Mefistofeles
Jest na samym dnie piekła ktoś wysublimowany.
Który w wielu baśniach i legendach jest znany.
Kusił on Twardowskiego, na Fausta parol zagiął.
W mej pamięci na zawsze poczesne miejsce zajął.
Mefisto ten pan się zwie, okrutny to czart
Co jest wszystkich ogni piekielnych wart.
Przebiegły, okrutny, pomysłowy wielce.
Odwiedził w Walpurgi czarownicy wiece.
Kusił swą postacią wielkiego doktora.
Faust on się zwał. Tegoż to potwora
Musiał na swej drodze poznać. Postać tą,
Która na usługi oddała mu moc swą.
Mefisto kusił swego pana do rzeczy złych,
Używając przy tym potężnych czarów swych.
Uwodził wredną Martą, psocił się studentom.
Dawał eliksiry, moc miał naprawdę wielką.
To przez niego Walenty zginął pchnięty klingą starą.
Brał Małgorzaty, na którą Faust zagiął parol.
To on sprowadził Helenę Trojańską swemu mistrzowi.
Wyspę prywatną wydarł mrocznemu oceanowi.
Wiecznie jednak dybał na duszę swego pana.
To diabelska taktyka i rzecz bardzo znana.
Nie udało się, musiał z porażką się pogodzić.
I duszy biednego Fausta nie zdobyć.
Faust bowiem wciąż w sercu swym zachował miłość.
Wstawiennictwo Małgorzaty Bogu też dało zadość.
A Mefisto największym błaznem się okazał.
I tą porażką wszystkie swe zasługi zmazał.
Nie spoczął jednak na laurach, chciał dalej służyć
Belzebubowi i wieczność swych mocy przedłużyć.
Na Twardowskiego czarodzieja ząb naostrzył swój
Dał mu podpisania byczy cyrografu zwój.
Twardowski jednak chciał się mądrzejszym
Okazać i warunek postawił. Będąc pewniejszym
Swojej wygranej ogłosił diabłom, że
W Rzymie jedynie złapać da im się.
I choć diabeł mu wiernie służy, Twardowski pan
Nie przenosi do Rzymu cały swój kram.
Dalej czaruje, korzysta z uciech życia.
Diabły nuży już każda jego obietnica.
Lecz Mefista, cwanego gościa się nie oszuka.
Na perfidny plan on wpada. W głowę się postuka,
Po czym wymyśla już, co mu zrobić należy
I co sprawi, że Twardowski do piekła zmierzy.
Karczmę buduję i „Rzym“ ją nazywa.
Podstępnie tam potem Twardowskiego wzywa.
Ten się pojawia i na podstęp się nabiera.
A w karczmie diabły wszędzie, gdzie tylko spoziera.
Wie już pan Twardowski, że w zasadzkę wpadł.
I by pewnie Mefisto duszę jego skradł,
Lecz czarodziej umyka do księżyca bram
Modląc się po łacinie, jak przystało na szlachecki stan.
Mefistofeles znowu musi pogodzić się z przegraną.
W piekle go za to wszystkie diabły ganią.
Książę Belzebub, pan Boruta i Rokita cham.
Nawet sam Lucyfer, całego piekła pan.
Oj nie ma już, Mefisto, w piekle życia, nie ma.
Los się dla niego na dobre już nie odmienia.
Łaski królewskie na zawsze swe stracił.
Chociaż kiedyś tak wiele na dworze znaczył.
Panny diabliczki swym wzrokiem uwodził.
Niejedną do grzechu skusił, dogodził
Cielesnym żądzom. Teraz pokutuje
Gdyż sława dwóch uczonych niesławę mu buduje.
Biedny Mefisto, żal jest go wielce mi.
O ogromnych sukcesach teraz tylko śni.
Choć kiedyś był z niego wielki pan.
Teraz w piekle jest jedynie cham.
A wszystko przez to imię, które posiada.
Przez nie jego szczęściu istnieje zawada.
Jest on tym, co sam sobie przeczy
I choć chce być zły, czyni dobre rzeczy.
Współczuć mu więc mnie wypada.
Bo jak nie współczuć, gdy rozsadza
Go rozpacz. Biedny pan czart
Ja mu współczuję, to wcale nie żart.
Mefistofeles jest diabeł, rzecz wiadoma to.
Przez co jego domeną jest czyste zło.
Lecz każdy się rodzi taki, jak rodzi.
Niech pochodzenie jego nas nie zwodzi.
Każdy jest tym, czym się urodzić musiał.
Panem bogatym czy biednym się stał
Przez narodzi swe, to prosta są rzeczy.
A Mefisto jest duchem, co sam sobie przeczy.
Mefisto jest duchem, co sobie przeczy sam.
I na tym też polega cały ten kram,
Że musi dobro czynić, choć zła pragnie.
Więc współczuję mu, bo jest na dnie.
Życiem jego to jedna wielka kpina.
Nożyczkami losu tego się nie przecina.
Taki jego los, więc mu współczuję
I w swoim sercu miejsce sympatii mu buduję.
Ballada o księżniczce Aleksandrze i zaginionym bracie
Kiedyś, kiedyś, w dalekim kraju,
(Najwyżej przed stu laty, wcześniej może)
W brzozowym gaju, w pięknym maju,
Taką oto historię spisano na korze.
Historię zapisał pewien skryba,
Na korze, bo z braku papieru.
Korę przyniosła mi pewna ryba,
A ja to spisałem dla czytelników wielu.
Księżniczka Aleksandra, panna urodziwa,
Która zawsze do wszystkich się uśmiechała,
I którą za dobroć cały świat podziwia,
Teraz łzami się zalewa.
Co jej się stało, czy ojciec ją skarcił?
Tak to z tymi ojcami bywa.
Czy ktoś jej za dobro złem odpłacił,
Że teraz łzami urodę swą zmywa?
Nic z tych rzeczy, coś innego.
To jej starszy brat zaginął.
Do lasu ruszył, bawić się w myśliwego
I teraz jak kamfora zniknął.
Miał wrócić przed godziną,
A tu cztery już minęły.
Księżniczka ze słodką miną
Wielkie lęki ogarnęły.
“Coś się bratu stać musiało”,
Myśli Aleksandra smutno,
A że wrogów tu nie mało,
Każdy boi się już równo.
A księżniczka czeka sama
Na zaginionego brata.
A tymczasem zmarła mama
I zmarł biedny król, jej tata.
Bo dni w lata się zmieniły,
Nieuchronnym losu torem.
I z księżniczką się obeszły,
Tak, jak z jakimś wrednym stworem.
Czerń jej włosów siwym się stał,
Oczy zaś swój blask straciły.
“Lecz on wrócić wkrótce miał”
Serce biedne łzy łudziły.
Styczeń znowu stał się majem,
W wrzesień zmienił los zwariowany.
“Ach, ten kraj byłby dla mnie rajem,
Gdyby tu był mój brat kochany”.
Wtem, gdy sześćdziesiąt lat ubiegło,
Brat jej wrócił z złej wyprawy.
Serce księżniczki wzruszeniu uległo,
Biegnie doń, jak do zabawy.
“Wybacz siostro, żem się spóźnił”,
Mówi do niej brat kochany.
“Los złośliwy mnie opóźnił
No i zadał liczne rany.
Chciałem dla cię bukiet zebrać,
Ale wpadłem w czerni głębie.
Zdołałem kwiatek tylko mały zerwać,
A już mnie wciągnął otwór w dębie.
Com ja widział i com przeżył
Długo by tu opowiadać.
Dość, że jestem i żem wyżył,
Abym mógł teraz z Tobą stać.
“Ach, braciszku, smutek mamy”,
Mówi do niego siostrzyczka.
“Rodzice umarli, obraz życia zamazany.
Bo ja przecież staruszeczka.
Wtem wróciły nagle latka,
Utracone z tym niesmakiem.
Ona znów jest ośmiolatka,
A on znów szesnastolatkiem.
Na śniadanie rodzice wołają.
Los swe szczęście nad nimi roztoczył.
A czytelnikom, co morału czekają
Mówię: Tych, co czekają, los zaskoczy”.
piątek, 8 grudnia 2017
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV
Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...
-
Część I - Miłość od pierwszego wejrzenia Znacie rodzinę Rabatków? Nie? Wobec tego już najwyższa pora na to, abyście ją poznali, bo jest...
-
Część II - Księżycowy kamień Historia wielkiej miłości Bratka bynajmniej nie kończy się na tym, co ostatnio opowiedziałem. Przeciwnie,...
-
Ale mi się trafiło. Mam młodszą siostrę. Już chyba gorsze nieszczęście nie mogło na mnie spaść. Młodsza siostra. To mi dopiero traf. Oznacza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz