piątek, 8 grudnia 2017

Zwierzogród - 01 - Wspomnień czar cz. II

Minęło kilka dni od tego incydentu, a lisek nie pojawił się w okolicy, więc wszystkie dzieciaki uznały, że mają z nim spokój i najspokojniej w świecie bawiły się wesoło razem z Judy, która wyraźnie królowała w każdej zabawie, a jej mały mundur policjantki budził powszechny szacunek oraz zachwyt. Dzieci bawiły się z nią znakomicie nie myśląc o nieprzyjemnym incydencie, jaki miał miejsce niedawno. Wszystko się jednak zmieniło w chwili, gdy pewnego dnia zaczęły ginąć dzieciom ich zabawki. Wystarczyło, że jakieś dziecko odłożyło na je bok, odwróciło na chwilę wzrok, a już zabawka znikała. Nikt nie miał pojęcia co tu się dzieje, ale też wszystkie dzieci doskonale wiedziały, kto za tym stoi.
- To ten wredny lis nam je kradnie, bo nie chcemy się z nimi bawić! - zawołał George - To wszystko jego sprawka!
Inne dzieciaki były tego samego zdania. Judy nie wiedziała do końca, co ma o tym sądzić, ale skoro zabawki ginęły, to niewątpliwie winny temu musiał być lis. Przecież wiadomo, jakie są lisy: cwane, wredne, przebiegłe, a do tego wszyscy chyba wiedzą, że każdy lis to złodziej... Nikt chyba nigdy nie słyszał o lisie będącym uczciwym obywatelem.
Po przemyśleniu sobie na spokojnie tej sprawy Judy doszła do właśnie takich wniosków i poszła więc z innymi dziećmi pod dom liska żądając, aby on wyszedł z domu i oddał im zabawki. Dla pewności, że ten ich posłucha, wezwali też miejscową policjantkę, która była bardzo sympatyczną świnką w stopniu sierżanta.
- O co chodzi, kochani? - spytała funkcjonariuszka.
- Ten lis, który mieszka w tym domu, ukradł nam zabawki! - zawołała Belle.
- Niech pani mu powie, żeby je nam oddał! - dodała płaczliwym tonem Maggie.
Policjantka pomyślała przez chwilę, gdy usłyszała słowa dzieci.
- Kochani, to jest bardzo poważne oskarżenie. Czy jesteście go pewni?
- TAK! - zawołały chórem dzieci.
- Pomogę go pani aresztować! - dodała bojowo Judy.
Funkcjonariuszka spojrzała na króliczkę w policyjnym mundurze i uśmiechnęła się czule, po czym pogłaskała ją czule po głowie.
- Spokojnie, kochanie. Myślę, że obejdę się bez pomocy.
Chwilę później zapukała ona do drzwi, w których stanęła lisica w zielonej sukience.
- O! Pani sierżant! O co chodzi?
- Proszę pani... Przepraszam, że pani przeszkadzam, ale.. Chodzi o to, że zachodzi takie podejrzenie, iż pani syn ukradł zabawki miejscowym dzieciakom i... przyszłam to sprawdzić.
Lisica była oburzona, kiedy to usłyszała. Załamana spojrzała na bardzo rozjuszoną dzieciarnię i zawołała:
- Co?! Co wy wygadujecie, dzieci?! Mój syn nikogo nie okradł! To musi być jakaś pomyłka!
Maluchy miały jednak nieco inne zdanie w tej sprawie:
- On zabrał nam zabawki!
- To zwykły złodziej i tyle!
- Chcemy swoje zabawki!
Judy wystąpiła naprzód.
- Proszę pani... Powinna pani przeszukać dom tej pani i sprawdzić, czy są tu skradzione zabawki.
Policjantka spojrzała na nią z lekkim uśmiechem.
- Spokojnie, moja droga. Ja wiem, co mam robić.
Następnie zwróciła się do lisicy oficjalnym, choć także w miarę jej możliwości delikatnym tonem:
- Czy pozwoli pani przeszukać dom, czy mam jechać po nakaz?
Lisica nie chciała problemów, dlatego też wpuściła policjantkę, jednak niczego nie znalazła, więc musiała wyjść i oznajmić to dzieciom, które były tym oburzone.
- Dobrze je ukrył, to je nie znalazła! - zawołał George.
- Złodziej! Wstrętny złodziej! - darły się dzieciaki.
Pani lis miała łzy w oczach, słysząc te oskarżenia.
- Przestańcie wreszcie! Paskudne dzieciaki! Dla was każdy lis, to zaraz złodziej! Wynoście się stąd, wszyscy!
Następnie zamknęła drzwi przed nosem rozwrzeszczanej dzieciarni, która jednak postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. A jak to zrobiła, o tym zaraz się dowiemy.

***

Kiedy następnego dnia mały lisek wyszedł po zakupy dla swojej mamy został osaczony przez grupę dzieciaków z Georgem i Judy na czele. Oboje mieli na pyszczkach wymalowane groźne miny, więc wyraźnie było widać, że nie żartują.
- Czego wy chcecie?! - zawołał lisek przerażony tym, co się dzieje.
- Gadaj, gdzie schowałeś nasze zabawki! - rozkazał mu bóbr.
- Ja niczego wam nie zabrałem! - krzyknął rudy i mały drapieżnik.
- Będziesz udawał idiotę, co?! - warknęła na niego mysz.
- Przecież on jest idiotą! - dodał złośliwie słonik.
- Nie takim do końca idiotą, skoro zabrał nam zabawki!
- Załatwić drania!
- Obedrzeć z futra!
- Niech gada, gdzie są nasze zabawki!
Lisek był przerażony, a Judy nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Czy on naprawdę ukradł te zabawki? W końcu był lisem, więc oszustwa miał we krwi, ale może jednak był niewinny? Ostatecznie rewizja w jego domu niczego nie wykazała, choć oczywiście mógł je schować gdzie indziej. Ale przecież zawsze mógł okazać się czysty jak łza. A jeśli nawet jest inaczej, to może można go przekonać do rozmowy w inny sposób niż linczem?
- Czekajcie! - zawołała króliczka.
Rozwydrzony tłum natychmiast się uspokoił, a Judy powoli podeszła do liska, po czym przemówiła do niego delikatnie:
- Proszę... Powiedz nam, gdzie schowałeś zabrane moim przyjaciołom zabawki, a obiecuję, że damy ci spokój. Proszę... Powiedz, gdzie one są.
Lisek spojrzał na nią, a w jego oczach zamigotała złość.
- Nic wam nie zabrałem i nie zamierzam się do niczego przyznawać!
- Ale uparty! - warknął gniewnie George - Chyba musimy go zacząć torturować, żeby wyśpiewał co i jak!
Dzieciaki zaczęły powoli osaczać liska, który był coraz przerażony nie wiedząc, co ma zrobić. Jedynie króliczce w mundurze policjantki ten plan wydawał się zbyt okrutny, aby wcielić go w życiu.
- Czekajcie! Zostawcie tego lisa! Przecież tak tego nie można zrobić! - krzyczała oburzona Judy - Nie jesteśmy przestępcami! Nie możemy go bić!
- On jest przestępcą, więc zasługuje na manto - stwierdził Jack.
- Niech nam odda zabawki, to nie będziemy go bić - powiedział Bob.
Judy spojrzała błagalnie na liska. Nie chciała, aby dzieci go biły, ale jeżeli będą musieli wyciągnąć z niego prawdę w taki sposób... Nie! To zły sposób! Nie wolno tak! Nawet jeśli on jest winny, to nie tędy droga!
- Proszę cię... Powiedz, gdzie je schowałeś, a damy ci spokój - rzekła niemalże błagalnym tonem króliczka.
Lisek, zamiast spełnić jej prośbę, stracił wówczas cierpliwość.
- Wynoście się! Wszyscy! Wynocha stąd! Nic wam nie zabrałem!
Następnie wyszczerzył on groźnie swe zęby, zaś dzieciaki przerażone odskoczyły szybko od niego, po czym rzuciły się do ucieczki. Już po chwili ich nie było, a na placu boju została tylko Judy cała przerażona, że lisek zaraz ją zje. Ten jednak tylko się uspokoił, spojrzał na nią i powiedział:
- Dobra... Odejdź już. Wracaj do nich.
- A co z ich zabawkami? - spytała króliczka.
- Nie wziąłem ich. Ale jeśli jesteś taka ciekawa, gdzie one są, to radzę ci sprawdzić starą szopę w lesie. Wygląda nieco podejrzanie, co nie?
Następnie odszedł zostawiając króliczkę z jej własnymi myślami.

***

Judy długo myślała nad słowami lisa nie wiedząc, czy ma pójść za jego wskazówką, czy też nie. W końcu jednak postanowiła sprawdzić, czy ten rudy przechera mówi prawdę i czy w tej szopie być może znajduje się coś godnego uwagi. Dlatego też jeszcze tego samego dnia podczas zabawy, gdy bawiła się w chowanego postanowiła, a ona szukała postanowiła zamiast szukać przyjaciół zajrzeć do tej szopy.
Zakradła się tam więc po cichu, uważnie rozglądając się dookoła, bo chciała mieć pewność, że nikt jej nie obserwuje. Wiedziała doskonale, że jako policjantka musi być czujna, dlatego była w miarę swoich możliwości. Szła spokojnie w kierunku celu swojej wyprawy. Pewnie dzieciaki czekając, aż je znajdzie niecierpliwiły się w kryjówkach, jakie sobie wybrały. Trudno, jej sprawa była ważniejsza.
Króliczka powoli podeszła do szopy. Była ona sporych rozmiarów, a otaczała ją niemalże rzeka błota. Na drzwiach szopy zwykle znajdowała się kłódka, jednak na całe szczęście tym razem była ona odłożona na bok. Judy otworzyła więc powoli drzwi, a następnie delikatnie wsunęła się do środka. Następnie włączyła latarkę i zaczęła nią świecić po całym pomieszczeniu. Początkowo wydawało się jej, że nie ma tu nic poza narzędziami do pracy w ogródku, gdy nagle... Zauważyła coś. Podeszła do tego czegoś i przyjrzała mu się uważnie. Odkrycie, jakiego dokonała, było przerażające.
- To są zabawki! - pisnęła mała policjantka - Te same, które ukradziono dzieciom! A więc jednak lis je ukradł, bo przecież wiedział o szopie, a to znaczy...
Nagle ją coś tknęło. Nie, lis na pewno nie ukradł tych przedmiotów. Nie mógł tego zrobić, ponieważ szopa nie była jego i nie miał klucza do kłódki. Chociaż lisek był sprytny i na pewno mógł go jakoś zdobyć. Ale z drugiej strony po co miałby chować swój łup w szopie, która należała do kogoś innego? Poza tym jeszcze jedno. Wokół błota było pełno błota. Sama Judy wchodząc tutaj musiała w nie wdepnąć i zostawiła ślady na zewnątrz oraz odciski brudnych łapek w szopie. Jeśli zatem ktoś chciał tu wejść, nie mógłby nie zostawić śladów, a tu nie było nigdzie śladów lisa. Mógłby je wytrzeć, ale przed szopą na pewno by one zostały. Chyba, że też je starł. Nie, to niemożliwe. Na pewno w całości by ich nie starł.
Judy poświeciła sobie latarką po szopie i rozejrzała się dookoła. W pomieszczeniu tym były ślady z błota, ale nie należały do odcisków łapek lisa. Oprócz tych śladów, które sama zostawiła były jeszcze.
- Zaraz, chwileczkę - powiedziała do siebie Judy - To są przecież ślady...
- Znalazłem cię!
Króliczka odwróciła się przerażona i zauważyła bobra George’a, który patrzył na nią z groźną miną na pyszczku.
- Chyba to miejsce nie należy do naszej zabawy, prawda? - spytał.
Judy spojrzała na niego, po czym powiedziała:
- Słuchaj, znalazłam te zabawki, które nam ukradziono! Były właśnie tutaj!
- No proszę - rzekł ironicznie bóbr - To interesujące. Jak myślisz, kto je tu schował? W szopie mojego starego?
- To szopa twojego taty?
- Jak widzisz. I jak sądzisz? Kto je tu schował?
- Chyba nie ten lis... No, bo wiesz... Tu nie ma nigdzie odcisków jego łapek. A wokoło jest błoto. Musiałby zostawić ślady.
- Tak... Ciekawe, mów dalej - powiedział George, podchodząc do niej - I co jeszcze mi powiesz?
- Że... Że...
Judy spojrzała na stopy bobra. Były one całe od błota i zostawiały na podłodze szopy ślady. Takie same ślady, jak...
- To ty! Ty zabrałeś te wszystkie zabawki i zwaliłeś winę na lisa!
- Bystra jesteś, długoucha - zakpił sobie George - Nawet za bystra! Ale nic to nie pomoże!
- Co mi teraz niby zrobisz?! - jęknęła przerażona Judy.
Bóbr parsknął śmiechem, po czym przeszedł do wyjaśnień:
- A jak sądzisz? Zabiorę cię do innych dzieci i powiesz przed wszystkimi, że znalazłaś ze mną te zabawki i to lis je ukradł.
- Nie mogę powiedzieć tego, co jest nieprawdą!
- Poważnie?
George złapał ją mocno za uszy i podniósł wysoko w górę.
- Uważaj, marcheweczko! Nie biję nigdy dziewczyn, ale jeśli będziesz mi się stawiać, to...
- To co?! - zapytał jakiś bojowy głos.
Napastnik odwrócił się, by zobaczyć, kto do niego powiedział te słowa. Tym kimś był lisek stojący w drzwiach szopy.
- Zostaw ją, George!
- A co mi zrobisz, jeśli tego nie zrobię, głupi lisie?
- Ja nic. Za to ona ci zrobi kuku.
George zdziwił się i spojrzał na Judy, która w tej samej chwili uderzyła go mocno swoimi skokami prosto w nos, przewracając go w ten sposób na ziemię. Nim bóbr zdołał się podnieść, niespodziewany sojusznik przyszłej policjantki uderzył go pięścią między oczy i znokautował.
- Pryskamy! - zawołał lisek, łapiąc króliczkę za łapkę.
Następnie oboje rzucili się do ucieczki i zaczęli szybko biec przez las.
- Czemu mi pomagasz?! - spytała Judy.
- Muszę, w końcu sam cię tu przysłałem! - zawołał lisek - Wiedziałem, że pójdziesz do szopy. Musiałem cię pilnować.
- Skąd wiedziałeś, że tam pójdę?
- Chciałaś znaleźć zabawki, prawda?
- UHM.
- Więc ja ci w tym pomogłem.
- Ale skąd wiedziałeś, że on je tam trzyma?!
- Wczoraj wieczorem śledziłem go, żeby mu zrobić numer za to, że mnie oskarżył. Zobaczyłem wtedy, jak siedzi on w szopie i bawi się tymi zabawkami. Siedział tuż przy oknie, a ja siedziałem na drzewie i wszystko widziałem.
- Musimy iść na policję i powiedzieć, co widzieliśmy.
Nagle Judy się zatrzymała.
- O nie! Przecież nie możemy tam iść! Nie mamy żadnego dowodu, że to on ukradł! A on powie, że to my zrobiliśmy!
- A nie prawda! - zaśmiał się lisek.
Chwilę później zdjął z szyi schowany pod koszulką stary, choć jeszcze całkiem dobrze działający aparat fotograficzny.
- Siedząc na drzewie zrobiłem mu kilka zdjęć. Drzewo było blisko szopy, więc zdjęcia są bardzo wyraźnie, przynajmniej niektóre.
Judy parsknęła śmiechem.
- Och, ty cwaniaku! - zawołała radośnie, podskakując w górę.
- Taki już jestem, mała! - zaśmiał się lisek - A teraz chodźmy... Pani sierżant będzie zadowolona, gdy zobaczy zdjęcia.

***

Miał rację, pani sierżant świnka szybko wywołała zdjęcia i zobaczyła je dokładnie. Natychmiast pojechała do szopy i przeszukała ją dokładnie. Bez trudu znalazła tam zabawki, a na nich odciski palców bobra George’a. Dzieciak został natychmiast zabrany na posterunek policji, gdzie miał się wytłumaczyć z tego wszystkiego, co zrobił, natomiast lisek i Judy zostali ogłoszeni bohaterami, a pani sierżant złożyła im gratulacje.
Jednak króliczka nie czuła się bohaterem. Wręcz przeciwnie, było jej bardzo głupio, że tak łatwo uwierzyła w winę liska, więc postanowiła to naprawić. Poprosiła o pomoc ciocię, a potem razem upiekły piękne ciasto, które następnie zaniosła je do ich sąsiadki.
- Dzień dobry - powiedziała ciocia Audrey - Zastaliśmy pani syna?
- Nicholas! Ktoś do ciebie! - zawołała lisica.
Chwilę później w drzwiach stanął jej synek.
- Słucham? - spytał.
Ciocia popchnęła lekko Judy przed siebie, a ta zdjęła z głowy czapkę policjantki i powiedziała:
- Ja... Bo ja... Chciałam cię przeprosić, że niesłusznie cię oskarżyłam o kradzież tych zabawek. Wiem, że byłam głupia, że im uwierzyłam i pewnie teraz nie będziesz chciał mnie znać, ale... Może dasz się przeprosić? Razem z ciocią upiekłyśmy pyszne ciasto.
Lisek popatrzył na nią uważnie, po czym powąchał ciasto trzymane przez panią Audrey, a następnie spojrzał na Judy i powiedział:
- W porządku. Ja się nie gniewam. Tylko więcej tak nie rób.
- Obiecuję, nie będę.
Nagle króliczka przypomniała sobie, że oboje jeszcze się sobie nie przedstawili. Postanowiła szybko to naprawić.
- Jestem Judy Hops! - zawołała, podając mu łapkę na powitanie.
- Nick Bajer - powiedział lisek, z uśmiechem podając jej swoją łapkę.
Chwilę później Judy zachichotała radośnie i cmoknęła delikatnie liska w policzek. Ten się zarumienił, a króliczka miała powód do jeszcze większej radości.
- Och, jakie to urocze! - rzekła wzruszona ciocia Audrey.
- Racja, urocze - zgodziła się z nią pani Bajer - Ale nie stójcie tak. Wejdźcie, proszę.
Królica i jej siostrzenica skorzystały z zaproszenia, także już po chwili zaczęły się wspaniała uczta oraz radosna zabawa. Judy i Nick bawili się ze sobą w policjanta i złodzieja, przy czym na zmianę on był złodziejem, a ona policjantką, a potem znowu on był policjantem, a ona próbującym mu uciec złodziejaszkiem. Sądziła, że jako królik ma przewagę, jednak choć biegała szybko, to on i tak zawsze ją złapał, bo przecież był szczwanym lisem, a jako taki znał metody łapania króliczków.
- Jak oni uroczo razem wyglądają - powiedziała ciocia Audrey.
- Tak... Zróbmy im zdjęcie! - zaproponowała pani Bajer.
Ciotka Judy miała przy sobie aparat, którym natychmiast postanowiła zrobić fotografię dzieciakom. Z trudem ustawiła dwa energiczne zwierzaki przed obiektyw.
- Powiedzcie „MARCHEW“!
- MARCHEW! - zawołały dzieci, przytulając się lekko do siebie.
Po zrobieniu zdjęcia oboje wrócili do zabawy, aż w końcu nadszedł wieczór i musiały iść spać. Obiecały sobie jednak, że jutro znowu się oboje zobaczą.
- Dziękuję, że przyszłyście - powiedziała pani Bajer na pożegnanie królicy i jej siostrzenicy - Nick nie ma żadnych przyjaciół i jest całkiem sam na tym świecie. Cieszę się, że ma się z kim pobawić.
Judy pomachała łapką liskowi na pożegnanie, po czym wróciła z ciocią do domu. Tam zaś umyła zęby i poszła spać. Przedtem jednak jej opiekunka zawołała ją do telefonu. To dzwoniła panie Hops chcąca sprawdzić, co z jej córeczką. Judy oczywiście szybko pognała do telefonu i już na wstępie powiedziała:
- Wiesz co, mamo? Chyba właśnie znalazłam przyjaciela...

***

Judy powoli powróciła ze świata wspomnień, w których przed chwilą była. Nagle wszystko zaczęło mieć dla niej sens. To, że dała Nickowi szansę na lepsze mimo tego, iż ten na początku ich znajomości nie był dla niej zbyt miły. To, czemu nie dała sobie z nim spokój i mimo wszystko, choć parę razy podczas ich pierwszej wspólnej sprawy groziła mu, że go aresztuje, nigdy tego nie zrobiła. To, że zawsze się jej on wydawał jakiś dziwnie znajomy, choć nigdy nie umiała sobie tego jakoś logicznie wyjaśnić, także dopiero teraz się dowiedziała, jaki był ku temu powód.
- Judy, kochanie... Co ci się stało? - spytała Bonnie Hops.
- Mamo! Zaczekaj chwilę! Muszę coś sprawdzić!
Po tych słowach Judy pognała na górę i szybko pobiegła sprawdzić coś w swoim dawnym pokoju. Znalazła tam szybko album ze starymi zdjęciami. Zaczęła je przerzucać mając nadzieję, że znajdzie w nim to, czego szuka. W końcu to znalazła. Było to zdjęcie, na którym była mała króliczka w wieku dziesięciu lat i straszy o dwa lata od niej mały lisek. Oboje byli objęci po przyjacielsku do siebie, susząc przy tym ząbki.
- A więc to był on... To był cały czas on - powiedziała Judy do siebie - Czternaście lat... Całe czternaście lat go nie widziałam. A potem los znowu nas połączył.
- Hej, Karotka!
Do pokoju wszedł Nick Bajer.
- Twoja mama prosiła, aby cię zawołać. Przyjęcie właśnie się zaczyna. A co ty tam oglądasz?
Judy otarła sobie łzy z oczu i podała mu zdjęcie. Nick spojrzał na nie zdumiony, po czym powiedział:
- O rany! To przecież ja! A ta mała króliczka to... Pamiętam ją... Wtedy kradli zabawki w okolicy i ona... Zaraz... To przecież...
Spojrzał na króliczkę w lekkim szoku i spytał:
- Judy?
- Tak... To ja - powiedziała wzruszona panna Hops, podchodząc do niego - Wiesz... To zabawne... Po czternastu latach odzyskałam przyjaciela z dzieciństwa.
- Tak... Faktycznie - zaśmiał się Nick - To dlatego cały czas, gdy cię poznałem czułem, że nie jesteś mi obca. Ale minęło tyle lat... Nie myślałem, że to jesteś ty. Nigdy potem się nie widzieliśmy.
- Wiem, Nick... Wiesz co? Chyba pora zacząć poznawać się na nowo.
- Tak, Judy. Masz rację. Najwyższa pora.
Króliczka uśmiechnęła się do niego wesoło, po czym wpadła w objęcia lisa, który czule pogłaskał ją między uszami.
- Ach, te króliki tak łatwo się wzruszają - zachichotał Nick.
Judy parsknęła śmiechem i puściła go, mówiąc:
- To co? Idziemy jutro na pizzę z marchewką, by powspominać stare czasy?
- O nie! Tylko nie z marchewką! Ja przecież nie cierpię marchewek! - zaprotestował Nick
- Oj weź, przestań! Są całkiem zdrowe! Dołożę jeszcze trochę jagód z naszej farmy. To jak?
Nick zaśmiał się do niej radośnie, kiedy to usłyszał.
- Och, ty szczwany króliku! Ty wiesz, jak mnie podejść!
- No pewnie, głupi lisie! Wiem o tym! A ty wiesz, że mnie kochasz, prawda?
Lis udawał, że się zastanawia, nim udzielił odpowiedź:
- Czy ja to wiem? Hmm... Tak! Owszem, wiem!

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...