - wołała Geena, mając łzy w swoich oczach - Stryjku... Dlaczego udajesz, że mnie nie poznajesz?
Mężczyzna popatrzył na dziewczynkę groźnym wzrokiem i rzucił:
- Nie wiem, kim jesteś, mała oszustko, ale nie zamierzam przyjmować pierwszej lepszej przybłędy podającej się za moją bratanicę! A teraz bądź uprzejma razem z tym pajacem opuścić mój dom!
- Stryjku... Jak możesz? Dlaczego?
Następnie padła na podłogę i zaczęła płakać. Pinokio szybko podniósł ją szybko i mocno do siebie przytulił.
- Zabierz ze sobą swoją szaloną koleżankę i nigdy więcej tutaj z nią nie przychodź, bo inaczej naślę na was oboje karabinierów! - warknął na niego Ebenezer Johnson.
- Jest pan podły i bez serca - powiedział Pinokio, patrząc mu w oczy wściekłym wzrokiem - Jeszcze będzie pan tego żałował.
- PRECZ Z MEGO DOMU! - wrzasnął mężczyzna.
Pajacyk objął do siebie swoją przyjaciółkę i szybko opuścił z nią dom podłego człowieka, zabierając ze sobą też Alidoro, który musiał w końcu puścić przestraszonego lokaja.
Cała trójka załamana powoli i bez pośpiechu wróciła do domu Gepetta i opowiedzieli o wszystkim, co się stało.
- A to łajdak! - zawołał majster, zaciskając dłoń w pięść - To po prostu podłość! Jak on mógł?! Założę się, że on doskonale wie o tym, że żyjesz i nie chce się z tobą dzielić pieniędzmi, które odziedziczył po twoim ojcu! Ale spokojnie, Geeno! Jeszcze znajdziemy ludzi, którzy potwierdzą twoją tożsamość. Zobaczysz, że sprawiedliwości stanie się zadość!
- Niech się pan nie kłopocze - powiedziała zapłakana Geena - Nie chcę jego majątku... Nie chcę też go więcej widzieć. Mój własny stryj... Był mi jak drugi ojciec, a teraz co? Wtedy na morzu myślałam, że nie mam nikogo bliskiego i miałam rację. Na prawdę nie mam już nikogo. No i gdzie ja teraz pójdę? Gdzie ja się podzieję?
- Mówiłem ci już, kochanie, że możesz zamieszkać z nami. Nie mamy może zbyt wiele, ale podzielimy się tym, co mamy.
- Właśnie, Geena! - poparł ojca Pinokio - Nie musisz się więc niczym przejmować! Teraz my jesteśmy twoją rodziną. Zapomniałaś? Jestem twoim starszym bratem, a mój tata twoim tatą. Jesteśmy twoją rodziną.
- I bardzo cię kochamy - dodała wesoło Alidoro.
Dziewczynka popatrzyła na pajacyka, mając łzy szczęścia w oczach wywołane tym, co właśnie usłyszała.
- Och, Pinokio!
Następnie rzuciła mu się na szyję i przytuliła do niego zachłannie.
- Dziękuję wam... Dziękuję...
- Dziękuje nam, a patrzy tylko na jednego z nas - zaśmiał się pies - Dziwne są te kobiety.
***
Mimo pewnych oporów Geena ostatecznie zamieszkała u Gepetta i Pinokia, podobnie jak i Alidoro. Pojawił się tylko problem z noclegiem. Nie było w domu trzeciego łóżka, ale na szczęście to Pinokia było na tyle duże, że pomieściło ich oboje. Dziewczynka spała co noc mocno przytulona do swego przyjaciela czując się najszczęśliwszą osobą na całym świecie i choć nadal bolało ją zachowanie stryja, to jednak nigdy nie zamieniłaby ona tego skromnego domu na wszystkie pałace świata.
Pinokio wyłuskał swoje oszczędności, które zarobił i za nie kupił dla Geeny kilka sukienek, nieco bielizny oraz nową parę butów. Ta była mu tak wdzięczna, że aż publicznie go uściskała i ucałowała, wywołując rumieńce na jego twarzy. Dzięki pajacykowi czuła się ona bardzo szczęśliwa w swoim nowym domu. Alidoro także nie narzekał, gdyż uznał to za niezwykle miłą emeryturę i choć nie jadał tu przysmaków tak, jak w poprzednim miejscu zamieszkania, to jednak dobrze się tu czuł, choć często miewał sprzeczki z gospodarzem, który chyba uwielbiał się z nim kłócić.
