piątek, 8 grudnia 2017

Zwierzogród - 02 - Tajemnica Nicka cz. I

Życie bywa czasami trudne, a wspomnienia z przeszłości potrafią gnębić człowieka przez większość jego życia. Można mówić, że należy żyć przyszłością, jednak głupcem jest ten, który uważa, iż zerwanie z dawną, niemiłą dla nas przeszłością jest łatwe. Nie tak dawno przekonali się o tym bohaterowie naszej opowieści, czyli nasi starzy, dobrzy przyjaciele: Nick Bajer i Judy Hops.
Wszystko zaczęło się pewnego pięknego wieczoru, kiedy to właśnie tych dwoje dzielnych policjantów siedziało spokojnie za swoimi biurkami w swoim pokojach, wykonując jak zwykle papierkową robotę dla swego szefa, komendanta Bogo. Mieli oni zdać mu dokładne raporty ze swoich ostatnich akcji, więc starali się, aby to, co piszą było jak najbardziej szczegółowe. Rzecz jasna pominęli w raporcie kilka niemiłych dla nich spraw, a przede wszystkim to, że parę razy nagięli przepisy, aby złapać przestępcę. Dobrze bowiem wiedzieli, iż Bogo by tego nie pochwalił.
- Och... Jak ja nie cierpię pisać raportów - jęknęła załamana Judy.
Króliczka niejeden raz narzekała na tzw. papierkową robotę, jednak doskonale wiedziała, że nikt inny za nią tego nie zrobi, więc musi odbębnić swoje, a potem na pewno będzie mogła się zająć czymś milszym dla niej.
Nagle na całym posterunku rozległ się alarm. Judy szybko podniosła głowę i nadstawiła wyraźnie swoje królicze uszy, zaintrygowana tym, co właśnie miało miejsce.
- Alarm, drużyna! - rozległ się z megafonu głos Bogo - Zbierajcie się! Mamy na mieście włamanie do sklepu ze sprzętem elektronicznym! Bandyci są uwięzieni w środku, ale stawiają opór.
- NO! Nareszcie coś się dzieje! - zawołała zadowolona Judy.
Odskoczyła od biurka i ruszyła biegiem ku wyjściu z posterunku. Po drodze spotkała Nicka, który również pędził w tę samą stronę.
- Znowu akcja pierwsza klasa, co nie? - zachichotała króliczka.
- Żebyś wiedziała, Karotko! - zaśmiał się lis.
Oboje wskoczyli do swojego radiowozu i ruszyli szybko w kierunku sklepu z elektroniką. Za nimi ruszyły też dwa inne radiowozy.
- Wczoraj włamali się do sklepu komputerowego, a dzisiaj do sklepu z elektroniką - powiedziała Judy - O co tutaj chodzi?
- Nie wiem, ale spokojnie. Dowiemy się tego - odpowiedział jej Nick.
Oboje zapięli pasy, po czym panna Hops szybko nacisnęła pedał gazu i już chwilę później ich radiowóz pognał na miejsce włamania. Oboje więc szybko tam dotarli, a następnie wyskoczyli z bronią w ręku i ustawili się przed sklepem.
- Tu policja! Jesteście otoczeni! Poddajcie się! Wychodzić z rękami do góry!
Bandyci nie odpowiedzieli, więc policjanci podeszli nieco bliżej do sklepu. W tej właśnie chwili padły strzały. Funkcjonariusze w ostatniej chwili padli na ziemię.
- Hops! Bajer! Nie zgrywajcie bohaterów! - zawołał Bogo - Ci dranie nie żartują! Wezwiemy ekipę SWAT.
- Nie trzeba! Ja i Nick załatwimy tę sprawę! - odpowiedziała mu Judy bojowym tonem.
- Sierżant Hops! Zabraniam wam tam samej wchodzić! To rozkaz!
- Wybacz, szefie, ale nie możemy czekać.
- Karotka ma rację, szefunciu - dodał Nick - Musimy tam wkroczyć do akcji nim dranie nam uciekną.
- Niby jak chcecie to zrobić?! - zapytał jeden z policjantów, wychylając się zza swego radiowozu.
- Spokojnie... Coś wymyślimy - odparł lis.
Spojrzał na swoją partnerkę i uśmiechnął się do niej zadowolony, gdyż dobrze wiedział, że już oboje wiedzą, co należy zrobić.
- Osłaniajcie nas! Wkraczamy do akcji! - zawołała Judy.
- Hops, nie! - jęknął Bogo.
- Zaufaj jej, komendancie! - powiedział Bajer z uśmiechem na twarzy - W końcu znamy się na rzeczy.
Bawół afrykański miał poważne wątpliwości, czy powinien wyrazić zgodę, ale w końcu to zrobił i skinął głową. Następnie spojrzał na swoich ludzi i zawołał:
- Dobra! Misiura! Pazur! Wataha! Osłaniajcie ich! Bajer! Hops! Gdy nasi zaczną strzelać, wtedy wy wkraczacie do akcji.
- Rozkaz, szefie! - zawołała wesoło Judy.
Policjanci zaczęli strzelać w kierunku bandytów siedzących w sklepie, z kolei dwoje dzielnych i zarazem niezwykle szalonych funkcjonariuszy prawa ruszyło w kierunku budynku. Gdy już byli na miejscu, ich przyjaciele przestali strzelać, zaś oni kopniakiem otworzyli drzwi i wpadli do środka, osłaniając się nawzajem. Zauważyli wówczas bandytów, którymi była grupa kojotów. Mieli oni worki pełne sprzętu elektronicznego oraz broń w łapach.
- Poddajcie się! - zawołała Judy.
- Ręce do góry! - dodał Nick.
Bandyci rzucili broń widząc, że nie mają szans wycelować i strzelić do policjantów, bo ci do nich mierzyli i z całą pewnością zdołaliby to zrobić szybciej niż oni.
- Kto im odczyta ich prawa? - zapytał Bajer.
- Oboje to zróbmy - zaśmiała się króliczka - Ty połowę i ja połowę.

***

- Muszę powiedzieć, że naprawdę dużo tym razem ryzykowaliście, ale udało się wam - powiedział Bogo, gdy wezwał oboje policjantów do swego gabinetu.
Nick i Judy uśmiechnęli się do niego radośnie. Komplementy od Bogo to nie byle co, więc tym większą sprawiały im one przyjemność.
- Miło nam, szefunciu, że tak mówisz - odpowiedział mu Nick.
- Przycisz swoją jadaczkę, Bajer - zawołał komendant.
Lis uśmiechnął się do króliczki, po czym oboje lekko stuknęli się za swoimi plecami piąstkami na tzw. żółwika.
- Jednak sprawa wciąż nie jest rozwiązana - mówił dalej Bogo, chodząc po swym gabinecie - Przedwczoraj jacyś bandyci włamali się do sklepu ze sprzętem mechanicznym, wczoraj do sklepu komputerowego, a dzisiaj do technicznego. To się robi coraz bardziej zagadkowe. W tym wszystkim musi być jakaś metoda. Niestety nie wiemy, jaka.
Po tych słowach bawół popatrzył uważnie na swoich najlepszych ludzi i powiedział ponuro:
- Chcę wam powierzyć tę sprawę. Jesteście najlepszymi śledczymi na całym moim posterunku i nawet jeżeli nieraz działacie mi na nerwy, to jednak wiem, że mogę wam powierzyć to zadanie.
- Przepraszam, ale czy pan nas chwali, czy obraża? - zapytał złośliwym tonem Nick.
- Ty nie bądź taki mądry, Bajer - mruknął komendant, po czym dodał: - Przysłuchaliśmy złapanych dzisiaj złodziejaszków i wyznali, że pracują dla kolesia o imieniu Fantomas.
- Fantomas?! - zapytali zdumieni Nick i Judy.
- Tak przynajmniej im się przedstawił - powiedział Bogo - Nigdy nie widzieli jego całej twarzy, ponieważ ma czarną maskę na oczach. Jednak sprawdziłem już co nieco danych i okazuje się, że ten cwaniak jest znany na całym świecie jako wyjątkowo przebiegły złodziejaszek. Okradł już wiele muzeów oraz wielu bogatych ludzi z ich kosztowności. Zawsze interesują go tylko drogie kamienie i to zawsze bez skazy. Nie wiemy jednak, czy to jest jakiś nawiedzony kolekcjoner, czy też może sprzedaje on je z zyskiem na czarnym rynku, ale w każdym razie musimy ukrócić jego działalność i właśnie wy dostajecie tę sprawę.
- Dlaczego właśnie my? - spytał Nick.
- Ponieważ burmistrz Lewin Grzywalski bardzo na was liczy. I jakoś wcale mu się nie dziwię. W końcu to właśnie dzięki wam znowu zasiada na swym stanowisku.
Była to prawda, bo w końcu ich dwójka udowodniła, że Lewin nie odpowiada za dziczenie drapieżników, gdyż winną tego wszystkiego była jego zastępczyni, wiceburmistrz Jagna Obłoczek. On odpowiadał jedynie za to, iż izolował wszystkie zdziczałe zwierzęta od świata i po cichu, na własną rękę szukał dla nich lekarstwa. Za ten czyn odsiedział on kilka miesięcy w więzieniu, a potem został wypuszczony na wolność i odzyskał dobre imię. Dzięki swoim ogromnym umiejętnościom propagandowym bez większego trudu zdołał zyskać ponownie zaufanie mieszkańcom Zwierzogrodu, co sprawiło, że podczas nowych wyborów znowu wybrano go na burmistrza.
- Dobrze, szefie. Bierzemy tę sprawę - powiedziała pewnym i bardzo zadowolonym tonem Judy.
Nick uśmiechnął się wesoło, widząc jej reakcję.
- Oho... Moja partnerka ma w sobie mnóstwo zapału. Tym lepiej nam pójdzie cała ta sprawa.
- Tym lepiej - rzekł z uśmiechem Bogo.
Oboje czasami naprawdę go irytowali, ale mimo wszystko bardzo ich lubił i wiedział, że jeżeli komuś ma powierzyć tak poważne zadanie, to tylko im.

