Rozmowa z Kotem z Cheshire
- Drogi kocie, czy to nie bajer?
Czy pan naprawdę pochodzi z Cheshire?
- Ma się rozumieć, szanowny panie.
Właśnie przed chwilą jadłem śniadanie
Z pewnym historykiem, który dowodzi,
Że ród mój z Cheshire się wywodzi.
- Drogi kocie, czy to nie bajer?
Czy lubi pan mieszańców Cheshire?
- Ma się rozumieć, proszę pana.
Często zapraszają mnie na szampana.
Za to ja proszę ich na przyjęcia,
Podczas których robimy pamiątkowe zdjęcia.
- Drogi kocie, czy to nie bajer?
Czy pan urządza przyjęcia w Cheshire?
- Ależ naturalnie, panie kochany.
A ponieważ z gościnności jestem znany,
Wówczas na mej szanownej osoby urodziny
Zapraszane jest całe hrabstwo i pół gminy.
- Drogi kocie, czy to nie bajer?
Czy pogodził się pan ze szczurem z Cheshire?
- Oczywiście, że tak, drogi panie.
Właśnie zjadłem go na śniadanie.
I aby okazać mu większy szacunek
Do śniadania dodałem najlepszy trunek.
Wycieczka Kota z Cheshire
Drogą jedzie Kot z Cheshire,
I to nie jest żaden bajer.
Bo z hrabiowskiego on jest rodu,
Co nie zaznał nigdy głodu.
Bowiem myszy całe rodziny
Zamieszkują Krainy Czarów doliny.
Drogą jedzie Kot z Cheshire,
Popatrzcie, to nie frajer.
Kareta w koniki drewniane zaprzężona,
Kuframi ze strojami pięknymi obciążona.
A na odrzwiach tej pięknej karety
Herb widnieje: dwa kotlety,
Skrzyżowany nóż i widelec,
Mysz do tego jest i cielec.
Pies tu służy za stangreta,
(Stawką dzienną mu kawał kotleta).
Jaszczur tutaj za lokaja,
Panu swemu dolewa tokaja,
I buciki jemu także czyści
By błyszczały jak blaszki u liści.
Które świecą ciągle latem,
Co dla zimy jest już katem.
Kareta po lesie się toczy,
Mija tego, co piechotą kroczy.
I przepychem w oczy bije,
Lecz się nigdy nie rozbije,
Gdyż powoli po ziemi jedzie.
Pan Koteczek po obiedzie,
Na spacerek tak wyjeżdża
I wszystko wzrokiem swoim objeżdża.
Widzi krzywdę czyjąś nagle
Która trzyma jak w imadle,
Zaraz wnet z karety wysiada
I wnet problem zły dopada,
Zmuszając go do ustąpienia.
Słychać więc radości pienia,
Miłe dla kociego ucha,
Co mocniejsze jest od brzucha.
Po problemu rozwiązaniu,
Kotek, po tym mocnym laniu,
Jakie problemowi złemu spuścił,
Lud swój w radości znów opuścił.
Wsiada znowu do karety,
Co ma w herbie dwa kotlety.
I znów rusza, by po kryjomu,
Problem czyjś wysłać do domu.
“Kocia taka jest natura”
Rzekł mi kiedyś pan Batura,
Pewien specjalista koci,
Co swą wiedzę ma od cioci,
Miłośniczki kotków ślicznych.
“Kot znajomych swoich licznych.
Wspomaga, bo lubi, taka jego natura”,
Wyjaśnił mi to raz pan Batura.
Jam jest Kot z Cheshire
Witajcie moi mili. Panie i Panowie.
Jakże się czujecie? Jakże wasze zdrowie?
Liczę, że wszystko dobrze, kochani.
Że wstajecie prawą nogą i jesteście wyspani.
Chciałbym wam przedstawić mą skromną osobę.
Która stanowi na każdy smutek osłodę.
Jam jest Kot z Cheshire, wielki pan.
Dobrych pomysłów ja mam cały kram.
Zna mnie chyba cały świat.
Od najlepszej strony, bom wielki chwat.
Nie jest mi straszny żaden łotr.
Szczury król to dla mnie kmotr.