Dalej losy pajacyka potoczyły się w taki sam sposób, jaki my wszyscy dobrze znamy z książki Carlo Collodiego. Pinokio pracował dalej i uczył się, a kiedy zarobił dużą sumkę pieniędzy i chciał za nią kupić sobie lepsze ubranie, to nagle spotkał Ślimaka, który powiedział mu, iż Wróżka leży w szpitalu i jest ciężko chora. Pajacyk więc oddał mu wszystkie pieniądze na lekarstwa dla niej. Niedługo później, dzięki dobroci swego serca, stał on się prawdziwym chłopcem. Najpierw w nocy miał niezwykły sen, w którym to Wróżka mówi mu, iż zasłużył w pełni na spełnienie swojego marzenia. Rano zaś obudził się i zobaczył, że jest prawdziwym chłopcem w wieku tak około trzynastu lat, a cały dom jest o wiele piękniejszy niż przedtem, a prócz tego jest w nim wiele sprzętów, jakich nie było tu przedtem. Dom był o wiele bogatszy, a prócz tego sam Gepetto miał już prawdziwe, siwe włosy, a nie żółtą perukę przypominającą kolorem mamałygę. Prócz tego wszyscy mieli też piękniejsze ubrania, zaś w portfelu Pinokia było pięćdziesiąt złotych cekinów jako zwrot pieniędzy, które podarował Wróżce na leki. Co prawda nie dał jej aż cekinów, a pięćdziesiąt zwykłych monet (tylko takie bowiem miał), to jednak jego przybrana matka uznała, iż należy mu się zwrot tych pieniędzy razem z procentem.
Na dowód tego, iż Pinokio był niegdyś pajacykiem została jego dawna postać leżąca w kącie niedaleko kominka. Pinokio popatrzył na nią z lekkim uśmiechem i postanowił sobie, iż nigdy nie wróci do tej postaci i już nigdy nie będzie zachowywał się jak pajac, ale jak prawdziwy chłopiec.
Tyle wiemy z książki. Ale to, co było dalej, bo wszak historia jego nie kończy się w tym momencie, dowiecie się teraz.
Pinokio uznał, że skoro jest już chłopcem, to może popłynąć na Wyspę Pracowitych Pszczół i poprosić o rękę Melody. Wiele bowiem myślał o tym i uznał, że dał jej słowo, iż to zrobi i teraz musi go dotrzymać, choć coś w głębi jego serca mówiło mu, że źle postępuje, a jego prawdziwe szczęście jest bliżej niż myśli. Geena, gdy to usłyszała, poczuła się okropnie, a nawet zaczęła płakać. Powiedziała co prawda, iż chce mu towarzyszyć, ale miała w oczach łzy, gdy to mówiła.
- Co ci się stało, Geena? - spytał przerażony jej rozpaczą Pinokio - Zrobiłem coś nie tak?
- Nie... Wszystko w porządku - powiedziała dziewczynka - Zaraz się spakuję.
Następnie pobiegła z płaczem do domu.
- Co ja takiego powiedziałem? - zapytał zdumiony chłopiec Alidora.
- Ech, ty to naprawdę nadal jesteś pajacem - mruknął pies - Przecież to jest oczywiste dla każdego, kto ma oczy i umie wyciągać wnioski z tego, co widzi.
Pinokio w głębi serca chyba łatwo się domyślił, jaka jest przyczyna zachowania Geeny, ale nie wiedział, co mógłby zrobić. Przecież dał słowo Melody i powinien go dotrzymać. Poza tym przecież ją pierwszą pokochał, a Geena to tylko jego młodsza siostra i najlepsza przyjaciółka. Przynajmniej tak sobie mówił, kiedy próbował jakoś sobie uzasadnić swoje uczucia do obu dziewczyn.
- Och, Wróżko moja kochana... No i co ja mam teraz zrobić? Co mam zrobić?
Nagle zauważył siedzącego mu na ramieniu Gadającego Świerszcza.
- Och, Świerszczyku! - zawołał z ulgą - Może ty mi pomożesz? Co ja powinienem zrobić? Uwielbiam Geenę, ale... Kocham Melody. Ją przecież pierwszą... To znaczy... Z nią tak się wspaniale bawiłem, ale z Geeną też jest wspaniale i... Och, Boże! Co ja mam zrobić?! Przecież się nie rozdwoję!
- Nie musisz - odparł Świerszcz - Jeśli chodzi o mnie, to ja bym na twoim miejscu brał to, co jest zamiast gonić za czymś, co nie jest pewne, lecz nigdy nie byłem znawcą spraw sercowych.
- Co więc powinienem zrobić?
- Płyń tam, gdzie zamierzasz teraz płynąć. Być może los pozwoli ci odpowiedzieć na twoje pytanie.
Następnie zeskoczył mu z ramienia i zniknął. Pinokio uśmiechnął się delikatnie.
- Dziękuję ci, Świerszczyku... Dziękuję ci.
***
Pinokio i Geena wraz z wiernym psem Alidoro popłynęli najbliższym statkiem na Wyspę Pracowitych Pszczół, gdzie mieszkała Melody. Mieli oni nadzieję, że ona nadal tam mieszka, bo jeżeli nie, to wówczas powrócą z niczym, bo przecież gdzie będą jej szukać? Geena przez całą podróż była smutna, a Pinokio nie potrafił w żaden sposób jej rozbawić, choć kiedyś tak doskonale mu się to udawało.
W końcu dotarli do brzegu celu swej podróży. Zadowoleni zeszli na ląd i udali się do domu na wzgórzu, gdzie mieszkała Melody z rodzicami. Całe szczęście wszyscy ludzie, których o to zapytali potwierdzili, że państwo Lucas wraz z córką mieszkają tam nadal.
- Doskonale... A więc znajdziemy ich - powiedział Pinokio.
Zadowolony poszedł w kierunku domu, który kiedyś był miejscem jego szczęścia i pierwszej prawdziwej miłości. Geena i Alidoro powoli szli za nim czując, że wcale im się nie spieszy.
Wreszcie dotarli na miejsce. Trwało tam właśnie wielkie przyjęcie i musieli długo pukać, zanim lokaj ich usłyszał.
- Państwo do kogo? - zapytał sługa.
- Do gospodarzy - odparła Geena.
- Rozumiem. Kogo mam zameldować?
- Panienka Geena Johnson i panicz Pinokio.
Lokaj ukłonił się im i powoli wszedł do domu, po czym wrócił, aby ich wpuścić do środka. Alidoro pozostał na zewnątrz, gdyż służący nie pozwolił mu wejść uważając, że psów na salony się nie wpuszcza.
Pinokio i Geena udali się do sali balowej, gdzie trwała wielka zabawa.
- A cóż to za wspaniałe przyjęcie? - zapytała Geena.
- Zaręczyny panienki Melody z wicehrabią de Gaulle - odpowiedział jej lokaj.
Pinokia zamurowało, kiedy tylko to usłyszał. Przerażony zatrzymał się i spojrzał na lokaja, pytając:
- Co pan powiedział?
- Zaręczyny panienki Melody. A co?
- Nie... Nic...
Geena spojrzała przerażona na Pinokia i dotknęła jego ramienia.
- Wszystko dobrze? - zapytała.
Nagle na korytarz wybiegła Melody w pięknej, różowej sukni balowej. Biegł za nią młodzieniec ubrany w czarny, elegancki strój, białą koszulę i czerwoną muszkę. Oboje śmiali się radośnie.
- Nareszcie mamy chwilkę spokoju dla siebie! - zawołał młodzieniec do Melody.
- Tak... Ale pamiętaj, że nie powinniśmy siedzieć tutaj za długo, bo zaczną nas szukać i...
Nagle dostrzegła ona stojących na korytarzu Geenę i Pinokia. Wtedy to zamurowało ją ze zdumienia.
- Geena?! - jęknęła - O Boże! To ty żyjesz?!
Następnie podbiegła do niej i mocno ją objęła, wołając przy tym:
- Boże, Geena! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że żyjesz! Twój stryj mówił nam, że umarłaś!
- Stryj Ebenezer mówi tylko to, co jest mu na rękę - odparła ponuro dziewczynka.
Melody uściskała ją radośnie i dodała:
- Chodź, musisz zobaczyć moich rodziców. Ale będą szczęśliwi, kiedy cię zobaczą. A co to za chłopak?
- Melody... Nie poznajesz mnie? To ja... Pinokio - rzekł chłopiec.
Dziewczynę ponownie zamurowało z wrażenia.
- Pinokio? To naprawdę ty? - jęknęła zdumiona - Niesamowite... Ty naprawdę... Ty jesteś... prawdziwym chłopcem?
- Tak... Zostałem nim niedawno... Myślałem o tym, o czym mówiliśmy rok temu... że ty i ja... Ale jak widzę, to już nieaktualne.
Melody nareszcie poznała Pinokia, ale jednocześnie poczuła, iż jest jej strasznie głupio.
- Pinokio... Wybacz mi, ale... Ja... Ja się już dzisiaj zaręczyłam i... Ja nie wiedziałam, że żyjesz. Mówiono, że zniknąłeś w Krainie Zabaw... No, a potem, iż połknął cię rekin i...
- To wszystko prawda, ale ja żyję... Jak widzisz, wciąż żyję i jestem chłopcem. Prawdziwym chłopcem. Ale to już chyba nie ma znaczenia.
- Pinokio, ja...
- Nie musisz mi nic wyjaśniać. Ja wszystko rozumiem. Życzę tobie i twojemu narzeczonemu wiele szczęścia.
Po tych słowach skierował swe kroki ku wyjściu.
- Pinokio, zaczekaj! - zawołała Melody - Proszę cię, nie odchodź! Nie gniewaj się na mnie!
Geena patrzyła na nią wściekłym wzrokiem.
- Jak mogłaś o nim zapomnieć? Jak mogłaś? On nigdy nie przestał o tobie myśleć, a ty mu tak się odwdzięczasz?
- Geena... Przepraszam.
- Tylko tyle umiesz powiedzieć? Cóż... Widocznie wszystkie bliskie ci osoby uznałaś za zmarłe.
Następnie odwróciła się na pięcie i wybiegła z domu tuż za Pinokiem, który ze łzami w oczach opowiadał Alidorowi o tym, co się stało. Pies był oburzony i chciał już tam wpaść oraz pogryźć pannę młodą, lecz dzieci nie wyraziły na to zgody.
- Niech oni żyją szczęśliwie... To nie ich wina, że los znowu ze mnie zakpił - powiedział smutno Pinokio.
Następnie ruszył ponuro w kierunku portu, a Geena i Alidoro ruszyli za nim. Tym razem spieszyli się, ponieważ chcieli jak najszybciej opuścić to miejsce.
***
Pinokio od tego czasu wyraźnie posmutniał. Stracił apetyt i prawie nic nie jadł, a w dodatku utracił radość, jaka dotychczas go rozpierała. Geena z Alidoro i Gepettem wspierali go jak mogli, jednak niewiele to pomagało. Najbardziej wytrwała była jednak Geena, która była przy swoim przyjacielu niemalże cały czas podnosząc go na duchu i próbując go na wiele sposobów rozbawić. Jej działania w końcu zaczęły odnosić skutek i Pinokio powoli zaczął odzyskiwać humor, ale wciąż na samo wspomnienie Melody ogarniał go smutek, choć z drugiej strony czuł jakąś dziwną ulgę, której nie umiał sobie wyjaśnić. Czuł bowiem w głębi serca, iż bardzo dobrze się stało, że jego pierwsza miłość go odtrąciła, ponieważ jego sympatia do Geeny jest z każdym dniem rosła, ale też nie mówił tego na głos, bo czułby się okropnie, gdyby tak nagle zmienił obiekt swoich westchnień.
Geena była cierpliwa. Wiedziała doskonale, że jej przyjaciel również pragnie być blisko niej, więc dawała mu wszystko, co tylko mogła dać w ramach przyjaźni, a w nocy zawsze spała mocno do niego przytulona. Jej bliskość działała na Pinokia kojąco.
Pewnego zimowego dnia Geena postanowiła rozbawić Pinokia i weszła na zamarznięte jezioro, żeby mu pokazać, jak sprawnie potrafi się ślizgać. Niestety, niedługo się popisywała, ponieważ lód pękł pod nią, a ona sama zniknęła w wodzie.
- Geena! - krzyknął przerażony Pinokio.
Następnie skoczył jej na pomoc i wyciągnął ją z lodowatej wody, po czym położył na ziemi i zaczął cucić.
- Geena! Proszę, odezwij się! - wolał przerażony, klepiąc nieprzytomną dziewczynkę po policzkach - Proszę, ocknij się! Nie umieraj, proszę!
Przerażony przez chwilę nie wiedział, co ma zrobić, aż wreszcie zabrał ją do domu, gdzie dziewczynkę szybko rozebrano z mokrych ubrań, ubrano w ciepłe i wsadzono szybko do łóżka.
- Trzeba ją rozgrzewać, bo inaczej zamarznie - orzekł wezwany na pomoc lekarz - Zostawię wam trochę leków i mam nadzieję, że pomogą.
Pinokio czuł się okropnie widząc nieprzytomną Geenę rzucającą się na łóżku w gorączce i mamroczącą.
- To wszystko moja wina - pomstował sam na siebie - Gdybym tylko nie był taki ponury i głupi, to ona nie chciałaby mnie pocieszyć i... Muszę jej pomóc! Muszę! Ale jak?
Gepetto znał pewną metodę rozgrzewania. Rozebrał szybko z Pinokiem dziewczynę do majtek, potem rozebrał Pinokia i kazał mu się położył obok jego przyjaciółki i mocno ją do siebie przytulać.
- Pocieraj jej ciało dłońmi... Rób, co tylko się da, aby odzyskała ona temperaturę - powiedział - Pamiętam, jak mój przyjaciel, majster Wisienka podobnie leczył swoją żonę, gdy ta wpadła do zamarzniętego jeziora.
Pinokio obejmował mocno do siebie Geenę i próbował ją jakoś w ten sposób rozgrzać, jednocześnie czując się bardzo dziwnie. Nie rozumiał tego, ale coś sprawiało, że bliskość Geeny w takiej chwili sprawiał mu wielką radość. Wiedział doskonale, iż on jest chora, ale mimo to czuł się cudownie, że to on właśnie ją leczy, a nie nikt inny.
Dziewczynka zaś na kilka chwil odzyskała przytomność i uśmiechała się widząc, jak Pinokio troskliwie się nią opiekuje. Była teraz tak bardzo szczęśliwa, że mogłaby nawet skonać z tej radości.
Niestety, mimo lekarstw i rozgrzewania Geena nie wracała do zdrowia. Załamany Pinokio wiedział, że musi znaleźć dla niej lekarstwo, inaczej ona umrze. Postanowił więc iść do lasu i poszukać domku Wróżki mając przy tym nadzieję, że ona mu pomoże. Co prawda nie miał pewności, że jego przybrana matka dalej tam mieszka, ale być może ją znajdzie. Ubrał się więc ciepło i ruszył w drogę.
- Uważaj na siebie, synku - rzekł Gepetto - Może weź ze sobą Alidora?
- Nie, tato. On tobie się bardziej przyda - odrzekł chłopiec - Proszę, opiekujcie się Geeną.
Pinokio uściskał mocno swojego ojca, po czym ruszył w drogę przez mrok nocy. Śnieg wiał mu razem z wiatrem prosto w twarz, ciemność zaś panowała wokół tak wielka, że chwilami ledwie rozróżniał drogę, ale nie wahał się iść naprzód.