***

Od następnego dnia rozpoczęło się śledztwo w sprawie tajemniczego Fantomasa. Nick i Judy zaczęli je od narady na temat tego, co już wiedzieli, a wiedzieli to, że ten złodziejaszek kazał kraść swoim ludziom sprzęty o dość dziwnym znaczeniu.
- Najpierw coś z techniki, potem parę komputerów, a teraz elektronika. O co w tym wszystkim chodzi? - dopytywała się Judy.
Nick patrzył na nią uważnie, sącząc powoli lemoniadę przez słomkę.
- Nie jestem pewien, ale to mi pasuje na jakiś wielki skok - powiedział.
- Wielki skok? - króliczka wyraźnie nadstawiła uszu - Sugerujesz, że temu złodziejaszkowi potrzebne jest to wszystko po to, aby móc dokonać jakiegoś wielkiego włamu?
- Myślę, że tak. Być może potrzebuje on odpowiedniego sprzętu, żeby móc się włamać do jakiegoś budynku, wyłączyć alarm i takie tam?
Judy popatrzyła na niego dowcipnie.
- Ty się chyba bardzo dobrze znasz na tych złodziejskich działaniach.
- Ja? Skądże. Mówię tylko to, co widziałem w filmie - rzekł Bajer.
Króliczka popatrzyła na niego z ironią.
- Jasne. Kogo ty próbujesz nabrać?
- Ej, Karotka! Nie jestem żadnym złodziejem ani nim nie byłem! - lis był wyraźnie oburzony tym, co mu sugeruje jego przyjaciółka.
Hops parsknęła śmiechem.
- Oj, proszę cię, misiu-pysiu. Ja przecież tylko żartowałam. Weź nie bierz wszystkiego tak na poważnie.
- Wybacz, ale czasami naprawdę odnoszę wrażenie, jakby wszyscy patrzyli na mnie jak na typowego cwaniaczka i matacza, który nie umie żyć uczciwie i musi wiecznie wszystkich wokół siebie oszukiwać.
Kiedy Bajer usiadł przy biurku w swoim gabinecie, Hops podeszła do niego i powiedziała przyjaźnie:
- Hej, Nick! To już było i nigdy nie wróci. Mówię ci. Te czasy, kiedy oceniano cię po pozorach minęły bezpowrotnie. Teraz jesteś bohaterem Zwierzogrodu.
- Może i masz rację... Może nie warto się tym wszystkim przejmować? - zadał retoryczne pytanie Nick, po czym spojrzał na leżące przed nim na biurku zeznania aresztowanych ludzi Fantomasa - Wiesz... Trochę mnie tylko załamuje to, że ten koleś też jest lisem, podobnie jak ja.
- Proszę cię - uśmiechnęła się do niego panna Hops - Przecież równie dobrze mógłby on być królikiem i co? Co to niby zmienia?
- To, że inni mogą na mnie patrzeć jak na potencjalnego przestępcę.
- Nie gadaj bzdur, lisku, tylko lepiej wymyśl razem ze mną, jak złapać tego drania.
- Potrzeba nam więcej danych w tej sprawie. Ci jego ludzie mało o nim wiedzą. Lubi drogie kamienie bez skazy oraz dzieła sztuki, jest lisem i nosi maskę. To wszystko.
- Trzeba by popytać naszych informatorów - stwierdziła Judy.
- Dobry pomysł, Marchewa - zaśmiał się Nick - Popieram. Choć nie wiem, czy to coś da.

***

Nick mógł być czarnowidzem, ale tym razem niestety miał rację, gdy poddawał pod wątpliwość, że rozmowa z informatorem coś da. Niestety nic to nie pomogło, ich znajomi ze świata przestępczego nie mieli pojęcia, kim jest Fantomas, ponieważ ten gość dopiero od niedawna działał na terenie Zwierzogrodu i nikt z nich nic o tym nie wiedział. Na całe szczęście był w mieście jeszcze ktoś, kogo mogli poprosić o pomoc. Tym kimś był Pan Be, największy mafioso w całej Tundrówce, która z kolei była najmroźniejszą dzielnicą całego miasta. Pan Be bardzo lubił Nicka i Judy, zwłaszcza po tym, jak panna Hops ocaliła życie jego jedynej córce, a potem oboje zostali rodzicami chrzestnymi jego małej wnuczki, dlatego też traktował ich jak członków własnej rodziny. Kiedy tylko dowiedział się, jaki mają problem, powiedział, że z radością im pomoże. Mieli przyjść do niego następnego dnia po wiadomości.
W międzyczasie doszło do kolejnego napadu, tym razem na miejscowy teatr. Skradziono kilka kostiumów dygnitarzy. Bandyci zachowali teraz o wiele większą czujność i uciekli policji tuż sprzed nosa, nie licząc jednego z nich, który wywrócił się na chodniku podczas ucieczki i został schwytany. Był to młody szakal, już raz notowany za pewną drobną kradzież. Policja przesłuchała go, ale jego słowa bardzo przeraziły funkcjonariuszy.
- Fantomas jest pewien, że wam się wymknie i ma ku temu powody - mówił złodziejaszek.
- Co masz na myśli, cwaniaczku? - zapytała Judy.
Szakal uśmiechnął się złośliwie, po czym odparł:
- Macie wtyczkę w waszych szeregach.
- Wtyczkę? - zdziwiła się króliczka.
- No wiecie, szpiega - wyjaśnił złodziejaszek.
- Wiem, co to jest wtyczka! - Judy trzasnęła pięścią w stół - Lepiej mnie nie prowokuj!
- To po co pytasz, skoro wiesz, Panno Krzywy Zgryz?
Króliczka oparła dłonie o stół i spojrzała mu groźnie w oczy.
- Słuchaj, mądralo. Mów mi lepiej, kim jest ta cała wtyczka w naszych szeregach!
- Nawet gdybym to wiedział, to i tak bym wam nie powiedział.
- Czyli mówisz, że tego nie wiesz? - zapytał Nick oparty o ścianę pokoju przesłuchań.
- Nie, nie wiem tego - odpowiedział mu zadowolonym tonem złodziej - Możecie mnie przyciskać ile tylko chcecie, ale nie powiem wam nic, bo nic nie wiem.
Judy uważała, że szakal zwyczajnie kłamie, jednak niestety brakowało jej możliwości, aby mu to udowodnić. Uznała więc, iż jeśli posiedzi on na dołku, to zmięknie. Kazała więc go odprowadzić do celi, po czym spojrzała w kierunku Nicka, pytając:
- No i co o tym uważasz?
- Być może mówi on prawdę - odpowiedział jej lis.
- Czyli ty mu wierzysz?
- Nie mam powodu, aby mu nie wierzyć.
- Więc podejrzewasz, że naprawdę między nami jest zdrajca wynoszący informacje dla Fantomasa?
- Nie wiem, Karotka... Być może jemu właśnie zależy na tym, abyśmy tak myśleli i zaczęli się nawzajem podejrzewać.
- Ale też być może mówi prawdę - rzekła smutno Judy - Więc co teraz robimy?
- Musimy jutro spotkać się z Panem Be. Być może on nam pomoże.

***

Następnego dnia Judy i Nick odwiedzili Pana Be. Nie było go akurat w domu, bo wyjechał w interesach, ale zastali Fru Fru i jej męża. Obie ryjówki radośnie przyjęły u siebie policjantów, po czym pozwolili im pobawić się z małą Judy, swoją córeczkę, a chrześniaczką ich obojga.
- Wiecie, naprawdę wspaniale wyglądacie razem z naszym słodkim maleństwem - powiedział córka mafiosa.
- To prawda - dodał wesoło jej mąż - W sumie zastanawia mnie, czemu jeszcze się nie pobraliście.
Nick i Judy zrobili zdumione miny, ledwie to usłyszeli.
- Proszę cię! Przecież to niemożliwe! - zawołała panna Hops.
- No właśnie - dodała Bajer - Jesteśmy tylko przyjaciółmi, a poza tym pochodzimy z różnych gatunków i w ogóle...
- Jasne... Bo to niby jakaś przeszkoda - machnęła lekceważąco łapką Fru Fru.
- A nie jest? - zapytała Judy.
Młoda ryjówka popatrzyła w oczy swojej przyjaciółki i powiedziała:
- Kochana, zapamiętaj sobie jedno. Miłość nigdy nie wybiera wedle urodzenia. Mój mąż na pozór też do mnie nie pasuje, bo to tylko skromny urzędnik w jakieś tam firmie. Ale tatuś docenił to, że oboje się kochamy, więc przyjął go do naszej rodziny, a przy okazji uczynił go swoją prawą ręką... Oczywiście w legalnej części biznesu, ponieważ nie pozwoliłabym na to, aby on się zajmował przestępstwami.
- Rozumiem. Ale przecież twój mąż to ryjówka.
- Nawet gdyby był szczurem, to i tak bym go kochała, bo jest jedyny w swoim rodzaju.
To mówiąc Fru Fru przysunęła się do męża i pocałowała go czule.
Słowa przyjaciółki dały pannie Hops wiele do myślenia, jednak nie miała ona wiele czasu na zastanawianie się nad tym, ponieważ nagle do pokoju weszły dwa wielkie niedźwiedzie polarne w garniturach.
- O! Cześć, Władimir! Jak się masz, Cola? - zachichotał nerwowo Nick na ich widok.
Miśki nie raczyły mu odpowiedzieć, tylko zamruczały coś pod nosem.
- Chyba tatuś wrócił i was woła - zaśmiała się Fru Fru.
- Tak... Pewnie masz rację - zachichotała Judy.
Podała ryjówce jej córeczkę, po czym udała się za niedźwiedziami w towarzystwie Nicka. Oboje weszli do gabinetu Pana Be, który jak zwykle siedział w swoim foteliku położonym na środku wielkiego biurka.
- O! Witam pana, Panie Be - zaśmiał się radośnie Nick - Miło nam, że raczył pan o nas pamiętać i w ogóle...
Ryjówka milcząco wyciągnęła łapkę w kierunku lisa, który najbardziej delikatnie, jak to tylko było możliwe, ucałował ją. Potem podobny gest wykonała Judy. Teraz dopiero kontynuowanie rozmowy stało się możliwe.
- Cieszę się, że was znowu widzę - powiedział Pan Be - Moi ludzie zdobyli dla was informacje, które mogą wam pomóc. Nie jest tego może zbyt wiele, ale zawsze.
- Dla nas każda informacja jest teraz na wagę złota - odparła Judy.
Mafioso uśmiechnął się do niej delikatnie, po czym rzekł:
- To dobrze. Słuchajcie więc uważnie. Fantomas kiedyś pracował dla jednego z moich podwładnych. Obecnie jest już na zasłużonej emeryturze, ale pamięta wciąż swego dawnego podwładnego. U niego bowiem ten lisi przechera... Bez urazy, synu.
- Spokojnie, ja się nie gniewam - uśmiechnął się Nick.
Pan Be skinął lekko głową, po czym rzekł:
- Ten lisi przechera pracował kiedyś dla niego, a więc pośrednio i dla mnie. Mój wierny agent... Nie będę tutaj wymieniał jego nazwiska, bo to przecież nie ma teraz żadnego znaczenia... Otóż on go kiedyś do siebie zwerbował i nauczył go złodziejskiego fachu.
- A jak znalazł tego... przecherę? - spytała Judy.
- Jego ojciec wcześniej dla niego pracował. Był jednym z najlepszych złodziejaszków w całej branży. A potem jego syn, nie mający z czego żyć, zgłosił się do ojca i jego pracodawcy, czyli mojego agenta... A on dał mu pracę. Niestety, nikczemnik jeden zdobył od nas wszystką wiedzę na temat fachu, a potem wykołował nas podczas jednej akcji i kilku moich ludzi poszło do więzienia. Miała go za to spotkać nasza vendetta, ale on zniknął. Potem znowu było o nim głośno, gdy zaczął działać na własną rękę pod przydomkiem, który przybrał jeszcze wtedy, gdy pracował dla mnie.
- Fantomas - powiedziała Judy.
- Tak... Właśnie tak. Jego biedny ojciec, kiedy się dowiedział, że jego własny syn nas zdradził, bał się, iż teraz każę go zgładzić, bo w końcu nieraz za grzechy synów ojcowie płacić muszą. Jednak ja nie z tych, o nie. Jemu nic z mojej strony nie groziło. Ale niestety, nim zdążyłem biedakowi to wyjaśnić, ten zszedł na zawał. Świeć Panie nad jego duszą.
Władimir i Cola przeżegnali się jednocześnie.
- Tak czy inaczej... Fantomas był nam kiedyś wiernym pracownikiem, a potem nas oszmalił, ale wiedzcie, że kiedyś czeka go vendetta, bo Pan Be nigdy nie darowuje krzywdy wyrządzonej swojej rodzinie. Dlatego lepiej go złapcie, jeśli nie chcecie go wyławiać z jeziora pod moim gabinetem.
- Trochę to dziwne, że pan go jeszcze nie złapał - powiedział Nick z delikatną ironią w głosie.
- Sam się temu dziwię, ale drań niestety zbyt dobrze się ukrywa - rzekł mafioso, nie przejmując się tonem lisa - Najwidoczniej nauczył się podczas pobytu w mojej „rodzinie“ wielu sztuczek. Lecz Pan Bóg jest nie rychliwy, ale sprawiedliwy, jak to mówią, więc jeszcze kiedyś go dopadnę.
Nick i Judy uśmiechnęli się dowcipnie. Czuli, że jeśli rzeczywiście Fantomas odebrał dobrą lekcję z pobytu w mafii, to raczej tak szybko Pan Be go nie złapie, jeśli w ogóle to zrobi.
- Rozumiemy to wszystko, ale proszę nam powiedzieć, jak się nazywał ten cały Fantomas, ale tak naprawdę? - zapytał po chwili Bajer.
- Nazwiska jego nigdy nie poznałem, ponieważ od początku wstąpił on do mojej „rodziny“ jako Fantomas. Mój pracownik, będący jego szefem, również go nie pamięta, chociaż on zresztą i tak miał słabą pamięć do imion. Dlatego dawał swoim podwładnym ksywki, aby ich łatwiej spamiętać. Ja też nigdy nie zdołałem zapamiętać wszystkich nazwisk moich szeregowych pracowników, więc w tej sprawie niestety wam nie pomogę. Ale być może znam kogoś, kto je zapamiętał.
- Kto to taki? - spytała Judy.
- Pewna owca. Na pół roku przed tym zamieszaniem, gdy wszystkie zwierzęta dziczały, on wtedy jeszcze pracował dla nas, ale potem skumał się z konkurencją. Szczególnie często widziano go z jedną taką owcą, która obecnie siedzi za kratkami.
- Owcą?! - zawołali policjanci.
- Tak, owcą - skinął głową Pan Be - Chyba nawet wy ją posadziliście, za co nawiasem mówiąc jestem wam bardzo wdzięczny.
Judy i Nick spojrzeli na siebie uważnie. Już doskonale wiedzieli, o kim mówi ich rozmówca.

***

Sierżanci poszli potem do burmistrza z prośbą o dostanie pozwolenia na widzenie z jedną bardzo groźną więźniarką. Lewin Grzywalski bardzo ucieszył się na widok obu policjantów i powitał ich nad wyraz uprzejmie, choć jednocześnie był zdumiony nazwiskiem osoby, z którą jego ulubieńcy (jak ich nazywał) chcą się widzieć.
- Dlaczego właśnie ją chcecie zobaczyć? - zapytał.
- Zachodzi podejrzenie, że posiada ona niezwykle cenne informacje dla naszego śledztwa - powiedziała Judy.
Nick w milczeniu skinął głową potwierdzająco.
Burmistrz był zdumiony, ale wyraził zgodę i podpisał zezwolenie oraz zadzwonił do kogo trzeba, a sierżanci Hops i Bajer pojechali do więzienia, gdzie pokazali swoje pozwolenie na rozmowę z konkretną więźniarką. Pani naczelnik oczywiście wprowadziła ich oboje do pokoju widzeń, a następnie wyszła i wysłała strażników, aby sprowadzili kogo trzeba. Już kilka minut później w pokoju zjawiły się dwie świnie strażniczki prowadzące pewną owieczkę.
- No proszę... Kogo ja widzę? Moi ulubieni funkcjonariusze policji - zaśmiała się owca ironicznym głosem.
Strażniczki posadziły ją na krześle, po czym wyszły z pokoju i zostały za drzwiami.
- Proszę, proszę... Widzę, że nasza kochana ex-burmistrz Zwierzogrodu ma się całkiem dobrze - powiedział z ironią Nick.
- Mam się tak dobrze, jak tylko może się mieć dobrze ten, kto właśnie odsiaduje wyrok dwudziestu pięciu lat więzienia - odpowiedziała mu Jagna Obłoczek - No proszę, Judy Hops. Sprzymierzyłaś się całkowicie z naszymi wrogami, prawda?
- Jakimi wrogami? - spytała króliczka.
- No wiesz... Z drapieżnikami - wyjaśniła owieczka - Z lisami, lwami i innymi takimi. A mimo wszystko liczyłam do końca na to, że...
- Że niby co? - warknęła na nią panna Hops - Że niby będę stać po twojej stronie? Że będę ci pomagać pozbywać się każdego, kto stanie ci na drodze do stołka?
- Sama też byś wyciągnęła z tego niezłe korzyści - stwierdziła ponuro Obłoczek - Ale chyba nie po to mnie wyciągnęliście z mojej wygodnej celi, aby rozmawiać ze mną o dawnych czasach, prawda?
- Nie, wcale nie po to - odpowiedziała jej Judy - Mamy pewne pytania względem osobnika nazywającego siebie Fantomasem.
- Co ja mam z tym wspólnego?
- Podobno kiedyś robiłaś z nim interesy.
- Niby kto tak mówi?
- Pewien nasz przyjaciel.
Jagna Obłoczek uśmiechnęła się złośliwie.
- Wasz przyjaciel ma, jak widzę, prawidłowe dane. To prawda, robiłam z nim interesy na krótko przed tym, zanim zaczęła się ta afera, po której to trafiłam tutaj.
Judy popatrzyła na nią groźnie, gdy to usłyszała. Afera, dobre sobie! Przecież ona zleciła wywołanie kilkanastu przypadków zdziczenia zwierząt, przez co wyniknął chaos w całym mieście, a prócz tego jeszcze próbowała ją zabić. I nazywa to tak lekceważąco „aferą“? Ona to ma tupet!
- Jakie interesy z nim robiłaś? - zapytał Nick.
- Różne... Nie ma teraz sensu wchodzić w szczegóły, ale mogę wam powiedzieć, że to właśnie dzięki niemu udało mi się nawiązać kontakt z Trykiem.
- Tym zamachowcem, który na twoje polecenie strzelał do zwierząt? - spytała Hops.
- Właśnie - skinęła głową Obłoczek - Fantomas znał bowiem wielu bardzo podejrzanych typków, a ja ich nie znałam. Potrzebowałam dojścia, a on spadł mi jak z nieba.
- W jaki sposób?
- Został ranny, gdy uciekał przed jakimiś swoimi kolegami. Pomogłam mu, a przy okazji odkryłam też, że ma on przy sobie kilka kradzionych diamentów. Nie wydałam go, w zamian za co dostałam od niego kontakty do Tryka i jego gangu. Potem wyjechał z miasta, bo uprzedziłam go, że szykuję akcję przeciwko wszystkim drapieżnikom i lepiej, aby się wyniósł ze Zwierzogrodu. Nie wiem w sumie, czemu to zrobiłam, ale cóż... Mam czasami takie miękkie serduszko.
Nick Bajer uważnie wpatrywał się w owcę, po czym podszedł do niej i zapytał:
- No dobrze, pani „miękkie serduszko“. A powiedz nam teraz, jak się nazywa naprawdę ten cały Fantomas.
- A niby czemu miałabym wam to mówić? I skąd niby wiecie, że ja niby to wiem?
- Powiedział nam o tym nasz przyjaciel.
Owieczka parsknęła śmiechem, po czym dodała:
- Nie muszę wam więcej mówić. I tak za bardzo się rozgadałam.
- Aha... Czyli zamierzasz nam teraz zrobić milczenie owiec, co? - zachichotał ironicznie Nick Bajer - Wybacz, ale tak łatwo ci się to nie uda. Będziesz gadać, albo...
- Albo co, rudasie? - zapytała opryskliwie owca.
- Albo moja koleżanka ogoli cię na łyso! - zawołał Nick.
Judy zrobiła zdumioną minę, po czym widząc, jak lis puszcza jej lekko oczko, zrozumiała, o co chodzi, po czym powiedziała:
- Dokładnie tak! Mam przy sobie golarkę na baterie i uwierz mi, nie zawaham się jej użyć! Chcesz stracić więc wszystko, co tak bardzo lubisz? To dopiero koleżanki z celi będą miały z ciebie ubaw!
- Tak... A jak będą chciały ci spuścić manto, to nic ci nie zamortyzuje bólu - dodawał złośliwym tonem Bajer.
Owca początkowo nie wiedziała, czy oni mówią poważnie, ale Nick i Judy byli tak doskonałymi aktorami, że zdołali ją przekonać do tego, iż tak właśnie jest. Utrata jej ślicznego runa naprawdę przeraziła Jagnę Obłoczek, więc w końcu zgodziła się spełnić ich żądanie.
- Dobra! Niech wam będzie! Powiem wam to!
- No widzisz? - zaśmiał się sierżant Bajer - Nie można było tak od razu mówić? A więc dawaj to nazwisko.
- Dobrze... On się nazywa Robert Roterhood.
Nick, ledwie usłyszał to nazwisko, a uśmiech z jego twarzy znikł niczym napis na tablicy starty gąbką.
- Jak powiedziałaś? - zapytał.
- Robert Roterhood - odpowiedziała mu owca - A co? To jaki twój kumpel?
- Nie... W żadnym razie - uśmiechnął się sztucznie Bajer - Wiemy już to, co chcieliśmy wiedzieć. Karotka... Idziemy.
Judy zrobiła zdumioną minę, ale wyszła z pokoju za swoim partnerem. Jednak jego zmiana nastawienia do całej sprawy bynajmniej nie uszła jej uwadze.