Odwagą błyska mój kieł okrutny koci
Który niejednemu wrogowi się psoci.
Groźnie błyska, rozjaśnia ciemności.
Pożera mysich nieproszonych gości.
A nadto jest obroną na wroga każdego
Pokonałem nim raz szczura starego.
Szczur ów stary, okrutny drań.
Zmierzyć się ze mną chciał sam na sam.
Pojedynek żeśmy stoczyli zacięty.
Przegrał jednak ze mną ten łotr nadęty.
Pożarłem go w całości, niech cały świat zna
Co spotyka tego, co na potyczkę wyzwie moi.
U każdej mojej łapy wielki pazur błyska mi
W liczbie pięciu. Z wroga każdego kpi
Ma skromna osoba uzbrojona arsenał taki.
Kocia broń rozbija wroga w puch wszelaki.
Pac łapą, wróg pada. Cios taki dostał
Niejeden mój wróg i ślad mu pozostał.
Moje wąsiki, to czysta galanteria.
Dumny z nich jestem, żadna dyzenteria
Ani inne paskudztwo mi ich nie śmiało zniszczyć.
Czyszczę je pomadą, żeby błyszczeć
Ona zawsze mi błyszczały, kiedy należy.
A trzeba zawsze u każdego zwierzy.
Ogon mój puszysty, niczym wełna owcza
Roztacza swój urok, nie pozostaje bierna
Ta moja niezwykle piękna ozdoba.
Ogon moja to niemalże osobna osoba.
Dookoła się kręci ten wiatrak przepiękny.
Przez co panien pięknych mdleją zastępy.
Oczy moje niczym dwa diamenty.
Twarde, okrutne, wzrok mój zawzięty.
Lecz tylko dla wroga, który krzywdy znaczne
Ma na sumieniu. Na dobrych zaś patrzę
Wzrokiem przyjemnym, godnym szacunku
Co panny upija jak szklanka dobrego trunku.
Mój charakter jest, to rzecz zrozumiała
Przyjemny dla osoby, co dobro poznała.
Dla takich serce moje zawsze przyjazne.
Złych zaś ukaże moja postać poważnie.
Zła bowiem nienawidzę, każe surowo
Bo dobro ukochałem wręcz musowo.
Mili moi, jam jest Kot z Cheshire
I to wcale nie jest żaden bajer.
Poważnie mówię, osoba moja jest taka
Jak ją opisałem. Nie żadna siaka i owaka
Lecz właśnie taka, wierzcie lub nie.
Ten kto mnie zna, ten o tym wie.
A ten kto nie wie, to już jego problem.
Niech mnie odwiedzi, a ja mu opowiem
O sobie tak jak opowiedziałem to wam.
Talent do opowiadania bowiem wielki mam.
Więc na pewno nie znudzicie się w mej obecności.
Przybywajcie zatem do mnie, bo ja lubię gości.
Kot z Cheshire na zapiecku
Raz Kot z Cheshire głośne „Miau” powiedział,
Gdy na zapiecku u Księżnej Pani sobie siedział.
Miauk jego koci głośny był na tyle,
Że z okna spłoszył wszystkie motyle.
Dziecko się zbudziło, płakać wnet zaczęło.
Księżną Panią strasznie to rozsierdziło.
Powiedziała sobie: „Cóż to za wredne kocisko!
Myśli sobie może, że wolno mu wszystko!
Nie będzie dziecka futrzak jeden budzić.
Muszę się z nim na poważnie rozmówić”.
Postanowiła i zrobiła. Do kuchni poszła
I głośno Kotu z Cheshire swój protest zaniosła.
Rzekła, iż dziecko w kołysce spać spokojnie musi.
By przy okazji mogło chwilę wytchnienia dać mamusi.
Niech więc Kot z Cheshire z łaski swej ogromnej
Nie zakłóca spokoju domu Księżnej nadobnej.
Księżna do Kota nie ma nic, niech na zapiecku
Siedzi, byle nie psocił się on Księżny dziecku.
Kot z Cheshire jednak tylko się uśmiechnął.
Po czym najspokojniej w świecie sobie ziewnął,
Jakby słowa Księżnej znudziły go okrutnie.
