piątek, 8 grudnia 2017

Zwierzogród - 02 - Tajemnica Nicka cz. II

Następnego dnia Judy udawała, że nie ma wcale pojęcia, co się działo wczoraj wieczorem z Nickiem, po czym najzwyczajniej w świecie zapytała swego przyjaciela, co on robił po ich rozstaniu.
- Nic takiego - odpowiedział jej przyjaciel - Siedziałem sobie w domu i nie robiłem nic godnego wspominania. A czemu pytasz?
A więc wolisz mnie okłamywać, pomyślała sobie króliczka. Doskonale, jak sobie chcesz. Dzisiaj pogadamy inaczej, kiedy już będziemy po służbie.
- Po nic - odpowiedziała mu na głos - Tak zwyczajnie z ciekawości.
- Ciekawska jesteś, Karota. Nie wiem, czy nie za bardzo - zaśmiał się lis - Ale nie ma sprawy. Wczoraj nie robiłem nic godnego uwagi.
- No dobra, jak uważasz.
Powoli dziewczyna wróciła do swojego gabinetu, po czym zaczęła tam przeglądać wszystkie dane na temat Fantomasa, jakie miała. Zastanawiała się, o co w tym wszystkim może chodzić. Naprawdę nie rozumiała jego postępowania. On widocznie coś musiał planować, ale co? Jeśli potrzebuje specjalny sprzęt, to pewnie po to, aby wyłączyć alarm w miejscu, do którego chce się włamać. Najwidoczniej o to właśnie musi chodzić. Ale kostiumy z teatru? Na co mu to? Czyżby...
Nagle coś jej przyszło do głowy. Pobiegła szybko do Pazuriana, który jak zwykle siedział na swoim miejscu i zajadał pączki oraz czytał gazetę.
- Cześć, Pazurian! - zawołała wesoło - Możesz mi na chwilę pożyczyć swoje czytadło?
- Co? A! Tak, jasne, Judy! - zaśmiał się do gruby lampart - Tylko potem oddaj mi je, bo tam jest niezła krzyżówka i chciałem ją rozwiązać.
- Nie ma sprawy - powiedziała króliczka.
Następnie wzięła gazetę i poszła do swojego gabinetu, gdzie zaczęła przeglądać pismo. Miała nadzieję, że znajdzie tam coś, co może rzucić się jej w oczy. Znalazła tam w końcu.
- No proszę! Zebranie dygnitarzy z sąsiednich państw - powiedziała sama do siebie - Lewin Grzywalski będzie przyjmować u siebie gości zza granicy. A każdy z nich będzie na pewno obładowany kosztownościami. Super! O to właśnie pewnie chodzi Fantomasowi! Po to mu stroje z teatru! Chce przebrać swoich ludzi za dygnitarzy, aby wmieszali się oni w tłum, a reszta jego gangu za pomocą tego skradzionego sprzętu doprowadzi do spięcia, wyłączenia alarmu i innych rzeczy, jak na filmach.
Następnie Judy ścisnęła w dłoni gazetę i powiedziała:
- No dobra, ty cwaniaczku. Niewykluczone, że oboje oglądamy te same filmy, ale z naszej dwójki to ty najwyraźniej zapomniałeś o tym, jak one się kończą! A kończą się tak, że przestępca idzie do paki!
Zadowolona szybko pobiegła do Nicka, aby się podzielić z nim swoimi odkryciami. Nie zastała go jednak w jego pokoju, dlatego też pobiegła do stołówki, ale tam też nie zastała swego przyjaciela.
- Co się tu dzieje? Gdzie on jest?
Pobiegła do Pazuriana.
- Słuchaj, widziałeś może Nicka?
- A owszem, wychodził parę minut temu - odpowiedział jej gepard, wcinając kolejnego pączka - A czemu pytasz? Nie mówi ci, dokąd idzie?
- Nie... Nie mówił.
Nagle coś się jej przypomniało. Jeden z ludzi Fantomasa sugerował im, że wśród ich ludzie jest wtyczka. Jeśli więc... Nie, to przecież niemożliwe! Nick nie może być zdrajcą! Nie po tym wszystkim, co oni razem przeszli! Choć z drugiej strony ponoć zjesz z kimś beczkę soli, a nadal nie wiesz o nim wszystkiego.
Króliczka postanowiła więc obserwować następnym razem uważnie swojego partnera. Wiedziała, że szukanie go teraz nie ma sensu, w końcu mógł być on wszędzie. Lepiej będzie zaczekać na dogodny moment, aby go śledzić.

***

Godzinę później Nick Bajer wrócił do pracy, jak gdyby nigdy nic. Był wyraźnie przygnębiony, choć próbował to ukryć pod maską swoich żartów, jednak czujne oko sierżant Judy Hops oczywiście od razu wypatrzyło w jego zachowaniu coś nienaturalnego. To wyraźnie wskazywało na to, że Nick nie jest z nią szczery. Tylko co ukrywa? Być może rzeczywiście jest zdrajcą? Taka myśl wręcz przerażała policjantkę, ale musiała się z nią powoli zacząć oswajać. Tylko dlaczego on właśnie teraz ich zdradził? A może robił to już wcześniej?
Następnego dnia, gdy Nick znowu się zamierzał wymknąć z pracy, Judy pilnowała go uważnie i poszła za nim ubrana w prochowiec, kapelusz oraz sztuczną brodę. Szła za lisem ostrożnie, starając się zachować dystans na tyle duży, aby jej nie wypatrzył.
Nagle Bajer zniknął za rogiem. Judy przyspieszyła kroku, aby go nie zgubić, ale gdy już dogoniła lisa, ten zniknął.
- Gdzie on się podział? - zapytała sama siebie.
- Wiesz co, Marchewa? Ty jesteś naprawdę dziwna - usłyszała za sobą znajomy głos.
Odwróciła się i zauważyła Nicka patrzącego na nią z politowaniem.
- Śledzisz mnie w biały dzień, ubrana jak pokraka? Do tego jeszcze ze sztuczną brodą? Błagam cię! Sądziłem, że stać cię na coś lepszego.
- Eeekhem... Przepraszam pana, ale ja nie rozumiem, o co panu się rozchodzi - mruknęła Judy udając męski głos.
- Hopsiu, weź proszę cię...
- Pan mnie z kimś pomylił. Nazywam się... Victor Vilder.
- Aha... - Nick zrobił złośliwą minę - No dobrze. Niech będzie. A przy okazji... Panie Vilder...
- Słucham?
- Broda się panu odkleiła z lewej strony.
Po tych słowach poszedł przed siebie. Judy wściekła cisnęła brodę na ziemię i pobiegła za nim.
- Nick! Ej, rudasie! Zatrzymaj się natychmiast!
- No dobrze... Czego chcesz, uszatku? - spytał przekornie lis.
- Słuchaj, Nick! Ja nie wiem, co ty kombinujesz, ale jeżeli coś niezbyt uczciwego, to lepiej...
Nick spojrzał na nią groźnie.
- Słucham? Niezbyt uczciwego? Uważasz, że jestem mataczem? Albo może wtyczką przestępców? No pięknie. Widzę właśnie, jakimi jesteśmy przyjaciółmi.
- Nie podejrzewałabym cię o nic, gdybyś nie wymykał się dzisiaj z posterunku. Wczoraj też tak zrobiłeś. A przedwczoraj byłeś u Feńka!
- Śledziłaś mnie?!
- Zmusiłeś mnie do tego! Nick! Dlaczego mnie okłamujesz! Czemu się wymykasz?!
- Po prostu chcę trochę pobyć sam. Nie mam do tego prawa?
Judy nie kupowała takiego tłumaczenia.
- Takie bajki możesz wciskać naiwniakom, ale nie mnie! Powiedz mi prawdę... Co się tutaj dzieje?
Nick opuścił załamany łeb w dół.
- Jeśli ci powiem, możesz przestać mi ufać.
- Już ci przestaję ufać, gdy zachowujesz się w taki sposób.
- Aha... Dobrze. Więc mnie aresztuj i przesłuchaj. Może wtedy coś ci powiem, bo teraz to na pewno nie.
Po tych słowach lis odszedł powoli w swoją stronę. Załamana Judy patrzyła w jego kierunku przez chwilę, a potem przeszła na drugą stronę ulicy, nie zważając w ogóle na pędzący samochód, który z piskiem opon zatrzymał się tuż przed nią.
- Co ty wyprawiasz, wariatko?! - wrzasnął na nią prosiak kierowca, wyskakując z auta - Czy ty oczu nie masz, czy co?! Mogłem cię zabić! Masz szczęście, że nie ma tu policji, bo bym cię...
Judy nawet nie spojrzała w jego kierunku, tylko wyjęła powoli odznakę i beznamiętnie pokazała mu ją, stojąc do gościa bokiem. Kierowca wówczas spuścił z tonu i jęknął, pocąc się przy tym z przerażenia:
- Ja... Bym cię... Zaprosił na kawę... Albo może na tańce? W końcu wiesz... Muzyka łagodzi obyczaje... Tara-rara-ram! Bum-szaka-laka.