- Geena... Nie bój się. Wyzdrowiejesz... Zobaczysz... Nie pozwolę ci umrzeć... Nie pozwolę.
Mróz jednak był coraz bardziej dotkliwy, a Pinokio nie widział drogi przed sobą. Nie zauważył też kamienia, o który się potknął i wylądował nosem w śniegu. Próbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa, zaś całe jego ciało zaczęły przechodzić dreszcze z zimna.
- Geena... Wybacz mi... - jęknął czując, że nie ma już sił dłużej iść - Przepraszam cię... Przepraszam...
Następnie zamknął oczy. Ujrzał wówczas Wróżkę uśmiechającą się do niego delikatnie i mówiącą:
- Nie poddawaj się, Pinokio. Jesteś już blisko celu. Idź na najbliższą łąkę. Tam rośnie żywy kwiat. Soki wyciśnięte z niego uzdrowię Geenę. Idź dalej... Nie poddawaj się. Idź dalej.
Następnie zobaczył, jak wygląda ten kwiat. Był duży i czerwony, a do tego posiadał w sobie jakieś piękno, które przykuwało wzrok.
Chwilę później Pinokio otworzył oczy i zauważył, że stoi przed nim błękitna koza, która trąca go lekko rogami.
- Kózko - jęknął wzruszony pajacyk - Tak bardzo się cieszę, że cię widzę. Czy wskażesz mi drogę?
Koza zabeczała tylko i pobiegła kawałek drogi przed siebie, po czym zatrzymała się i spojrzała na Pinokia, który wstał czując przy tym, że nagle w całe ciało wstępują mu nowe siły. Szybko ruszył przed siebie, zaś jego przewodniczka wskazywała mu drogę, aż dotarli na łąkę. Była ona cała pokryta śniegiem, ale Pinokio szybko dostrzegł, że kózka pokazuje mu coś, co ma przed sobą. Podszedł bliżej i wówczas dostrzegł wyrastający spod śniegu kwiatek. Taki sam, jaki widział we śnie.
- Żywy kwiat! - zawołał - Och, dziękuję ci, kózko kochana!
To mówiąc uściskał on mocno kozę i pognał szybko przed siebie.
***
Zamieć sprawiła, że Pinokio niestety zgubił drogę powrotną i nie mógł odnaleźć miasta. Na całe szczęście zauważył światła palące się w oddali, więc pobiegł tam, aby zobaczyć, co je wydaje. Wtedy dostrzegł on, że są to światła z okien pewnego małego domku. Załamany zaczął głośno stukać w nie, wołając:
- Proszę, otwórzcie drzwi! Otwórzcie!
Chwilę później otworzył mu jakiś wysoki chłopiec.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Wędrowcem... Szedłem do miasta, ale zgubiłem drogę.
Chłopiec wpuścił go do środka, a Pinokio strząsnął z siebie śnieg i zauważył, że w domu jest tylko jedna, dorosła kobieta. Resztę mieszkańców stanowiły dzieci. Domyślił się, iż musi to być sierociniec.
Dzieci zainteresowane jego osobą natychmiast go obskoczyły.
- Jak się nazywasz? Kim jesteś? I czemu wędrujesz po nocy?
- Nie gniewaj się na nie, proszę. One już takie są - rzekła kobieta z anielskim uśmiechem na twarzy.
Pinokiu wydawało się, że gdzieś już ją widział. Spojrzał na jej włosy. W świetle świecy jej włosy zdawały się być czarne, ale przebijał przez nie jasny kolor, jakby błękit. Nie wiedział jednak, czy to jest gra świateł, czy też naprawdę ponownie spotkał Wróżkę w jej nowym wcieleniu.
- Nic się nie stało - powiedział do niej Pinokio - Ale muszę szybko wrócić do domu. Moja przyjaciółka jest śmiertelnie chora. Muszę jej zanieść ten kwiat.
To mówiąc pokazał on roślinę, który trzymał w dłoni.
- Nie ona jedna dzisiaj choruje - rzekła kobieta i wskazała na leżącą w łóżku dziewczynkę mającą około pięć lat.
Była to śliczna brunetka o brązowych oczach. Miała kompres na czole i strasznie kaszlała.
- Biedactwo - powiedziała czule kobieta - Lekarz nie daje jej żadnych nadziei. Jeśli nie zdarzy się cud, ona umrze.
Pinokio popatrzył na dziewczynę, a potem na trzymany przez siebie kwiat. Załamany nie wiedział, co ma teraz zrobić. Chciał ratować Geenę, ale też wiedział, że ona nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby teraz pozwolił on umrzeć innej dziewczynce mogąc ją ocalić. Ale przecież Geena także mogła skonać, zaś kwiatu niestety nie starczyło na lek dla obu dziewczynek. Co więc zrobić? A co zrobiłaby Geena na jego miejscu?
- Proszę pani - powiedział po chwili Pinokio załamanym głosem - Proszę wycisnąć z tego kwiat sok. On ją wyleczy.
Opiekunka dzieci patrzyła na niego uważnie i nie wiedziała, co ma zrobić i czy mu ufać, ale w końcu wzięła kwiat i zrobiła tak, jak on kazał. Pinokio patrzył, jak wyciska sok z rośliny i wlewa go do ust dziewczynki. Załamany poczuł, że kolana się pod nim uginają, a on sam pada na ziemię nieprzytomny wiedząc, iż właśnie skazał Geenę na śmierć.
Zobaczył wówczas znowu Wróżkę uśmiechniętą do niego.
- Dobroć jest zawsze nagradzana - powiedziała - Obudź się, Pinokio. Obudź się... Idź ratuj Geenę. Ona czeka na ciebie.
Pinokio otworzył oczy i zobaczył, że leży na progu swojego domu, a w dłoni trzyma żywy kwiat. Poczuł, jak w jego serce wstępuje nowa nadzieja i radośnie spojrzał w niebo, wołając:
- Dziękuję ci, kochana Wróżko! Dziękuję ci!
Następnie szybko zerwał się na nogi, po czym zaczął walić do drzwi.
- Tato, to ja! Pinokio! Otwórz mi! Mam lekarstwo dla Geeny!
Chwilę później drzwi się otworzyły i Gepetto popatrzył na syna.
- Boże, Pinokio! Tak strasznie się o ciebie martwiłem! Skąd masz lekarstwo? I jakie?
- Długo by opowiadać. Gdzie jest Geena? Co z nią?
- Jest coraz gorzej! Musimy się spieszyć - powiedział Gepetto - Alidoro przy niej czuwa.
Pinokio pognał szybko do swego pokoju, w którym w łóżku leżała jego przyjaciółka. Szybko usiadł przy niej, pochylił się nad nią i wycisnął nad nią żywy kwiat. Poleciały z niego soki, które wleciały zaraz do otwartych ust dziewczynki. Pinokio wycisnął roślinę aż do ostatniej kropelki, po czym popatrzył na nią uważnie.
- Jeśli to nie pomoże, to nie wiem, co - powiedział załamany.
Alidoro położył mu łapę na ramieniu, mówiąc:
- Spokojnie, przyjacielu. Zrobiłeś, co mogłeś. Teraz musisz odpocząć. Dość się już napracowałeś.
Następnie wyszedł z pokoju i poszedł spać. Pinokio zaś popatrzył na dziewczynkę i powiedział:
- Gdybyś tylko przeżyła, to już nigdy bym nie wspomniał o Melody. Jaki ja byłem głupi! Dlaczego nie widziałem szczęścia, które miałem tuż pod swoim nosem? Geeno... Wróć do mnie, proszę cię... Jesteś moim całym światem.
Po tych słowach pochylił się lekko i bardzo delikatnie pocałował usta dziewczynki. Następnie położył głowę na jej piersi i zasnął.
Rano usłyszał, jak znajomy mu dziewczęcy głos mówi:
- Pinokio... Obudź się... Już jest dzień.
Otworzył on oczy i zobaczył Geenę siedzącą na łóżku. Była radosna, a co najważniejsze zdrowa.
- Geena! Ty żyjesz! - wrzasnął pajacyk szczęśliwy, jak nigdy dotąd.
Następnie złapał ją w objęcia i zaczął całować po twarzy.
- Tato! Alidoro! Geena wyzdrowiała! Dzięki ci, moja dobra Wróżko! Dziękuję ci za pomoc! Geena! Moja maleńka! Moja kochana! Już nigdy cię nie stracę! Kocham cię!
- Oj, puść mnie, wariacie, bo mnie udusisz - zaśmiała się Geena i nagle coś ją tknęło - Zaraz... Co ty powiedziałeś?
Pinokio popatrzył na nią wesoło i rzekł:
- Powiedziałem, że cię kocham.
- Aha... Rozumiem. Jak siostrę?
- Nie... Nie jak siostrę. O wiele więcej. Zawsze cię tak kochałem, ale niestety nie rozumiałem tego. Albo rozumiałem, ale z powodu słowa, które dałem Melody... Zresztą sam nie wiem, jak to ze mną było. Uczucia chyba bywają czasami strasznie skomplikowane. Wiem jednak to, że dopiero teraz, gdy mogłem cię stracić, to uświadomiłem sobie, ile dla mnie znaczysz.
W oczach Geeny pojawiły się łzy szczęścia.
- Mówisz to poważnie?
- Najzupełniej, Geena. Wiem już z całą pewnością, że pokochałem cię od chwili, gdy obiecaliśmy być sobie rodzeństwem. Ja wiem, iż obiecałem ci być bratem, ale chciałbym być teraz kimś więcej...
- A Melody?
- Kochałem ją, to prawda. I myślałem, że zawsze będę ją kochać... Ale ona wybrała innego. Choć to może dziwne, to gdy się o tym dowiedziałem, to wtedy poczułem ulgę w sercu, choć ból wywołany tym, co ona zrobiła był ogromny i przyćmił to wszystko. Tak czy inaczej wiem jedno. Wiem, że nie jestem wart twojej miłości i zrozumiem, jeśli powiesz nie, ale...
- Och, bądź już cicho i pocałuj mnie!
Pinokio zaśmiał się delikatnie i pocałował ją w policzek.
- Nie tak! - pisnęła niezadowolona dziewczynka.
- A jak?
- A tak!
To mówiąc Geena przyciągnęła do siebie chłopca i pocałowała go w usta tak zachłannie, jak zawsze chciała to zrobić. Nie miała w tym wprawy, więc pocałunek nie był najlepszy, ale jej się podobał i Pinokiu także, gdyż zarumienił się na całej twarzy, gdy go otrzymał. Chwilę później usłyszał za sobą czyiś chichot. Obejrzał się i zobaczył Gepetta oraz Alidora stojących niedaleko niego w drzwiach izby.
- Ładne rzeczy się tu dzieją - powiedział wesoło pies.
- Czy nie za młodzi jesteście na takie okazywanie sobie uczuć? - spytał majster dowcipnym tonem, lekko tylko udającym złość - Ledwie zostałeś chłopcem, a już dziewczyny ci w głowie? A lekcje chociaż odrobiłeś?
Pinokio i Geena zachichotali wesoło wiedząc, że świat znowu nabrał dla nich barw.
***
Pinokio i Geena zostali parą i byli bardzo szczęśliwi. Wróżka, która okazała się być też właścicielką sierocińca, zaprosiła ich oboje oraz Gepetta i Alidora na przyjęcie bożonarodzeniowe w swoim domu w lesie, na którym przybyli również jej podopieczni. Oczywiście nie mogło na nim zabraknąć także Medora, Ślimaka oraz Gadającego Świerszcza. Wszyscy razem wesoło śpiewali kolędy przy choince pełnej prezentów, które Wróżka radośnie im rozdawała.
Gdy już każdy otrzymał swój prezent, to wówczas Gadający Świerszcz rzekł uroczystym tonem, trzymając w ręce kieliszek z winem (rzecz jasna odpowiedni do swojej wielkości):
- Chciałbym wznieść teraz toast za osobę, która dowiodła, że nawet z prawdziwego pajaca może wyrosnąć niezwykle szlachetny człowiek. Tym kimś jest osoba, której kiedyś wręcz nie cierpiałem, a obecnie dumny jestem mogąc nazywać go moim przyjacielem. Zdrowie Pinokia!
- Zdrowie! - zawołali wszyscy uczestnicy zabawy.
Chłopiec zarumienił się lekko, a po chwili podeszły do niego dzieci z domu dziecka dziękując mu za uleczenie ich koleżanki. Owa dziewuszka nawet narysowała rysunek dla swego wybawcy. Nie był on może najlepszej jakości, ale chłopiec uważał go za wspaniały.
- Dziękuję ci... Jest piękny - powiedział wzruszony.
Dziewczynka uśmiechnęła się do niego, po czym radośnie rzuciła mu się na szyję i pocałowała go w policzek. Inne dzieci również obejmowały go i całowały. Wzruszona tym widokiem Geena podeszła jako ostatnia do swej sympatii, a następnie zarzuciła chłopcu ręce na szyję i powiedziała:
- Wesołych Świąt, Pinokio. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Geeno.
Chwilę później Alidoro i Medoro popchnęli oboje ku sobie, a Gadający Świerszcz wskoczył nad ich głowy z gałązką jemioły.
- Wiem, Geena, że w twoim kraju to oznacza, że musicie się pocałować - powiedziała wesoło Wróżka - Śmiało... Nie krępuj się.
- Możemy zamknąć oczy - zaproponował Gepetto.
- A co mi tam! Patrzcie sobie! - zaśmiał się Pinokio, po czym objął ukochaną i ucałował ją czule.
***
I tak właśnie kończy się historia pajacyka, który stał się prawdziwym chłopcem. Gwoli ścisłości muszę tu jeszcze dodać, że gdy oboje dorośli, to pobrali się i zamieszkali w domu jej stryja Ebenezera, który zmarł nieco wcześniej na zawał serca. Geena zaś z pomocą Melody oraz jej rodziców udowodniła swoje pochodzenie i prawo do majątku, więc mogła objąć nad nim panowanie. Ponieważ dobrze jej znany sierociniec znajdował się na jej ziemiach, to objęła go swoją opieką wraz ze swym mężem i samą Wróżką, która nigdy nie przestała się o niego troszczyć.
Gepetto i Alidoro, pomimo swoich obaw doczekali tej chwili, kiedy ich pociechy (jak ich nazywali) się pobrały. Oczywiście nie zabrakło żadnego z nich na ślubie. Przybyli na niego również Melody z mężem, a także sama Wróżka, która postanowiła pobłogosławić młodej parze. Wraz z nią przybyli również Medoro, Ślimak i Gadający Świerszcz, a więc nikogo nie zabrakło.
- Kochani, życzę wam dużo szczęścia - powiedziała Wróżka - Mam nadzieję, że znajdziecie je tutaj w tym miejscu i na waszej nowej drodze życia.
- I pamiętajcie, spieszcie się powoli - rzekł Ślimak - Nie warto niczego robić w pośpiechu.
- Powodzenia, urwisie - zachichotał Gadający Świerszcz - Pamiętaj zawsze o tym, czego się nauczyłeś.
- Nigdy tego nie zapomnę, Świerszczyku - rzekł Pinokio.
- Nie zapomnijcie też o tym, że byliście kiedyś biedni i nie wynoście się ponad innych - dodał Gepetto nauczycielskim tonem.
- I dbajcie o siebie nawzajem - szczeknął Alidoro.
Pinokio i Geena uścisnęli bardzo czule każde z nich, po czym Wróżka zaprowadziła ich do swojej karety zaprzężonego w stado białych myszek.
- Gratuluję ci, Pinokio - powiedziała czule - Udało ci się! Tobie także, Geeno. Jestem z was dumna, kochani. Wsiadajcie teraz.
- Jak to? - zdziwiła się Geena.
- Jedziecie przecież w podróż poślubną - zauważyła Wróżka - A czym macie jechać, jak nie moją karetą?
- A ty nie będziesz jej potrzebować? - spytał Pinokio.
- Chwilowo nie. No, śmiało! Wskakujcie!
Pinokio i Geena mocno uściskali Wróżkę, po czym wsiedli do karety, za której kozłem usadowił się Medoro. Pudel uśmiechnął się, strzelił z bata i kareta z nowożeńcami ruszyła przed siebie, żegnana wesoło przed gości weselnych.
- Szkoda - powiedziała Wróżka, ocierając łezkę z oka - Taka ładna była z niego marionetka.
- Nikt nie może być marionetką całe życie - zauważył Gepetto - Ani tym bardziej dzieckiem.
- Tak, to prawda - skinęła głową kobietą - Choć będzie brakować mi tego urwisa, którym kiedyś był.
- Choć wstyd się do tego przyznać, to mnie również - rzekł Gadający Świerszcz - Ale nie mówcie o tym nikomu, a już zwłaszcza Pinokiowi.
- Ani słóweczka - zaśmiała się wesoło Wróżka - To będzie nasza mała tajemnica.




















Drogi mój Jasiu Kronikarzu,
OdpowiedzUsuńWłaśnie przeczytałam drugą część Twojego opowiadania i powiem Ci, że strasznie mi się ono spodobało. Trochę zacytowałeś tu książkę, ale oparłeś się głównie na serialu, co jest świetnym posunięciem. Najpierw byłam zaniepokojona tym, że dzieci nic nie mogły znaleźć do jedzenia, ale pojawienie się Błękitnej Wróżki pod postacią dobrze nam obojgu znanej z powieści kozy sprawiło mi wielką ulgę. Gdy pojawia się Wróżka, nic złego nie może się stać ani Pinokiu, ani jego najbliższym i przyjaciołom. Potem było na przemian wesoło i smutno. Te przekomarki Alidora z Gepettem bardzo mnie rozbawiły, później jednak pojawiła się jedna rzecz, a raczej osoba, która mocno mnie zaniepokoiła. To wuj Geeny. Jego zachowanie wobec dziewczynki oburzyło mnie do głębi i cieszę się, że na końcu umarł na zawał serca. To odpowiednia kara dla niego. Oburzyło mnie też na swój sposób zachowanie Melody. Widać ma ona gorszą pamięć od Pinokia, bo zapomniała o jego przysiędze. Nie jestem w stanie ocenić, czego to dowodzi, ale to jest bardzo przykre. Czytając ten fragment, gdy ona zaręczyła się z nim miałam nadzieję, że Pinokio posłucha rad Ślimaka i Alidora i wybierze Geenę, skoro dziewczyna, w której się wcześniej zakochał, wybrała innego. Na szczęście tak się właśnie stało. Potem przejęłam się bardzo chorobą Geeny i byłam ciekawa, czy ona ostatecznie wyzdrowieje, choć coś mi mówiło, że tak. Czekałam zatem niecierpliwie na chwilę, gdy to nastąpi i doczekałam się. Cieszyłam się bardzo, gdy nareszcie mogłam odetchnąć z ulgą po przeczytaniu tej części Twego przepięknego opowiadania, kiedy Geena odzyskuje zdrowie. A gdy czytałam dialog, jaki się wywiązał między Pinokiem a Geeną zaraz po tym, jak dziewczynka wyzdrowiała, nie mogłam się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. To było piękne, podobnie jak ich ślub na końcu historii. Stanowczo uważam, że tak właśnie naprawdę powinna się zakończyć historia Pinokia, w myśl „Wszystko dobre, co się dobrze kończy” Williama Szekspira z komedii pod tym samym tytułem. :) Dziękuję ci za to opowiadanie i czekam na obiecane opowiadania z serii „Ash i Serena na tropie”.
Całuję Cię mocno,
Twoja wierna siostrzyczka, przyjaciółka i Muza Joasia :) :*
Bardzo fajna opowieść chociaż większość pamiętam z serialu:-)
OdpowiedzUsuńTo ja pisałem
OdpowiedzUsuńPaweł Prus
OdpowiedzUsuń