piątek, 8 grudnia 2017

Zwierzogród - 01 - Wspomnień czar cz. I

- Zwierzogród! Jedyne miasto na całym świecie, gdzie drapieżniki i ich dawne, potencjalne ofiary żyją ze sobą w wielkiej harmonii. Jedyne miejsce, gdzie praktycznie wszystko jest możliwe i gdzie każdy może zostać tym, kim tylko zechce, jeśli tylko ma dość odwagi, aby walczyć o swoje. Jedyne miejsce, w którym nawet mały, głupi królik i duży, szczwany lis mogą ze sobą współpracować jako policjanci i walczyć w służbie sprawiedliwości, choć to się wydaje na pozór tak śmieszne, że aż niemożliwe.
Nick Bajer powoli opuścił z nosa przeciwsłoneczne okulary i spojrzał zadziornym wzrokiem na swoją partnerkę z policji, króliczkę Judy Hops.
- Prawda, że tak właśnie to wygląda?
Judy załamana opuściła gazetę, którą właśnie czytała i spojrzała na lisa z irytacją.
- Nick, proszę cię! Czy ty zawsze musisz szukać powodów do tego, aby mnie prowokować?
- Wybacz, Karotko, ale taki już jestem. Mówiłem ci to na pierwszym naszym spotkaniu, pamiętasz? Jestem zimny drań.
- Tak? Więc uważaj, bo jak ja ci pokażę gorącą i złą królicę w akcji, to będziesz zbierał strzępki swego futra z całego pociągu.
Nick parsknął śmiechem i przysunął pyszczek w kierunku króliczki.
- Ty wiesz, że mnie kochasz, prawda?
Judy zrobiła zadziorną minę.
- Czy ja to wiem? Niech pomyślę... Tak! Wiem to! Ale nie pozwalaj sobie zbyt wiele, misiu-pysiu, bo twoja kita wyląduje na pchlim targu i sama osobiście sprzedam ją Danemu Łasicy.
- On handluje płytami z pirackimi kopiami filmów, a nie futrem z lisów.
- Może się przerzucić na coś innego.
- Poważnie? Ciekawe, co by powiedział na futerko z królika.
Oboje spojrzeli na siebie zadziornie, po czym parsknęli śmiechem. Znali się już zbyt długo, aby móc się na siebie złościć o takie żarty. Można by nawet powiedzieć, że one weszły im w nawyk tak mocno, że zastępowali nimi takie wyznania jak „ bardzo cię lubię“.
- Nick, proszę cię. Tylko naprawdę nie wyskakuj z tymi swoimi żartami przy moich rodzicach, dobrze? To są porządne króliki, a do tego bardzo poważne w okolicy, choć też nieco zwariowane, a już zwłaszcza ojciec. A propos mego ojca... Pod żadnym pozorem nie graj z nim w bierki.
- Dlaczego?
- Bo jak on zacznie w nie grać, to nie da ci odejść ze stołu póki nie wygra. A on nigdy nie wygrywa w bierki, więc sam rozumiesz.
- Spokojnie, Marchewa! Już ja coś wymyślę, by się od tego wymigać.
- To dobrze, bo chodzi tu o twoje dobro.
W chwili, gdy toczyła się ta rozmowa Judy i Nick jechali właśnie pociągiem w kierunku miasteczka Szarakówko, skąd pochodziła panna Hops. Króliczka niedawno otrzymała prośbę od swoich rodziców, którzy bardzo chcieli, aby odwiedziła ich z okazji urodzin jej ojca, pana Stu Hopsa, właściciela bardzo dobrze prosperującego warzywniaka.
- Oczywiście nie przyjedź sama, kochanie - powiedziała pani Bonnie Hops, matka Judy i żona Stu, kiedy rozmawiała z córką przez smartphona kilka dni temu - Przywieź ze sobą swojego chłopaka, tego uroczego liska Nicka.
- Mamo! Ile razy mam ci jeszcze powtarzać?! To nie jest mój chłopak! - jęknęła załamanym głosem Judy.
Oczywiście Bonnie miała na ten temat inne zdanie.
- Ależ naturalnie, kochanie. Wiele razy mówiłaś mi, że jesteście tylko przyjaciółmi, ale ja swoje wiem.
- A niby co wiesz?
- Wszystko, kochanie. Przede wszystkim to, jaka jesteś. Przede mną nie musisz udawać. Ja rozumiem, jesteście innego gatunku, więc ukrywacie to, co zaczynacie do siebie czuć. Ukrywacie to przed wszystkim, nawet przed sobą, ale prawda jest taka, że w końcu to wyjdzie na jaw i nie będziecie już mogli z tym walczyć.
- Mamo, ja...
- Kochanie... Ja wiem, co mówię i wiem, że tak właśnie będzie.
- A niby skąd to wiesz?
- Kochanie, przecież tyle nam o nim opowiadałaś i zawsze w sposób tak ciepły i przyjemny, że po prostu musicie coś do siebie czuć.
- Owszem, mamo... Czujemy do siebie przyjaźń i nic poza tym.
Bonnie Hops pokiwała głową z lekkim politowaniem.
- Dobrze, kochanie, niech ci będzie, ale w razie czego mi powiesz, prawda?
- Co powiem?
- No wiesz... że ty i on... Że wy dwoje...
Judy załamana opadła głową na biurko, przy którym siedziała podczas prowadzenia tej rozmowy.
- Mamo! Powtarzam ci ostatni raz! Nie jesteśmy parą i nie będziemy!
- Spokojnie, kochanie. Nie unoś się tak - powiedziała Bonnie Hops, wciąż się uśmiechając - Po prostu przywieź ze sobą tego uroczego liska na urodziny taty. Chcemy go koniecznie z tatą poznać. Twoi bracia i siostry także tego chcą.
Policjantka wyobraziła sobie właśnie, jak jej rodzeństwo składające się z 270 uroczych króliczków rzuca się na Nicka i zaczyna swoje zwariowane harce. Uznała, że dla samego takiego widoku już warto lisa zabrać ze sobą, dlatego właśnie przekazała swemu przyjacielowi zaproszenie na przyjęcie urodzinowe, choć oczywiście nie uprzedziła go przy tym, jak liczną ma rodzinę uważając, że to będzie z jej strony mała zemsta za te jego docinki, które często wymierzał w jej stronę.
Właśnie z powodu zaproszenia na przyjęcie urodzinowe oboje jechali właśnie pociągiem do miasteczka Szarakówko, a przy okazji panna Hops wspominała, jak poznała Bajera. To miało miejsce prawie dwa lata temu. Przybyła tutaj ze swej zabitej dechami dziury (jak to niektórzy mieszkańcy Zwierzogrodu nazywali miejsce pochodzenia króliczki) do stolicy wielkiego świata, mając przy sobie swoją największą chlubę, czyli dyplom ukończenia akademii policyjnej z wyróżnieniem. Ponieważ nie miała partnera, a prócz tego była nowa, to dostała za zadanie pilnowania parkometrów. Jednak przypadek sprawił, iż stała się świadkiem lamentów pani Wydralskiej, której zaginął mąż. Ponieważ policja nie umiała go odnaleźć, to Judy postanowiła wziąć sprawy we własne ręce i odnaleźć Emila Wydralskiego. Szef policji, bawół Bogo podszedł do tego pomysłu o wiele gorzej niż negatywnie, ale ostatecznie wyraził na niego zgodę, ponieważ ten koncept spodobał się wiceburmistrz Jagnie Obłoczek, która odwiedziła posterunek policji w chwili, gdy Judy zgłosiła się na ochotnika, by poprowadzić śledztwo. Bogo nie chciał się narażać pani wiceburmistrz i jej przełożonym, więc ustąpił, ale dał Judy 48 godzin będąc pewnym, że nie wykona ona tego zadania, a on będzie mógł ją zwolnić za niesubordynację. Judy doskonale zdawała sobie z tego sprawę, więc rozpoczęła poszukiwania wciągając w nie poznanego dzień wcześniej Nicka Bajera, miejscowego cwaniaczka, który ponoć znał wszystkich w tym mieście. Nick początkowo nie chciał się wcale zgodzić na pomaganie policjantce, jednakże Judy zaszantażowała go nagraniem jego słów, gdy chwalił się on jej swoimi zyskami z nielegalnej działalności, od której rzecz jasna nie odprowadzał podatków. Lis chcąc nie chcąc musiał więc, aby odzyskać to nagranie i nie iść za kratki, współpracować z panną Hops. Choć początkowo oboje robili sobie na złość, to jednak dość szybko się zorientowali, że stanowią bardzo zgrany duet, zaś ich współpraca przyniosła efekty, gdyż pan Emil Wydralski został odnaleziony, choć niestety kompletnie zdziczały. Judy i Nick zyskali sobie swoim śledztwem szacunek pana Bogo i miejscowych polityków, ale niestety wyszło na jaw, że przypadek pana Wydralskiego nie jest jedyny, a wszystko wskazywało na to, iż ma być ich więcej. Każdy przypadek zdziczenia dotyczył tylko i wyłącznie drapieżników. Gdy Judy publicznie przyznała przed kamerami, że dziczenie zwierząt dotyczy tylko drapieżników i może mieć przyczynę w ich genach niechcący sprawiła, że w mieście wybuchła panika i niechęć wobec drapieżców, a prócz tego obraziła Nicka Bajera, który jako lis także był drapieżnikiem. Urażony Nick zerwał znajomość z Judy, zaś ta załamana porzuciła pracę w policji czując, że zawiodła na całej linii. Jednak, gdy się już poddała nagle odkryła przyczynę tego całego zamieszania - były nimi pewne kwiatki, które ktoś wykorzystywał do zdziczenia drapieżników oraz wywoływania paniki w mieście, z czego chciał wyciągnąć korzyści dla siebie. Judy postanowiła zakończyć tę sprawę i poprosiła o pomoc Nicka, który mimo urazy, jaką do niej żywił pomógł króliczce, a nawet ocalił jej życie. Dzięki temu sprawca tej zawieruchy został złapany, drapieżniki wyleczone, do miasta powrócił spokój, a Judy zarekomendowała Nicka do policji, po czym oboje zostali partnerami. W ciągu dziewięciu miesięcy Bajer ukończył akademię policyjną i został policjantem, a do tego zaczął też współpracować z Judy.
Od chwili, gdy lis został gliną minął już cały rok, a on i jego królicza przyjaciółka rozwiązali już kilka naprawdę poważnych spraw, po których zostali awansowani do stopnia sierżanta, co przynosiło im wielką chlubę. A teraz jechali zająć się nie mniej poważną sprawą niż śledztwa, jakie wcześniej prowadzili. Sprawą to było kupienie prezentów dla pana Hopsa. Judy znała swego ojca, więc doskonale wiedziała, co mu kupić, Nick jednak nie miał o tym bladego pojęcia, dlatego polegał w tej sprawie na swojej partnerce. Kiedy już oboje nabyli odpowiednie przedmioty, to wsiedli do pociągu i ruszyli w drogę, korzystając z urlopu, jaki otrzymali od swego szefa, pana Bogo. Bawół sprawiał co prawda wrażenie twardziela, którego proszenie o cokolwiek może skończyć się zwolnieniem z pracy, jednak tak naprawdę miał wrażliwe i dobre serce, a nie okazywał tego jedynie dlatego, iż dbał o swoją renomę w pracy. Poza tym wyraźnie uwielbiał Nicka i Judy, choć udawał, że jest inaczej. Ostatecznie to ich działalność doprowadziła do ocalenia miasta, a prócz tego rozwiązali już kilka naprawdę zagadkowych spraw, choć złamali przy tym parę przepisów, ale kto by się tam tym przejmował, skoro zawsze byli skuteczni, a niecałe dwa tygodnie temu sam burmistrz, lew Lewin Grzywalski odznaczył ich za złapanie szajki handlarzy bronią. Jednym słowem, byli oni najbardziej skutecznymi policjantami swoich czasów, a ich znajomości w półświatku (choćby ze słynnym mafioso ryjówką Panem Be, którego córka Fru Fru uwielbiała Judy Hops za to, że ta kiedyś ocaliła jej życie) przydawały się wtedy, kiedy trzeba było złapać jakiegoś wyjątkowo groźnego drania. Z tych właśnie powodów Bogo miał wszelkie powody, aby uwielbiać Judy i Nicka, choć oczywiście udawał, że denerwuje go ich zachowanie, jak również wręcz lekceważący stosunek do przepisów policyjnych. Ale cóż... Taką miał naturę i za to między innymi wszyscy go uwielbiali.
- Wiesz... Jak wrócimy to musimy kiedyś wpaść w odwiedziny do naszej małej chrześniaczki - powiedziała Judy.
Mówiła oczywiście o swojej imienniczce, małej ryjóweczce, córce pani Fru Fru i wnuczce mafiosa Pana Be. Cała rodzina Pana Be miała wobec Judy Hops ogromny dług wdzięczności za to, że ta ocaliła niegdyś Fru Fru, a ponieważ Pan Be mimo swoich niezbyt przyjemnych interesów był osobą pełną honoru i szanował długi wdzięczności, wpisał Nicka i Judy na listę przyjaciół rodziny, którzy zawsze mogą liczyć na jego pomoc. Fru Fru z kolei mianowała Judy matką chrzestną swego dziecka, któremu nadała imię panny Hops. Ponieważ jednak brakowało kandydata na ojca chrzestnego dla małej ryjóweczki, to został nim Nick pomimo tego, iż kiedyś Pan Be go nie cierpiał za to, iż Bajer sprzedał mu pewien zabytkowy gobelin, który okazał się być ręcznie utkany z futra skunksa... z pupy. Z tego też powodu, kiedy Nick i Judy szukali pana Wydralskiego i wpadli w ręce Pana Be, ten chciał ich utopić w lodowatej rzece, ale przeszkodziła mu w tym Fru Fru, która poznała Judy jako swoją wybawicielkę, więc Pan Be ułaskawił ich oboje i mianował przyjaciółmi rodziny, a jego informacje okazały się być niezbędne do rozwiązania sprawy Emila Wydralskiego. Od tego czasu relacje Nicka i Judy z Panem Be były znacznie lepsze. Co prawda Bajer nie bardzo palił się do tego, aby zostawać ojcem chrzestnym wnuczki mafiosa, ale ostatecznie zgodził się na to uważając, że odmowa może go zbyt wiele kosztować, a prócz tego nikt jeszcze nie obdarzył go tak wielkim zaufaniem (nie licząc Judy Hops oczywiście), także ostatecznie wyraził swoją zgodę i stał się razem ze swoją partnerką nieformalnie członkiem wielkiej rodziny Pana Be, a jej członkowie cieszyli się nie tylko szacunkiem, ale także przywilejem wynikającym z zasady, że kto ich skrzywdzi, narazi się reszcie klanu. Z tego też względu wszyscy przestępcy (przynajmniej ci mający rozum) woleli z nimi nie zadzierać.
- Tak, masz rację. Trzeba by ją odwiedzić - powiedział Nick wesołym tonem - Mała Judy rośnie jak na drożdżach. Ciekawe, czy obejmie kiedyś imperium mafijne po swoim dziadku?
- Trudno powiedzieć. Kobiety rzadko dziedziczą takie rzeczy - rzekła Judy - Ja bym wolała, aby zajęła się uczciwą działalnością jak ty czy ja.
- Masz rację. W końcu gangsterów mamy dość na tym świecie.
- Pierwszy raz coś mądrze powiedziałeś, ty szczwany lisie.
- Może pierwszy, ale na pewno nie ostatni, głupi króliku.
Oboje zachichotali czując, że między nimi panuje taka więź, której nic nie jest w stanie zniszczyć.
Następnie Judy założyła sobie na uszy słuchawki i włączyła w swoim smartphonie piosenkę Gazeli. Jej słowa szły tak:

Niech mówią, co chcą,
Ja będę wierna snom.
I dążyć będę do
Spełnienia ich.
Być może to błąd,
Lecz ja wiem, że tylko to,
Nada życiu mojemu
Jakiś sens.
Nie będzie łatwo,
Ja dobrze to wiem.
Pewnie się potknę i
Ból czeka mnie.
Lecz...

Nie poddam się,
Mnie nie złamie nic!
Szczęście przecież jest,
Tym, po co warto żyć!
Marzenia są w nas,
Więc trzeba się o nie bić,
Bo tylko walcząc
Możesz górą być.

Nie poddam się,
Choć porażek moc
Czeka jeszcze mnie.
Bić z losem będę się.
Wiadomo, że ptak
Nie wzniesie się aż do gwiazd
Póki nie spadnie w dół
Chociażby raz.

Nie bój się chcieć!
Nie bój się chcieć!
Nie bój się chcieć!

Potknęłam się znów
Na samej mecie - cóż...
To czeka mnie znowu bieg
Po szczęście swe.
Choć biedny mój nos
Ląduje wciąż w błocie, to
Jeszcze uśmiechnie kiedyś się
Do mnie los.

Nie poddam się!
Mnie nie złamie nic!
Wzniosę w górę się,
Bo właśnie tak chcę żyć!
Marzenia są w nas!
Porażka zaś zwykła rzecz.
Kto się jej boi, ten
Przegranym jest.

Nie poddam się,
Choć utrudnień sto
W życiu czeka mnie.
Ja nie boję się!
Marzenia są w nas!
Odważnie więc walczmy, by
Życie nam spełnić 
Mogło nasze sny.

Spójrz, jak daleko
Zaszedłeś dziś.
Meta już blisko,
Więc naprzód idź,
Żeby być kimś.

Nie bój się chcieć!
Chciej lepszym być!
Walcz, by być kimś!
Nie bój się chcieć!

***

Nick i Judy dojechali pociągiem na dworzec, gdzie czekali już na nich państwo Hops oraz ich 270 potomków. Wszyscy bardzo radośnie uścisnęli policjantkę, a potem przywitali jej partnera, o którym tak wiele dobrego już słyszeli. Nick odwdzięczył się za to przyjemne powitanie wykazując się jak najbardziej wyszukanymi manierami.
- Miło mi państwa poznać - powiedział z szacunkiem - Judy bardzo wiele mi o państwu opowiadała. A przy okazji... Panie Hops... Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
Królik wzruszył się, ocierając sobie łzy z oczu.
- Och, to najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałem od lisa! - rzekł wzruszonym tonem.
- Miło nam cię poznać, Nick - powiedziała pani Bonnie Hops - Wiele o tobie słyszeliśmy od Judy. Dzieciaki bardzo chciały cię poznać.
- Właśnie! Nick, opowiesz nam o tym, jak rozwiązaliście sprawę pana Wydralskiego?! - zawołały chórem dzieciaki.
- Proszę was, dzieci! Nie teraz! - jęknęła mama Judy - Ech, te dzieciaki. Z nimi czasami naprawdę jest urwanie głowy. Ale wy pewnie jeszcze nic o tym nie wiecie, prawda?
- No, póki co jeszcze nie - zaśmiała się panna Hops, po czym syknęła: - Mamo, proszę cię...
- No co? Jest całkiem przystojny - odparła jej cicho Bonnie.
- Przecież ci już mówiłam... To tylko mój przyjaciel.
- Jasne, skarbie. Wiesz... My z twoim ojcem też długo byliśmy tylko przyjaciółmi, a potem nagle buch! Jak trafiła nas strzała Amora, to już nie mieliśmy szans się obronić i zostaliśmy parą. Tak to już jest, kochanie, gdy się zakochasz. Miłość rośnie wokół w spokojną, jasną noc.
- Mamo! Błagam cię!
- No dobrze, już dobrze... Ale w razie czego mnie uprzedzisz, żebym mogła wam upiec tort weselny?
Judy załamana zasłoniła sobie oczy dłonią. Czuła, że z matką w żadnym razie nie wygra i prędzej czy później będzie musiała dla świętego spokoju przyznać, iż Nick jest jej chłopakiem. W gruncie rzeczy nawet nie byłoby to chyba takie złe. W końcu nie znała drugiego faceta, który by tyle dla niej zrobił i jej pomagał zawsze tam, gdzie ona potrzebowała wsparcia. Poza tym jej mama w jednym miała rację - Nick był całkiem przystojny (oczywiście na tyle, na ile przystojny może być rudy lis).
- Dobra, kochani! Zbierajmy się do domu, bo jeszcze mamy trochę do roboty w związku z urodzinami! - zawołała Bonnie Hops.
Wszyscy ruszyli więc w kierunku swego celu, śmiejąc się przy tym i ciesząc na myśl o przyjęciu, jakie ich czeka. Nagle Judy poczuła, że coś jest nie tak. Spojrzała za siebie i zobaczyła wówczas Nicka stojącego wciąż w miejscu. Zaintrygowana podeszła do niego.
- Coś się stało? - spytała.
- Nie, nic - rzekł smutno lis - Tylko wiesz... Dziwnie się czuję.
- Dlaczego?
- Widzisz... Nigdy nie widziałem...
- Czego? Takiej zwariowanej rodzinki?
- Nie... Tak kochającej się i zwariowanej rodzinki. Widać wyraźnie, że wszyscy się kochacie, a prócz tego możecie na siebie liczyć. Ja nigdy tak nie miałem i właściwie to nie wiem, czy pasuję do takiego towarzystwa.
- Och, weź już przestań, Nick! Będzie super! - zawołała Judy, łapiąc go za prawą łapkę - Przecież ja będę tam z tobą. A nawet jak palniesz jakąś gafę, to nic się nie przejmuj. Za parę dni o tym zapomną. Tacy już oni są.
Nick wciąż miał wątpliwości, więc Judy ścisnęła jego dłoń.
- Słuchaj, lisku... Nigdzie bez ciebie nie idę. Jasne?
Bajer popatrzył na przyjaciółkę, a jego pyszczek po chwili rozjaśnił radosny uśmiech.
- No dobrze, Karotko. Idziemy...