***

Następnego dnia znowu Nick wymknął się na godzinkę z pracy. Judy nie wysilała się tym razem, aby go śledzić. Wiedziała doskonale, że to skoro lis wiedział, że poprzednim razem szła za nim, to teraz też będzie chciała tak postąpić, więc będzie się miał na baczności i na pewno wywiedzie ją w ślepą uliczkę, a ona i tak niczego nie odkryje. To było więc beznadziejne. Jej najlepszy przyjaciel nie dość, że miał przed nią tajemnice, to jeszcze ją okłamywał i wyraźnie brakowało mu do niej zaufania. Wszystkie te fakty, połączone z tym wymykaniem się mogły oznaczać tylko jedno... Nick był zdrajcą. Tylko dlaczego ona jeszcze go nie wydała Bogo? Nie... Nie umiała tego zrobić, ponieważ czuła, iż Nick Bajer jest niewinny, a jego zachowanie można jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Niestety wszelkie próby dokonania tego spełzły na niczym. Nie umiała ona sobie w żaden sensowny sposób wyjaśnić tego wszystkiego. O co tu chodziło? Dlaczego Nick miał przed nią tajemnice? Przecież dobrze wiedział, że może jej powiedzieć wszystko. I co znaczyły jego słowa? Dlaczego niby miałaby mu przestać ufać, gdyby jej wyznał prawdę?
Poszła załamana się przejść i natknęła się znowu na Pazuriana, który niósł właśnie karton pełen pączków (znając jego apetyt pewnie zamierzał sam je wszystkie zjeść).
- O! Witaj, Judy! - zawołał wesoło na widok króliczki - Co się stało? Coś taka ponura?
- Nie mam ochoty żyć, Pazurian - jęknęła Hops.
- Oj, to bardzo niedobrze... Słuchaj, chcesz może pączka na pociechę?
To mówiąc podsunął jej nadgryziony łakoć pod nos. Judy mimowolnie uśmiechnęła się do niego.
- Ups, wybacz. Uszczknąłem go już - zachichotał wielki kot i wrzucił sobie do ust pączka - Ale powiedz mi, co się z tobą dzieje? Pokłóciłaś się z Nickiem?
- Tak jakby - odparła króliczka - Nie mam pojęcia, co mam robić.
- Wiesz... Jeśli chodzi o mnie, to jak ja się z kimś pokłócę, to potem próbuję z nim na spokojnie porozmawiać i wyjaśnić sobie z nim wszystko.
- Ba! Gdyby to było takie proste. On nie chce ze mną rozmawiać.
- Aha... To może spróbuj porozmawiać z kimś innym, kto zna Nicka i wtedy razem znajdziecie rozwiązanie, jak mu pomóc?
Judy podniosła radośnie uszy w górę.
- No tak! To jest wyjście! Pazurian, jesteś wielki!
- Och, wiesz... Raczej puszysty, bo z wielkością to u mnie różnie, ale... Judy? Judy, gdzie jesteś?
Króliczka nie słuchała go już, tylko pognała przed siebie, wskoczyła do radiowozu, po czym pojechała prosto do vana Feńka. Następnie wysiadła z auta i podeszła do drzwi mieszkania tego ponurego samotnika. Z vana leciał głośny rap, a czyiś niski głos śpiewał:

Nie rycz, mała, nie rycz.
Ja znam te wasze numery!
Twoje łzy lecą mi na koszulę
Z napisem KING FENIEK LEE
KARATE MISTRZ!

Judy nie chciała przerywać mu występu, ale niestety musiała to zrobić. Zapukała do drzwi vana na tyle głośno, aby ten ją usłyszał. Rap natychmiast ucichł, samochód się otworzył, a Feniek z kijem baseballowym stanął przed króliczką, warcząc groźnie:
- Czego tam?!
Ledwie zobaczył, z kim mówi, a natychmiast się uspokoił.
- Feniek, musisz mi pomóc - powiedziała błagalnym tonem Judy Hops - Chodzi o Nicka. Nie wiem, co się z nim dzieje. Chodzi jak struty, nie chce mi nic powiedzieć, a do tego jeszcze gdzieś się wymyka! Proszę, pomóż mi! Wiem, że on z tobą rozmawiał o tym. Powiedz mi, co tu się dzieje, bo z niego to ja nigdy nic nie wycisnę.
Feniek westchnął głęboko i wskazał kijem wnętrze vana.
- Właź, mała. Wszystko ci wyjaśnię.

***

Wieczorem Judy zadzwoniła domofonem do mieszkania Nicka.
- Słucham? - odezwał się w głośniku głos lisa.
- To ja, Judy - powiedziała króliczka.
- Słuchaj, Karotka. Nie mam dzisiaj nastroju, więc...
- Wiem już wszystko!
Nick chrząknął zdumiony, gdy to usłyszał.
- Słucham?
- Wiem już wszystko - powtórzyła spokojnie Judy - Rozmawiałam z Feńkiem.
- Tak? Więc po co tu przyszłaś?
- Chcę usłyszeć to od ciebie. Wpuścisz mnie, czy mam się włamać?
Lis zachichotał delikatnie, po czym nacisnął guzik otwierając drzwi od kamienicy. Króliczka weszła do środka, a następnie dotarła do mieszkania swego przyjaciela, który właśnie nalał im obojgu soku z marchewek.
- Nie wiedziałam, że lubisz sok z marchwi - rzekła króliczka.
- Ostatnio się okazuje, że dużo rzeczy o mnie nie wiesz - odparł Nick.
- Właśnie - powiedziała ponurym głosem Judy - Musiałam pytać twego najlepszego kumpla z dawnych lat, co cię gryzie, bo mnie nie chciałeś tego powiedzieć.
- Więc podobno teraz już wszystko wiesz.
- Tak, wiem. Wiem już, że Fantomas to twój brat i naprawdę nazywa się on Robert Bajer, a przyjął nazwisko Robert Roterhood, aby nikt nie powiązał jego matki i ciebie z jego przestępstwami. Wiem też, że Roterhood to panieńskie nazwisko matki waszego ojca, czyli waszej babci. Wiem też, że Fantomas żąda od ciebie wiadomości na temat tego, co wiemy w jego sprawie, bo inaczej ujawni, że jesteście braćmi i zniszczy ci życie.
- Pomyśl tylko, co by było, gdyby w gazetach nagle napisali, że bratem słynnego policjanta jest równie słynny przestępca - rzekł Nick, podchodząc załamany do okna i wyglądając przez nie - Straciłbym natychmiast zaufanie wszystkich mieszkańców Zwierzogrodu, nie mówiąc już o swoich kolegach i koleżankach z policji. A już szczególnie twoje.
- Dlaczego? - zapytała Judy, patrząc na niego - Dlaczego uważasz, że to by coś między nami zmieniło?
- Bo jestem lisem, rozumiesz?! - zawołał Nick, a jego oczach pojawiły się łzy - Do tego dawnym mataczem i oszustem naciągającym frajerów na kasę! Teraz mi zaufali, ale pomyśl tylko, co by było, gdyby prawda o mnie wyszła na jaw! Dziennikarze by mnie zniszczyli, a ja sam musiał zdać broń i odznakę, a ta praca to teraz dla mnie wszystko!
Judy odłożyła szklankę na stół i podeszła do Nicka.
- Posłuchaj mnie, Nick. Ja cię nie oceniam po pozorach. Wiem, że raz ci już to mówiłam i potem wyszło jak wyszło, ale uwierz mi, ja teraz jestem inna. Zmieniłam się na lepsze. Ty też.
- Dlatego właśnie unikałem rozmów z tobą i prowadzenia śledztwa - rzekł dalej Bajer - Miałem nadzieję, że im mniej będę wiedział, tym mniej powiem mojemu bratu.
- A nie mogłeś mi tego wyznać?
- Bałem się powtórki z rozrywki.
Króliczka smutno pokiwała głową.
- Wiem, o czym mówisz, ale spokojnie. Nigdy to już nie powróci.
Następnie położyła mu dłoń na łapie i dodała:
- Proszę cię, Nick... Możesz mi zaufać. Zawsze i wszędzie. Jesteśmy... Partnerami. Musimy sobie ufać. Ja ci ufam, Nick.
- I ja ci ufam, Karotka... Judy.
Lis uśmiechnął się delikatnie do swojej przyjaciółki.
- No dobrze... A więc skoro wiesz już wszystko, to co teraz zrobimy?
- No jak to, co? Powstrzymamy Fantomasa przed dokonaniem skoku stulecia!
Po tych słowach Judy pokazała wydarty z gazety Pazuriana artykuł na temat zapowiedzi balu w ratuszu.
- O! Zobacz... Wystawa królewskiego szmaragdu rodu Lwiozariuszy - zaśmiał się wesoło Nick - Już jutro w naszym muzeum.
- Skup się teraz lepiej na najważniejszej sprawie - skarciła go Judy - Widzisz? Jutro wieczorem jest bal w ratuszu! Żona jednego z dygnitarzy ma mieć ze sobą piękny naszyjnik z diamentem! Rozumiesz? Właśnie to chce ukraść Fantomas.
- Jesteś tego pewna?
- No pewnie. Wszystko się zgadza. Ukradł stroje dygnitarzy z teatru, ukradł sprzęt komputerowy i elektroniczny. Chce on posłać swoich ludzi na bal, wywołać jakieś spięcie czy coś, a potem...
- Bach! - zaśmiał się wesoło Nick - To ma sens... W sumie masz rację. To by się nawet zgadzało. On lubi takie numery. Zawsze przepadał wręcz za takimi przebierankami i mówił, że bez ryzyka nie ma zabawy.
- No i dobrze - zaśmiała się Judy, uderzając dłonią w gazetę - Już my mu damy zabawę!

***

Wieczorem następnego dnia Judy oraz Nick w strojach balowych i ze sprzętem, za pomocą którego komunikowali się oni z Bogo obserwowali uważnie całą salę.
- No i jak tam, Judy? - zapytał komendant przez słuchawkę w uchu króliczki.
- Na razie wszystko w porządku - odparła policjantka - Nie widzimy niczego podejrzanego.
- Miejcie się na baczności. Ten drań może już tu być.
- Spokojnie, szefie. Złapiemy go.
Nick obserwował salę, stojąc obok Judy. Jego szczególną uwagę przykuwał diament jednej z dam na balu.
- Jak na razie nic się nie dzieje - powiedział lis, biorąc od kelnera kieliszek z szampanem.
- Nie lubię takiej ciszy przed burzą - mruknęła króliczka - A ta paniusia z tym świecidełkiem na szyi aż się prosi o to, żeby ją okraść.
- W sumie niezłe to świecidełko.
- A żebyś wiedział. 32 karaty. Piękne dzieło. Nawet skazy nie widać.
- Jakiej skazy? - zdziwił się Nick.
- No, diamencik ma małą skazę na szlifie czy coś, ale przecież nawet tego nie widać. W każdym razie nie z daleka.
Słowa przyjaciółki nagle poważnie tknęła Bajera.
- No tak... On ma skazę... On ma skazę. Jakim ja byłem idiotą!
Następnie spojrzał na Judy i jęknął:
- Karotka! Musimy się stąd zwijać!
- Ale czemu? O co tu chodzi?! O czym ty mówisz?!
- On wcale tu nie przyjdzie!
- Fantomas? A dlaczego? Wie o zasadzce?
- Oczywiście, że wie, ale nie dlatego tu nie przyjdzie! On wcale nie chce ukraść tego kamienia!
- Jak to?
- Ten diament ma skazę! A Fantomas nie bierze nigdy niczego, co ma skazę! Teraz już wszystko rozumiem! On nas wykiwał!
- O czym ty mówisz?!
- Teraz już wszystko rozumiem! Chodź ze mną, Marchewa! Opowiem ci po drodze!
Nick złapał Judy za rękę i szybko oboje pobiegli przed siebie. Już po chwili lis zaprowadził swoją partnerkę do muzeum.
- Gdzie ty mnie prowadzisz?! - jęknęła zdumiona króliczka - W takiej chwili zachciało ci się zwiedzać muzeum?
- Owszem, bo tam właśnie znajduje się rozwiązania naszej sprawy - powiedział Nick - Tam jest nasz cwaniaczek.
- Niby dlaczego tam, a nie tu?
- Bo jest tam.
- A możesz mówić jaśniej?
Nick zatrzymał się na chwilę, po czym powiedział:
- No dobrze... Słuchaj, Judy. Wiemy już doskonale, że Fantomas nie weźmie nigdy diamentu, który ma skazę. Ale niedawno na wystawę w tym muzeum został wyłożony ten szmaragd królewskiego rodu.
- No i co?
- Ty jeszcze niczego nie rozumiesz? On jest cwaniakiem! Celowo kazał swoim ludziom okradać te miejsca, które okradli i pozwolił kilku z nim, aby wpadli. Celowo również zasugerował nam, że mamy wtyczkę. Nie mamy żadnej wtyczki, a on wcale nie chciał wejść na ten bal. Celowo ukradł stroje dygnitarzy z teatru, abyśmy myśleli, że chce się tu wkraść. Tak, to bardzo do niego pasuje. Jako dzieciak odwijał podobne numery. Oszustwa i wszelkie przebieranki nie były mu nigdy obce. Tak czy siak jestem pewien, że on chce ten szmaragd. Tej nocy, kiedy my będziemy go szukać na balu, on już jest w muzeum! Rozumiesz?!
Judy spojrzała na niego z niedowierzaniem, po czym uderzyła się w czoło.
- Matko, jaka ja byłam głupia! Przecież to wszystko za łatwo szło! Cóż to za szczwany lis!
- Spokojny, ale nie tak szczwany jak my - zaśmiał się Nick.
Następnie skontaktował się on z Bogo i powiedział mu wszystko, co odkrył.