Owinął się ogonem, zamruczał też butnie,
Po czym w objęcia udał się on Morfeusza.
Co Księżnę wściekłą jeszcze bardziej rozjusza.
Gniew Księżny tym większy, że Kotek ów
(Oby w swoim długim życiu wiecznie był zdrów)
Podczas snu wciąż tajemniczo się uśmiechał.
Dumę tym swej gospodyni niczym nożem zajechał.
Księżna wściekła, dziecko łzy swe do buzi łapie.
A Kot z Cheshire uśmiechnięty na zapiecku chrapie.
Księżna rozjuszona w furii objęcia wpadła.
Postanowiła: „Już ja zaleję za skórę sadła
Temu kocurowi, niech nie myśli kot sobie
Że skoro jest z Cheshire, to wszystko robić może.
Kucharko, ciężkiego dajcie mi coś do ręki!
Uderzę tym kota, przegonię i koniec mej udręki”.
Kucharka swej pani była bezgranicznie oddana.
Więc przybiega do kuchni cała zdyszana.
Podaje swej pani do ręki wałek do ciasta.
Który niedawno nabyła, gdy poszła do miasta
Na targ. Księżna w rękę wałek złapała.
I w stronę Kota z Cheshire rzutem go posłała.
Kot z Cheshire jednak, wciąż się uśmiechając,
Wstał ze swego miejsca, oczu nie otwierając.
Uchylił się przed pociskiem, który w ścianę
Uderzył, upadł na garnek, wpadł w bitą śmietanę.
Rozpryskując ją przy tym wszędzie dookoła.
Księżna krzyczy: „Toż to o pomstę do nieba woła!”.
Każe podać sobie ciężkie rzeczy w kuchni różne.
Cienkie, grube, krótkie, jak i te podłużne.
Wszystko jedno, byle były ciężkie wielce.
Walają się one po kuchni w wielkiej poniewierce.
Więc niech teraz się na coś one przydają
I wrednego Kota z Cheshire z kuchni wygnają.
Kot zaś znów na miejscu swym się położył.
Które tak to podły i złośliwy los ułożył,
Są za wysokie dla Księżnej pani i jej kucharki.
W ruch więc idą pogrzebacz, talerze i garnki.
Jedne po drugich lecą w stronę Kota.
Lecz tutaj kolejna się wydała losu psota.
Kot z Cheshire bowiem ciosów tych unika.
A uśmiech z jego pyszczka wciąż nie znika.
Księżnę i kucharkę to bardziej rozwścieczy.
Łapią one pod rękę różne w domu rzeczy
I ciskają nimi w Kota z Cheshire bez przerwy.
Nie trafiają go jednak, puszczają im nerwy.
Księżna wrzask podnosi, pomstuje na Kota.
Złośliwa to bowiem pana na Cheshire psota.
Dziecko w kołysce płacze, matka krzyk podnosi.
Kucharce się wydaje, że na katastrofę się zanosi.
Kot zaś dalej na zapiecku sen przyjemny przenika.
A uśmiech z pyszczka jego wcale nie znika.
Dziecko płaczące jednak wielce go smuci.
A Kotek bez serca nie jest. Więc przy buzi
Dziecka spokojnie siada i mruczy pod wąsami.
Kołysankę przyjemną, która słodkimi snami
Główkę maleństwa opanowała przyjemnie.
Dziecko zasypia i w krainę snów biegnie.
Kot więc zadowolony z dzieła jest swego.
Twierdzi więc, że dość tego dobrego.
Pomógł on dziecku, zadanie jego wykonane.
W księdze dobrych uczynków zapisane
Zostanie. On na zapiecek swój powraca
I sam w krainie snów się przyjemnie zatraca.
Księżna pani i kucharka wciąż się kłócą
O to, jak z zapiecka Kota tego wyrzucą.
Dziecko jednak nie płacze już, lecz śpi.
Kot zaś z kłótni kobiet sobie drwi i kpi,
Po czym zasypia na zapiecku zmęczony,
A na pyszczku ma uśmiech zadowolony.
Oberża “Pod Wesołą Gwiazdą”
Znam jeden domek, oberżą zwany,
Zna ją każdy z tym terenem obeznany.
“Pod Wesołą Gwiazdą” się nazywa,
I wszystkich podróżnych w gościnę wzywa.
Bo właściciel z gościnności jest znany,
A z tego powodu też bardzo poważany.
Gości tu wesołych w bród przybywa,
Których głód, ten pan zły, tu przyzywa.
Najeść się tu można i napić za trzech,
Poświadczyć to może pewien znajomy Czech,
Przebywający tutaj przez pewien czas,
Kiedy przyszedł tu polować w las.
Wracając z łowów, mocno był strudzony,
Zmęczony, zgłodniały i spragniony.
Ugoszczony tu pięknie, polecił mi miejsce te.
Ja zaś opisałem je, używając pisarskie talenta swe.
Karczmarz tutaj, gość wesoły i roztropny,
Jest to kot, znany wszystkim Pan Psotny.
Wzrost wysoki, orli wzrok jest jego,
Wąsa kociego ma równie pięknego.
Często gładzi go kocią łapą,
I wypowiada się jak poseł przed kanapą.
Zwierz to uczony jest i wykształcony,
A ponadto gość bardzo przez los wzbogacony.
Nigdy pieniędzy w karczmie tej się nie płaci.
Liczy się tu szlachetność, dobroć wyuczona od maci.
Służbą tu pingwiny, odźwiernym piesek,
Konik barmanem, służy za owiesek.
I choć zarzucał mu ktoś, że z kopyt powodu
Nie nadaje się do wykonywania swego zawodu,
Konik nie przejmuje się tym wcale,
I klientom swoim służy wręcz wspaniale.
Całą paradę atrakcji znaleźć tu można.
Takich, że wymięka przy nich nawet piłka nożna.
Mamy tu bowiem koncert skrzypcowy,
Kwartet świerszczyków zawsze na to gotowy.
Są też tancerze, akrobaci, no i aktorzy,
Do wystawiania przedstawień zawsze skorzy.
Teatrzyk marionetek dla dzieci gotowy także,
Mają również świetnych mimów, a jakże.
I piosenkarze są, i konkurs karaoke,
Prowadzą go tutaj małe żabki płoche.
Ekskluzywna klientela oberżę tę odwiedza.
Widziałem tu raz białego niedźwiedzia,
Co trzy kufle miodka pitnego wypić potrafił.
Taki gość się również w tym miejscu trafił,
Potrafiący stać na rękach i na palcach gwizdać,
Jednocześnie to robi, jak być może widać.
Czasem zachodzi tu Mikołaj, tak, ten Święty,
A także Kot z Cheshire, pan wśród kotów wzięty.
Nawet Człowiek z Księżyca czasem domek swój opuszcza,
Zachodzi w to miejsce i opowieści swe wyłuszcza.
Zabawy tu wesołe do białego rana trwają,
Ludzie z lekkim żalem do domów swych wracają.
Przyznam się, że ja również, w odwiedziny tu przybywszy,
Smutny bardzo byłem, próg domu swego przekroczywszy.
Wszystkie przeżycia swe spisałem w tym oto wierszyku,
I choć mi zarzucają kłamstwo o tym koniu i świerszczyku,
To ja swoje wiem i zapominać o miejscu tym nie mam zamiaru.
I pędzę tutaj zawsze, gdy chcę się pozbyć smutków oparu.
Cieszą się na mój widok tutaj wszyscy goście weseli,
A nowe przyjęcie rozpoczyna się w kolorze i w bieli.
Lecz cóż z tego, że miejsce to tak naprawdę nie istnieje?
Odwiedzić je można, w wyobraźni, w której przecież wszystko się dzieje.
piątek, 8 grudnia 2017
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV
Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...
-
Część I - Miłość od pierwszego wejrzenia Znacie rodzinę Rabatków? Nie? Wobec tego już najwyższa pora na to, abyście ją poznali, bo jest...
-
Część II - Księżycowy kamień Historia wielkiej miłości Bratka bynajmniej nie kończy się na tym, co ostatnio opowiedziałem. Przeciwnie,...
-
Ale mi się trafiło. Mam młodszą siostrę. Już chyba gorsze nieszczęście nie mogło na mnie spaść. Młodsza siostra. To mi dopiero traf. Oznacza...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz