czwartek, 12 kwietnia 2018

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci:


Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki przeżytej wspólnie przygodzie wiernymi przyjaciółmi. Tak to już czasami bywa, moi kochani, iż niekiedy kogoś nie lubimy z tego czy też innego powodu, a i ta osoba nas nie lubi, a potem we wspólnej niedoli, kiedy musicie razem współpracować ze sobą, stajecie się naprawdę serdecznymi przyjaciółmi i to takimi na dobre i na złe. Stare oraz mądre przysłowie mówi, iż prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a inne równie mądre przysłowie wspomina, że wspólna niedola oraz współpraca w jej obliczu łączą nawet najbardziej skłóconych przeciwników. W tym wypadku nie tylko pogodziła ze sobą one dwoje adwersarzy, ale jeszcze sprawiła, iż stali się serdecznymi przyjaciółmi i to takimi na dobre i na złe. Tak właśnie to wyglądało i choć może to dziwić, to jednak nie można temu zaprzeczyć.
Bratek i Lilka naprawdę bardzo się ze sobą zaprzyjaźnili i do czasu wyjazdu Agaty spędzali ze sobą praktycznie każdą wolną chwilę. Razem spacerowali po lesie, rozmawiali na wiele wspólnych tematów, razem też zajmowali się różnymi eksperymentami naukowymi, a także pracowali nad nowymi wynalazkami. Potrafili cały dzień spędzić w szopie, kreśląc różne plany urządzeń, które to planowali jeszcze zbudować. Bławatek żartobliwie nazywał ich zakochaną parą, co Bratka nieco irytowało z dwóch powodów. Po pierwsze jego serce wciąż należało do Pauli, a po drugie, ku swojemu wielkiemu przerażeniu zaczął odkrywać, iż Lilka coraz bardziej zaczyna mu się podobać. Właściwie to od początku mu się podobała, ale złość na nią z powodu jej przechwałek, jak również i to, iż z wyglądu była ona strasznie podobna do Pauli drażniły go. Właściwie, to Lilka była bardzo podobna do Pauli, ale tylko z wyglądu, bo z charakteru stanowiła w dużej mierze jej przeciwieństwo - a przynajmniej tak mu się wydawało, gdyż potem odkrył, iż obie dziewczyny łączy znacznie więcej niż myślał. Tak czy inaczej czuł się po prostu okropnie, gdy uświadomił sobie, iż Lilka jest mu coraz bliższa. Nie wiedział, co ma zrobić i teraz już doskonale rozumiał, co musiał czuć Koniczynek, gdy zauroczył się Klarą. Co on wtedy zrobił i jak sobie z tym poradził? Ciocia Cynia poradziła mu, aby posłuchał głosu serca, a wszystko będzie dobrze. Koniczynek tak właśnie zrobił i dzięki temu zrozumiał, że kocha Paprotkę. Bratek zaczął więc także słuchać głosu serca i zastanawiać się nad tym wszystkim, co się ostatnio działo w jego życiu, jak również o tym, co czuje do której z obu dziewczyn, które są mu bliskie i doszedł do wniosku, że kocha Paulę, jednak im dłużej przebywa z Lilką, to tym więcej zaczyna zapominać o ukochanej. Czuł się z tym naprawdę bardzo podle. Nie wiedział, jak ma postąpić i myślał przez chwilę, aby unikać Lilki, ale szybko porzucił te plany widząc, iż za bardzo ją lubi, żeby tego dokonać. Dlatego też postanowił on cierpliwie czekać wiedząc, że Lilka i tak wyjedzie wraz ze swoją mamą i wtedy pewnie sprawa sama się rozwiąże, więc lepiej będzie pozostawić ją własnemu losowi.
Oprócz Bratka swoje perypetie uczuciowe przeżywali również dorośli. Jak to już bowiem wcześniej wam wspominałem, nawet rodzice mają prawo się zakochać, a już zwłaszcza samotni rodzice, którzy już dawno nie zaznali w swoim życiu innej miłości niż tylko miłość swoich dzieci. Śmiem nawet twierdzić, że tacy właśnie rodzice mają największe prawo do miłości niż jacykolwiek inni rodzice na świecie. Także chyba nikogo nie zdziwi fakt, iż grot Amora trafił również Narcyza, choć biedak, podobnie jak i jego syn, w sprawie uczuć pozostawał raczej skryty, dlatego też nikt nie miał o nich pojęcia, a już na pewno nie ta osoba, która wiedzieć o nich powinna.
Uczucia te jednak wyszły na jaw, kiedy ostatniego dnia pobytu Agaty w Borówkowym Wzgórzu odbył się wielki festyn połączony z tańcami i wspaniałą zabawą. Rodzina Rabatków wraz ze swoimi przyjaciółmi wybrała się tam i bawiła się tam po prostu doskonale. Agata i Lilka prześlicznie wyglądały w balowych sukienkach, a i Narcyz prezentował się po prostu wspaniale w eleganckim stroju wieczorowym, którego już bardzo dawno nie zakładał. Agata była pod jego wielkim wrażeniem, podobnie jak i on był pod jej wrażeniem.
- Agato, wyglądasz po prostu wspaniale - powiedział zachwyconym głosem.
- Dziękuję ci, Narcyzie. Ty też wyglądasz niczego sobie - zaśmiała się do niego wesoło jego przyjaciółka - Czy pozwolisz, że porwę cię do tańca, zanim mnie uprzedzi jakaś inna królica? Wiem, łamię obyczaje, ale przecież zawsze je łamałam, więc co mi tam?
Narcyz zachichotał i pozwolił się porwać do tańca. Już po chwili oboje zaczęli radośnie sunąć po parkiecie razem z innymi parami.
- Och, jak oni słodko razem wyglądają - powiedziała Różyczka bardzo zachwyconym głosem.
- Słodko? Bardzo ładnie - mruknął Bławatek - Ale żeby zaraz słodko? Tylko dziewczyna może tak mówić.
Różyczka prychnęła gniewnie, a po chwili uśmiechnęła się widząc, jak Koniczynek i Paprotka dołączają do par tanecznych.


- Zatańczysz ze mną, Bratku? - spytała Lilka, podchodząc do Bratka, który stał sobie przy jednym ze stołów i spokojnie obserwował zabawę.
- Chętnie, tylko ja nie umiem za bardzo - odpowiedział jej Bratek.
- Spokojnie, ja też nie... Po prostu chcę się dobrze bawić.
To mówiąc dziewczynka porwała go za łapki na parkiet i już po chwili oboje tańczyli sobie wesoło. Co prawda nie byli mistrzami tańca, ale bawili się wprost doskonale tańcząc ze sobą i dobrze, że tak było, bo podczas takiej zabawy właśnie o to chodzi, aby się świetnie bawić w towarzystwie bliskich sobie osób.
Tańce trwały do późna w nocy, a Narcyz i Agata tańczyli najdłużej ze wszystkich par bawiących się podczas festynu. Bławatek zatańczył parę razy z Różyczką, Koniczynek wiele razy porywał na parkiet Paprotkę, ale choć każde z nich często ruszało w tany, to jednak nikt nie przebił Bratka i Lilki, którzy to tańczyli niemal tyle samo razy ze sobą, co Narcyz i Agata, a za każdym razem robili to oni o wiele lepiej niż poprzednio.
- O rany! Ale się zmachałam! - zawołała wesoło Lilka, odbiegając z Bratkiem na bok i dysząc przy tym ze zmęczenia - A ty jesteś kłamczuch, Bratku.
- Ja, kłamczuch? - zdziwił się Bratek.
- A tak... Mówiłeś, że kiepsko tańczysz.
- Bo kiepsko tańczę... A teraz nagle...
- Masz doskonałą partnerkę, prawda? - zaśmiała się Lilka.
Bratek westchnął delikatnie, po czym przypomniał sobie nagle, iż ktoś jeszcze tak słodko się śmiał. Ta, do której wzdychał już od prawie roku i ta, którą bardzo kochał.
- Posmutniałeś - powiedziała Lilka, dostrzegając jego zmianę nastroju - Stało się coś, Bratku?
- Nie, nic... Tylko... Przypomniałem sobie kogoś...
- Kogo?
- Kogoś, za kim bardzo tęsknię i kogo dawno już nie wiedziałem.
- Chodzi o Paulę?
- Tak.
- Rozumiem - teraz to Lilka wyraźnie posmutniała.
- A czemu ty jesteś smutna? - spytał zasmucony Bratek.
- Bo ja...
Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, ponieważ nagle usłyszeli oni jakieś kroki. Szybko schowali się za rosnące nieopodal drzewo i zaczęli uważnie obserwować osoby, które właśnie szły w ich stronę. To byli Narcyz i Agata.
- Zabawa jest wspaniała, Narcyzie. Dawno się tak dobrze nie bawiłam - mówiła zachwyconym głosem Agata.
- Tak, ja też - uśmiechnął się do niej delikatnie Narcyz - Dawno też nie miałem tak dobrej partnerki do tańca.
- Wiesz, Narcyzie... Możemy częściej tańczyć ze sobą, jeżeli tylko tego zechcesz.
- Nie rozumiem, do czego zmierzasz.


Agata spojrzała na niego uważnie, westchnęła głęboko i rzekła:
- Narcyzie...  Mam już dość tego całego udawania. Czy przez te dwa tygodnie wspólnego przebywania ze mną nie zorientowałeś się jeszcze, co ja czuję?
Narcyz spojrzał na nią uważnie i wyraźnie posmutniał. Opuścił smutno głowę, pokiwał lekko głową i odparł:
- Prawdę mówiąc, to zorientowałem się, ale nie miałem pewności, czy dobrze rozumiem to, co widziałem.
- A co widziałeś?
- Widziałem piękną królicę, która była mi zawsze kimś więcej niż tylko przyjaciółką. Widziałem królicę, przy której to ponownie poczułem się tak samo szczęśliwy, jak przed laty... Królicę, z którą straciłem kontakt na długi czas... Na zbyt długi czas...
- A jak ci się wydaje, czemu straciłeś ten kontakt? - zapytała go Agata - Koniec ukrywania swoich uczuć, Narcyzie. Nie chcę być dla ciebie tylko przyjaciółką. Nigdy nie chciałam nią być. Ale ty w ogóle nie dostrzegałeś moich uczuć. Zawsze byłam dla ciebie tylko przyjaciółką, a ja musiałam to jakoś zaakceptować, aby cię nie stracić. Ale potem, kiedy się ożeniłeś, nie byłam w stanie udawać, że mnie to nie boli. Wyjechałam więc i próbowałam zapomnieć. A teraz, gdy przyjechałam, to wszystko wróciło. Ale ja tego nie żałuję. Oboje jesteśmy wolni, Narcyzie. Możemy teraz być razem, jeśli tylko zechcesz. Ja tego chcę. A ty?
To mówiąc objęła go za szyję i pocałowała go w usta. Narcyz bardzo tym zdumiony oddał jej pocałunek, ale szybko odsunął ją od siebie i rzekł:
- Nie, Agato. Nie możemy.
- Dlaczego?
- Ponieważ ja mam żonę.
- Twoja żona nie żyje, Narcyzie. Ile lat chcesz żyć tylko pamięcią o niej? Przecież widzę, że wreszcie zacząłeś odwzajemniać moje uczucia.
- Tak, to prawda. Zacząłem je odwzajemniać i to od pierwszej chwili, kiedy tu przyjechałaś i żałuję tego. Nie mam prawa cię kochać, Agato. Nie mam prawa niszczyć naszej przyjaźni...
- Ale właśnie ją niszczysz! - zawołała Agata, patrząc na niego gniewie - Niszczysz ją swoim chowaniem głowy w piasek! Gdybyś mnie nie kochał, mogłabym ci wybaczyć odtrącanie moich uczuć, ale ty mnie kochasz! Tak, ty mnie kochasz, Narcyzie, jednak świadomie skazujesz się na samotność! Ranisz nie tylko mnie, ale i siebie w imię pamięci do osoby, która nie żyje!
- Ja kocham matkę moich dzieci.
- I chwała ci za to, ale ona zmarła dawno temu, a ty masz prawo ułożyć sobie jeszcze życie.
- Ale Agato... Ja nie mogę.
Agata wściekle tupnęła nogą, roniąc już coraz mocniej łzy i zawołała:
- Skoro tak, to nie ma sensu, żebym tu dłużej z tobą przebywała. Jutro wracam do domu i więcej tu nie przyjadę!
- Ale Agato...
- Nie, Narcyzie! Dość już tego! Zacznij wreszcie walczyć i przestań się ukrywać ze swoimi uczuciami! Masz prawo żyć! Niedawno mówiłeś mi, że chcesz zrobić coś dla siebie. Więc zrób to, zanim całkiem życie ci ucieknie i zostaniesz sam, jak to zresztą przewidywałeś!
Po tych słowach Agata odeszła, zaś Narcyz załamany opuścił głowę i poszedł za nią.
- Och, jaka szkoda - jęknęła załamana Lilka - A już myślałam, że będę miała fajnego tatę.
- A ja fajną mamę - dodał Bratek równie zasmucony - Twoja mama jest naprawdę wspaniała.
- Twój tata też. Ale oni nie chcą być razem.
- Chcą, tylko mój tata... Widzisz, on wciąż kocha mamę.
- Wiem, sam to przed chwilą mówił. Szkoda... Tak bardzo chciałabym mieć tatę. I starszego brata.
- Starszego? Jesteś w moim wieku.
- Prawie. Jestem młodsza od ciebie o dwa miesiące.
- Aha, rozumiem. Ale tak czy inaczej, ja też tego bardzo żałuję.
Bratek bardzo posmutniał. W końcu ślub Narcyza z Agatą sprawiłby, że tata byłby szczęśliwy, a do tego on, Bratek nie musiałby się przejmować problemem z uczuciami do Lilki - w końcu byłaby ona wtedy jego siostrą i problem sam by się rozwiązał. A tak co? Zamiast zniknąć, problemy tylko wzrosły.

***


- No i tak to właśnie wyglądało - zakończył swoją opowieść Bratek - Agata więcej tutaj nie przyjechała, a tata ostatnio zaczął być jakiś strasznie smutny.
- Widać tęskni za Agatą - stwierdziła Różyczka - Och, dlaczego on do niej nie pojedzie i nie wyjaśni jej wszystkiego, co do niej czuje?
- I dlaczego on się z nią nie ożeni? - dodał Stokrotek - Mielibyśmy wreszcie mamę.
Paula westchnęła delikatnie.
- Wiecie... Ja nie jestem znawcą, ale chyba to przeze mnie wasz tata zrobił się taki smutny.
- Jak to, przez ciebie? - zdziwił się Bratek - O czym ty mówisz?
- Bo widzisz, Bratku... Ty jesteś szczęśliwy w miłości (a przynajmniej mam taką nadzieję), a twój tata jest ciągle sam. Myślę, że kiedy widzi nas razem, to przypomina sobie Agatę i to, jak ją kocha i dlatego bardzo cierpi. Tak w każdym razie ja to widzę.
Bratek pomyślał przez chwilę nad tym, co usłyszał.
- To brzmi całkiem logicznie. Myślę, że masz wiele racji, Paulo. Ale... Co zrobić, żeby mu pomóc?
Paula rozłożyła bezradnie ręce.
- Nie wiem, Bratku. Nie wiem.
- A może by tak napisać do Agaty, żeby przyjechała do taty i się z nim pogodziła? - zaproponował Bławatek.
- Tak! To dobry pomysł! - zawołał Norbert - Ona wtedy przyjedzie i się z nim pogodzi.
- Tak! - zawołały chórem króliczki, ale Koniczynek ich uciszył.
- To zły pomysł - powiedział - Zakochani sami muszą sobie pomóc. Nie powinno się mieszać w ich prywatne sprawy. Z tego tylko wychodzą same kłopoty.
- A ja uważam, że z tego wyjdzie tylko miłość i szczęście - stwierdziła Różyczka - Ja bym napisała do Agaty.
- Ja też - poparł ją Bławatek.
- I ja też - dodał Stokrotek.
Bratek pomyślał przez chwilę.
- Wiecie... To w sumie nie jest taki zły pomysł, ale może najpierw...
Nie zdążył jednak dokończyć swojej wypowiedzi, ponieważ nagle dało się słyszeć głośny krzyk oraz ogromny rumor. Bratek szybko zerwał się ze swojego miejsca i podbiegł do okna. Jego rodzeństwo z Paulą i Norbertem także to zrobili, a wówczas ich oczom ukazał się straszny widok: na ziemi leżał Narcyz, a na nim drabina.
- Tata! O nie! - jęknął przerażony Bratek.
- Tatuś! - pisnął Stokrotek.
Wszystkie króliczki pobiegły za Bratkiem, który jako pierwszy wybiegł z pokoju, a potem z domu.
- Tato, co ci jest?! - spytał, podbiegając do ojca.
- Nic ci nie jest, tatusiu? - zapytała Różyczka z niepokojem.
- Nic się panu nie stało? - dodała Paula.
- Nie, kochani - odparł Narcyz - Po prostu szczebel, na którym stałem pękł, zachwiałem się, złapałem się więc mocno drabiny, ale spadłem razem z nią na ziemię.
To mówiąc Narcyz zepchnął z siebie drabinę i dodał:
- Nie bójcie się. Skończyło się na paru siniakach i nic poza...
Nagle jęknął z bólu, łapiąc mocno dłońmi za swoją prawą nogę.
- Auu... Chyba jednak nie do końca nic poza tym.
- Narcyzie, co ci się stało? - podbiegła do niego Cynia, wybiegając z domu - Co ty znowu zmajstrowałeś?
- Nic, Cynio. Po prostu zleciałem z drabiny.
- Gwoli ścisłości spadłeś z drabiny, a ona spadła na ciebie - powiedział Bratek, masując mu obolałą nogę - I chyba złamałeś sobie nogę.
- O nie! - zawołały załamane króliczki.
Cynia pochyliła się i zaczęła sprawdzać nogę brata.
- Masz rację, Bratku. Noga jest złamała... Lepiej wezwijmy lekarza.

***


Wezwany lekarz opatrzył profesjonalnie nogę Narcyza i powiedział, że co prawda złamanie nie jest wielkie ani poważne, jednak przynajmniej przez najbliższe dwa tygodnie musi on leżeć w łóżku i jak najmniej się poruszać po domu. Dopiero po tych dwóch tygodniach wszystko wróci do normy. Oczywiście wszystkich to bardzo zaniepokoiło, a już zwłaszcza Narcyza.
- Ale panie doktorze... Ja przecież mam obowiązki, swoją pracę... Nie mogę tego wszystkiego nagle zostawić na głowie siostry. Ona sama nie da sobie z tym wszystkim rady.
- Spokojnie, tato. Nie przejmuj się - powiedział Bratek, podchodząc do ojca - Damy tu sobie ze wszystkim radę, zobaczysz. Ja postaram się ciebie godnie zastąpić. Będę pomagał cioci najlepiej, jak mogę.
- I nie będziesz w tym sam - rzekła Paula, łapiąc go od tyłu za ramiona - Ja chętnie ci pomogę.
- Wszyscy mu pomożemy, tato - dodała Koniczynek - Będzie dobrze, zobaczysz.
- Króliś życzy ci, abyś szybko wyzdrowiał - powiedział czule Stokrotek - Zobaczysz, tatusiu, będziesz niedługo zdrowy.
- Z taką opiekę, to na pewno noga szybko się panu zagoi - stwierdził lekarz, uśmiechając się przyjaźnie - No, ale na mnie już pora. Do widzenia i niech pan zdrowieje, panie Rabatek.
Narcyz bardzo niechętnie przyjął nakaz ciągłego leżenia w łóżku oraz wypoczywania. Chciał już zajmować się swoimi obowiązkami, ponieważ je lubił, a przy okazji przy pracy nie musiał myśleć o Agacie, a teraz skazany był na leżenie oraz pogrążanie się we własnych myślach, co wcale mu nie odpowiadało i nie pomagało w ogóle w sprawie z jego dawną przyjaciółką.
- Wiecie co, kochani? - powiedziała Cynia z uśmiechem na ustach, gdy wraz z dziećmi wyszła z pokoju brata - Moim zdaniem przydałyby się nam małe posiłki, bo sami możemy nie dać sobie rady.
- Co masz na myśli? - zapytał Koniczynek.
- Zamierzam napisać do kogoś, kto pomoże nam w opiece nad waszym ojcem.
Dzieci rozpromieniły się, bo doskonale wiedziały, o kogo chodzi.
- Masz na myśli A... - zaczął Stokrotek, ale Różyczka zasłoniła mu usta dłonią.
- Nie tak głośno! Jeszcze tata usłyszy!
- Właśnie - uśmiechnęła się Cynia - Lepiej, żeby nie wiedział, co my tu planujemy, bo jeszcze wyrazi swój sprzeciw.
- Masz rację, ciociu. Lepiej, żeby nie wiedział - powiedziała Różyczka i westchnęła głęboko: - Agata tu przyjedzie i będzie się opiekować naszym tatusiem. Będą tu razem blisko siebie, aż w końcu zrozumieją, że są sobie pisani i się pobiorą.
- Tak! To wspaniały pomysł! - zawołał wesoło Koniczynek, ale reszta rodzeństwa go uciszyła - Och, wybaczcie. Ale macie rację. To jest lepsze niż pisanie do niej z prośbą, aby się pogodzili. Poprosimy ją o pomoc, a reszta sama się ułoży. To genialne.
- Tak, to romantyczne - dodała Paula.
- Raczej głupie - mruknął Bławatek - Ech, czy wy naprawdę umiecie rozmawiać tylko o miłości? Co za dramat! Chwilami nie mogę już z wami wytrzymać.
- Tak, jasne - zaśmiał się do niego bardzo złośliwie Bratek - A jak tylko przyjedzie Gamba, to zaraz zaczniesz inaczej gadać. I zacznie się: „Och, Gambo! Jaką masz śliczną sukienkę! Och, Gambo! Jakie masz piękne oczy! Och, Gambo! Jak ja strasznie cię lubię!“.
Widząc tę parodię wszyscy wybuchli gromkim śmiechem, oczywiście poza Bławatkiem, który gniewnie skrzyżował ręce na piersi i mruknął:
- Ale śmieszne, naprawdę!

***


Cynia zgodnie ze swoim planem napisała list do Agaty, w którym to dokładnie opowiedziała, co spotkało jej brata. Wiedziała, że jeżeli naprawdę kocha ona jej brata, to z pewnością nie zostawi go samego w takiej sytuacji. I nie pomyliła się, ponieważ dzień po wysłaniu listu rozległo się znajome dudnienie i trzęsienie ziemi, a następnie pod domem Rabatków zaparkował mechaniczny konik polny, z którego wysiadły Agata i Lilka.
- Tym razem zaparkowałaś jak należy - zaśmiała się Cynia, kiedy już powitała swoich gości - Cieszę się, że jesteś.
- Nie mogę przecież zostawić Narcyza samego. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci to, że zabrałam ze sobą Lilkę. Nie miałam jej z kim zostawić.
- Ależ skąd! W ogóle mi to nie przeszkadza. Zresztą dzieciaki bardzo się ucieszą.
Rzeczywiście, ucieszyły się, gdyż już po chwili Agata ściskała po kolei każde z nich, radośnie całując je w czoło.
- Tak się cieszymy, że przyjechałaś! Miło cię znowu widzieć! - wołały radośnie dzieciaki, gdy Agata witała się z nimi.
- Ja też się cieszę, że was widzę, kochani - powiedziała czule Agata - Bardzo za wami tęskniłam. O! Widzę tu parę nowych twarzy. Kto to jest, ta śliczna króliczka?
- To jest Paula, moja dziewczyna - powiedział Bratek, biorąc ukochaną za rękę - A to jest Norbert, jej przyrodni brat.
- A więc to jest ta Paula, o której Bratek tyle opowiadał? - zaśmiała się wesoło Agata, podając dziewczynie rękę - Miło mi cię w końcu poznać.
- Panią również - odparła grzecznie Paula, ściskając jej dłoń.
- Tylko bez takich ceremonii, dobrze? Jestem Agata i proszę, żebyście ty i twój tak właśnie do mnie mówili. A to jest Lilka, moja córka.
Lilka, która właśnie skończyła witać się z rodzeństwem Bratka, teraz podeszła do chłopca z wesołym uśmiechem na twarzy.
- Witaj, Bratku - powiedziała i uściskała go - Cieszę się, że cię widzę. A ty jesteś Paula, prawda? Wiesz, jesteś jeszcze ładniejsza niż myślałam. Bratek dużo mi o tobie opowiadał.
- Mnie o tobie również - uśmiechnęła się do niej Paula - Myślę, że się szybko zaprzyjaźnimy.
- Ja też tak myślę - odparła Lilka i spojrzała na Norbert - A ty jesteś Norbert? Ciebie również miło poznać.
To mówiąc ucałowała ona lekko Norberta, który zdumiony aż usiadł na ziemię i patrzył na Lilkę z wyraźnym zachwytem.
- Ojej... Znaczy... Mnie ciebie też miło poznać.
Bratek i Paula zachichotali lekko.
- My już chyba wiemy, jak to jest, gdy chłopak tak reaguje na buziaka od dziewczyny - szepnął ukochanej na ucho Bratek.
- O tak. I nie umie się też przy niej wysłowić - dodała Paula - Coś mi mówi, że znalazłeś już sposób na to, aby Norbert mniej za nami chodził.
- Tak, chyba masz rację.
Agata tymczasem weszła do domu i z miejsca ruszyła ona do pokoju Narcyza, który choć nie mógł wyjrzeć przez okno, to dzięki dudnieniu ziemi bez trudu odgadł, kto do niego przyjechał z wizytą.
- Witaj, Agato - powiedział z uśmiechem na twarzy, kiedy tylko ją zobaczył - Domyślałem się, że przyjechałaś. Twój konik polny jest raczej mało dyskretny.
- Taka jego natura. Jak się czujesz?
- Jak sama widzisz... Tak sobie. Gdyby nie Bratek i Cynia, to bym się chyba załamał, bo reszta nie daje sobie tak radę z obowiązkami jak oni.
- Widziałam przed domem twoją przyszłą synową - zażartowała sobie Agata - Ona również wam pomaga, prawda? Wygląda na pracowitą.
- Moją synową? A którą? - zachichotał dowcipnie Narcyz.
- Tę uroczą panienkę w okularach.
- Ach, Paulę! A tak, ostatnio często tu bywa. I masz rację, jest bardzo pracowita. Ale powiedz mi, czemu właściwie tutaj przyjechałaś?
- Żeby się tobą opiekować, to jasne - odparła Agata takim tonem, jakby to było coś tak oczywistego, że pytanie o to było co najmniej dziwne.
- Rozumiem, ale skąd wiedziałaś, że miałem wypadek? - spytał Narcyz.
- Telegraf buszu - rzuciła mu złośliwie królica, siadając przy łóżku i dotykając delikatnie jego zawieszonej w powietrzu nogi - Bardzo cię boli?
- Trochę. Ale niedługo będę mógł zacząć chodzić.
- Spokojnie, tylko bez pośpiechu. Do tego czasu ja zamierzam się tobą zajmować. Na zmianę z Cynią, oczywiście.
- Ale Agato... Na pewno masz swoje sprawy do załatwienia... Nie chcę cię od nich odrywać.
- Nie odrywasz, więc się nie przejmuj - powiedziała Agata - A żadna sprawa nie jest dla mnie tak pilna, jak twoje zdrowie. Powiedz mi, jakie leki masz zażywać? Lekarz zostawił ci jakieś porady w sprawie gojenia się nogi?
- Tak, leżą tutaj - Narcyz pokazał jej dłonią nocną szafkę.
Agata wzięła leżącą na niej kartkę do ręki i przeczytała ją.
- Doskonale. Zaraz zrobimy ci z Cynią rosół. A ty leż i wypoczywaj. Żeby ci nie było nudno, to wzięłam ze sobą kilka książek, które zawsze lubiłeś, a których nie masz u siebie.
- Ale Agato...
- Spokojnie, pogadamy ze sobą później - to mówiąc Agata z wielkim uśmiechem na twarzy wyszła z pokoju.
- Hmm! Bardzo jestem ciekaw, który z moich kochanych opiekunów sprowadził tutaj Agatę? - mruknął Narcyz - Choć coś mi mówi, że wszyscy razem. Już ja sobie z nimi pogadam, jak ona tylko wyjedzie.
Ale w głębi serca Narcyz nie był wcale zły. Prawdę mówiąc był bardzo szczęśliwy, że Agata przyjechała i nie paliło mu się wcale do tego, aby ona wyjeżdżała, jednak powody, które są nam już znane sprawiały, iż nie chciał się do tego przyznawać nawet przed samym sobą.

***


W całym domu Rabatków wrzało jak w ulu. Wszyscy członkowie tej uroczej rodziny zajmowali się różnymi sprawami, aby odciążyć jakoś ciocię Cynię pracującą głównie w kuchni, a także i Agatę, która niemalże cały swój czas poświęcała opiece nad Narcyzem. Paula z Norbertem przychodzili teraz codziennie, aby pomagać Bratkowi oraz reszcie w ich pracach, a do tego też i Lilka wykazywała się sporą inicjatywą w wykonywaniu najróżniejszych prac domowych. Także i Bławatek, choć nigdy do obowiązków się nie palił, tym razem przechodził w pracowitości samego siebie. I nic w tym chyba dziwnego, bo przecież każdy chciał, aby Narcyz był zadowolony, kiedy już wyzdrowieje i żeby zobaczył, iż dom zgodnie z obietnicą był utrzymywany jak najlepiej.
Narcyz powoli powracał do zdrowia, przy dzielnym wsparciu wiernej Agaty. Gdy jego noga wygoiła się na tyle, że zgodnie z zaleceniami lekarza już mógł zacząć chodzić o kuli po domu, to Agata towarzyszyła mu, a także pilnowała, aby nie doszło do upadku, który wszak mógłby wywołać kolejne złamanie, co w sytuacji, kiedy noga nie była jeszcze w pełni zdrowa, było ryzykiem bardzo prawdopodobnym. Na całe szczęście do takiego wypadku nie doszło, zaś Narcyz poczuł się na tyle dobrze, że nawet zaczął powoli spacerować po najbliższej okolicy, oczywiście razem z Agatą. Dzieci często widziały ich razem, a niektóre z nich (zwłaszcza Różyczka i Stokrotek) śledzili oboje licząc, iż zobaczą, jak się całują, ale niestety musieli obejść się smakiem, bo nic takiego nie miało miejsca.
Z ciekawszych rzeczy, jakie miały wówczas miejsce muszę wspomnieć o tym, że Bratek, który tymczasowo został głową rodziny, pilnował, żeby wszystko było zawsze zapięte na ostatni guzik. Sam wykonywał każdy ze swoich obowiązków i pilnował, aby inni również to robili. Jeżeli przyłapał kogoś na błędzie, to lekko go karcił i pomagał mu ten błąd naprawić. Choć dawniej za coś takiego mógłby się zezłościć i zwyzywać tę osobę, która popełniła błąd, to teraz tego nie robił. Prócz tego nie złościł się za żaden żart z jego osoby, nawet kiedy Bławatek z Norbertem sparodiowali jego sposób chodzenia podczas kontroli swojego rodzeństwa w czasie pracy (czyli lekko pochylony z założonymi rękami na plecach i poważną miną na twarzy), a wręcz przeciwnie, śmiał się razem z innymi, gdy to widział. Wszyscy dobrze wiedzieli, jaka jest tego przyczyna.
- Odkąd tu jest Paula, Bratek znowu jest wesoły i pogodny - mówiła zachwycona Różyczka - To znaczy on zawsze umiał taki być, ale po śmierci mamy bardzo się zmienił. Stał się bardziej smutny, częściej się denerwował i mniej mówił o swoich uczuciach. Potem przyjechała Paula i on zaczął być lepszy... A potem Paula wyjechała, a on się stał taki smutny. Nawet, gdy się śmiał, to ja widziałam, że się smuci i bardzo nie chce o tym mówić.
- Po prostu za nią tęsknił - powiedziała Cynia, która właśnie wraz ze swą bratanicą krzątała się po kuchni - I nie miał nadziei na to, że ją jeszcze kiedyś zobaczy. A teraz są razem, mogą się spotykać i wróciła mu radość życia.
- Ciociu, słyszałam, że miłość zmienia króliki na lepsze i teraz widzę, że to prawda. Bratek jest teraz tak szczęśliwy jak nigdy. Chciałabym, żeby tatuś też taki był.
- A uważasz, że nie jest?
- Sama już nie wiem, ciociu - westchnęła smutno Różyczka, siadając na taborecie - Bo widzisz, jak Agata od nas wtedy wyjechała, to tatuś zaczął być często bardzo smutny. Posmutniał jeszcze mocniej, kiedy Paula wróciła i Bratek zaczął się z nią spotykać. A teraz znowu jest wesoły, chociaż nadal widzę, że się czasem smuci, ale nie wiem, dlaczego. Bo przecież Agata tutaj jest. Dlaczego więc tatuś nadal bywa smutny?
Cynia popatrzyła na Różyczkę smutnym wzrokiem i powiedziała:
- Widzisz, kochanie... Twój tata bardzo kochał waszą mamę i uważa, że zakochując się w innej królicy krzywdzi waszą mamę.
- Ale przecież mamusia nie miałaby nic przeciwko, aby tatuś znowu był szczęśliwy.
- Ty to wiesz i ja to wiem. Obawiam się jednak, że twój tatuś tego nie rozumie.
- Więc co? On dalej będzie smutny i posmutnieje jeszcze mocniej, gdy wyzdrowieje i Agata wyjedzie?
- Najwyraźniej tak, kochanie.
Różyczka zerwała się gwałtownie z taboretu.
- O nie! Nic z tego! Ja mu na to nie pozwolę! Tatuś musi być znowu szczęśliwy! I już ja coś zrobię, żeby tak było.
Cynia uśmiechnęła się do niej delikatnie i dodała:
- Zrób to, kochanie... Zrób to, bo mój brat w pewnych sprawach jest naprawdę kapuścianym głąbem. Tylko nie mów mu tego przypadkiem.
- Ani przypadkiem, ani specjalnie, ciociu - zaśmiała się Różyczka.

***


Różyczka, podobnie jak jej starszy brat należała zawsze do osób, które jeśli coś sobie postanowią, to muszą to zrealizować. Dlatego po rozmowie z ciocią zarządziła ona zebranie załogi, czyli swojego rodzeństwa, na które też zaprosiła wtajemniczonych w tę sprawę Lilkę, Paulę i Norberta. Zebranie odbyło się na strychu, gdzie Narcyz nie mógł ich podsłuchać.
- Słuchajcie, kochani - rozpoczęła przemowę Różyczka, stając na starej skrzyni, aby lepiej ją widziano - Wszyscy na pewno widzicie, że nasz tatuś ostatnio bardzo poweselał, a zaczęło się to odkąd przyjechała tutaj Agata.
- Moja mama także jest weselsza - zauważyła Lilka.
- No właśnie - pokiwała głową Różyczka - I chyba wszyscy wiemy, że dlaczego tak jest.
- Po prostu bardzo się lubią - stwierdził Stokrotek.
- O nie, Stokrotku - zaprzeczyła Różyczka - To nie jest zwykłe lubienie się. Tutaj chodzi o coś innego. O coś znacznie większego.
- Chcesz powiedzieć, że...
- Właśnie to chcę wam powiedzieć, Bławatku. Tatuś i Agata są w sobie zakochani.
Jej słowa nie wywarły na nikim żadnego zdumienia, gdyż właściwie, to wszyscy (może poza Stokrotkiem) orientowali się już doskonale w sprawie uczuć, jakie łączyły Narcyza i Agatę.
- Różyczko, to widać przecież nie od dzisiaj - zauważył Bratek - Ale co z tego? Tata jest zbyt nieśmiały, aby wyznać Agacie swoje uczucia. No, a poza tym on chyba wciąż kocha mamę.
- Ale mógłby się ożenić ponownie, prawda? - stwierdził Norbert - Niby w czym problem? Mój tata nigdy nie przestał kochać mamy, nawet wtedy, gdy ona zmarła, a i tak ożenił się z mamą Pauli, którą też bardzo kocha.
- Widzisz, Norbercie... Nie wszyscy podchodzą tak prosto do sprawy uczuć - stwierdziła na to smutno Różyczka - I to jest właśnie problem, który musimy rozwiązać. Musimy pomóc tatusiowi i Agacie być ze sobą.
- Ale... Chyba nie powinniśmy się mieszać w ich sprawy - stwierdził Koniczynek - Poza tym wcale nie wiemy, czy oni tego chcą.
- Koniczynku, co ty opowiadasz?! - rzucił Bratek - Przecież widzisz wyraźnie, że oni chcą być razem, tylko są za nieśmiali, aby to zrobić.
- Tu nie chodzi o nieśmiałość - powiedziała Różyczka - Ciocia uważa, że tatuś nie wierzy w to, że może jeszcze się zakochać.
- Ale dlaczego? - zdziwiła się Paula.
- Bo uważa, że tym skrzywdzi mamę - rzekł Bratek, który zaczął już wszystko rozumieć.
- Właśnie, Bratku - pokiwała głową jego siostrzyczka - Musimy tatusia przekonać, że jest inaczej.
- I przekonać moją mamę, że warto walczyć o waszego tatę - dodała Lilka - Bo moja mama jest bardzo dumna, więc sama na pewno nie będzie walczyć, jeśli wasz tata również nie zechce tego zrobić.
- I dlatego musimy tak zrobić, żeby oboje chcieli się ruszyć i wyznać sobie miłość - powiedziała Różyczka - Ma ktoś może jakiś pomysł?
Niestety, nikt nie miał żadnego pomysłu, a przynajmniej chwilowo, ale na szczęście po małej burzy mózgów dobre idee posypały się z głów małych króliczków niczym żołędzie z drzewa latem.
- Ja proponuję, żebyśmy napisali list do mojej mamy - rzekła Lilka wesołym tonem - List od waszego taty, oczywiście.
- Tak! A do tego napiszmy też list do naszego taty od twojej mamy! - dodał Bratek, podłapując tę myśl.


- To niegłupi pomysł, tylko co by miało być w tych listach? - spytał Bławatek.
- Jak to, co? Wyznanie miłości, oczywiście! - uśmiechnęła się do niego Różyczka.
- I najlepiej też dodajmy kwiaty! Agata i tatuś bardzo lubią kwiaty - zaproponował Stokrotek.
- Tylko wiecie... Jeśli któreś z nas napisze list, to tatuś na pewno pozna nasze pismo i się domyśli, że oszukujemy - zauważył Koniczynek.
Wszyscy natychmiast posmutnieli, gdy uświadomili sobie ten smutny, acz istotnie problematyczny szczegół.
- Tak, masz rację, Koniczynku. Moja mama także pozna moje pismo - rzekła zasmucona Lilka.
- Słuchajcie, więc niech napisze to ktoś, kogo pisma oni nie znają! - zaproponował Bratek.
- Tak, ale kto? - spytał Bławatek.
- Ja to napiszę! - zgłosiła się Paula wesoło - Mojego pisma przecież nie znają.
- I ja też napiszę! - zaproponował wesoło Norbert - Tylko musicie mi powiedzieć, co mam napisać, bo ja nie umiem pisać listów miłosnych.
- Spokojnie, ja ci w tym pomogę - powiedziała Lilka, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Norbert zarumienił się delikatnie, a Bratek i Paula zachichotali dobrze wiedząc, co ten rumieniec oznacza.
- Tak! To się może udać! - zawołała radośnie Różyczka - Bratku, jesteś genialny!
- On to wie! Powtarzam mu to codziennie - zachichotała Paula.
Teraz to Bratek lekko się zarumienił.
- Doskonale! Jeszcze tylko musimy ustalić, co napisać w tych listach - powiedział po chwili.
- I musimy znaleźć okazję, aby im je podłożyć - dodał Bławatek.
- Najlepiej zróbmy to rano, kiedy będą jeszcze spać - zaproponowała Lilka.
- Tak! I do tego do każdego liściki dołożymy piękny bukiet kwiatów! - zawołał Stokrotek.
- TAK! - wszystkim ten pomysł bardzo się spodobał.
- No, ale czy jesteście pewni, że powinniśmy to robić? - zapytał wciąż posiadający wątpliwości Koniczynek - Może oni wcale nie chcą, żebyśmy ich swatali? Będą źli, jeśli to zrobimy wbrew ich woli.
- Być może, ale za to będą bardzo smutni, jeżeli im nie pomożemy - stwierdziła Różyczka - Poza tym ciocia Cynia dała mi swoje pozwolenie na działanie, więc sprawa załatwiona.
- Ciocia Cynia się na to zgodziła? - zdziwił się Bławatek.
- A tak, zgodziła się. Teraz pytanie, czy wy się zgadzacie.
Na to pytanie odpowiedź mogła być tylko jedna.

***


Ponieważ cała załoga wyraziła swoją zgodę, to teraz została już tylko realizacja ich planu. Rozpoczęto ją od napisania listów. To było bardzo trudne zadanie, bo przecież trzeba było je napisać w taki sposób, aby ani Narcyz, ani Agata nie zorientowali się w tym, iż pisały je dzieciaki zamiast ich rzekomych autorów. Oczywiście prędzej czy później zorientują się w tym oszustwie, ale początkowo powinni być go nieświadomi, więc należało wszystko napisać tak, aby to pasowało do Narcyza i Agaty.
Norbert i Paula siedzieli więc nad kartkami papieru i zapisywali na nich wszystko, co ustalili ich przyjaciele, choć ci nie byli całkowicie zgodni w sprawie tego, jakie słowa powinny zawierać oba listy. W końcu każde z nich miało swoje własne pomysły oraz swoją własną wizję, więc przyjęcie tylko jednej z nich było dosyć trudne. Różyczka naciskała na romantyzm, Bławatek na rozsądek, Bratek na podkreślenie tęsknoty za drugą osobą, z kolei natomiast Koniczynek uważał, iż najlepiej będzie z tego zrezygnować i porozmawiać z Narcyzem i Agatą albo też w ogóle nie mieszać się więcej do sprawy zakochanych i poczekać na dalszy rozwój wypadków. Pomysłu Stokrotka, czyli napisanie wierszyka zaczynającego się od „Na górze róże, na dole fiołki“ nikt nie brał pod uwagę uważając, że to w ogóle nie pasuje do dorosłych, choć Stokrotek upierał się przy tym, iż dorośli również tak do siebie piszą.
Jednym słowem, napisanie obu listów było pracą długą oraz naprawdę bardzo żmudną, ale w końcu przyniosło wyczekiwane owoce. Pomimo całej masy różnych pomysłów w końcu ustalono, jak mają wyglądać oba listy i wszystko zostało zapisane. Gdy ta część misji została wykonana, to należało teraz odczytać to, co się napisało, co też oczywiście dzieci uczyniły.
List do Narcyza brzmiał następująco:

Drogi Narcyzie,

Wiem, że już niedługo wrócisz do zdrowia i bardzo się z tego powodu cieszę, jednak również ogarnia moje serce ogromny smutek, kiedy sobie pomyślę, iż nie będę mogła więcej się Tobą opiekować. Czuję się w Twoim domu naprawdę szczęśliwa, Twoje dzieci są mi równie drogie, jak moja Lilka, a Ty sam jesteś mi bliższy niż ktokolwiek inny na świecie. Nie umiem o tym z Tobą rozmawiać, zwłaszcza po tym, co mi powiedziałeś na festynie, dlatego piszę to tutaj, bo lepiej mi jest o tym pisać niż mówić. To wszystko, co wtedy Ci powiedziałam jest prawdą. Kocham cię, Narcyzie. Bardzo Cię kocham, ale boli mnie to, co robisz. Gdybyś nie odwzajemniał moich uczuć, byłoby mi łatwiej, jednak Ty je odwzajemniasz i nie chcesz być ze mną, co mnie boli. Nie wiem już, co mam robić, dlatego proszę, podejmij wreszcie męską decyzję. Chcesz być ze mną, czy nie? Jeśli nie, odejdę i nigdy więcej nie wrócę. A jeśli tak, to bądźmy razem i przestań żyć tylko przeszłością. Dalia na pewno nie chciałaby tego, abyś wiecznie cierpiał, ale żebyś żył i był szczęśliwy. Pomyśl o tym i daj mi odpowiedź, co zadecydowałeś.

Agata.

- Wspaniale! - zawołała Lilka zachwycona, gdy już przeczytała z całą resztą - Pasuje do tego, co z Bratkiem usłyszeliśmy na festynie.
- Może poprzestańmy na tym liście? - spytała Paula.
- Wątpię, żeby mój tata naprawdę zmotywował się do działania, kiedy dostanie ten list - powiedział smutno Bratek - W końcu Agata powiedziała mu na festynie coś podobnego, a on nic nie zrobił.
- Bratek ma rację, musi być drugi list, właśnie do Agaty - poparła brata Różyczka - Przeczytaj go, Norbercie.
Norbert uśmiechnął się i przeczytał na głos list rzekomo od Narcyza do Agaty.

Droga Agato,

Im bliższy jestem ozdrowienia, tym bardziej smuci mnie ono, ponieważ wiem doskonale, co się stanie, kiedy już wyzdrowieję. Świadomość tego doprowadza mnie do rozpaczy, ponieważ czuję do Ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Po tym, co ostatnio między nami zaszło nie jestem w stanie z Tobą rozmawiać o moich uczuciach, gdyż bardzo się tego wstydzę, ale mam nadzieję, że choć trochę mnie rozumiesz. Tak długo żyłem sam i tak długo opłakiwałem moją biedną żonę, że początkowo nie umiałem zgodzić się na to, aby kogokolwiek pokochać. Teraz jednak wiem, iż jest to możliwe i chcę Cię prosić, abyś ze mną została już na zawsze. Jestem wręcz gotów znowu sobie złamać nogę, żebyś tylko ze mną tu pozostała. Proszę, nie opuszczaj mnie. Kocham Cię.

Narcyz.

- Jesteś pewien, że trzeba tak patetycznie? - zapytała Paula.
- Pate... co? - zdziwił się Stokrotek.
- Patetycznie, braciszku - uśmiechnęła się lekko Różyczka - Czyli tak wzniośle i przesadnie...
Widząc, że jej brat nie rozumie, dodała:
- I tak bardzo pięknie, że aż za pięknie.
- Aha! - zawołał wesoło Stokrotek, już wszystko rozumiejąc - Jak dla mnie to jest bardzo piękny list.
- I w sam raz w stylu naszego taty - uśmiechnął się Bratek - Poza tym każdy bohater książek, które czytałem zawsze pięknie się wyraża w listach do swojej ukochanej.
- To nie jest książka, tylko życie - mruknął Bławatek.
- Ale mojej mamie na pewno taki list się spodoba - stwierdziła wesoło Lilka - Teraz zostaje nam tylko podłożyć im te listy.
- No i oczywiście kwiaty! - przypomniał Stokrotek - Kwiaty są bardzo piękne.
- I pasują tutaj idealnie - dodał Koniczynek - Żeby tylko tatuś i Agata za szybko się nie domyślili, że to nasz podstęp.
- Ważne, żeby przeczytali te listy i zachwyceni nimi porozmawiali ze sobą - westchnęła zachwycona Różyczka - No, a potem już na pewno sami sobie poradzą.
- Ja uważam, że bez listów też sobie poradzą - uznał Koniczynek - Ale przecież i tak mnie nie posłuchacie.
- No, właśnie, więc daruj sobie gadanie - rzucił wesoło Bratek - Lepiej pomóż nam wszystko właściwie przeprowadzić.

***


Zgodnie z ustalonym wcześniej planem Paula oraz Norbert poprosili swoich rodziców, aby mogli zostać u Rabatków na noc, a gdy otrzymali na to zgodę, zaplanowali wraz z resztą swojej „kompani“ wszystkie niezbędne szczegóły. Każdy miał więc ustalone zadanie i wiedział, co  mają robić. Gdy już dopracowano ostatnie szczegóły, to dzielna i zarazem też niesamowicie pomysłowa kompania poszła spać, aby rano przejść do realizacji swojego planu.
Plan był nadzwyczaj prosty. Bratek i Paula wraz z Norbertem i Lilką wykradli się rano z domu, aby uzbierać dwa piękne bukiety kwiatów. Cała czwórka powoli zrywała kwiatek po kwiatku, układając je ze sobą w piękne aranżacje (jak nazywała je Paula).
- Myślisz, że taki bukiet spodoba się twojej mamie? - zapytał Norbert, pokazując kwiaty Lilce.
- Na pewno. Znam ją doskonale i wiem, jakie ona kwiaty lubi - odparła wesoło Lilka, uśmiechając się do niego czule.
Bratek, który to właśnie zbierał bukiet z pomocą swojej ukochanej, zapatrzył się przez chwilę na nich i jednocześnie zamyślił się nad tym. Ze względu na pewne uczucia, którymi darzył on Lilkę obawiał się bardzo spotkania z nią, jak również i tego, że obecność dziewczyny może poważnie zaszkodzić jego związkowi z Paulą. Ale ku swemu wielkiemu zaskoczeniu odkrył, iż córka Agaty w ogóle nie próbuje rozbić jego związku, a do tego również była ona zarówno do Bratka, jak i dla Pauli naprawdę przyjaźnie nastawiona, nie mówiąc już o tym, że wyraźnie poczuła sporą słabość do Norberta. Kto by pomyślał? A zatem wszelkie obawy Bratka względem niej były całkowicie bezpodstawne. To wielka ulga.
- Wszystko w porządku, Bratku? - spytała Paula swojego chłopaka, patrząc na niego z uśmiechem.
Bratek spojrzał w jej stronę i zaśmiał się lekko.
- Tak, wszystko dobrze. Zamyśliłem się tylko.
Paula zerknęła w kierunku Lilki i Norberta i uśmiechnęła się lekko.
- Ładna z nich para, prawda?
- Tak, prawda. Mam tylko nadzieję, że oboje nie będą mieli takich problemów, jakie my mieliśmy.
- Z pewnością nie będą ich mieli. Bo przecież Lilka nie jest złodziejką łakoci, mam rację?
Bratek parsknął śmiechem.
- Nie, w żadnym razie. To znaczy ja nic o tym nie wiem.
- A więc wszystko powinno być dobrze. Chyba, że potem trafi się jej naprzykrzający się przyrodni brat, który będzie im wiecznie przeszkadzał w randkach.
Najstarszy z Rabatków zachichotał.
- Nie, raczej go nie będzie miała. Chyba, że Bławatek czy też Stokrotek zaczną się naprzykrzać, bo ja na pewno nie.
- Mam nadzieję - uśmiechnęła się Paula, zbierając kolejne kwiaty - Ale nie traćmy czasu. Musimy dobrze przeprowadzić nasz plan.
- Spokojnie, przeprowadzimy go tak, jak to ustaliliśmy - rzekł Bratek, poprawiając sobie delikatnie okulary na nosie - Jeśli tylko wszyscy będą w odpowiednim czasie na swoich miejscach, to wszystko się uda.
- Jesteś bardzo pewny siebie.
- Wiem, bo mam doskonałych współpracowników.
- I doskonały plan.
- O tak, to też.
Norbert tymczasem zebrał z Lilką wszystkie kwiaty do bukietu, a jeden z nich dał swojej partnerce, która powąchała go lekko i bardzo zadowolona pocałowała Norberta w policzek, a ten aż usiadł na trawie z wrażenia.


- Cóż... Chyba mamy coraz więcej miłości na Borówkowym Wzgórzu - zaśmiała się Paula.
- Oby jej było jeszcze więcej - odpowiedział Bratek.
Bukiety zostały już uszykowane, zatem zostało teraz przeprowadzić dalszy ciąg akcji. W tym celu Koniczynek z Bławatkiem siedzieli w oknie swego pokoju i obserwowali okolicę w oczekiwaniu na przybycie Bratka i reszty. Kiedy zobaczyli, że oni wracają, to szybko przeszli do działania. Zbiegli cicho na dół i wpuścili ich do środka.
- Śpią jeszcze? - spytała Lilka.
- Jeszcze tak, ale niedługo się obudzą - powiedział Bławatek.
- Doskonale - zachichotała Paula - Musimy się wkraść do ich pokojów tak, żeby nas nie zauważyli.
- Najpierw zmykajmy do mojego pokoju i zaczekajmy tam - powiedział Bratek - A potem do dzieła, kochani.
Króliczki przekradły się ostrożnie do wyżej wspomnianego miejsca, a Bławatek z Koniczynkiem i Stokrotkiem zaczaili się na korytarzu i czekali. Gdy już Agata się obudziła i wyszła ze swojego pokoju, to Stokrotek zaczaił się pod nim, a Bławatek podbiegł do drzwi pokoju Bratka.
- Wyszła! - szepnął.
- Dobra. To teraz do dzieła. Pora przejść do realizacji kolejnego etapu naszego planu - rzekł Bratek, przybierając minę co najmniej admirała floty.
Lilka z Norbertem, rozglądając się uważnie dookoła, przekradli się do pokoju Agaty uważając, aby nie wpaść po drodze na nikogo z dorosłych. Na szczęście na nikogo nie wpadli, a czający się pod drzwiami Stokrotek lekko im pomachał łapką na znak, że droga jest już wolna. Oboje więc weszli do środka, zostawili na szafce przed łóżkiem kwiaty i list rzekomo od Narcyza, po czym chcieli już wyjść, ale wówczas usłyszeli głos Stokrotka, stojącego przed drzwiami.
- O! Agato! Tak się cieszę, że jesteś... Bo widzisz, zgubił mi się Króliś i może byś pomogła mi go znaleźć?
- Oczywiście, kochanie - odpowiedziała mu przyjaznym tonem Agata - Chodźmy i poszukajmy go razem.
Chwilę później rozległy się odgłosy ich oddalających się kroków, a do drzwi zapukał Koniczynek, mówiąc:
- Poszli sobie.
- Uff... W ostatniej chwili - zaśmiała się Lilka.
- Tak... Niezła z nas ekipa - powiedział wesoło Norbert.
- A tak, niezła - uśmiechnęła się do niego czule córka Agaty.
Oboje wyszli z pokoju i uciekli razem z Koniczynkiem, zadowoleni z wykonania zadania.
Różyczka tymczasem zaczaiła się przed pokojem ojca i zaczekała, aż ten wyjdzie z niego. W końcu to nastąpiło, więc króliczka odczekała chwilę, aż ojciec zejdzie po schodach na dół, po czym dała znak Bratkowi i Pauli, którzy zostawili w pokoju Narcyza kwiaty i rzekomy list od Agaty.
- Misja wykonana - powiedział Bratek, gdy już znowu w jego pokoju.
- I to wręcz perfekcyjnie - zaśmiała się Paula - Tak, to było super! Oby tylko przyniosło oczekiwane efekty.
- Spokojnie. Musi je przynieść - rzekł jej chłopak, poprawiając sobie dumnie okulary na nosie - Oni czują do siebie to samo, co my czujemy do siebie. Musi więc się udać.
Paula popatrzyła na niego z uśmiechem na twarzy i wzięła go czule za łapki.
- Tak, masz rację. Musi się udać.
Ponieważ misja została już wykonana, to należało już tylko czekać na rozwój wypadków. Ten nastąpił, kiedy tylko Agata i Narcyz wrócili na górę, a potem do swoich pokoi. Różyczka czekała w pobliżu pokoju Agaty wraz z Lilką bardzo ciekawa, co się za chwilę stanie. Chwilę później Agata wyszła ze swego pokoju i poszła do Narcyza.
- Udało się - powiedziała zadowolona Lilka.
- Teraz już tylko czekać, aż wyznają sobie miłość - dodała zachwycona Różyczka.


Lilka pobiegła szybko po resztę „kompanii“, aby następnie zaczaić się pod drzwiami pokoju Narcyza. Przez chwilę lekko się przepychali, ale w końcu Różyczka i Bratek uciszyli ich ostrym szeptem, po czym wszyscy razem nadstawili uszu i zaczęli nasłuchiwać.
- Muszę z tobą porozmawiać, Narcyzie - powiedziała Agata.
- I ja z tobą też, Agato - odpowiedział jej Narcyz, siadając na łóżku - Właśnie miałem do ciebie iść, kiedy tu przyszłaś.
Agata spojrzała na biurko i powiedziała:
- Ładny bukiet. Od kogo to?
- Chyba wiesz doskonale - odparł Narcyz - Od ciebie.
- Ode mnie? Nie żartuj. A swoją drogą nie powinieneś ze swoją nogą chodzić po łące, aby zrywać mi kwiaty. W każdym razie nie sam.
- Kwiaty? Jakie kwiaty? Przecież to ty mi przyniosłaś kwiaty.
- Nie, to ty mi je przyniosłeś. I zostawiłeś ten list.
To mówiąc Agata podała mu znaleziony w swym pokoju list. Narcyz uważnie go przeczytał i powiedział wesoło:
- Ciekawe... I niby to ja napisałem?
- Tak mi się coś wydawało, że nie ty, ale miałam cichą nadzieję, iż jest inaczej - odparła ironicznie Agata - Szkoda, że nic z tego, co tutaj napisano, nie jest prawdą.
- A kto powiedział, że nie jest prawdą? - spytał nagle Narcyz.
Agata popatrzyła na niego uważnie i zapytała:
- A więc to prawda? To, co jest napisane w tym liście?
- Nie wiem, kto go napisał, ale prawdę mówiąc wyraził to, co od dawna do ciebie czułem. Ten ktoś musi mnie bardzo dobrze znać i prawdę mówiąc chyba zaczynam się domyślać, kto jest autorem tego listu.
- Tak? A kto taki? - uśmiechnęła się delikatnie Agata.
- Ta sama osoba, która napisała do mnie to - Narcyz podał przyjaciółce list - Znalazłem to pod kwiatami.
Agata przeczytała uważnie list i uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak... Tutaj autor zaś wykazał się znajomością moich uczuć do ciebie.
Odłożyła list i dodała:
- Nie ma co udawać, Narcyzie. Ktoś chce nas zeswatać, ale ja nie mam nic przeciwko temu. Kocham cię. Już od dawna cię kocham. Ale ty zawsze widziałeś we mnie tylko przyjaciółkę i gdy ożeniłeś się z Dalią, złamałeś mi serce.
- Przykro mi, Agato. Nie wiedziałem tego, dopóki nie powiedziałaś mi tego podczas festynu.
- Nie mogłeś wiedzieć. Byłam skryta, tak samo jak ty teraz. Ja nie chcę wcale korzystać na śmierci twojej żony. Nie chcę zajmować jej miejsca. Ja po prostu chcę tutaj być. Chcę pomagać ci prowadzić dom, razem z tobą przeprowadzać kolejne eksperymenty naukowe oraz opiekować się twoimi dziećmi. Kocham je, Narcyzie. Kocham je tak samo jak Lilkę. I kocham ciebie. Chcę... Naprawdę bardzo chcę, żebyśmy byli razem.
- Agato... - Narcyz opuścił powoli głowę w dół - Odkąd tu przyjechałaś i zaczęłaś ze mną rozmawiać, poczułem coś do ciebie. A to uczucie wzrosło, gdy zaczęliśmy razem pracować nad eksperymentem. Wspólna praca i to, jak mnie w niej wspierałaś, a także to, jak razem szukaliśmy naszych dzieci tak bardzo nas połączyło, że wiedziałem, iż to nie jest tylko przyjaźń. Ale wciąż się tego bałem. Nie wierzyłem w swoje prawo do szczęścia. W końcu miałem już żonę i uważałem, że powinienem być zawsze wierny jej pamięci. Dlatego wtedy na festynie odmówiłem ci.
- A teraz jak jest?
- Teraz? Wciąż nie jestem pewien, czy to fair wobec Dalii, ale... Kiedy widzę Bratka z Paulą, jak są oboje szczęśliwi... Albo jak widzę Koniczynka biegającego z Paprotką po łące... To czuję się okropnie, bo tak bardzo bym chciał też móc tak z kimś biegać i też być tak szczęśliwym jak oni. A teraz ten list... Ten list nie napisałaś ty, wiem o tym, ale... to sama prawda. Dalia by się nie obraziła, a przynajmniej mam taką nadzieję, gdybyśmy my...
- Narcyzie! - zawołała Agata, łapiąc go za czule ręce i siadając z nim na łóżku - Dalia cię kochała i zawsze chciała twojego szczęścia. Nie rań więc ani jej, ani siebie. Bądź szczęśliwy... Pozwól, że oboje będziemy szczęśliwi. Wciąż mamy prawo do szczęścia w miłości.
Narcyz przytulił jej dłonie do swojej twarzy i powiedział czule:
- Och, Agato! Tak bardzo mi na tobie zależy. Chcę, żebyśmy oboje byli szczęśliwi. Gdy tak tu leżałem ze złamaną nogą, a ty się mną opiekowałaś, to wiele zrozumiałem. Naprawdę wiele. Zrozumiałem, że chcę być z tobą mimo wszystko, ale wciąż miałem jeszcze obawy i wątpliwości... Ale ten list... Zanim tu przyszłaś, przeczytałem go dwa razy i zrozumiałem, że moje obawy pewnie długo jeszcze będą mnie dręczyć, ale jestem w stanie z nimi walczyć dla ciebie... dla mnie... dla nas. Wierzę, że we dwoje sobie możemy dać radę z tymi wątpliwościami. Zrozumiałem, iż tak długo je będę miał, jak długo będę sam. I muszę przestać uciekać i ukrywać swe uczucia. Bratek kiedyś też je ukrywał, ale odkąd padła wieść o powrocie Pauli, przestał to robić, a odkąd ona powróciła, to jego życie nabrało barw. Moje może też ich nabrać. Leżąc w łóżku ze złamaną nogą miałem naprawdę wiele czasu na myślenie. Podczas pracy w domu nie miałem go aż tak wiele, ale teraz tak. Wiele więc sobie przemyślałem i wiele zrozumiałem. A ten list był ostatnim bodźcem. Nie wiem, kto dokładniej go napisał, ale wiem, że powinienem mu podziękować.
- Możesz zaraz to zrobić - uśmiechnęła się do niego czule Agata - Ale najpierw powiedz mi te słowa, na które tak długo czekałam.
- Kocham cię, Agato.
- Ja ciebie też, Narcyzie.
Oboje ucałowali się w usta i w tej samej chwili usłyszeli jakiś dziwny dźwięk za drzwiami, jakby lekki chichot zadowolenia. Narcyz spojrzał na swoją ukochaną i rzekł bardzo głośno:
- Tylko ciekawi mnie, co dzieci powiedzą na to, że jesteśmy razem.
- Najlepiej sam je o to zapytaj - zaśmiała się Agata, domyślając się, do czego on zmierza.
Następnie podeszła ostrożnie do drzwi, położyła sobie palec na ustach na znak, aby Narcyz nic nie mówił, a następnie ostrożnie i powoli złapała dłonią za klamkę i... bardzo gwałtownie otworzyła drzwi. W tej samej chwili do pokoju powpadali jeden po drugim króliczki podsłuchujące właśnie całą tę rozmowę. Mieli oni uszy przyłożone do drzwi, przez co ich gwałtowne otwarcie sprawiło, że niespodziewani stracili wszyscy równowagę i wpadli do pokoju. Widząc dorosłych zachichotali delikatnie i zarazem nerwowo.
- He he he... Cześć, tatusiu - powiedziała przerażona Różyczka, śmiejąc się przy tym delikatnie.
- Cześć, córeczko - odpowiedział jej ojciec, udając wielką złość - Może wyjaśnicie mi, co wy wszyscy tutaj robicie?
- To chyba oczywiste - odparła wesoło Agata - Wolałabym usłyszeć coś innego. Lilka... Które z was napisało te listy?
- Ten do ciebie ja - powiedział Norbert.
- A do pana Rabatka ja - dodała Paula.
- To był pomysł Bratka i Różyczki! - zawołał Koniczynek, wskazując winowajców palcem.
- Kabel - mruknął Bławatek złym tonem.
- No, ale się nam udało, prawda? - spytał Bratek z nadzieją w głosie - Pobierzecie się?
- Proszę, mamo! - zawołała Lilka błagalnym tonem - Tak bardzo tego chcemy! Pan Rabatek jest super!
- Agata także jest super! - dodał Stokrotek - Pobierzcie się, proszę!
Narcyz i Agata spojrzeli na siebie uważnie, po czym oboje wybuchli radosnym śmiechem.
- To chyba rozwiązuje kwestię błogosławieństwa - zaśmiała się wesoło Agata.
- Tak... Dostaliśmy je nawet nie musząc o nie prosić - dodał Narcyz.
- HURRA! - zawołały radośnie króliczki, skacząc przy tym aż pod sufit ze szczęścia.

***


Agata i Lilka wprowadziły się do domu Rabatków, a w całym domu trwały przygotowania do ślubu, których nic nie zmąciło. Powiem więcej, zapanowała nawet jeszcze większa radość, zwłaszcza, iż Paprotka wraz z rodzicami powróciła z wakacji, na jakich była i z prawdziwą wręcz radością wysłuchała ona opowieści Koniczynka o małej intrydze, która połączyła ze sobą Narcyza i Agatę. Dziewczynkę bardzo ona ubawiła, ale żałowała tego, iż sama nie mogła brać w niej udziału.
Radość zapanowała w całej okolicy. Wszyscy przyjaciele oraz znajomi Narcyza przychodzili mu pogratulować, a niejeden z nich, zwłaszcza ojciec Paprotki chwalili bardzo tę decyzję i mówili, że powinna ona nastąpić o wiele wcześniej. Inni ich popierali, dodając przy tym, iż lepiej późno niż wcale, bo przecież zawsze jest czas na to, aby walczyć o swoje szczęście. Cynia tylko się nieco bała, że teraz nagle przestanie być potrzebna i będzie musiała odejść, jednak zarówno Narcyz, jak i wszyscy członkowie rodziny Rabatków zapewnili ją, że jest im równie potrzebna teraz, co kiedyś, a jej brat poprosił, aby pozostała przy nim i jego dzieciach, nawet wtedy, gdy on się ożeni. Z kolei Różyczka bardzo się cieszyła, że będzie mieć siostrę w osobie Lilki, a sama Lilka także nie ukrywała, iż taka sytuacja bardzo jej odpowiada i nie może się już doczekać ślubu swojej mamy.
Ta długo oczekiwana chwila w końcu nadeszła. Ślub miał się odbyć w domu Rabatków, w ich ogrodzie. Cały dom i jego zewnętrzna część zostały na to przygotowane i udekorowane najpiękniej, jak to tylko było możliwe. A gdy już praktycznie wszystko było gotowe, to Bratek stanął przed lustrem i męczył się z zawiązaniem sobie muszki pod szyją.
- Ech! Wstrętna mucha! - zawołał gniewnie, patrząc w swoje odbicie - Ale się męczę! Dlaczego ja się tak muszę męczyć?!
- Może ci pomóc? - usłyszał głos znajomej osoby.
Była nią Lilka w czerwonej, balowej sukience, stojąca właśnie w progu jego pokoju.
- Właśnie pomogłam Stokrotkowi, więc może teraz pomogę tobie?
Bratek uśmiechnął się do niej delikatnie.
- A umiesz? Bo ja jakoś nie potrafię.
Lilka uśmiechnęła się przyjaźnie, podeszła do niego bliżej i zawiązała mu powoli i ostrożnie muszkę, mówiąc:
- Denerwujesz się?
- Niby czym? Przecież to mój tata się żeni, nie ja.
- No tak, ale tak się zastanawiałam, czy się denerwujesz. Bo ja trochę tak. Bardzo się cieszę, że będziesz moim bratem, ale też trochę się martwię, jak to będzie. Czy dalej będziemy przyjaciółmi tak, jak teraz?
Słysząc jej wątpliwości Bratek posmutniał nieco i spojrzał uważnie na swą rozmówczynię.
- Ja też się tego boję. Tak jak się bałem tego, że tu znowu przyjedziesz, gdy mój tata złamała nogę.
Lilka skończyła mu wiązać muchę i spytała:
- To przez naszą ostatnią rozmowę?
Bratek pokiwał potakująco głową. Dobrze pamiętał to ich pożegnanie, które nastąpiło wtedy, gdy po festynie Agata postanowiła wracać do domu. Lilka pożegnała rodzeństwo Bratka, a potem jego samego. Oboje stali wtedy smutno przed sobą i patrzyli na siebie przygnębieni.