***

Policjanci szybko przyjechali pod muzeum i osaczyli je ze wszystkich stron, aby przestępcy nie mieli jak uciec. Funkcjonariusze wparowali do środka i dość szybko namierzyli złodziei, który właśnie okradali wystawy w muzeum ze wszystkich znajdujących się tam kosztowności. Wśród nich był tajemniczy lis z maską na oczach.
- Stój, Fantomasie! - zawołała Judy - Jesteś aresztowany!
- Chyba w twoich snach! - zaśmiał się przestępca, po czym rzucił się do ucieczki.
Króliczka ruszyła biegiem za nim, a Nick szybko pobiegł za nią, chcąc jej pomóc. Oboje ścigali swojego przeciwnika po schodach aż na sam dach. Stamtąd drań nie miał już dokąd uciec.
- Poddaj się, bracie! Nie masz najmniejszych szans! - zawołał Nick.
- To już koniec, Robercie! - dodała Judy - Wiemy już wszystko! Jak widzisz, twój plan się nie udał!
- Ano właśnie widzę - powiedział Fantomas, patrząc przy tym na idących w jego stronę policjantów z bronią w łapkach - Jesteście bardziej cwani niż myślałem.
- Konkretniej to Nick jest - odparła króliczka - Ale cóż... Zbyt dobrze on cię zna, aby się dać nabrać na te twoje numery.
Złodziejaszek zachichotał podle.
- Tak, Nick jest cwany i nic dziwnego. W końcu to jest u nas rodzinne, nieprawdaż?
- Ano prawda, Robert - powiedział Nick - A teraz oddaj mi ten kamień.
- A niby czemu miałbym to zrobić?
- Bo wiesz doskonale, że nam nie uciekniesz! A w ten sposób sobie załatwisz krótszy wyrok.
Nick powoli podszedł do brata i wyciągnął dłoń w jego stronę.
- Oddaj mi szmaragd, Robert. Proszę.
Fantomas zawahał się przez chwilę, po czym położył na dłoni Nicka wyżej wzmiankowany kamień. Już chwilę później na dachu zaroiło się od policjantów.
- Nie zbliżajcie się! - zawołał złodziej.
Po tych słowach wskoczył on na murek i zawołał:
- Fantomas jest nieuchwytny!
Następnie przechylił się on gwałtownie w dół, po czym spał z dachu. Judy krzyknęła przerażona. Policjanci podbiegli do krawędzi ducha, ale nie zobaczyli nic, nawet leżącego na chodniku ciała. Fantomas zniknął.

***

Gang Fantomasa został złapany i aresztowany, zaś szmaragd o dziwo Nick zachował dla siebie mówiąc Bogo, że ten bandyta z nim uciekł. Judy bardzo to zdziwiło, ale postanowiła nie mówić nic i czekać na to, co będzie dalej. Spodziewała się, że jej przyjaciel ma jakiś plan, którym niedługo się z nią podzieli.
Na rano, gdy oboje jechali do pracy, lis powiedział:
- Zanim pojedziemy do pracy, to musimy wpaść w dwa miejsca.
Judy chciała już zapytać, o co mu chodzi, ale szybko zmieniła zdanie i postanowiła dać Nickowi się wykazać. Lis tymczasem zabrał ją do jubilera, gdzie wszedł sam i porozmawiał z właścicielem o czymś. Następnie wyszedł stamtąd zadowolony, wsiadł do auta i kazał jechać Judy do portu. Króliczka skierowała tam ich samochód. Gdy byli już na miejscu, to oboje wysiedli z auta i zaczęli chodzić dookoła.
- Dobra, Robert! Wyłaź! Wiem, że tu jesteś! - zawołał Nick.
- Miałeś przyjść sam - odezwał się czyiś głos.
Zza rogu wyszedł Fantomas, ale tym razem bez maski na oczach.
- Wolałem, aby ona była ze mną, abyś nie kombinował niczego - odparł mu Bajer.
Złodziejaszek westchnął głęboko, po czym rzekł:
- No cóż... Cieszę się, że przyszedłeś. Miałem zamiar wyjechać stąd, ale nie umiałem tego zrobić bez pożegnania z rodziną.
- Jakoś nie obchodziła cię rodzina, gdy śladem ojca zostawiłeś mnie i matkę samą.
- Wiesz doskonale, dlaczego to zrobiłem.
- Wiem, ale jakoś do mnie nie dociera, czemu się tak stoczyłeś.
- Ja? A co powiesz o sobie?
- Ja nikogo nie okradałem.
- Może i nie... Ale obaj żyliśmy z naiwności innych.
- Tak... Ale ja się zmieniłem na lepsze, a ty na gorsze. Ja już nie wrócę do dawnej branży. A ty?
- Ja już nie mam wyboru. Zostanę w tym świecie na zawsze.
- No cóż... Tak to już bywa. Dokąd teraz zmierzasz?
- Nie powiem ci, bo jeszcze twoja przyjaciółka zechce mnie tam ścigać.
Judy uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Wiesz, Hops... Nick mi o tobie opowiadał. Jesteś naprawdę bystrym królikiem.
- A ty niezwykle szczwanym lisem - odparła policjantka - Ale cóż... Jak sam powiedziałeś wczoraj, to u was rodzinne.
- Dokładnie tak. Więc wybaczcie, ale muszę was pożegnać. Dbajcie o siebie nawzajem i obym nigdy więcej nie musiał stanąć na waszej drodze.
To mówiąc Fantomas odwrócił się plecami do rozmówców i ruszył przed siebie.
- Robert!
Złodziej spojrzał na swego brata zaintrygowany.
- Słucham?
- Oddaj nam prawdziwy szmaragd.
- Nie mam pojęcia, do czego nawiązujesz.
- Dobrze wiesz. Wtedy na dachu dałeś nam falsyfikat - mówił Nick, podchodząc do niego - Byłem u twojego kumpla, jubilera. Jest on paserem, o czym dobrze wiem. Przesłuchałem go i przyznał się, że zrobił dla ciebie podróbkę szmaragdu.
Judy patrzyła na to zaszokowana. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewała. Czuła teraz, że naprawdę jest jeszcze bardzo zielona w tych sprawach.
- Bystrzak z ciebie, braciszku - powiedział Fantomas i podał Nickowi coś do ręki.
To był prawdziwy szmaragd. Zadowolony lis obejrzał go pod światło, po czym oddał go przyjaciółce.
- Doskonale. A teraz możesz już iść.
- Iść? - zdziwiła się Judy - Chcesz go wypuścić? Pomimo tego, co on ci zrobił?
Nick westchnął głęboko.
- No cóż... Mimo wszystko to jest mój brat i jakoś nie umiem inaczej zrobić. Chyba, że ty chcesz go aresztować. Wtedy nie będę ci przeszkadzał.
Judy wahała się, co ma zrobić. Czy powinna go aresztować? Czy może jednak puścić wolno? Ostatecznie przecież i tak nie mieli dowodów, że to Fantomas. Jak popełniał przestępstwa, to miał zawsze maskę na twarzy. Jego odcisków palców nie mieli, a na szmaragdzie nic nie zostało, bo miał rękawiczki na dłoniach, gdy go kradł i teraz też je nosił, kiedy go im oddał. Więc cóż... Wsadzenie drania do więzienia było niemożliwe. Och, gdyby nagrywała tę rozmowę, ale nie pomyślała, żeby to zrobić. Dlatego też nie zrobiła nic, gdy Fantomas zaczął iść w kierunku swego statku.
- Hej, braciszku! - zawołał Nick.
Lis złodziej odwrócił się do niego, a policjant rzucił mu fałszywy szmaragd.
- Masz na pamiątkę!
Robert złapał falsyfikat zwinnym ruchem, po czym zaśmiał się lekko.
- Brawo, braciszku. Brawo - powiedział z dumą w głosie.
Następnie wszedł na pokład statku.
- Nie aresztujesz go? - zapytał Bajer, patrząc na Judy.
- Przemyślałam to sobie i myślę, że to ostatecznie twój brat i szkoda by było sprawiać ci przykrość...
Jej przyjaciel zrobił złośliwą minę. Króliczka westchnęła głęboko.
- No dobra, Nick... Nie nagrywałam tej rozmowy ani nie mam żadnych dowodów, że to Fantomas.
- Dokładnie - zaśmiał się Nick - Ale spokojnie. Być może go jeszcze przymkniemy, choć osobiście wolałbym więcej go nie spotkać.
- Więc co teraz robimy? - spytała Judy.
- To proste. Jedziemy do Bogo i oddajemy mu szmaragd.
- Ale niby jak mu wytłumaczysz, skąd my to mamy?
- Coś wymyślimy - zachichotał lis - Chodź już, Vilder.
Panna Hops parsknęła śmiechem i ruszyła za swoim partnerem. Czuła się cudownie mogąc widzieć Nicka znowu szczęśliwego oraz rzucającego żartami jak dawniej.

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...