***

Przed rozpoczęciem przyjęcia Nick Bajer pomagał Stu Hopsowi w kilku męskich zajęciach, z kolei Judy razem z mamą w kuchni kończyły piec ciasteczka dla gości, którzy mieli już niedługo przyjść. Oczywiście Bonnie nie omieszkała wypytać córki o wszystko, co dotyczyło Nicka. Szczególnie chciała wiedzieć, z jakiej jest rodziny i czy Judy poznała już jego rodziców.
- Nie poznałam ich i raczej nie poznam - powiedziała króliczka.
- A to niby czemu? - spytała pani Hops.
- Ojciec Nicka porzucił żonę z dzieckiem i wyjechał w świat szukać przygód - rzekła smutnym głosem Judy - Jego matka zaś żyła skromnie, niekiedy z trudem wiążąc koniec z końcem, bo drań nawet alimentów nie płacił. Mimo wszystko kochała syna i dbała o niego. Gdy zmarła Nick miał trzynaście lat. Zaopiekował się nim wtedy kumpel jego ojca, Feniek, kumpel jego ojca, miejscowy matacz i oszust. Zajął się Nickiem jak własnym synem i nauczył go żyć na ulicy, gdzie tylko cwany może przetrwać. Feniek, podobnie jak Nick, nie jest zły, tylko po prostu przywykł do takiego życia, jakie wiedzie. Ale na szczęście Nicka zdołałam z tego wyciągnąć i wyszedł na prostą, choć prawdę mówiąc stracił on już wiarę w to, że kiedykolwiek będzie inaczej.
- Ale ty nie straciłaś i mu pomogłaś - powiedziała wzruszonym głosem Bonnie Hops.
- Tak, mamo... Ale o mały włos, a straciłabym jego przyjaźń na zawsze.
- Cóż, kochanie... Wszyscy popełniamy błędy. Jako dziecko też kiedyś raz taki popełniłaś, a mimo to zyskałaś przyjaciela... Choć wielka szkoda, że potem nie miałaś już z nim kontaktu.
Judy spojrzała na matkę uważnie.
- O czym ty mówisz, mamo?
- Jak to, nie pamiętasz? Miałaś wtedy dziesięć lat i pojechałaś cioci Audrey. Obok niej mieszkała pewna lisica z synkiem. Początkowo strasznie go nie lubiłaś, a potem się z nim zaprzyjaźniłaś. Już zapomniałaś?
Judy nagle zaczęła sobie coś przypominać. Rzeczywiście, taka historia miała miejsce naprawdę. Wtedy ona też popełniła pewną gafę, która jednak została naprawiona, choć niewiele brakowało, aby było inaczej.

***

Dziesięcioletnia Judy Hops pojechała na wakacje do swej cioci, siostry Bonnie Hops. Króliczyca mieszkała na wsi niedaleko Zwierzogrodu i dawno nie widziała swej siostrzenicy, więc tym bardziej przywitała ją z prawdziwą radością.
- Witaj, kochanie! - zawołała, obejmując mocno do siebie Judy - Tak dawno cię nie widziałam! Mam nadzieję, że będziesz się tu dobrze bawić.
- Na pewno, ciociu! - odparła bojowym tonem jej chrześniaczka - I aresztuję każdego, kto spróbuje łamać prawo!
Króliczka miała na sobie strój policjantki, z którym ostatnio się nie rozstawała. W swoich rodzinnych stronach przebywając z innymi dziećmi opowiadała im (podobnie jak też ich rodzicom), że gdy tylko dorośnie, to zostanie policjantką, pierwszym królikiem policjantem w Zwierzogrodzie. Rodzice Judy wcale nie popierali tych planów, natomiast ciocia Audrey była nimi wręcz zachwycona, dlatego właśnie zaprosiła dziewczynkę do siebie, aby spędzić z nią trochę czasu i zachęcić, aby dalej dążyła do realizacji swoich marzeń.
- Mam tylko nadzieję, że nie trafi ci się tu wielu aresztantów - zaśmiała się królica - Naprawdę wspaniale wyglądasz w tym kostiumie, wiesz?
- Wiem, ciociu - zachichotała Judy - A czy są tutaj jacyś przestępcy do złapania?
- Raczej niewielu, ale zawsze możesz spróbować sama znaleźć kilku.
Judy strasznie się ten pomysł spodobał.
- Oczywiście, ciociu! - zawołała radośnie, podskakując w górę - Będę łapać złodziei i żaden mi się nie wymknie!
Ciocia Audrey pogłaskała ją delikatnie po głowie.
- Spokojnie, kochanie. Ale musisz coś zjeść, bo inaczej nie będziesz mogła niczego złapać nie mając siły.
Królica zaprowadziła swoją siostrzenicę do domu i nakarmiła ją, po czym pozwoliła jej biegać po okolicy. Mała Judy radośnie zapoznała się z cała okolicą podziwiając ją oraz uznając, że jest ona po prostu wspaniała i na pewno będzie jej się tu dobrze spędzało czas.
Miejscowe dzieciaki dość szybko zauważyły nową koleżankę i kiedy tylko miały ku temu okazję, to przyszły się z nią przywitać.
- Witamy! - powiedział serdecznie pewien mały bóbr - Nazywam się George Bobrosław. A ty?
- Jestem Judy Hops - odparła wesoło dziewczynka.
- Ale masz fajny kostium policjantki! - pisnęła zachwycona mała panna renifer - Jestem Amelia.
- Jack - przywitał się mały hipopotam.
- Bob - dodał słonik.
- Bella - pisnęła wiewiórka.
- Maggie - zakończyła prezentację myszka.
Dzieciaki dość szybko się ze sobą zakolegowały, po czym zaczęły bawić się ze sobą w policjantów i złodziei, a właściwie tylko w policjantkę i złodziei, ponieważ to Judy goniła wszystkie dzieci, a one przed nią uciekały ile sił w nogach, jednak zwinna oraz bardzo szybka panienka Hops dogoniła bez trudu wszystkich uciekinierów. Podczas zabawy śmiała się do rozpuku, krzycząc przy tym bojowo:
- Widzicie?! Jestem pierwszą policjantką królikiem!
Nagle wpadła na kogoś tak mocno, że aż przewróciła się na ziemię.
- Hej! Możesz uważać, jak chodzisz?! - jęknął ktoś.
- Przepraszam, ja...
Judy nie dokończyła swej wypowiedzi, ponieważ nagle zauważyła, że właśnie stoi przed nią nastoletni lis niewiele starszy od niej, ubrany w żółtą podkoszulkę i niebieskie spodenki. Dzieciaki podbiegły do Judy pytając:
- Co się stało?
Gdy zobaczyli, na kogo ona wpadła, pisnęły, zaś bóbr George zawołał:
- Hej! Odczep się od niej, jasne?!
- No właśnie! Co będziesz się czepiał naszej nowej koleżanki, co?! - dodały inne dzieciaki.
Lisek miał bardzo zasmuconą minę, a wręcz nawet przerażoną, kiedy dzieci zaczęły na niego krzyczeć.
- Ale ja jej nic...
- CO?! Guza szukasz, co?! No, dalej! Śmiało! Chodź! Zobaczymy, czy w pięści jesteś równie mocny, co w straszeniu innych! - wołał bóbr, nie dając mu dojść do słowa - Jazda! Śmiało! Spróbuj się! Zobaczymy, czy dasz mi radę!
Mały lis chciał coś dzieciakom wyjaśnić, ale szybko zrozumiał, że to bezcelowe i odszedł, aby nie dostać łupnia od innych.
- Tak! Wynoś się i nie wracaj tu więcej! Nie chcemy cię tutaj! - zaczęły krzyczeć dzieciaki.
- Kto to jest? - spytała Judy.
- To syn tej lisicy z sąsiedztwa - wyjaśnił George - Głupek jeden. Chciał się z nami bawić, ale nie z nami te numery.
- Właśnie! - pisnęła myszka - Wszyscy wiedzą, że lisy to oszuści i nie można im ufać! Jeszcze by nas pozjadał!
Panienka Hops patrzyła w miejsce, w które odchodził mały lisek, po czym poprawiła sobie czapeczkę policjantki na głowie.
- Nie bójcie się! Jeśli spróbuje was zjeść, ja was obronię!

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...