***

Nick i Judy po zakończeniu rozmowy z Jagną Obłoczek wyszli poza teren więzienia, zastanawiając się nad tym wszystkim, co właśnie usłyszeli.
- Naprawdę cała ta sytuacja jest coraz bardziej zagadkowa - rzekła króliczka.
- A żebyś wiedziała, Marchewa - zaśmiał się lis.
Jego śmiech był jednak niezwykle sztuczny, co oczywiście nie uszło uwadze policjantki.
- Słuchaj, Nick... Od chwili, w której nasza droga owieczka wyjawiła nam nazwisko Fantomasa, zachowujesz się jakoś dziwnie.
- Dziwnie? A niby co jest dziwnego w moim zachowaniu? - zapytał lis - Zapewniam cię, że wszystko ze mną dobrze, Hopsiu.
Policjantka wiedziała, iż naciskaniem niczego nie zyska, dlatego też dała sobie spokój z rozmową na ten temat, a przynajmniej chwilowo.
- Dobrze, a więc co teraz robimy? - zapytała.
- W sumie chyba najlepiej będzie zdać raport naszemu szefunciowi, a potem iść do domu na odpoczynek, jak najbardziej zresztą zasłużony.
Po tych słowach lis spojrzał na swoją przyjaciółkę i zapytał:
- A może masz jakiś lepszy pomysł?
- Więc.... Nie - odpowiedziała Judy.
Jak postanowili, tak właśnie zrobili i kilkanaście minut później byli już na posterunku, po czym złożyli raport panu Bogo, a potem udali się na odpoczynek do swoich mieszkań.
- Podwieźć cię? - zapytała Judy, gdy wyszli z posterunku.
- Owszem, możesz - powiedział Nick.
Policjantka podwiozła go do jego mieszkania, które wynajmował w pewnej całkiej ładnej kamienicy.
- Dobra, to do jutra, Karotka - rzekł lis na pożegnanie.
Następnie ruszył powoli do siebie. Z kolei Judy powoli odjechała na bok, po czym powoli wysiadła z wozu i ukryła się w zaułku, które miało widok na kamienicę.
- Doskonale... A teraz zobaczymy, czy zrobisz to, co myślę, że zrobisz - powiedziała sama do siebie.
Miała rację, ponieważ Nick udawał, że wchodzi do mieszkania, ale potem rozejrzał się, czy nikt go nie widzi, a następnie wyszedł zadowolony i zaczął iść przed siebie. Judy postanowiła go śledzić, jednak bała się, że jeśli ten wejdzie do taksówki lub coś, to szybko straci jego trop. Nie mogła też jechać radiowozem, gdyż ten za bardzo rzucał się w oczy. Wpadła więc na pomysł rodem wzięty z filmów sensacyjnych.
- Hej, ty! Stać!
Judy stanęła na środku ulicy i wyjęła odznakę. Samochód jadący na nią właśnie się zatrzymał. Kierowca przerażony spojrzał na funkcjonariuszkę policji, która bezceremonialnie wsiadła mu do auta i usadowiła swą osobę na siedzeniu dla pasażera.
- Sierżant Judy Hops! Tajna misja! Jedź zaraz za tym lisem. Tylko nie za szybko!
Kierowca (którym był baran) nie miał większego wyboru, więc ruszył w kierunku wskazanym przez policjantkę. Jechał powoli za Nickiem, ale ten nagle wsiadł do taksówki.
- Dobra, stary! Złaź mi stąd! - zawołał Hops.
Wyrzuciła kierownicę na miejsce dla pasażera, po czym próbowała sięgnąć do pedału gazu. Jednak okazało się, że nie sięga do nich stopą. Na całe szczęście znalazła na to rozwiązanie. Używała go zawsze wtedy, kiedy tylko jechała swoim radiowozem - wyjęła z torby, która miała u swego boku niewielkie klocki i przywiązała je sobie do stóp, po czym nacisnęła pedał gazu. Taksówka zdążyła dość daleko odjechać, dlatego też Judy pognała jak najszybciej się da.
- Ej! Wariatko jedna! Zabijesz nas! - wrzasnął przerażony baran.
- Spokojnie, obywatelu! Zwrócę ci tego gruchota w nienaruszonym stanie! - odpowiedziała mu króliczka.
Chwilę później, robiąc gwałtowny zakręt, potrąciła kosz na śmieci.
- Ej! Zarysowałaś mi lakier! - jęknął kierowca i spojrzał w jej stronę wściekłym wzrokiem - Mówiłaś, że oddasz mi go w nienaruszonym stanie!
- No dobra... Oddam ci go w prawie nienaruszonym stanie! - odparła nieco zawstydzona tym, co się właśnie stało Judy.
Nagle usłyszeli za sobą jakieś syreny.
No tak... Tego jeszcze mi było trzeba, pomyślała policjantka. Brakuje jeszcze, żeby teraz zatrzymał ich jakiś patrol.
- Zjedź na bok, panie kierowco! - zawołał jakiś tygrys w mundurze na motorze, jadąc obok samochodu.
Judy powoli opuściła szybę w samochodzie i pokazała mu odznakę.
- Sierżant Judy Hops! Ważna misja! Szczegóły ściśle tajne!
Policjant znał ją doskonale, więc zrobił tylko nieco zdumioną minę i wzruszył ramionami, po czym dał jej pojechać za Nickiem. Króliczka więc spokojnie dojechała na miejsce, do którego kierował się jej przyjaciel. Było to całkiem obskurne miejsce, a w nim stał sporych rozmiarów czarny van. Judy poznała go doskonale.
- Feniek? - zapytała zdumiona - A czego Nick od niego chce?
Lis zapukał do vana, który potem się otworzył i sierżant Bajer wszedł do środka.

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...