- Muszę już jechać - powiedziała smutno Lilka.
- Tak, wiem - odparł Bratek - Wiedziałem, że tak musi być, ale i tak jest mi bardzo smutno.
- Mnie też. Szkoda, że tak musi być. Polubiłam cię.
- Ja ciebie też, Lilka. Chociaż na początku...
- Wiem, byłam wredna i nie dałam się lubić.
- Ja też nie byłem lepszy. Mam nadzieję, że mi to wybaczyłaś.
- Oczywiście, że tak. Przyjaciele zawsze sobie wybaczają, prawda?
Bratek pokiwał smutno głową.
- Tak. Wybaczają... Przyjaciele...
- Co ci się stało, Bratku?
- Nie, nic... Ja tylko... Bo wiesz... Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale wiesz... Strasznie mi chwilami kogoś przypominasz. Kogoś, kogo kocham...
- Chodzi o Paulę, tak? - spytała Lilka.
- Tak, właśnie o niej mówię.
- Nigdy cię nie spytałam... Gdzie ona jest teraz?
- Wyjechała z mamą i pewnie już nigdy tu nie wróci.
- Przykro mi, Bratku.
- Mnie także. I dlatego bywam taki wredny. Tęsknię za nią, a ty mi ją strasznie przypominasz, ale jesteś też inna niż ona... Sam nie wiem, co mam czuć, gdy przy tobie jestem. Strasznie cię lubię i jesteś bardzo ładna i mądra i w ogóle, ale też...
Lilka położyła mu palec na ustach.
- Cii... Bratku. Już nic nie mów. Już wszystko rozumiem. Tęsknisz za nią i boli cię to, że możesz jej już nie zobaczyć.
- Właśnie.
- A ja aż tak bardzo ci ją przypominam?
- Chwilami tak, a chwilami nie. Ale macie wiele wspólnego.
Lilka uśmiechnęła się czule i pogłaskała Bratka po twarzy, aż ten się cały zarumienił.
- Jesteś taki słodki, Bratku, a zwłaszcza teraz, kiedy mi to wszystko mówisz. Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wcześniej?
- Bo głupio mi z tym było. Chciałem z tobą przebywać, a jednocześnie chciałem od ciebie uciec. Ja nie mogę tego czuć. Ja kocham Paulę, ale ja nie wiem, czy ją jeszcze zobaczę i... Och, czy ja zwariowałem?!
- Nie, Bratku. Po prostu spodobała ci się inna dziewczyna. To przecież nic złego. Ale tęsknisz za Paulą i bardzo ją kochasz. Nie umiesz przestać jej kochać.
- Nie, nie umiem. Dlatego też może i lepiej, że wyjeżdżasz. Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała tak, jak twoja mama cierpi przez mojego tatę.
- Twój tata nie chciał jej zranić.
- No, a ja nie chcę zranić ciebie. Zależy mi na naszej przyjaźni, ale też czuję, że chciałbym czegoś więcej... Ale nie mogę, bo Paula...
- Rozumiem. Paula zawsze będzie dla ciebie wyjątkowa - Lilka mówiąc to też bardzo posmutniała, ale szybko odzyskała humor - Ale spokojnie. Ona tu jeszcze wróci, zobaczysz. Wróci i będziecie szczęśliwi.
- Ja już w to nie wierzę, Lilka.
- Więc uwierz, bo to prawda - uśmiechnęła się dziewczyna - Paula tu jeszcze wróci, a twój tata ożeni się z moją mamą, a wtedy wszyscy będziecie szczęśliwi, a ja razem z wami.
- Nie gniewasz się na mnie?
- Za co? Jesteś fajny chłopak, Bratku. Zazdroszczę Pauli. Chciałabym mieć takiego chłopaka jak ty.
- Ale ja nie jestem chłopakiem Pauli.
- Jeszcze nie, ale będziesz. Zobaczysz. Tylko nie trać nadziei. A jeśli ją stracisz, to poszukaj jej tym.
To mówiąc podała mu noktowizor. Bratek wziął go do ręki i obejrzał ze wzruszeniem w oczach.
- Ale to twój wynalazek. Nie mogę go przyjąć.
- Możesz... To prezent od przyjaciółki. Przyjmij go, dobrze?
Bratek uśmiechnął się wzruszony.
- Zgoda, ale pod warunkiem, że ty przyjmiesz to.
I podał jej do ręki swoje nożyce, które ostatnio stale nosił przy sobie na wypadek, gdyby były mu potrzebne.
- Twoje nożyce! - zawołała wzruszona Lilka i wzięła je do ręki - Och, dziękuję ci, Bratku! Będą mi zawsze przypominały o tobie.
- Lilka! Musimy jechać! - rozległ się głos Agaty.
- Już idę, mamo! - zawołała Lilka i spojrzała na Bratka - Muszę już iść. Pamiętaj, głowa do góry i nie trać nadziei. A jak wróci Paula, to nie pozwól jej więcej odejść, dobrze?
- Dobrze, Lilka.
- To trzymaj się, Bratku. Ale zanim wyjadę... Chcę ci jeszcze coś dać na pożegnanie... Myślę, że Paula się nie obrazi.
Po tych słowach Lilka objęła Bratka za szyję i delikatnie pocałowała go w usta, ku jego wielkiemu zdumieniu.
- Trzymaj się, Bratku. Jesteś najfajniejszym chłopakiem, jakiego znam.
Lilka pomachała mu ręką na pożegnanie i wybiegła z jego pokoju, a on sam patrzył przez okno, jak wsiada do konika polnego i odjeżdża nim wraz ze swoją mamą. Bratek długo wpatrywał się w maszynę Agaty, zanim ta już całkiem zniknęła za horyzontem, jednak nawet, gdy już stracił ją z oczu, to jeszcze przez chwilę stał i patrzył przed siebie, ściskając w dłoniach prezent od Lilki.


- Żyjesz, Bratku?
Bratek otrząsnął się ze wspomnień, uśmiechnął się do Lilki i rzekł:
- Przepraszam, zamyśliłem się. Przypominałem sobie tylko to, co mi wtedy powiedziałaś, gdy wracałaś z mamą do domu.
- Pamiętam to. I pamiętam, co ci dałam na pożegnanie.
Lilka zachichotała lekko, widząc przerażoną minę Bratka.
- Boisz się, że powiem o tym Pauli? Spokojnie, nie powiem. To będzie nasz mały sekret.
- Ale chyba nie powinienem ich przed nią mieć.
- Spokojnie, Bratku. Każdy ma swoje własne sekrety, których nikomu  nie mówi. To normalne. A wtedy nie zrobiłeś nic złego.
- Ale całowałem się z tobą.
- To ja całowałam ciebie, nie ty mnie.
- Tak, wiem, ale dlaczego? Dlaczego to zrobiłaś?
- Bo mi się podobałeś. Tak samo jak ja tobie. Ale dobrze, że nic z tego nie wyszło. Ja jestem wredna i kłótliwa.
- Nieprawda.
- Prawda, sam się przecież o tym przekonałeś. A tobie potrzeba miłej i fajnej dziewczyny, spokojnej i kochanej. A Paula jest właśnie taka.
- I nie masz do mnie żalu?
- A niby o co, Bratku? O to, że się we mnie zabujałeś, ale wybrałeś tę, którą naprawdę kochasz? To nie jest przestępstwo. Kochasz Paulę i jesteś szczęśliwy. Tylko to się liczy. A ja też sobie radzę w sprawach uczuć.
- Tak, zauważyłem - zachichotał delikatnie Bratek - Z Norbertem to coś poważnego?
Lilka zarumieniła się na całej twarzy.
- Jeszcze zobaczymy. Ale na razie idzie bardzo dobrze.
- Świetnie. A więc, skoro oboje już to wiemy, to ruszaj się! Ceremonia nie będzie czekać.
- Hej! Jeszcze nie jesteś moim starszym bratem, a już mi rozkazujesz?!
- A ty jeszcze nie jesteś moją młodszą siostrą, a już się pyskujesz?!
Już po chwili oboje zaczęli się głośno śmiać, zapominając o wszystkich swoich wątpliwościach, obawach i smutkach.

***


Ceremonia ślubna była po prostu wspaniała. Najpierw wszyscy ustawili się w dwuszeregu wzdłuż dróżki prowadzącej do ołtarza, przy którym to czekał już urzędnik, a także Narcyz w czarnym garniturze. Potem pojawiła się Agata w białej sukni ślubnej razem z Lilką trzymającą jej welon. Obie ruszyły powoli w kierunku ołtarza, a gdy dotarły na miejsce, to Lilka puściła welon mamy i stanęła obok Norberta. Urzędnik zaś w ciągu zaledwie kilku minut udzielił obojgu zakochanych ślubu, także po ich upłynięciu Agata stała się panią Rabatkową, co wszyscy powitali radosnymi okrzykami oraz wielką burzą oklasków, zwłaszcza, kiedy para młoda czule się pocałowała. Potem zaś przyszedł czas na składanie życzeń i wszyscy goście po kolei je złożyli Narcyzowi i Agacie, a na pierwszym miejscu były to oczywiście dzieci państwa młodych.
- Życzymy wam dużo szczęścia - powiedział Bratek.
- I bądźcie zawsze tacy kochani, jak teraz - dodała Lilka.
Narcyz i Agata wycałowali czule dzieci i potem przyjmowali życzenia od innych gości (wśród których był ich dobry przyjaciel Oscar), a kiedy te dobiegły końca, to wszyscy przeszli do innej części ogrodu, gdzie odbyło się wesele.
Chciałbym bardzo posiadać umiejętności muz, aby móc tutaj należycie opisać to, jak piękna to była uroczystość i jak wspaniale się wszyscy na niej bawili. Niestety, nie posiadam niebiańskich zdolności w tym zakresie, a te, które posiadam, podobnie jak u wszystkich innych pisarzy, nie są w stanie należycie tego opisać. Chyba, że któryś literat posiada odpowiedni talent w tym zakresie. Jeśli tak, to moi kochani, naprawdę bardzo chcę go poznać, bo ci literaci, których znam tego nie potrafią. Ja również nie, dlatego napiszę krótko i na temat: to było wręcz jedno z najpiękniejszych przyjęć weselnych na całym świecie, a wszyscy goście bawili się do późna w nocy i nie czuli się przy tym ani trochę zmęczeni.
Warto tutaj dodać, iż na przyjęciu zjawili się wszyscy bliscy rodzina Rabatków, w tym również Oscar, który już dawno pogodził się z państwem młodym. Specjalnie na tę okazję przybył też Romeo i jego rodzice, a także Gamba ze swoim dziadkiem. Ich przyjazd na tę uroczystość wywołał wielką radość dzieci Narcyza, a zwłaszcza Różyczki i Bławatka.
- Romeo! Och, Romeo! Tak strasznie się cieszę, że cię znowu widzę! - zawołała radośnie Różyczka, skacząc w objęcia ukochanego.
Jej chłopak, chociaż głuchoniemy, potrafił czytać z ruchu jej warg, a prócz tego nauczył ją języka migowego, więc bez trudu się dogadali tak, jak zwykle zresztą to robili, a nawet gdyby żadne z nich nie znało migowego, to radość malująca się na twarzach każdego z nich była tak wymowna, iż nie trzeba było znać jakiekolwiek języka, aby móc ją zrozumieć.
Bławatek zaś, na widok swojej ukochanej chciał zachować większą powściągliwość niż jego siostra na widok Romea, ale Gamba nie dała mu na to szansy, rzucając mu się czule w objęcia, co też jego rodzeństwo zaraz zaczęło dowcipnie komentować, a on zareagował na to tylko pokazaniem im języka i gniewnej miny.
Gdy rozpoczęły się tańce, Narcyz i Agata odtańczyli pierwszy taniec, a potem zaczęli kolejno do nich dołączać Bratek z Paulą, Lilka z Norbertem, Koniczynek z Paprotką, Bławatek z Gambą oraz Różyczka z Romeo. Co prawda ten ostatni z powodu swojej choroby nie słyszał wcale muzyki, to i tak wesoło bardzo podrygiwał na parkiecie z ukochaną, ciesząc się samą jej obecnością, podobnie jak ona jego. Potem zaś rodzeństwo Rabatków na chwilę zastąpiło orkiestrę i na swoich własnych instrumentach muzycznych zagrali piękny utwór dla państwa młodych. Był to dość zabawny i zarazem niezwykle uroczy zaczynający się od muzyki klasycznej, a kończący się na country. Bratek oczywiście pokazał największą klasę, grając na skrzypcach oraz skacząc wesoło dookoła wszystkich gości, uśmiechając się do nich radośnie. Pozostali grali stojąc w miejscu i lekko tylko podrygując w rytm muzyki wydobywającej się z gitary Różyczki, klarnetu Koniczynka, bębnów Bławatka i marakasów Stokrotka.
Krótko więc mówiąc, zabawa była doskonała, zaś po jej zakończeniu wszyscy bardzo niechętnie poszli spać, ponieważ mogliby się tak bawić do białego rana. Taka to była zabawa!
Niedługo potem Narcyz i Agata wyruszyli w swoją podróż poślubną, zostawiając cały dom na głowie Cynii i Bratka, którzy obiecali im dbać o wszystko do czasu ich powrotu. Podróż, rzecz jasna, odbyła się na pokładzie mechanicznego konika polnego z przywiązanymi do niego puszkami oraz wielką kartką z napisem „NOWOŻEŃCY“.
- Do zobaczenia! Papa! Na razie! Będziemy za wami tęsknić! Bawcie się dobrze! - wołały dzieci i Cynia, machając zakochanym na pożegnanie do chwili, aż ci zniknęli im z oczu.
- No, to skoro tata i Agata pojechali, to muszę chwilowo przejąć tutaj rządy, do czego zresztą mnie w pełni uprawnił - powiedział Bratek, lekkim ruchem dłoni poprawiając sobie okulary na nosie.
Mówiąc to miał on na twarzy dumną minę godną cesarza Napoleona i admirała Nelsona jednocześnie, a nawet lepszą niż oni obaj kiedykolwiek zdołali stworzyć. Biła z niej duma, władczość i wielka radość wynikająca z obu tych uczuć.
- O nie! On znowu zaczyna?! - jęknęła Różyczka, słysząc słowa brata.
- Spokojnie, Bratek po prostu przygotowuje się do chwili, gdy sam założy rodzinę - stwierdziła wesoło Cynia.
- O tak, ciociu - potwierdził Bratek - Kiedyś, kiedy już Paula i ja się pobierzemy, będziemy mieli własną rodzinę, więc już teraz muszę szykować się do bycia dobrą głową tejże rodziny.
- Pobierzemy? A kto powiedział, że ja za ciebie wyjdę? - spytała Paula, patrząc zdumiona na Bratka.
A widząc jego zasmuconą minę, parsknęłam śmiechem i dodała:
- Żartowałam! Chętnie zostanę kiedyś twoją żoną!
- A ja twoim mężem - rzekł Bratek, oddychając z ulgą.
- To mamy nową parę zakochanych - powiedziała wesoło Różyczka.
- Ale teraz nie da się z nimi wytrzymać - jęknął Bławatek - Naprawdę chcesz mieć takiego brata, Lilka?
- Muszę go chcieć, bo już nim został - zaśmiała się zapytana - Ale spokojnie. Nie będzie tak źle.
- O tak! Zwłaszcza, że Paula ma na niego bardzo dobry wpływ - dodała Różyczka.
- To co, Bratku? Kiedy zostaniemy wujkiem i ciocią? - spytał złośliwie Bławatek.
Bratek i Paula spojrzeli na niego zażenowani i lekko zarumienili się na swych twarzach.
- Bo wiecie, chętnie byśmy nimi zostali, ale nie wiemy, kiedy - dodał Koniczynek.
- A naczynia po śniadaniu, to pozmywałeś, mądralo?! - warknął Bratek, na co wszyscy zareagowali śmiechem.
Tak oto, moi kochani, kończy się właśnie nasza opowieść - na radosnej i przepięknej chwili, zapowiadającej wspaniałą przyszłość dla całej rodziny Rabatków i tych, co ich kochali. Problemy zostały zażegnane, a więź, która ich łączy jeszcze nigdy nie była aż tak wielka, jak właśnie wtedy. I na zagon marchewek, jestem pewien, że oni wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie!


KONIEC

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. III

Część III - Wynalazcy:


Po tym, co ostatnio napisałem wydawałoby się, że to już koniec historii Bratka i jego miłosnych perypetii. Tak przez pewien czas i ja sądziłem, jednak po bliższym poznaniu pewnych faktów odkryłem, iż tak naprawdę pewien rozdział w tej historii nie został jeszcze opowiedziany. Dlatego też najlepiej teraz zrobię, jeśli wam ten rozdział przytoczę, aby cała historia stała się pełna. Mam ku temu swoje powody, a są one takie, iż zawsze lubię wszystko wykonywać do samego końca. Nie mógłbym więc napisać tylko część historii, a całą jej resztę pominąć milczeniem. Nie jest to w moim stylu i dlatego też liczę na to, iż zrozumiecie mnie, moi kochani i zechcecie przeczytać to wszystko, co teraz napiszę. Zwłaszcza, że nie zabraknie w tej historii ciekawych przygód, jak również interesujących wniosków na temat dobrze nam znanych bohaterów z Borówkowego Wzgórza.
Zaczynajmy więc. Pamiętacie na pewno, jak poprzednim razem Bratek z powodu swojej zazdrości o Norberta zraził do siebie Paulę, ale potem udało mu się ją przeprosić i pogodzić z nią, dzięki czemu oboje zostali parą? Przy okazji Bratek zaliczył wtedy lot na Księżyc, a w każdym razie tak mu się wydawało, ponieważ tak naprawdę doleciał on jedynie do pobliskiego kamieniołomu, ale prawdę mówiąc nie żałował tego, gdyż bycie chłopakiem Pauli zrekompensowało mu niepowodzenie w tej kosmicznej wyprawie, a i trzeba przyznać, że jego próba zdobycia księżycowego kamienia bardzo zaimponowała Pauli, zwłaszcza, iż ten kamień miał być prezentem dla niej na przeprosiny. Która szczerze kochająca dziewczyna oparłaby się takiemu prezentowi? Zapewne tylko bezduszna. Paula na szczęście do tej kategorii nie należy i chociaż ostatecznie kamienia nie dostała, to i tak cieszył ją sam fakt, iż Bratek był w stanie tyle dla niej zrobić, ale jeszcze bardziej cieszyło ją to, że jej ukochany z tej wyprawy wrócił cały i zdrowy i nic mu się nie stało. To było dla niej najważniejsze, podobnie jak i to, że nieco później Bratek przeprosił ją i wyznał jej miłość, a ona mogła swobodnie wyznać mu, iż również go kocha, dzięki czemu zostali parą. Co prawda Bławatek i reszta rodzeństwa nieco śmiali się z Bratka, że stał się on taki romantyczny i teraz wszędzie chadza ze swoją dziewczyną, ale w gruncie rzeczy szczęście brata bardzo ich radowało i kibicowali jemu i Pauli.
Na Borówkowym Wzgórzu ostatnio pojawiło się coraz więcej miłości. Jak bowiem pewnie wiecie, Koniczynek już od dawna chodził z Paprotką, z kolei Bławatek od jakiegoś czasu zaczął spędzać dużo czasu z Gambą, której wcześniej raczej nie lubił, a która potem skradła mu serce. Różyczka wspominała swego ukochanego, głuchoniemego chłopca imieniem Romeo, mając nadzieję, iż jeszcze go zobaczy. Także to praktycznie jedyną osobą z rodzeństwa, która nie myślała o zakochiwaniu się był Stokrotek, który raz, że był na to za mały, a dwa, że miał inne sprawy na głowie niż miłość.
Ale strzała Amora trafiła nie tylko dzieci, o nie! Dotknęła ona kogoś jeszcze. Chcecie wiedzieć, kogo? Odpowiem wam. Narcyza. No co? Czemu się z tego śmiejecie? Czy to takie dla was zabawne? Słuchajcie, kochani. Jeśli uważacie, że miłość jest tylko domeną młodych, zaś wasi rodzice są już za starzy na zakochiwanie się, to chyba naprawdę bardzo mało wiecie o świecie. Prócz tego taki sposób myślenia obraża waszych rodziców. Wszak oni też mają uczucia i też wiedzą, co to znaczy zakochać się. Bo to uczucie dopada każdego bez względu na wiek, a prócz tego rodzic też ma prawo być szczęśliwy w miłości. Pamiętajcie o tym, a już zwłaszcza wtedy, gdy macie tylko jednego rodzica samotnie was wychowującego. Pamiętajcie, że taki rodzic również może się zakochać i ma do tego pełne prawo.
A więc, skoro już ustaliliśmy, że rodzic też ma prawo kochać, to chyba nikogo już nie zdziwi to, iż Narcyz również został trafiony strzałą Amora i pokochał, choć od dawna sądził, że to uczucie będzie mu całkowicie obce. Ale w kim się zakochał Narcyz, zapytacie? W kim albo w czym, bo przecież nieraz widziało się dorosłych zakochanych w przedmiocie, który sprawiał im wielką przyjemność, więc taki rodzaj miłości też jest możliwy. Kogo lub co pokochał zatem Narcyz? Moi kochani, tego się dowiecie z niniejszej opowieści, gdyż i o tym ona będzie, choć tak prawdę mówiąc bardziej chcę tutaj opowiedzieć o Bratku, ale nie bójcie się, gdyż wątek Narcyza również zostanie tu poruszony i dowiecie się, kogo lub co pokochał. Gdy nadejdzie odpowiedni czas powiem wam, czy głowa rodziny Rabatków pokochała jakaś piękną królicę, czy też może jakiś piękny ogródek lub nowy model samochodu czy coś w tym guście. A może też coś naukowego, bo wszak Narcyz Rabatek (podobnie, jak i jego pierworodny syn) jako dziecko był geniuszem naukowym, zaś chemia była mu doskonale znana. Tę pasję odziedziczył po nim Bratek, choć prócz tego posiadał on też zdolność do budowania wynalazków, której to Narcyz nigdy nie opanował - co prawda umiał co nieco zbudować, a także wiele rzeczy naprawić, ale wynalazki, to już inna bajka i zdecydowanie nie jego. Co innego Agata. Ona to zawsze umiała tworzyć wynalazki! Tak, Agata to potrafiła, ale Narcyz już nie.
A kim jest Agata, zapytacie? Kochani, wszystkiego się zaraz dowiecie. Dlatego proszę, usiądźcie i słuchajcie uważnie, a wtedy po kolei odsłonię przed wami wszystkie tajemnice.
Od czasu, kiedy już został chłopakiem Pauli, Bratek zmienił się bardzo mocno. Jego dość nerwowy charakter prawie całkowicie zanikł i pozostawił po sobie jedynie drobne ślady. Miało to oczywiście swoje powody. Bratek był wcześniej dość nerwowy, bo bardzo tęsknił za Paulą i nie miał żadnej nadziei na to, aby ją znowu zobaczyć. Potem jednak ją spotkał i został jej chłopakiem, a ona zamieszała w Borówkowym Wzgórzu już na stałe. Czy mogło być coś lepszego dla niego? Bratek wprost promieniał ze szczęścia. Choć nadal bywał złośliwy i nerwowy, to jednak o wiele rzadziej miało to miejsce niż dotychczas. Chłopiec wyraźnie złagodniał i przestał już ukrywać swoją uczuciową część natury, którą jak dotychczas wolał zachować tylko dla siebie, aby nie zostać wyśmiany. Oczywiście nie zawsze mu się to udawało i nieraz na jaw wychodziła jego wrażliwa natura, ale też z drugiej strony zawsze był w rodzeństwie tym rozsądniejszym i mądrzejszym, nieraz bardzo zarozumiałym i pewnym siebie, pomysłowym i odpowiedzialnym, najstarszym z rodzeństwa, ulubieńcem ojca, którego nieraz zastępował jako głowa rodziny, gdy Narcyz musiał wyjechać. Był zawsze tym, który jest wzorem odpowiedzialności, zdrowego rozsądku i wszelkiego geniuszu, ale też nieraz dawał się we znaki rodzeństwu nieco zarozumiałym i chwilami dość nerwowym charakterem. Choć tak gwoli ścisłości, to w nerwach nieraz Bławatek mu dorównywał, a wręcz go przebijał. Ale tak czy inaczej Bratek był zawsze tym najstarszym bratem, który miał swoje wady i nieraz drażnił nimi swoje rodzeństwo, lecz mimo to był też osobą zdolną oddać za bliskich wszystko, chociaż nie lubił się z tym afiszować. Był kochającym starszym bratem, ale gdy miał zły humor lepiej było schodzić mu z drogi. Prócz tego bywał nad wyraz drażliwy na punkcie swoich talentów i kiedy tylko ktoś je podważał, natychmiast zyskiwał sobie niechęć najstarszego z Rabatków.
Drażliwość Bratka, jak również jego ogromna skrytość w okazywaniu emocji (których nieraz wręcz się wstydził jako niepasujących do naukowca) wzrosły od czasu, gdy Paula wyjechała, a on przez cały rok jej nie widział. Bratek po jej odejściu czuł się nieraz tak załamany i miewał tak mieszane uczucia, iż mógł jednego dnia skrzyczeć Stokrotka o byle co, a zaraz potem przytulić go do siebie i płakać razem z nim po tym, co zrobił. Widać to było aż nadto wyraźnie: Bratek chciał ukryć to, że tęskni i cierpi z tego powodu, a jednocześnie na dłuższą metę nie był w stanie tego zrobić. Próbował być zawsze twardy, ale bardzo kochał swoje rodzeństwo i w obliczu ich choćby najmniejszego cierpienia wykazywał się wielką empatią. Bywał też nieraz złośliwy, zwłaszcza wobec perypetii miłosnych Koniczynka (gdy ten, będąc w związku z Paprotką zadurzył się w prześlicznej Klarze) czy też nawet Bławatka (najgłośniej z całej rodziny śmiał się z tego, że Bławatek kiedyś nie lubił Gamby, a potem po wspólnie z nią spędzonym tygodniu zakochał się w niej i ostro zaprzeczał temu, gdy ktoś go o to zapytał). Droczył się z Różyczką, gdy ta zakochała się w Romeo, ale też umiał ją wesprzeć, kiedy ta cierpiała po jego wyjeździe. Śmiał się z tych perypetii, lecz w głębi serca płakał z rozpaczy widząc, jak szczęśliwe potrafi być jego rodzeństwo w miłości, a on sam nie może tego o sobie powiedzieć. Stąd też jego wielkie zrozumienie wobec problemów Różyczki - choć początkowo lekko się z niej śmiał, to potem jak nikt wspierał ją w jej bólu, gdyż jak nikt doskonale go rozumiał.
Tak oto w wielkim skrócie wyglądała mieszanina uczuć Bratka, które ten czuł przez rok rozstania ze swoją ukochaną. Gdy zaś Paula powróciła, a całe nieporozumienie z Norbertem poszło w niepamięć, Bratek zaprzestał jakiegokolwiek udawania. Prócz tego, choć nadal lubił się nieraz popisywać swoją wiedzą i chwalić swymi dokonaniami, to w jego głosie, kiedy o tym mówił, nie było już tyle zarozumiałości, co po prostu radości i śmiechu z samego siebie. Dzięki Pauli Bratek odnalazł to, czego tak bardzo pragnął: osobę, która w pełni go zrozumie i która nie będzie członkiem jego rodziny, ale kimś, z kim może związać swoją przyszłość. To wielkie marzenie wielu królików i myślę, że niejedno z was pragnie tego samego. Także nie może więc dziwić fakt, iż Bratek odnalazł taką osobę i mógł spędzić z nią radosne chwile, a może nawet i życie. Jak mógł się nie radować z tego faktu?
Bratek i Paula nie spędzali co prawda każdego dnia razem. Mieli też swoje obowiązki i swoje sprawy, którym musieli oni poświęcić czas, jednak wszystko pozostałe dzielili na dwoje i czerpali z tego wielką przyjemność. Paula towarzyszyła Bratkowi w jego eksperymentach oraz przy budowaniu niektórych jego wynalazków. Choć nie posiadała zbyt wielkich zdolności w chemii czy też technice, to jednak bardzo szybko się uczyła i równie szybko została niezwykle przydatną asystentką swojego chłopaka, a nieraz też sama podsunęła mu kilka naprawdę ekstra pomysłów, które potem Bratek chętnie realizował. Można więc powiedzieć, że wiara Pauli w jego umiejętności dodawała najstarszemu z Rabatków skrzydeł i sprawiała, iż czuł się zdolny zawojować swoimi wynalazkami nawet cały świat, jeśli tylko wciąż będzie miał wsparcie ukochanej osoby.


Bratek oprócz wynalazków czy chemicznych formułek dalej szlifował swój talent do gry na skrzypcach, a jego rodzeństwo oraz Paula i Norbert byli mu zawsze wiernymi słuchaczami. Nasza opowieść zaczyna się właśnie od momentu, w którym to Bratek stojąc na środku swojego pokoju gra na skrzypcach, a jego rodzeństwo, ukochana i jej brat siedzą wokół niego i słuchają go z radością i podziwem.
- Brawo! Wspaniale! - zawołali wszyscy, kiedy Bratek już skończył swoją grę.
Bratek ukłonił im się lekko i powiedział:
- Dziękuję, moi kochani. Dziękuję. Nie musicie się pchać po autografy. Dla wszystkich ich wystarczy.
- Ech... Pewne cechy u królików nigdy się nie zmieniają - zaśmiał się złośliwie Bławatek.
- I bardzo dobrze, bo przecież kochamy Bratka nawet z jego wadami - stwierdził wesoło Koniczynek.
- Tak - poparła go Różyczka - A propos autografu...Paulo, wpiszesz mi się do pamiętnika?
- Bardzo chętnie, Różyczko - powiedziała Paula i wzięła od króliczki jej  pamiętnik, a następnie wpisała się na pierwszą wolną stronę.
- To może ja też się wpiszę? - zaproponował Norbert.
Oczywiście Różyczka nie miała nic przeciwko temu, dlatego też i jemu podała swój pamiętnik, aby zostawił w nim swój wpis.
- To może wpiszesz się teraz i do mojego pamiętnika, Paulo? - zapytał Bratek, odkładając skrzypce na ich miejsce.
- To ty masz pamiętnik? - spytała Paula zaintrygowana.
Wiedziała ona co prawda bardzo wiele o Bratku, ale tego akurat nie.
- Tak, ma go, jednak nie lubi się nim chwalić, bo Bławatek uważa, że pamiętniki są dobre dla dziewczyn - odparła Różyczka.
- I nadal tak uważam, a mój starszy brat, odkąd się z tobą związał, to stał się bardzo... babski - rzucił Bławatek, patrząc na Paulę.
Paula zachichotała wesoło, słysząc jego słowa.
- Raczej bardziej wrażliwy, a to wcale nie wada. Poza tym nieładnie tak się śmiać z zakochanych, zwłaszcza, że ty także się zakochałeś, prawda?
Wszystkie króliki parsknęły śmiechem, poza Bławatkiem, który miał nadąsaną minę.
- Że niby ja?! I niby w kim? W Gambie?! No dobrze, jest naprawdę spoko... To super dziewczyna i strasznie ją lubię, ale...
- Zakochałeś się w niej. Masz to wypisane na twarzy - rzekł zadziornie Bratek.
- Bławatek jest zakochany - zachichotał Stokrotek.
- Zakochany? Wolałbym myć naczynia do końca życia niż się zakochać - burknął Bławatek.
- To samo mówiłeś, kiedy Gamba zdobyła twoje serce - zaśmiała się Różyczka - Widzisz? Jesteś teraz jak Bratek. Strasznie skryty.
- A nie, bo ja już nie mam żadnych sekretów - odparł Bratek - A już zwłaszcza przed Paulą.
To mówiąc podał jej swój pamiętnik, aby się mogła w niego wpisać. Paula otworzyła go, wpisała się, ale potem z ciekawości zaczęła kartkować powoli kartka po kartce, czytając wszystkie wpisy. Był tam wpis od każdego z jego braci (w przypadku Bławatka wpis był bardzo złośliwy, ale uroczy), od siostry, od ojca i cioci. Ale jeden wpis szczególnie ją zaintrygował.
- Nie masz sekretów? - zaśmiała się Paula - To chyba nie obrazisz się, jeśli przeczytam coś na głos, prawda?
Następnie, ciągle przy tym chichocząc, zaczęła czytać:

Na górze róże, na dole bez.
Kiedyś się lubiliśmy jak kot i pies.
Dziś przyjaciółmi jesteśmy oboje.
Sławy otwierają się przed nami podwoje.
Jedna zła przygoda wszystko odmieniła
I niechęć w wielką przyjaźń przemieniła.

Dla słodkiego i genialnego Bratka, najlepszego z przyjaciół - Lilka.

Bratek, gdy jego ukochana zaczęła czytać ten wiersz, poczerwieniał ze wstydu na całej twarzy, a kiedy już Paula skończyła, to wszyscy spojrzeli na niego bardzo uważnie, co znacznie wzmocniło jego rumieniec.
- Lilka? - spytał wesoło Koniczynek.
- Genialnego? - dodała Różyczka zadziornym tonem.
- I jeszcze słodkiego? - zachichotał Bławatek.
Chwilę potem wszyscy wybuchli śmiechem.
- To co? Grasz na dwa fronty? - zapytał Koniczynek.
Bratek zawstydzony opuścił głowę. Pamiętał doskonale, jak sam zadał to pytanie Koniczynkowi, gdy ten zadurzył się w Klarze, wnuczce profesora Bergamota, słynnego perfumiarza, szukającego wówczas w Borówkowym Wzgórzu składników do swoich perfum. Przez pewien czas Koniczynek nie był pewien, czy woli Paprotkę czy Klarę, co zrodziło kpiny ze strony jego rodzeństwa, a zwłaszcza Bratka i Bławatka, którzy rzucali ciągle żarty pod adresem podwójnego uczucia ich brata. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, Koniczynek pogodził się z Paprotką, natomiast Klara została ich przyjaciółką, a nawet wyprodukowała dla dziewczyny Koniczynka piękne perfumy.
Tak czy siak wspomnienie tego wydarzenia wywołane pytaniem, które sam kiedyś Bratek zadał Koniczynkowi, a które teraz jego brat odbił w jego stronę sprawiło, że najstarszy z Rabatków poczuł się strasznie głupio.
- No proszę, czego ja się dowiaduję - powiedziała Paula na pozór tylko gniewnym tonem - Ja rok usycham z tęsknoty za tobą, a ty co? Flirtujesz sobie na boku z tą panienką? A pisałeś mi w listach, że to tylko przyjaciółka.
Paula oczywiście udawała zazdrość. Dobrze wiedziała, iż Bratek był jej wierny i nie flirtował z innymi dziewczynami, zwłaszcza z Lilką, chciała się jednak na nim odegrać za jego sceny zazdrości o Norberta i dobrze jej to wyszło, gdyż Bratek uwierzył w jej gniew.
- Och, Paulo... Bo naprawdę to tylko przyjaciółka... Ja pisałem ci całą prawdę. Słowo.
Paula patrzyła nań bardzo groźnie, po czym nagle parsknęła śmiechem i zawołała wesoło:
- Spokojnie. Ja tylko żartowałam. Ja wiem, że ty nie flirtujesz. A poza tym wtedy przecież nie byliśmy parą, więc nawet gdybyś flirtował z innymi, to nie miałeś wobec mnie żadnych zobowiązań.
- Ale Paulo! Ja daję ci słowo! Ja i Lilka jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Naprawdę?
- Tak. Słowo. Poza tym dawno jej tutaj nie było. Tylko raz, jakieś dwa miesiące przed twoim powrotem na Borówkowe Wzgórze tu przyjechała z mamą. Była tu może tydzień, może dwa. Tak, chyba właśnie z dwa i razem pracowaliśmy nad paroma wynalazkami. Słowo, Paulo! Tylko pracowaliśmy we dwoje nic więcej.
- Jesteś pewien? - spytał dowcipnie Norbert - Bo być może jednak coś poczułeś do niej, tylko nie pamiętasz...
- Aleś ty dowcipny! - zawołał ze złością Bratek - Ja dobrze pamiętam Lilkę i to, co do niej czułem, a czego nie czułem.
- O tak, Bratek świetnie pamięta Lilkę - zaśmiał się Bławatek - Kiedy u nas była, bez przerwy się z nią kłócił.
- Nieprawda! Co ty opowiadasz? - burknął Bratek - Bardzo lubię Lilkę i zawsze ją lubiłem. Tylko... Musiałem do tego dojrzeć.
- Zawsze ją lubiłeś. Ta, akurat! - zaśmiała się Różyczka.
- Okazywałeś jej to w dziwny sposób. To całe lubienie - dodał wesoło Koniczynek.
- Słuchajcie, a kim w ogóle jest ta Lilka? - spytał Norbert.
- To jest taka króliczka wynalazca, która dała Bratkowi... - Stokrotek zaczął coś mówić, ale Bratek szybko zamknął mu usta dłonią.
- Dała mi pewien prezent - prędko dokończył Bratek - Tak! Dała mi prezent na dowód naszej przyjaźni.
- Prezent? A jaki? - zapytała zainteresowana Paula.
Bratek sięgnął do szuflady i wyjął z nich coś podłużnego i czarnego.
- To noktowizor - powiedział - Takie okulary, dzięki którym widzisz wszystko w ciemności. Przydatne urządzenie.
- Pokaż! - zawołał Norbert i założył je sobie - Wow! Ale fajne! Widzę was wszystkich jak w dzień.
- Przecież jest dzień, mądralo - rzucił złośliwie Bławatek, zdejmując mu noktowizor z oczu - Ale skoro tak bardzo chcesz posłuchać o Lilce, to może ci o niej opowiemy?
- Nie... Lepiej niech Bratek to zrobi - powiedziała Paula z uśmiechem na twarzy - W końcu on na pewno wszystko lepiej pamięta niż wy, mam rację?
Bratek uśmiechnął się do niej delikatnie i zaczął mówić.

***


Narcyz wpatrywał się w zdjęcie wiszące na ścianie w pięknej ramce. Zdjęcie absolwentów Szkoły Młodych Wynalazców i Geniuszy, do której kiedyś uczęszczał. Na zdjęciu stało dziewięć małych królików obojga płci w niebieskich togach szkolnych. Narcyz stał drugi z prawej, a obok niego stała jakaś dziewczyna w jego wieku, ciemno-ruda i w wielkich okularach na nosie. Narcyz uśmiechnął się na jej widok, po czym wziął od Cynii tacę z jedzeniem i postawił ją na stole.
- Tato, a kiedy przyjedzie twoja przyjaciółka? - zapytał Koniczynek, stając przy zdjęciu - Nie mogę się doczekać.
- Ja też zaczynam się niecierpliwić - odpowiedział Narcyz - Napisała, że będzie niedługo, ale nie podała dokładnej godziny.
- Może przyjechała pociągiem i czeka na stacji? - zasugerował Bratek, siadając przy stole.
Podobnie jak jego rodzeństwo był jeszcze w piżamie. Muszę zauważyć, że dzieci w rodzinie Rabatków często jadały śniadanie w strojach nocnych i było to wręcz zwyczajem panującym w ich domu.
- O nie! To nie w jej stylu - zaśmiał się Narcyz, stając przy zdjęciu.
- A dlaczego? Nie lubi pociągów? - zapytał Bławatek, siadając obok Bratka.
- Kiedy byliśmy w Szkole Młodych Wynalazców i Geniuszy, Agata projektowała silniki. Świetnie sobie radziła.
- Pamiętam - zaśmiała się Cynia, jedząca właśnie z dziećmi śniadanie - Kiedyś podwiozła cię do domu na rowerze parowym i rozwaliła nam drzwi frontowe, ale to było dawno temu. Od tego czasu mogła się zmienić.
Ledwie to powiedziała, a nagle ziemia zaczęła drżeć jak pod krokami olbrzyma.
- O rety! Co się dzieje?! - zawołała Cynia.
- Tato! - jęknął przerażony Bławatek.
- Boję się! - pisnęła Różyczka, przytulając się mocno do cioci.
Narcyz od razu domyślił się, co może być przyczyną tego tajemniczego trzęsienia ziemi. Nie miał co prawda pewności, że ma rację, jednak wybiegł szybko z domu, a Cynia za nim. Wówczas ich oczom ukazał się jakiś wielki stwór - posiadał on sześć nóg, był pomarańczowy i przerażający, a poruszał się za pomocą skoków.
- Mechaniczny konik polny! - jęknął Narcyz.
- A jednak Agata się nie zmieniła - dodała załamana Cynia.
Jej rozpacz wzrosła, kiedy konik polny skoczył tak mocno, że rozbił przednimi łapami drzwi od ich szopy, w której to Bratek często produkował wynalazki, a Narcyz coś naprawiał. Następnie, jak gdyby nigdy nic, dziwny i mechaniczny stwór skoczył w lewo, rozwalając rosnące niedaleko kwiaty.
- Ojejku! To potwór! Potwór! - zawołała przerażona Różyczka, która właśnie wyszła wraz z rodzeństwem.
- Zaraz nas wszystkich pożre! - dodał Stokrotek, tuląc się wraz z siostrą do spódnicy cioci.
Narcyz powoli podszedł do mechanicznego konika polnego.
- Nie, tato! Zostań! To niebezpieczne! - zawołał Koniczynek.
- Co to jest, tato? - zapytał Bratek.
- To, moi kochani, jest moja przyjaciółka Agata - odparł Narcyz - Jak widzę, wciąż ma niezłego bzika na punkcie techniki.
- Tak! I przy okazji rozwaliła nam szopę! - mruknęła Cynia - Już ja jej zmyję głowę!
- To tylko drzwi i łatwo je naprawić, siostrzyczko.
- Może i tak, ale twoja przyjaciółka powinna uważać, co robi!
Narcyz machnął na to ręką, podszedł powoli do mechanicznego stwora i zawołał:
- Agato, przeszłaś samą siebie!
Tułów konika polnego nagle się otworzył za pomocą zamontowanych na nim drzwi i Rabatkowie ujrzeli przed sobą królicę w wieku swego ojca, o kasztanowych włosach, w wielkich okularach, ubraną w niebieską spódnicę na szelkach (przypominającą wielki fartuch ogrodniczy przerobiony na coś w rodzaju sukienki), a także wystający spod niej dość gruby sweter w biało-zielone paski.


- Robi wrażenie, prawda? - zapytała wesoło Agata - Ale trudno się go prowadzi.
- Tak, rzeczywiście. A rozbite drzwi od szopy są tego chyba najlepszym dowodem - mruknęła Cynia.
Agata spojrzała w jej stronę i zachichotała wesoło.
- Och, Cynia! Nic a nic się nie zmieniłaś! Wszędzie poznam ten twój zrzędliwy głos! Droga Cynia. Kochana, starsza siostrzyczka Narcyza, która jak zwykle wszystkich poucza. Nie przejmuj się, naprawię wam te drzwi od szopy.
- Świetnie! A przy okazji naucz się prowadzić! - mruknęła na to Cynia - Jeszcze nie zapomniałam, że tym swoim rowerem parowym rozwaliłaś nam frontowe drzwi!
- Och, kochana Cynio! Ile razy mam ci powtarzać, że po prostu nie wyhamowałam na czas? - zaśmiała się Agata - A poza tym naprawiłam te wasze drzwi i śmiem twierdzić, że były jeszcze ładniejsze niż przedtem.
Po tych słowach Agata zsunęła spod wejścia do konika polnego małe, drewniane schodki i powoli zeszła po nich na dół. Narcyz podał jej rękę, aby łatwiej mogła tego dokonać. Gdy już była na dole, Agata wpadła mocno przyjacielowi w objęcia.
- Nareszcie! - zawołał Narcyz - Jak miło cię widzieć po tylu latach. Podróż ci się nie dłużyła?
- Nie, bo miałam towarzystwo - odparła Agata i wskazała dłonią na konika polnego.
W jego drzwiach właśnie ukazała się dziewczyna, łudząco podobna do Agaty. Wyglądała ona niemalże tak samo, jak przyjaciółka Narcyza w wieku dziecięcym na zdjęciu absolwentów. Tyle tylko, że miała ona na sobie ładną, czerwoną sukienkę na ramiączkach, z wyszytym na niej żółtym kwiatkiem, białą koszulkę spod niej wystającą oraz rajstopy w różowo-żółte paski, zaś swoje ciemno-rude włosy miała spięte w dwie kitki.
- Pozwól, że ci przedstawię. To moja córka, Lilka.
- Cześć! - zawołała wesoło dziewczynka, machając ręką do członków rodziny Rabatków.
Agata wesoło podeszła do Cynii i mocno ją uściskała.
- Cynio! Strasznie się za tobą stęskniłam! Przyznam się, że brakowało mi twojego zrzędzenia.
- A mnie brakowało twojego bzika - zaśmiała się lekko Cynia - Choć mogłabyś się wreszcie nauczyć porządnie parkować.
Agata parsknęła śmiechem i popatrzyła na dzieci.
- O rany! Jakie urocze dzieci! To wszystkie twoje, Narcyzie?! Witajcie! Jestem Agata, ale możecie mi mówić... Agata. Wszyscy mi tak mówią.
- Dobrze, proszę pani - powiedziała Różyczka.
- Agato - poprawiła ją wesoło przyjaciółka ojca - Za każdym razem, jak nazwiesz mnie panią, zacznę brać od ciebie pensa do słoja. Was wszystkich to dotyczy.
- Dobrze, Agato! - zawołały chórem dzieci.
Czuły, że bardzo polubiły kobietę.
Bratek zaś uważnie wpatrywał się w Lilkę, która to ze śmiechem na twarzy zeszła po schodkach na ziemię. Poczuł się dość dziwnie, gdy tylko ją zobaczył. Nie umiał sobie tego wyjaśnić, ale czuł, iż dziewczyna wzbudziła w nim niezwykłe uczucia. Do tego ten jej uśmiech... I te okulary. Strasznie mu kogoś przypominała. Kogoś, za kim bardzo tęsknił, a kogo dawno nie widział. To wspomnienie wznowiło ból zawsze odczuwany przez niego w takiej sytuacji. Wiedział już, że dopóki ta dziewczyna nie wyjedzie, on nie zazna spokoju.

***


Dzieci bardzo szybko się ubrały i wyszły na dwór, aby móc świętować przybycie gości. Cynia rozłożyła na drewnianym stole przed domem łakocie i wszyscy zaczęli się nimi raczyć.
- Jestem Stokrotek - przedstawił się po chwili Stokrotek Lilce - To jest Bławatek, to jest Koniczynek, a to jest Różyczka. A tu siedzi Bratek. Jest bardzo zdolny. Tak zdolny jak twoja mama. On też jest wynalazcą.
Lilka, która właśnie zajadała chleb z miodem, zaczęła bardzo uważnie wpatrywać się w Bratka. Chłopiec lekko zawstydził się pod wpływem tego spojrzenia. Lilka teraz strasznie mu teraz kogoś przypominała. Kogoś, kto zawsze bardzo lubił go słuchać, co dodało chłopcu wiele odwagi. Prócz tego Stokrotek tak przyjemnie go chwalił, więc Bratek postanowił zaryzykować i spróbować zagadać do dziewczyny.
- Tak, to prawda - zaśmiał się, odsuwając ręką Stokrotka, który siedział obok Lilki - Nie muszę chodzić do szkoły, sam się uczę. Taki jestem zdolny.
To mówiąc wyjął z kieszeni jakieś nożyce i rzekł:
- Widzisz te nożyce? To jest moje dzieło. Mają bardzo mocną sprężynę. Wystarczy delikatnie nacisnąć i tyle. Nożyce właściwie tną same. Genialne, hę?
Lilka patrzyła z uwagą na Bratka i jego wynalazek. Widać było, iż jest zainteresowana tym, co mówi chłopiec, a raczej tym, co jej pokazał. Nożyce wyglądały całkiem ciekawie. Niestety, jej zainteresowanie szybko minęło i zaczęła wpatrywać się w swoją mamę. Bratka zasmuciło to, ponieważ Paula zawsze uważnie słuchała tego, co on mówił, a i on umiał słuchać tego, co ona mówiła, jednak widać wyraźnie, że Lilka to nie Paula. A może powinien spróbować opowiedzieć jej o innym swoim dokonaniu? Tak! Może wtedy ją zainteresuje sobą.
Zaczął więc mówić o czym innym, a tymczasem Narcyz zapytał Agatę, nalewając jej soku:
- O czym to mówiłaś, Agato? O jakim odkryciu?
- Jak to? Zapomniałeś?! - zawołała Agata - Chodzi o tę formułę, którą opracowaliśmy w szkole.
Narcyz zaczął właśnie nalewać sobie soku do szklanki, jednak słysząc słowa przyjaciółki, stracił całkowicie uwagę tym, co robił i nie zauważył, że nalał więcej soku niż powinien i ten rozlewa się on po stole.
- Nie rozumiem. Masz na myśli warzywo-magiczną recepturę?
Widząc, iż rozlewa sok, szybko postawił dzbanek na stole i dodał:
- Tę, która ma zmieniać glinę w warzywa?
- To było nasze dziecięce marzenie - uśmiechnęła się Agata, opierając się łokciami o stół i kładąc głowę na swoich dłoniach - Już czas, żebyśmy je spełnili... Razem.
Następnie przybrała dość bojowy ton i dodała:
- Ale ktoś chce mi wykraść naszą formułę. Jestem obserwowana. Ktoś włamał się do mojego domu i grzebał w dokumentach. Od tamtej pory noszę notatki przy sobie, by nie wpadły w ręce złodziei.
To mówiąc wyjęła z kieszeni na piersi kilka kartek, pomachała nimi Narcyzowi przed nosem i położyła je potem na stole.
Narcyz wyglądał wyraźnie na zachwyconego tym pomysłem.
- Chodź, Agato! - zawołał, biorąc przyjaciółkę za rękę - Bierzmy się do pracy.
Agata złapała notatki do lewej ręki i trzymając za prawą dłoń Narcyza poszła za nim na strych, gdzie zamierzali przeprowadzić swoje badania.


- Skonstruowałem też łódź podwodną - mówił dalej do Lilki Bratek - Dostałem za nią nagrodę, ale wiesz co? Nie zależy mi na nagrodach ani zaszczytach. Tak naprawdę...
- Hej! - przerwała mu już znudzona jego gadaniem Różyczka - Może pobawimy się w ganianego?
- TAK! - zawołało jej rodzeństwo poza Bratkiem, który był zły, że mu przerwano.
- Ja chcę być w drużynie z Lilką! - zawołał Stokrotek.
- Ty więc będziesz w drużynie Różyczki - powiedział Koniczynek do Bławatka.
Lilka z chęcią dołączyła do zabawy. Odchodząc ze stołu zaś spojrzała jeszcze na zawiedzionego brakiem jej zainteresowania Bratka i rzekła:
- Powinieneś popracować nad automatycznymi nożycami, Bratku. To by dopiero było coś.
Bratek spojrzał na swoje nożyce i poczuł się nagle nic nie wart, a jego wynalazek zdał mu się teraz mały i kiepski. Paula byłaby nim z pewnością zachwycona. Ale cóż... Widocznie nie każdy umie być tak zainteresowany działalnością Bratka tak samo jak jego ukochana. Świadomość tego faktu przygnębiła króliczka jeszcze mocniej. Zrozumiał teraz, jak bardzo tęskni on za Paulą. Na dodatek też nikt nie zaprosił go do zabawy. Czyżby uważali, że nie umie się bawić? Dobrze, niech tak będzie. Skoro bardziej interesuje ich Lilka, to nie ma sprawy. On zajął się pomaganiem swojej cioci w sprzątaniu ze stołu.
Tymczasem Stokrotek został złapany przez Różyczkę, a Koniczynek przez Bławatka.
- Dwa punkty dla nas, Bławatku! - zawołała Różyczka.
- Tak! Jesteśmy najlepsi! - dodał wesoło Bławatek, przybijając sobie z siostrą piatkę.
Oboje odeszli na bok, szykując się do kolejnej rundy.
- Ojej... Ojej! Nie zdążyłem zaklepać - jęknął załamany Stokrotek.
- Przepraszamy cię. Masz strasznie słabą drużynę - powiedział do Lilki załamanym głosem Koniczynek - Przez nas przegrasz.
- Zależy wam na wygranej? - spytała wesoło Lilka i przybrała nagle konspiracyjny ton - Wiem, co robić. Możecie na mnie polegać.
Następnie podbiegła do bagaży zostawionych przez swoją mamę przed domem Rabatków. Otworzyła jedną walizkę, wyjęła z niej jakieś dziwne, różowe poduszeczki, po czym założyła je sobie na nogi.
- Możemy bawić się dalej - powiedziała.
Przebiegła potem obok Bławatka i Różyczki, wołając wesoło:
- Spróbujcie mnie złapać!
Bławatek jako pierwszy dogonił dziewczynkę i próbował ją schwytać w objęcia, wołając:
- Mam ją! Mam cię, Lilka!
Ale Lilka nagle podskoczyła wysoko w górę i Bławatek zamiast niej złapał zająca, lądując jak długi na ziemi. Stamtąd zaś obserwował, jak córka Agaty skacze dookoła nich niczym najlepszy skoczek, a zasługą tego są dwie różowe poduszeczki przymocowane do jej stóp.
- Hej! Jest szybsza niż konik polny! - zawołał do Różyczki, która w szoku patrzyła na to wszystko.
- Udało ci się! Brawo! - wołał wesoło Stokrotek, kiedy dziewczyna dotknęła żywopłotu, a wręcz na niego wskoczyła.
- Zaklepane! - zawołała wesoło Lilka.
- Hurra! Wygraliśmy! Hip-hip-hurra! - podskakiwali z wielkiej radości Koniczynek i Stokrotek, przybijając sobie piątkę.
Bratek patrzył wyraźnie zaszokowany tym, jak Lilka skacze po trawie jak konik polny. Również Różyczka była zdumiona.
- Jak to zrobiłaś? - zapytała Lilkę - Jesteś czarodziejką czy co?
Lilka parsknęła śmiechem.
- Ależ nie, nie jestem. Mam na nogach poduszeczki z wodą. Dzięki przyssawkom trzymają się stóp. To mój wynalazek.
- Nieźle, ale dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś wynalazcą? - spytał Bratek z wyraźnym zainteresowaniem.
Lilka zrzuciła ze stóp poduszeczki, po czym zeskoczyła z żywopłotu na ziemię i powiedziała wesoło:
- Bo nie zapytałeś.
Następnie spojrzała na jego rodzeństwo i dodała:
- Pobawimy się w chowanego?
- Tak! Świetny pomysł! - zawołały króliczki i zniknęły wraz z Lilką w domu.
Bratek powoli podniósł z ziemi poduszeczki i obejrzał je sobie bardzo dokładnie. Były one rzeczywiście bardzo pomysłowe. Lepsze niż te jego nic nie warte, małe nożyce. Fakt ten załamał go do tego stopnia, że bez żadnego pośpiechu, niemalże wlekąc się wszedł do domu, odrzucając poduszeczki w krzaki. Przez głowę przeszła mu myśl, że musi sobie kiedyś takie zbudować.


Tymczasem zabawa w chowanego trwała w najlepsze. Dzieci schowały się na strychu - w tej części, w której nie pracowali Narcyz i Agata. Lilka zaś szukała ich, ale ponieważ było ciemno, założyła sobie na oczy jakieś ciemne, podłużne urządzenie wyglądające jak okulary. Dzięki nim widziała wszystko, jak na dłoni.
- Widzę was! - zawołała, dostrzegając Różyczkę i Stokrotka.
Potem zajrzała do innego pomieszczenia i dostrzegła Bratka, Bławatka i Koniczynka schowanych po kątach.
- Widzę ciebie, ciebie i ciebie też! - zawołała z triumfem.
Zabawa więc szybko się skończyła, ku wyraźnej niechęci Bratka. W sumie nie chciał on brać w niej udziału. Wolał pomagać cioci, jednak ta nie miała dla niego żadnej pracy, więc poprosiła go, aby poszedł do rodzeństwa i się z nimi pobawił. Szybko tego pożałował, gdyż zabawa prędko dobiegła końca, a potem dzieciaki zebrały się wokół Lilki, która zaprezentowała im swój wynalazek.
- Fajne mam okulary, prawda? - spytała Lilka - To noktowizor. Tak się fachowo nazywa.
- Ale fajne! - zawołał Bławatek.
- Mogę przymierzyć? - dodał Koniczynek.
Lilka pozwoliła mu na to, a potem Bławatek założył noktowizor i wyjrzał z jego pomocą przez okno.
- Fajnie przez nie widać - powiedział.
- A teraz? - spytała Lilka, wciskając jakiś guzik na okularach.
Dzięki temu okulary wydłużyły się i można było przez nie widzieć na większą odległość.
- Ale fajnie! - zawołał Bławatek.
Bratek patrzył na to ze złością w oczach. Jakoś, gdy on stworzył jakiś wynalazek, to rodzeństwo nie było nim tak zachwycone, a ledwie przyszła tu jakaś przybłęda i proszę, już wszyscy są nią oczarowani. I gdzie tu jest sprawiedliwość? Nie, Lilka to nie Paula! Ona nigdy nie ukradłaby mu uwagi rodzeństwa! Nigdy nie lekceważyłaby jego słów i nigdy nie popisywałaby się przed innymi swoimi zdolnościami. O nie! To nie była Paula! Co z tego, że była ładna? Co z tego, że była całkiem uzdolniona? Była mu wrogiem i dopóki tu jest, on nie będzie mógł czuć dobrze we własnym domu.

***


Tak minęły kolejne dwa dni. Bratek podczas nich czuł się okropnie, gdyż nie dość, że wszyscy byli zachwyceni Lilką, to jeszcze ciągle o niej mówili i nie umieli przestać tego robić. W dodatku Narcyz zamknął się na strychu z Agatą i oboje prawie wcale stamtąd nie wychodzili, a gdy Bratek chciał im pomóc, to ojciec go odesłał mówiąc mu, iż tym, co robi może się zajmować tylko ze swoją przyjaciółką. Co ciekawe, Agata była już bardziej chętna do tego, aby Bratek im pomógł i powiedziała Narcyzowi, że ona nie miałaby nic przeciwko pomocy ze strony jego, jednak Narcyz uznał, że ich wspólne marzenie może zrealizować tylko ich dwójka i nikt więcej. Bratek poczuł się wówczas tak, jakby ktoś dał mu właśnie w twarz. Wszyscy go opuścili, wszyscy tylko zajmowali się albo tą głupią miksturą, albo Lilką i jej pomysłami. Nikt się nim nie interesował, może poza ciocią, ale i ona co jakiś czas chwaliła Lilkę, doprowadzając tym samym swojego bratanka do szału. Załamany Bratek uciekał więc w samotność do szopy (do której Agata naprawiła drzwi) i budował tam różne swoje małe, poręczne przedmioty lub też grywał na skrzypcach, wpatrując się w zdjęcie Pauli. Niestety, o ile to drugie dawało mu jeszcze radość, to to pierwsze już nie, zwłaszcza, kiedy Lilka znowu prezentowała innym coś ze swojej twórczości. Załamany królik patrzył potem ze złością na swoje rękodzieła, które miał w szopie na stole, a potem wyzywał je:
- I na co wy istniejecie?! Nikomu nie jesteście potrzebni! Nikt was nie docenia! A już na pewno nie ci zdrajcy! Tyle lat z nimi żyję, a tu pojawia się pierwsza lepsza i z miejsca wszyscy ją kochają, a o mnie zapominają!
Załamany siadał wówczas na stołku i roniąc łzy grał na skrzypcach, patrząc na zdjęcie Pauli.
- Och, Paulo! - mówił - Dlaczego cię tu ze mną nie ma?! Dlaczego nie możesz mi pomóc?! Tak bardzo cię teraz potrzebuję!
Trzy dni pobytu Agaty i Lilki minęły Bratkowi bardzo trudno, dlatego w ciągu każdego z nich z radością powitał przyjście nocy, gdy już ubrani w piżamy byli ściskani na dobranoc przez ojca, a także przez Agatę, która była wobec nich bardzo miła i nie omieszkała także przed snem każdego z nich przytulić i pocałować w czoło. Nawet Bratka to spotkało i musiał przyznać, że o ile Lilka budzi w nim raczej negatywne emocje, to jej mama wręcz przeciwnie. W duchu musiał przyznać, że naprawdę bardzo mu brakowało kogoś takiego, jak Agata - uroczego, miłego, dobrego i kochanego. Rzecz jasna ciocia Cynia też taka była, ale mimo wszystko nie była matką małych Rabaciątek, a Bratek bardzo tęsknił za mamą, którą to z całego rodzeństwa najlepiej pamiętał. Nigdy nie zapomniał tego, jak tata płakał przy jej łóżku, a mama prosiła go, aby on żył mimo wszystko, a także głaskała po główce wszystkie swoje dzieci, a na końcu wzięła za łapkę Bratka prosząc go:
- Zaopiekuj się rodzeństwem, Bratku. Pomagaj tacie. Niech będzie z ciebie dumny tak, jak ja jestem z ciebie dumna teraz.
- Obiecuję ci, mamo. Obiecuję, że tak będzie! - rzekł płacząc Bratek.
- Mój mały mężczyzna - uśmiechnęła się do niego wówczas mama - Kocham cię.
Z tymi słowami umarła. Bratek nigdy tego nie zapomniał i wiedział, że spełni obietnicę mamy i będzie dla rodzeństwa drugim ojcem, jednak jego starania w tym kierunku nie zawsze szły najlepiej, a młodsze rodzeństwo (a zwłaszcza Bławatek) często podważali jego autorytet. Ten autorytet, który mu się należał z ich strony z racji jego wieku, a także ostatniego życzenia mamy. A teraz, jak widać utracił go już całkowicie przez tę przybłędę Lilkę! Jak on jej nie cierpiał! Ale nie umiał odmówić temu, że Agata miała w sobie coś, co sprawiało, że bardzo ją lubił. Miała w sobie sporo z mamy. Już za samo to czuł, że ją lubi. Szkoda tylko, iż przyjechała tu z Lilką.
- Dobranoc, moi kochani - mówiła Agata, po czym uściskała córkę, mówiąc: - Słodkich snów, skarbie.
- Tylko proszę, idźcie spać i nie hałasujcie - rzekł Narcyz.
- Właśnie, bo Narcyz i ja mamy jeszcze mnóstwo pracy - dodała Agata.
- Dobranoc! Powodzenia! - zawołały chórem dzieci, odchodząc powoli do swoich pokoi.
Lilka skierowała się do pokoju Różyczki, z którą miała spać, a reszta towarzystwa poszła umyć zęby.
- Dobranoc. Śpijcie dobrze! Jutro zabiorę was na przejażdżkę konikiem polnym! - zawołała wesoło Lilka.
- O tak! Świetny pomysł! - zawołała Różyczka.
- Śpij dobrze, Lilka! - dodał Bławatek.
Lilka zniknęła w pokoju, a dzieci poszły do łazienki myć zęby. Bratek poszedł tam pierwszy, szybko umył zęby i właśnie szorował łapki mydłem, kiedy przyszło jego rodzeństwo. Bratkowi nie spodobała się ich obecność. Miał nadzieję szybciej skończyć i nie musieć słuchać kolejnych zachwytów na temat Lilki, ale nie było mu to dane.
- Jest bardzo miła. Polubiłem ja - powiedział Bławatek.
- A w dodatku jest taka mądra - dodał Koniczynek - Wynalazła sporo fajnych rzeczy.


Dla Bratka tego już było zdecydowanie za wiele. Od trzech dni musiał ciągle wysłuchiwać bzdur o tym, jaka to Lilka jest cudowna i wspaniała. Ale teraz miał już tego serdecznie dość i musiał przerwać milczenie, aby okazać swój gniew.
- Że co?! Mądra?! - rzucił zgryźliwym tonem - Może bez przesady, co? Używanie poduszeczek z wodą to nie oznaka inteligencji. Jeśli chcecie znać moje zdanie, to ona jest oszustką.
Bławatek i Koniczynek, którzy to właśnie myli sobie zęby, spojrzeli na niego zdumieni. Również Różyczka, myjąca zęby Stokrotkowi, była bardzo zdumiona słowami starszego brata.
- Ej! To bardzo nieładnie tak o kimś mówić! - powiedziała.
- Przecież to prawda - odparł Bratek - Wygrywa z nami (a raczej z wami, bo ja mam już po dziurki w nosie zabaw z nią), bo łamie zasady gry. I ciągle mówi tylko o sobie.
To mówiąc zaczął przedrzeźniać Lilkę:
- Wtedy wynalazłam to, a potem wynalazłam tamto, a potem...
- Chciałam sobie nalać wody do szklanki!
Bratek przerwał w pół słowa i zobaczył, że w drzwiach łazienki stoi Lilka w żółtej piżamie i ze szklanką w dłoni, patrząca na niego spode łba. Poczuł się trochę głupio, gdyż nie chciał, aby ona to usłyszała, ale już się stało i nie można było tego odwrócić.
Lilka prychnęła z pogardą, podeszła do umywalki i nalała sobie wody.
- Nie dziwię ci się, że jesteś zazdrosny, Bratku. Ale nie martw się. Kiedyś wynajdziesz coś lepszego niż głupie nożyce. Jak chcesz, mogę dać ci kilka wskazówek.
To mówiąc puściła złośliwie oczko do Bratka, który poczuł, iż kipi z gniewu jak samowar. Ta dziewucha chciała mu dawać wskazówki? I do tego kpiła sobie z jego wynalazków? Nie dość, że przyjechała tu w gości, choć nikt jej wcale nie zapraszał, to jeszcze teraz obraża gospodarzy?! O nie! Jej niedoczekanie, że on na to pozwoli!
- To bardzo miłe - rzekł Bratek z godnością w głosie - Ale teraz akurat pracuję nad paralotnią. Och, tak! Paralotnia. Wiesz, co to takiego, czy mam ci narysować?
Lilka poczuła, że jej cios został odbity i zazgrzytała zębami ze złości, gdyż bardzo tego nie lubiła.
- Za dużo gadasz - rzuciła gniewie Bratkowi - Lepiej skup się na pracy. Daj odpocząć naszym uszom.
- O, wybacz - zaśmiał się złośliwie Bratek - Chciałem tylko podzielić się z tobą wiedzą, ale więcej nie będę. Możesz więc dalej sobie pozostać nieukiem, jeśli tak wolisz.
Lilkę ogarnął wielki gniew i zamachnęła się szklanką, aby chlusnąć jej zawartość prosto na twarz Bratka, jednak nie dopuściła do tego obecność Narcyza, który właśnie zajrzał przez otwarte drzwi do łazienki, co z miejsca przerwało czynność podjętą przez Lilkę.
- Bratku - powiedział przyjaźnie, nie orientując się w tym, że jego syn właśnie posprzeczał się z Lilką - Potrzebujemy z Agatą kwiatków mniszka lekarskiego, więc może jutro wybierzesz się po nie? Weźmiesz ze sobą Lilkę i pokażesz jej las. Dobrze?
- Jasne - odparł Bratek, udając, że się uśmiecha.
- Ale fajnie - dodała Lilka, robiąc to samo.
Gdy Narcyz wyszedł, to oboje spojrzeli na siebie groźnym wzrokiem. Widać było, że żadne z nich nie pali się do tego. Do tego Bratek był wręcz załamany. Znowu ojcu chodziło tylko o ten jego głupi eksperyment, który od trzech dni zaabsorbował jego tatę i nie pozwalał mu myśleć o niczym innym. Dopiero z jego powodu ojciec łaskawie raczył sobie przypomnieć, że ma syna. Jakie to przykre, zwłaszcza dla tego syna.

***


Następnego dnia Bratek i Lilka, zgodnie z prośbą Narcyza, poszli we dwoje do lasu po mniszka lekarskiego. Przy obserwujących ich z progu Narcyzie i Agacie zachowywali się normalnie, jakby nigdy nic, jednak oboje wiedzieli doskonale, iż ten stan rzeczy nie potrwa zbyt długo, bo ledwie tylko dorośli przestaną na nich patrzeć, a zaraz wszystko się zmieni.
- Kochane dzieciaki - powiedziała Agata - Na pewno sobie poradzą. Choć odnoszę wrażenie, że Lilka trochę za bardzo się tutaj rządzi.
- Oj, daj spokój. Jest urocza i tyle - stwierdził beztrosko Narcyz.
- Ale odniosłam wrażenie, że nie lubi się z Bratkiem i vice versa.
- Przejdzie im. To ostatecznie tylko dzieciaki. Nie będziemy dla ich fochów poświęcać naszych dawnych marzeń, prawda?
- No, w sumie racja. Chodźmy.
Oboje weszli do domu i powrócili do swoich zajęć, z kolei zaś Bratek i Lilka ruszyli w kierunku lasu. Bratek prowadził patrząc prosto przed siebie, a Lilka zatrzymywała się co jakiś czas, aby móc powąchać kwiaty rosnące przy ścieżce, którą szli kwiaty, jednak nie zatrzymywała się na długo bojąc się, iż niezbyt zadowolony z jej obecności Bratek pójdzie sobie dalej i nie zauważy nawet jej zniknięcia.
- Bratku... Jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? - zapytała, doganiając go.
- Wiem, gdzie rosną najładniejsze mniszki lekarskie. A co? Boisz się? - spytał ironicznie Bratek, patrząc na nią złośliwie.
- Słuchaj, Bratku... To głupie tak się ciągle kłócić - powiedziała po chwili Lilka.
Dziewczyna nie do końca tak sądziła, ale uważała, iż lepiej jest nie drażnić osobę, która może cię zostawić w lesie na pewną zgubę, więc lepiej być dla Bratka miłym. Poza tym ostatecznie nie był on taki zły. Na dłuższą metę był nawet bardzo fajny, a także bardzo podobny z charakteru do niej. Szkoda by było marnować taką fajną znajomość.
- Skoro razem spędzamy czas, bądźmy dla siebie mili - mówiła dalej Lilka.
Akurat oboje doszli do miejsca, gdzie tuż przy ścieżce rosło mnóstwo mniszków lekarskich.
- Masz rację - powiedział Bratek dość pokornym tonem, wyjmując coś z koszyka, który właśnie trzymał - Nie powinienem był ci dokuczać. I chcę cię przeprosić.
Lilka uśmiechnęła się do niego przyjaźnie i zaczęła zbierąc mniszki.
- Weź to. Tym będzie ci łatwiej - rzekł Bratek, podsuwając dziewczynie przedmiot, który trzymał w ręku.
To było niewielki, metalowy przyrząd przypominające spory  grzebień.
- Oczywiście to mój wynalazek. Można zebrać kilka kwiatków naraz. Bez wysiłku.
Lilka wzięła urządzenie do ręki i zaczęła z jego pomocą zgarniać kilka mniszków za jednym razem i zadowolona wrzucać je do koszyka.
- Ojej! - powiedziała zachwycona - Miałeś świetny pomysł, Bratku!
- O! Te okulary, które wynalazłaś też są fajne - dodał Bratek, również zrywając mniszki - Ale do czego ich używasz poza zabawą w chowanego?
Lilka popatrzyła na niego gniewnie. Wyczuwała w jego głosie kpinę, choć ta wcale nie była celem Bratka i uznała, że musi wyjaśnić tę kwestię, gdyż bardzo nie lubiła kpin, podobnie jak i jej rozmówca.
- Przydają się np. do szukania kogoś albo czego w ciemnościach.
- A często szukasz kogoś lub czegoś w ciemnościach?
- A co to za pytanie?
- Normalne. Po prostu jestem ciekaw.
- Lepiej byś się zajął zbieraniem.
Bratek poczuł narastającą złość. Nie po to przecież tutaj przyszedł, aby wysłuchiwać pouczań tej smarkuli.
- Czyli rzadko się przydają? - spytał po chwili.
- Częściej niż myślisz - mruknęła Lilka.
Bratek parsknął ironicznym śmiechem.
- Jeśli chodzi o mnie, to ja najbardziej lubię konstruować rzeczy, które są przydatne dla innych.
- Jak to?! - zawołała Lilka - Chcesz powiedzieć, że moje wynalazki służą tylko mnie? Ale jesteś zarozumiały!
- Może i tak, ale taki mam charakter. Nikogo nie zmuszam do przyjaźni ze mną, a jeśli ktoś chce być moim przyjacielem, to musi akceptować mnie takiego, jakim jestem.
- Naprawdę? I masz może wielu przyjaciół?
- Na pewno więcej niż ty.
- Poważnie? Jakoś nie widzę tu tłumu twoich przyjaciół. Nawet twoje rodzeństwo woli moje towarzystwo niż twoje.


To już ubodło Bratka do żywego. Nie dość, że ta dziewucha zabrała mu rodzeństwo, to jeszcze się tym chwaliła?
- Za to jestem lepszym wynalazcą, niż ty, panno Chwalipięto! Umiesz robić tylko skaczące poduszki i świecące okulary, ale już czegoś takiego jak twoja mama, to byś w życiu nie zbudowała!
To z kolei ubodło do żywego Lilkę.
- Ty... Ty...
Nie mogła go uderzyć, bo zaraz by jej oddał, a sądząc po nim mógł mieć mocną pięść, pomimo bycia naukowcem, którzy to rzadko dbają o coś takiego jak siła fizyczna. Dlatego też wyżyła się na jego urządzeniu, które akurat trzymała. Złamała je ze złości na pół.
- Moja zbieraczka do kwiatów! - zawołał wściekle Bratek, wyrywając jej z rąk szczątki swego wynalazku - Jesteś wstrętną zazdrośnicą, Lilka! Idę sobie stąd! Mam cię już powyżej uszu!
- Ach tak?! Wzajemnie! Nie chcę cię więcej widzieć! I idź poskarż się mamusi, że ci złamałam zabaweczkę!
Bratek, który właśnie odchodził, odwrócił się na pięcie i spojrzał na nią groźnie. Lilka zauważyła, że teraz przesadziła. Przecież Bratek już nie ma matki, gdyż ta umarła wskutek choroby, jakiej się nabawiła po wydaniu na świat Stokrotka. To nie był temat do kpin ani wyzwisk.
- Och, wybacz mi... Strasznie cię przepraszam... Ja nie chciałam... Ja zapomniałam, że...
- Że moja mama nie żyje?! - warknął gniewnie Bratek - To sobie to wreszcie zapamiętaj i nie mów tak do mnie więcej!
Bratek był wściekły. Gdyby Lilka była chłopakiem, to rzuciłby się na nią i jej przyłożył, ale nigdy żaden Rabatek nie uderzył dziewczyny i on też nie mógł tak się zachować. Ale wiedział, że może ją zranić w inny sposób i postanowił to zrobić.
- A ty możesz lecieć poskarżyć się tatusiowi. Och, nie! Co ja mówię?! Przecież twój tatuś rozszedł się z twoją mamą. Zostawił cię samą, gdy byłaś mała. Ciekawi mnie, czym mu tak zalazłaś za skórę, że nie był on w stanie z tobą wytrzymać?
Tak, jak dla Bratka drażliwy był temat jego mamy, to tak dla Lilki był drażliwy temat jej ojca. Wściekła rzuciła się na Bratka, ale ten uchylił się w ostatniej chwili i dziewczyna zaryła nosem w piasek.
- Widzisz, mądralo? Bez swoich poduszek nie jesteś już taka szybka! - zaśmiał się z satysfakcją Bratek i odszedł w stronę domu.
Lilka podniosła się z ziemi i zaczęła dalej zbierać mniszki lekarskie, w głowie układając już plan zemsty na Bratku. Nagle usłyszała jakiś dziwny dźwięk, jakby ktoś się skradał. Obejrzała się dookoła, jednak nie dostrzegła nikogo poza ptaszkiem siedzącym na drzewie.
- Bratku... Próbujesz mnie nastraszyć? - zapytała z lękiem, wstając i obserwując ścieżkę, którą tu oboje przyszli - Przestań! Wiem, że to ty! To wcale nie jest...
Nie dokończyła jednak, gdyż wtem poczuła, że coś owinęło się wokół jej lewej stopy, a następnie poleciała wysoko w powietrze i zawisła głową w dół. Okulary spadły jej z nosa, a więc jak przez mgłę zauważyła jakiegoś wysokiego osobnika ubranego w zielony ubiór i coś jakby maskę w postaci opaski z dziurkami na oczy.
- Wybacz, że cię schwytałem, panienko - powieść ten drab ochrypłym głosem - Ale dzięki temu na pewno zdobędę warzywo-magiczną formułę twojej mamy.

***


- Dlaczego ją zostawiłeś? - zapytałam złym głosem Narcyz do Bratka, który stał właśnie przed nim na strychu i tłumaczył się z tego, dlaczego nie ma ze sobą mniszków - Wiesz, że Lilka nie zna naszego lasu.
Narcyz miał narzucone na ubranie biały kitel, podobnie jak stojąca za nim Agata, która to jednak nie wydawała się tyle oburzona tym, co zrobił Bratek, co raczej zasmucona z tego powodu.
- Ale tatusiu... - tłumaczył się winowajca, pokazując swój wynalazek przełamany na pół - Ona mnie obraziła! Potem jeszcze złamała zbieraczkę... no i...
- To cię nie usprawiedliwia! - zawołał gniewnie Narcyz - Wracaj po nią i to już!
Bratek poczuł w sobie ducha przekory. Nigdy wcześniej nie kłócił się z tatą, ale teraz miał na to wielką ochotę.
- Nie, nie zrobię tego!
- Nie? - zdziwił się Narcyz.
- Dlaczego? - spytała spokojnym głosem Agata.
- Ponieważ nie dość, że ona połamała mój wynalazek, że ukradła mi rodzeństwo i że przez nią nikt nie dla mnie czasu, to jeszcze obraziła moją mamę!
Agatę zaszokowało. Wiedziała, że Lilka potrafi w gniewie mieć bardzo niewyparzony język (jak jej mamunia w młodości), ale żeby coś takiego? To już było obrzydliwe i Agata była w stanie zrozumieć zachowanie Bratka, w przeciwieństwie do jego ojca.
- To cię nie usprawiedliwia! - zawołał Narcyz.
- A właśnie, że usprawiedliwia! - krzyknął Bratek ze łzami w oczach - Mam już dość Lilki! Odkąd się pojawiła, to wszyscy zwracają na nią uwagę, a mną się nikt nie przejmuje! Obiecałeś mi pomagać przy moim nowym wynalazku i co?! Nawet nie raczysz pamiętać o tym, że ja istnieję, dopóki nie potrzebujesz czegoś ode mnie!
- Bratku, przestań zachowywać się jak dziecko!
- Tato, ja jestem dzieckiem! Nie zauważyłeś tego?! Przez te chemiczne opary nagle oślepłeś?!
- Bratku, zapominasz się! Jestem twoim ojcem! Więcej szacunku!
- Szanuję cię, tato i kocham cię, ale zapominasz o mnie! Teraz liczy się dla ciebie tylko twój ten głupi eksperyment!
- Tylko nie głupi! To moje wielkie marzenie i zamierzam je realizować, tak samo, jak ty swoje!
- Więc pozwól mi sobie pomagać! Pozwól mi sobie pomóc! Nie chcę wiecznie siedzieć z Lilką! Ona mnie nie cierpi!
- Musiałeś sobie zasłużyć na to. A teraz idź po nią, zanim zabłądzi w lesie i coś jej się stanie.
Bratek popatrzył na niego ze łzami w oczach.
- Nie rozumiesz mnie... Nie chcesz rozumieć. Mama by zrozumiała.
Narcyz spojrzał na syna groźnym wzrokiem. Nie lubił, kiedy Bratek mówił mu o swojej  matce. Za bardzo rozmowy na ten temat go bolały, aby móc swobodnie o tym rozmawiać. Zacisnął zęby ze złości i bólu, patrzył na swego pierworodnego i wysyczał:
- Idź po Lilkę. JUŻ!
Bratek widząc, iż z ojcem się nie dogada, odwrócił się powoli na pięcie i powoli wyszedł ze strychu.
- Narcyzie... Nasze dzieci chyba nie współpracują ze sobą tak zgodnie jak my - powiedziała smutno Agata.
Narcyz uśmiechnął się do niej delikatnie i rzekł:
- Później z nimi pogadamy. Teraz skupmy się na urzeczywistnieniu naszego marzenia.
To mówiąc wziął ją za rękę i powoli ruszył z nią w kierunku stołu, na którym dokonywali swego eksperymentu. Na stole stało wiele przyrządów chemicznych, w których gotowały się różne ciecze w kilku barwach.
- Już niedługo osiągniemy swój cel, Agato - rzekł Narcyz, patrząc na ten widok z zachwytem.


Agata wówczas wyrwała dłoń z jego dłoni i powiedziała:
- Narcyzie, przestań! Dobrze wiesz, że jest problem i nie zamieciesz go pod dywan udając, iż wszystko jest w porządku! Bratek ma problem i musi się z nim zmierzyć, ale widać, że nie może sam mu podołać. Musisz mu pomóc. Musisz z nim porozmawiać. On zostawił moją córkę samą w lesie. Znając Lilkę domyślam się, że sobie na to zasłużyła, ale mimo wszystko...
- Mimo wszystko daj już spokój - mruknął Narcyz - To moja sprawa i sam to załatwię, jak Bratek wróci.
- Tak, oczywiście. Załatwisz to... Albo ponownie zajmiesz się swoim marzeniem i zapomnisz na kilka dni, że masz syna.
- Mam kilku synów i z każdym mam jakieś problemy. Ale z Bratkiem jak dotąd miałem najmniej problemów, a teraz... Co w niego wstąpiło? Nie rozumiem tego. Nie rozumiem jego zachowania.
- Może w ogóle przestałeś go rozumieć?
Narcyz spojrzał na nią zdumiony.
- Co? O czym ty mówisz?
- O tym, że już nie rozumiesz własnego syna. A może raczej nie chcesz go zrozumieć. Narcyzie, on jest bardziej podobny do ciebie niż myślisz. Wszyscy twoi synowie są do ciebie podobni, ale Bratek najbardziej. Jego talent, jego upór... Jego skrytość w sobie... To wszystko wypisz wymaluj ty sam. Może dlatego nie umiesz się z nim dogadać?
- Ja nie umiem się z nim dogadać? Zwykle zawsze się dogadujemy. Teraz mu po prostu odbiło i tyle. Zapewne z zazdrości o talent Lilki i o to, że ostatnio mam do niego mniej czasu.
- Mniej czasu? W ciągu ostatnich trzech dni prawie ciągle tu siedzisz. Nie rozmawiasz z nim. Nie próbujesz się z nim porozumieć. Jak widzisz problem, to musisz go rozwiązać, a w tym wypadku problem rozwiążesz tylko rozmową z synem.
- I kto to mówi?! Kobieta, która ze swoją córką ostatni raz rozmawiała dłużej niż pięć minut najwyżej trzy dni temu.
Agata wiedziała, że Narcyz ma rację, dlatego pokiwała smutno głową i powiedziała:
- Wiem doskonale o tym, że nie jestem idealna i sama popełniam błędy. Dlatego też, kiedy dzieci wrócą chcę z Lilką porozmawiać. A ty powinieneś porozmawiać z Bratkiem. Oboje musimy porozmawiać z naszymi dziećmi. Musimy mieć dla nich czas, Narcyzie. Musimy go mieć oboje. Przez ten mój brak czasu ja i mój mąż oddalaliśmy się od siebie i w końcu się straciliśmy. Odszedł ode mnie do takiej, która ma dla niego czas i lepiej go rozumie niż ja. A swoją niechęć do mnie połączył z niechęcią do naszej córki, która jest moją własną kopią. Obie nas już w ogóle nie widuje. Przez swoją pasję do wynalazków i brak czasu straciłam męża. Nie chcę też stracić córki. I nie chcę, żebyś ty stracił swoje dziecko. Nie trać swojej rodziny!
- Rodzina, rodzina! - zawołał gniewnie Narcyz - Odkąd się ożeniłem i zostałem ojcem, to nic innego nie słyszę, jak tylko rodzina i rodzina. Agato, ja robię wszystko dla rodziny i co z tego mam? Nic! Chcę raz zrobić coś dla siebie! Już mi się uszami wylewają te wszystkie hasełka o rodzinie, które pięknie brzmią, a nic nie znaczą! A wiesz, dlaczego one nic nie znaczą?! Bo kiedyś moja rodzina... Wszystkie moje dzieci kiedyś odejdą i założą własne rodziny, natomiast ja zostanę sam... Stary, samotny i z niezrealizowanymi marzeniami! Więc chcę je zrealizować teraz, dopóki jeszcze mam czas. Dla mnie, dla ciebie i dla wszystkich, którzy wierzą w naukę tak, jak my! Co jest złego w dążeniu do marzeń?
- Nic, jeżeli nie robisz tego kosztem bliskich - powiedziała Agata - Narcyzie, zawsze byłeś mądrym królikiem... Mądrzejszym od wielu, których znałam. Bądź więc mądry i teraz. Nie rezygnuj ani z marzeń, ani z rodziny. Wiem, że są problemy, jak zawsze, ale dasz sobie z nimi radę! Ja ci w tym pomogę, tylko nie rezygnuj.
- Agato... - westchnął smutno Narcyz - Wiem, że zabrzmiałem teraz jak egoista, ale od śmierci mojej ukochanej Dalii nie radzę sobie zawsze ze wszystkimi problemami. Potrzeba mi czasem takiej odskoczni jak ta teraz. Żałuję, że nie mogłem z niej korzystać wcześniej. Żałuję tego, że zerwałaś ze mną kontakt po moim ślubie i długo się do mnie nie odzywałaś. Żałuję wielu rzeczy, ale już zwłaszcza tego, bo ty jedna zawsze mnie rozumiałaś. A wtedy, gdy zaprosiłem cię na swój ślub, to przyszłaś na niego, jednak dość szybko wyszłaś i później bardzo długo cię nie widziałem. Dlaczego, Agato? Dlaczego wtedy zniknęłaś? Mówisz, żebym nie rezygnował z rodziny. A ty? Dlaczego ty zrezygnowałaś z naszej przyjaźni na tak długi czas?
Agata odwróciła się zasmucona, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Mówisz, jakbyś nie wiedział.
- Ale ja naprawdę nie wiem.
- I dobrze - Agata szybko otarła łzy - I niech tak już zostanie. Lepiej wracajmy do naszego eksperymentu. A z dziećmi pogadamy, jak wrócą.

***


Zły jak stado os Bratek powoli szedł przez leśną ścieżkę. Niezbyt mu odpowiadało włóczenie się za Lilką, ale co miał zrobić? Ojciec mu kazał to zrobić, więc tu przyszedł, jednak gdyby to od niego zależało, to zostawiłby Lilkę do wieczora, a dopiero potem po nią wrócił. Może wówczas by się nauczyła szacunku do pamięci jego zmarłej mamy i jego samego.
- Za kogo ta dziewczyna się uważa - mruczał sam do siebie z gniewem - Naprawdę, gdyby nie tata, to...
Wrócił na miejsce, gdzie zostawił swoją mało sympatyczną koleżankę po fachu, mówiąc dostojnym tonem:
- Słuchaj, Lilka! Przyszedłem tu tylko dlatego, że tata mi kazał.
Nagle dostrzegł masę podeptanych mniszków lekarskich, porzucony koszyk oraz pełno dziwnych śladów.
- Lilka? O rety, gdzie ona jest? Co się stało?
Bratek obejrzał dokładnie ślady. Poznał, iż jedne należały do małego królika, a drugie do znacznie większego.
- Ktoś ją porwał. O, nie! - jęknął przerażony Bratek.
Chciał utrzeć Lilce nosa, ale nie w taki sposób. Wiedział też, że nie może pozwolić na to, aby tej dziewczynie coś się stało. Pognał więc drogą wzdłuż śladów, które poprowadziły go daleko od ścieżki, w głąb lasu, do jakiegoś starego, opuszczonego domu.
- Lilka? Lilka! - zaczął wołać.
W tym samym czasie we wnętrzu owego domu Lilka siedziała właśnie przywiązana do krzesła. Miała już okulary na nosie, ponieważ porywacz łaskawie je jej założył i mogła mu się przyjrzeć. To był wysoki, biały królik po czterdziestce, w zielonym płaszcz i fioletowych spodniach. Rzeczywiście miał maskę, jak jej się wcześniej zdawało. Do tego co chwila zacierał ręce z radości i chichotał przy tym.
- Wypuść mnie! - jęknęła Lilka.
Porywacz zarechotał podle.
- Oczywiście, wypuszczę, ale dopiero, jak dostanę okup!
- Lilka! Lilka! - rozległ się nagle głos Bratka - Lilka, gdzie jesteś?!
- Tutaj! - zawołała dziewczyna.
Nie sądziła, że to możliwe, ale po raz pierwszy ucieszyła się słysząc głos Bratka. Jednak jej porywacz daleki był od okazywania euforii z tego powodu. Wściekły wyjął z kieszeni czerwoną chustkę, a następnie mocno zakneblował nią usta Lilki.
- Jeszcze mi tego brakowało - powiedział gniewnie - Nawiedzonych ratowników. Zobaczę zaraz, kto to taki i postaram się, aby zniknął stąd tak szybko, jak się tu zjawił.
Następnie pobiegł do okna, skąd dostrzegł Bratka idącego właśnie w stronę domu.
- O! No proszę - powiedział zadowolony - Pierworodny Narcyza. Tym lepiej. Będę miał większą kartę przetargową w negocjacjach z Agatą.
Tymczasem Bratek podszedł bliżej domu i rozejrzał się dookoła. Drzwi były zamknięte, jednak i tak by do nich nie podszedł, bo drzwi to pierwsze miejsce, przy którym będzie czekał porywacz - zawsze tak jest. Jedynie przez okno można jakoś dostać się do środka, ale większość okien była za wysoko i nie miał jak się do nich dostać. W końcu dostrzegł takie, przed którym stał wielki głaz. Wspiął się więc na niego, ale że od okna dzieliło go kilka metrów, musiał więc skoczyć, a gdy już to zrobił, to uczepił się dłońmi parapetu. Następnie z lekkim trudem stanął w oknie i dosłownie wpadł do środka. Zanim jednak zdążył się pozbierać, to zauważył, iż ktoś zarzuca mu worek na głowę.
Bratek wbrew sobie został zabrany do innego pomieszczenia, po czym zdjęto mu worek z głowy i zauważył wówczas przywiązaną do krzesła i zakneblowaną Lilkę.
- Lilka?! - jęknął i spojrzał za siebie - O nie!
Za nim stał porywacz dziewczynki, który bardzo szybko skrępował go mocnym sznurem.
- Puszczaj, łajdaku! - wrzasnął Bratek.
- Oszczędzaj lepiej siły, przydadzą ci się później - zachichotał podle porywacz, kierując się ku drzwiom - Dotrzymacie sobie towarzystwa. Ha ha ha! Mam nadzieję, że się lubicie, bo spędzicie ze sobą bardzo dużo czasu.
Następnie przestępca ryknął śmiechem i wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz.

***


- Ach, gdzie oni się podziewają? - jęknęła załamana Różyczka, która siedziała pod żywopłotem wraz ze swoim rodzeństwem.
Dziewczynka pamiętała, że Lilka obiecała im przejażdżkę konikiem polnym i miała nadzieję, iż zrealizują to jeszcze w dzień, a ten powoli zaczął mijać i co? Lilki jak nie było, tak nie ma. Bratka zresztą także.
- Pewnie ciągle się kłócą i dlatego to tyle trwa - mówiła dalej Różyczka załamanym głosem.
- Może obejrzyjmy konika polnego? - zaproponował Bławatek - Już nie mogę się doczekać przejażdżki.
- Ale tylko rzucimy okiem - powiedziała Różyczka przemądrzałym tonem i figlarnym błyskiem w oku - Niczego nie wolno dotykać. Zaczekamy na Lilkę i dopiero wtedy pojeździmy.
Dzieci podeszły do mechanicznego pojazdu i zachwytem obejrzeli go ze wszystkich stron.
- Tylko niczego nie dotykajcie - przypomniał im Koniczynek.
- Dzieci! Upiekłam placek rabarbarowy! - zawołała Cynia, stając nagle w drzwiach domu - A to co?
Podniosła powoli spod swoich nóg leżący na progu ich domu jakiś list. Przeczytała znajdujące się na nim nazwisko.
- Agata Krzak i Narcyz Rabatek. Ciekawe.
Poszła z listem na strych, gdzie Narcyz i Agata siedzieli właśnie nad gotującą się w wielkim, przeźroczystym naczyniu błękitnym wywarze.
- Już prawie gotowe, Narcyzie - powiedziała Agata, dolewając żółtego płynu do wywaru - To niesamowite! Teraz brakuje nam już tylko mniszka lekarskiego...
- Przepraszam! Mogę wejść?! - odezwał się nagle głos z dołu.
- To Cynia. Ciekawe, czego chce? - rzekł Narcyz.
- Chyba dzieci wróciły i chce nam to oznajmić - stwierdziła Agata.
Narcyz podszedł do klapy w podłodze i podniósł z nią.
- O co chodzi? - spytał.
- Wybaczcie, że przeszkadzam, ale przyszedł list do Agaty.
Agata zadrżała zdumiona, gdy to usłyszała.
- A to ciekawe. Nikomu przecież nie mówiłam, że tu będę. Od kogo to, Narcyzie?
Narcyz powoli otworzył kopertę, wyjął list i zaczął go czytać.
W tym samym czasie na dworze dzieci za pomocą młotka, dłuta oraz śrubokrętu próbowały otworzyć drzwi do konika polnego.
- To się chyba nie uda - jęknęła Różyczka - To jest za mocne.
- No jazda, otwieraj się! - syczał gniewnie Bławatek.
Koniczynek skakał po głowie konika i jęczał:
- No dalej! Co się dzieje? Czemu nie pękasz?
Nagle ich czynności przerwał bardzo głośny krzyk dobiegający z okna na strychu. Cztery pary małych, króliczych oczu zwróciły się w jego stronę.
- O nie! Moja Lilka!


Dzieci natychmiast pobiegły do salonu, aby dowiedzieć się, co tam się stało. Tam już zastali Cynię, która sprowadziła zapłakaną Agatę i posadziła ją na kanapie. Sama też usiadła obok niej i mocno ścisnęła jej dłoń. Narcyz zaś ściskał w dłoni list, który uważnie czytał.
- Co się stało, tatusiu? - zapytał Koniczynek.
- Siadajcie, dzieci - powiedział Narcyz, a gdy jego pociechy ulokowały się na kanapie, dodał: - Wasz brat i Lilka zostali porwani.
- Porwani?! - jęknęły zdumione dzieci.
Narcyz pokiwał lekko głową i chodząc po salonie zaczął czytać:

Jeśli chcecie odzyskać dzieci, to przyjdźcie wieczorem na Jagodową Polanę. Przynieście warzywno-magiczną recepturę i notatki z eksperymentu i czekajcie na dalsze polecenia.

- Spełnicie żądania? Tak, tato? - zapytał Koniczynek.
- Oczywiście, że tak - odpowiedział mu Narcyz - Zrobimy to, czego chce od nas porywacz.
- Och, to wszystko przeze mnie - łkała w swoje dłonie Agata - Byłam samolubna. Myślałam tylko o naszym eksperymencie i nie pomyślałam, że skoro ktoś się do mnie włamał, to może porwać mi dziecko, aby dostać moją pracę.
Narcyz załamany opuścił głowę i rzekł:
- Nie, Agato. To ja jestem winien. To ja przez trzy dni zapomniałem o Bratku i nie dostrzegałem tego, że nasze dzieci się kłócą ze sobą. Gdybym to widział, dostrzegłbym wszystko i nigdy nie posłałbym ich razem do lasu.
- Oboje zawiniliśmy, Narcyzie. Dlatego teraz musimy oboje to jakoś naprawić. Im szybciej, tym lepiej. Och, Lilko! Mam nadzieję, że nic ci nie jest!

***


- Totalna kompromitacja! - mruczał wściekle Bratek, chodząc nerwowo po pomieszczeniu, gdyż choć miał związane ręce, to nogi miał wolne i mógł się poruszać - Dwoje genialnych wynalazców nie ma pojęcia, jak się stąd wydostać! Nie wiem, co robić. Jestem kompletnie bezradny.
Podszedł powoli do okna i zerknął przez nie.
- O nie! Słońce zaraz zajdzie!
Powoli podszedł do Lilka i spojrzał bardzo załamany na coraz mniejsze promienie słońca, wpadające przez okno do pomieszczenia.
- Nie spędzimy tu nocy - powiedział i spojrzał na Lilkę.
Widząc jej pełne nadziei spojrzenie, poczuł, że nie może jej zawieść i musi teraz ocalić ją i siebie. Tylko jak?
Wtem dostrzegł wystający z jej kieszeni noktowizor i przyszedł mu do głowy genialny pomysł.
- No tak! Oczywiście! - powiedział zadowolony - Lilka, wyciągnę nas stąd!
Powoli sięgnął zębami do jej kieszeni i wyjął z ich pomocą noktowizor. Następnie delikatnie pochylił głową, wysuwając mocniej okular do przodu.
- Spróbuj się obrócić. Musisz być plecami do okna - rzekł z trudem, gdyż wciąż zęby zaciskał na wynalazku.
Lilka chyba zrozumiała, co on zamierza, ponieważ radośnie zaczęła się szybko przesuwać na krześle tak, jak on jej nakazał. Gdy już była gotowa, dodał:
- Tak, świetnie! Teraz nie ruszaj się.
Następnie nastawił noktowizor na promienie słoneczne wpadające do pokoju przez okno. Użył w ten sposób okularów jako szkła powiększające, które odpowiednio skierowane potrafi stworzyć palący promień i wywołać ogień. Liczył na to, że dzięki temu przepali więzy Lilki i nie pomylił się, gdyż soczewki noktowizora wytworzyły gorący promień, a ten stopniowo zaczął przepalać więzy dziewczyny. Trwało to dobrych parę minut. Bratek się pocił na twarzy i denerwował, co będzie, jeśli słońce zajdzie, a on nie skończy, ale udało się, więzy zostały w końcu przepalone jeden po drugim, a Lilka odzyskała wolność.
- Udało się! - zawołała dziewczynka, zdejmując chustkę ze swej twarzy - Bratku, jesteś genialny!
Doskoczyła do niego, odebrała swój noktowizor i rozwiązała szybko jego więzy, po czym rzuciła mu się mocno na szyję.
- Tak cię przepraszam, że cię wtedy wyzwałam w lesie! I za to, co powiedziałam o twojej mamie. I że złamałam twoją zbieraczkę.
- Och, już się tym nie przejmuj - powiedział Bratek braterskim tonem - Sam przesadziłem. Nie powinienem był obrażać cię sugerując, że twój tata odszedł przez ciebie. I myliłem się co do twoich okularów, one są naprawdę pożyteczne. Wybacz, że je obraziłem.
- Oboje wtedy przesadziliśmy - rzekła z uśmiechem na twarzy Lilka - Ale od teraz będzie między nami zgoda?
- Ja ze swojej strony zrobię wszystko, aby była - uśmiechnął się Bratek - Ale nie pora teraz na takie rozmowy. Szybko, uciekajmy stąd, zanim ten porywacz wróci.
Bratek bardzo szybko podbiegł do drzwi, a Lilka do okna. Niestety, oba wyjścia były niedostępne. Drzwi zamknięto na klucz, zaś we wszystkie okna na dole porywacz wsadził kraty z drzewa i wbił je tak mocno, iż dzieci nie miały sił ich wyrwać. Ucieczka przez górne okna też nie wchodziła w grę, ponieważ znajdowały się one za wysoko i upadek z nich groził nawet śmiercią. Co prawda Bratek dostał się do środka przez jedno z takich okien, ale tylko dzięki głazowi, który stał nieopodal, a powrót tą samą drogą był bardzo trudny, zwłaszcza, iż głaz był bardzo płaski i Bratek z trudem się po nim wspiął, a zejście po nim było jeszcze trudniejsze i zbyt ryzykowne.
- Nie masz swoich nożyc? Teraz by się nam przydały - spytała Lilka.
Bratek uśmiechnął się ironicznie.
- No proszę. To już nie są głupie? Tak coś czułem, że się z nimi jeszcze przeprosisz.
- Tak samo, jak ty z moim noktowizorem - odgryzła się Lilka.
Następnie oboje parsknęli śmiechem, ale szybko spoważnieli.
- To masz je?
- Niestety, nie mam. Obawiam się, że moja pomysłowość chwilowo się wyczerpała.
- Moja też. Nie wiem, co mamy robić.
- No, to jest nas dwoje. Zawsze to lepiej niż jeden, co nie?


Oboje uśmiechnęli się do siebie i usiedli pod drzwiami załamani.
- Chyba już nigdy stąd nie wyjdziemy, Bratku. Nigdy - jęknęła bardzo zasmucona Lilka.
- Nie znasz mojego taty. Znajdzie nas, jestem pewien - rzekł Bratek - A i twoja mama do ostatnich nie należy. Znajdą nas i uwolnią. A przy okazji, bardzo lubię twoją mamę. Jest bardzo miła.
- Twój tata też. Żałuję, że mój taki nie jest.
- Czemu twoi rodzice się rozwiedli?
- Tata ciągle kłócił się z mamą. Uważał, że za dużo pracuje, a za mało czasu poświęca rodzinie. Miał rację, ale potem zaczął nagle domagać się pieniędzy ze sprzedanych przez mamę wynalazków. Mówił, że należą mu się one za to, że nie ma żony, bo ta woli naukę niż jego. Mama nic mu nie chciała z tych pieniędzy dać, kłócili się coraz więcej i w końcu rozeszli się na zawsze.
- A tata odwiedza cię czasami?
- Nie. Uważa, że wyrastam na takie same dziwadło jak moja mama i on nie chce mieć ze mną nic wspólnego, bo takie dziewczyny jak ja niszczą facetom życie.
- Bzdury opowiada. Dzięki takim dziewczynom jak ty, ten świat jest dużo lepszy, jestem pewien.
Lilka uśmiechnęła się do niego czule.
- Dzięki, Bratku. Wiesz... Myślę, że dzięki takim chłopakom jak ty, ten świat także jest dużo lepszy.
- He he he. Dzięki mnie? Nie żartuj. Bywam niemiły i samolubny dla tych, których kocham.
- Ja też tak mam. Czasami za bardzo myślę o sobie, a za mało o innych.
- Tak samo jak ja. Widzisz, dobrze się rozumiemy. A skoro tak, to we dwoje możemy zawojować świat naszymi wynalazkami. No, pomyśl tylko, Lilka, ile jest jeszcze przed nami! Dlatego musimy się stąd wydostać. Mamy jeszcze mnóstwo rzeczy do wynalezienia.
- Marzę o tym, żeby zaprojektować sterowiec. Taki wielki balon, który mógłby unieść dom - mówiła Lilka, z uśmiechem prezentując rękami, jak wielki byłby ten balon jej zdaniem - Podróżowałabym po całym świecie.
- Piękne marzenie - uśmiechnął się Bratek - A ja chciałbym zbudować łódź. Taką szybko, że unosiłaby się nad wodą. To mogłaby być łódź piracka z mnóstwem katapult i dział.
- Co?! Katapult?! - zawołała Lilka, zrywając się ze swego miejsca - No oczywiście! Bratku, właśnie tego nam trzeba!
To mówiąc podbiegła szybko do krzesła, do którego była wcześniej przywiązana i zebrała resztki sznura leżącego pod nim.
- Zwiąż te kawałki. Potrzebujemy długiej liny - powiedziała do Bratka, podając mu fragmenty sznura.
Sama zaś zabrała się za przenoszenie wielkiego kamienia stojącego w kącie pokoju. Z trudem, bo z trudem, ale jednak go ruszyła z miejsca.
- To będzie nasz pocisk - stęknęła, przesuwając go - Bratku, mamy szansę stąd uciec.
Bratek w milczeniu wiązał ze sobą kawałki sznura mając nadzieję, że Lilka wie, co robi.
Potem oboje ustawili długą i szeroką deskę pomiędzy dwoma wielkimi kamieniami i ścisnęli ją nimi, a następnie przywiązali do deski sznur i naciągnęli z jego pomocą swoją prowizoryczną katapultę tak, że się wygięła w ich stronę.
- Dobra, Lilka! Przywiąż! - zawołał Bratek, trzymając sznur - Tylko mocno.
Lilka przywiązała koniec liny do jednej z belek podtrzymujących sufit. Zadowolona uśmiechnęła się i podbiegła do Bratka.
- A co, jeśli deska nie wytrzyma? - spytał zaniepokojony Rabatek.
- Musi - jęknęła bardzo zaniepokojona tym pytaniem Lilka - Bo inaczej utkniemy tu na dobre.
Potem oboje z trudem podnieśli trzeci wielki kamień i posadzili go na desce. Ta się zachwiała, ale wytrzymała, jednak mogła pęknąć w każdej chwili, więc musieli się spieszyć.
- Uczynisz mi ten zaszczyt? - spytała wesoło Lilka.
Bratek z uśmiechem powoli podszedł do liny odwiązał ją od belki. Zgodnie z planem deska wyrzuciła kamieniem w przód prosto na drzwi, rozwalając je doszczętnie i otwierając dzieciom drogę na wolność.
- Tak! Hurra! Udało nam się! - zawołały radośnie dzieci.
Dopiero po chwili zauważyły, że słońce już zaszło i zaczęła się noc. Musieli więc szybko wracać do domu. Na całe szczęście Bratek dobrze znał te okolicę i mógł bez trudu się po niej poruszać. Wziął więc Lilkę za rękę i pobiegł z nią w kierunku wolności, wołając:
- Szybko! Zwiewajmy stąd!

***


Porywacz stał za wielkim kamieniem i obserwował zza niego drogę, którą właśnie zbliżali się na rodzinnym rowerze Rabatków Narcyz i Agata.
- Tyle lat czekałem na sukces i sławę - powiedział bardzo zadowolony sam do siebie - I dzięki wam, Narcyzie i Agato, zdobędę to wszystko bez najmniejszego wysiłku. O tak! Świat legnie u moich stóp!
Następnie schował się za skałę i czekał na rozwój wypadków.
Tymczasem Narcyz i Agata zeszli z roweru i położyli przy pobliskiej studni wszystko, czego chciał porywacz. Na studni widniała kartka, którą Agata oderwała i uważnie przeczytała.
- A teraz każe nam wracać do domu - powiedziała - Poinformuje nas, gdzie są Lilka i Bratek... później. To znaczy, kiedy?
- Chodźmy... On pewnie nas teraz obserwuje - rzekł Narcyz, biorąc ją za rękę - Lepiej nie ryzykujmy życiem naszych pociech.
- Och! Dzieci na pewno są przerażone - powiedziała Agata.
Mimo obaw wsiadła na rower i razem z Narcyzem powoli odjechała w kierunku domu Rabatków. Chociaż serce się jej krajało z obawy o dzieci, to jednak milczała, aby swoim płaczem nie dobijać swego przyjaciela, który z pewnością także był zaniepokojony tym wszystkim i nie był mu potrzebny dodatkowy ból.
Tymczasem porywacz bardzo zadowolony wyszedł ze swojej kryjówki i przyjrzał się uważnie pozostawionemu okupowi. Tak, było tam wszystko, czego zażądał. Szczególną wartość jednak miały dla niego notatki Agaty. Zadowolony wziął je do ręki i ucałował z radości.
- Nareszcie! - powiedział - Jest! Nareszcie ją mam!
Niedaleko stał jego czerwony, jednoosobowy pojazd automobilowy. Zadowolony porywacz zapakował do niego wszystko, następnie siadł za kółkiem i ruszył w drogę.
- Udało mi się! - wołał wesoło - Teraz tylko wyślę naszym stęsknionym rodzicom poleconym list, w którym napiszę, gdzie są ich pociechy i mogą je sobie zabierać. Najwcześniej znajdą je dopiero jutro, a ja wtedy będę już daleko stąd. Tak! Idealnie zgranie w czasie! Och, nie ma słów, aby opisać mój geniusz!

***


W domu Rabatków Cynia i dzieci siedzieli z niepokojem na kanapie, oczekując powrotu Narcyza i Agaty. Bardzo się bali, żeby i ich porywacz nie porwał, a że z tymi porywaczami nigdy nic nie wiadomo, dlatego też wszelkie obawy były tutaj jak najbardziej uzasadnione.
- Cześć! Halo! - rozległy się nagle dwa znajome głosy zza pleców dzieci i ich cioci.
Wszyscy odwrócili się za siebie i zauważyli, że stoi przed nimi dwójka uprowadzonych dzieci, całych i zdrowych.
- Bratek i Lilka wrócili! - zawołał radośnie Stokrotek.
Dzieciaki obskoczyły radośnie Bratka i Lilkę, ściskając ich, całując i okazując swoją wielką radość z ich powrotu.
- Nareszcie są! Uciekli! Uciekli! - piszczał wesoło Stokrotek, skacząc z radości po pokoju.
- Och, nareszcie! Tak bardzo się o was baliśmy! - powiedziała Cynia, obejmując Bratka i Lilkę - A gdzie Narcyz i Agata?
- Nie wiem. Uciekliśmy porywaczowi sami - wyjaśnił Bratek.
- O nie! - jęknęła Lilka, która zrozumiała, co się stało - Mama chyba nie dała formuły temu bandycie?!
- Oczywiście, że mu ją dała - odpowiedziała Cynia - Pojechała razem z Narcyzem na Jagodową Polanę, aby zapłacić za was okup.
- Bratku, musimy tam natychmiast wrócić! - zawołała Lilka.
Bratek skinął tylko potakująco głową. Też nie chciał, aby jego tata i Agata znaleźli się sam na sam z tym porywaczem.
- O nie, nie, nie, nie! - zaprotestowała Cynia - Wasi rodzice wiedzą, co robią. Poczekajcie na nich. Ucieszą się na wasz widok.
Lilka opuściła smutno głowę. Nie chciała zostawiać mamy i Narcyza samego, ale czy mogła przeciwstawiać się decyzji pani Cynii? Spojrzała z nadzieją na Bratka, który uśmiechnął się do niej znacząco. Ta mina mówiła jej bardzo wiele. Zrozumiała, że ma on jakiś plan.
- Ciociu, czy mogłabyś zrobić nam coś do jedzenia? - zapytał - Po tej przygodzie trochę zgłodnieliśmy.
- Ależ oczywiście, kochany - odpowiedziała mu czule Cynia i poszła do kuchni.
Gdy w niej zniknęła, Bratek spojrzał na Lilkę i powiedział bojowo:
- No, to ruszamy! Damy temu porywaczowi porządną nauczkę!
Lilka uśmiechnęła się do Bratka radośnie. Takiej właśnie reakcji od niego oczekiwała. Bratek nie zawiódł jej oczekiwań, także oboje ruszyli w kierunku drzwi.
- A wy dokąd?! - zawołała oburzona Różyczka - Ciocia mówiła, żeby tu zaczekać! Zresztą tatuś i Agata zabrali nasz rower!
- Rower wcale nie jest nam potrzebny - odparła na to wesoło Lilka - Pojedziemy konikiem polnym.
- Naprawdę?! - zawołały chórem dzieciaki i ruszyły biegiem za córką Agaty.
Chwilę później do salonu weszła Cynia z tacą pełną ciasta. Rzecz jasna nie spodziewała się ona tego, co za chwilę miała zobaczyć.
- Przyniosłam wam pyszne ciasto! - zawołała, lecz ku jej wielkiemu zdumieniu salon był pusty.
Chwilę później obok okna przeszedł mechaniczny konik polny.
- O nie! - jęknęła Cynia, upuszczając tacę - Dzieci! Co wyście znowu wymyśliły?!


Tymczasem dzieci bardzo zadowolone rozsiadły się w mechanicznym owadzie. Lilka zajęła miejsce pierwszego pilota, Bratek usadowił się po jej prawicy jako drugi pilot i nawigator. Pozostała zaś grupka usiadła z tyłu na siedzeniach dla pasażerów.
- Szybciej! Jedź szybciej! - poganiał ich Stokrotek, kiedy już ruszyli.
Lilka zlekceważyła go jednak, zbytnio zajęta kierowaniem.
- Którędy teraz, Bratku? - spytała.
- Skręć w lewo - odpowiedział jej nawigator - Jagodowa Polana jest za wzgórzem.
- Dobrze. Trzymajcie się teraz! - zawołała Lilka, obracając kierownicę w lewo.
- Ale czego się mamy trzymać? - spytał Koniczynek.
- Wszystkiego, czego się da.
- A czy nie lepiej, żeby zapięli pasy? - zapytał Bratek i zobaczył dziwą minę na twarzy swej przyjaciółki - Lilka, co ci jest?
Lilka zarumieniła się zawstydzona i odparła:
- Och, Bratku... Zapomniałam wam powiedzieć... Tu nie ma pasów.
- CO?! - krzyknęli przerażeni pasażerowie.
- Co? - jęknął Bratek.
- Spokojnie, to tylko trochę rzuca - powiedziała Lilka - Trzymajcie się mocno, a będzie dobrze.
Następnie uruchomiła przycisk skoków i konik polny zaczął dawać długie susy przed siebie. Wówczas jego pasażerowie zaczęli niemalże latać po całym pomieszczeniu, chwilami obijając się o metalowe ściany. Od razu cały urok takiej wycieczki minął niczym hipnoza za pstryknięciem palcami podczas pokazów iluzji na scenie.
- Ale trzęsie! - jęknęła Różyczka, łapiąc się poręczy swego fotela - Jak w ciemnościach znajdziemy tego bandytę?!
- Skorzystamy z mojego wynalazku - zaśmiała się Lilka i założyła na oczy noktowizor - Prowadź dalej, panie nawigatorze!
- Pani pilot, teraz skręć w prawo, a za wzgórzem znowu w lewo. Tylko nie rozwal komuś szopy - zachichotał Bratek, wydając przy tym komendy.
- Spokojnie. Jadę ostrożniej niż moja mama - odpowiedziała mu Lilka.
- Tak! Właśnie widzimy! - wrzasnął Bławatek, który wówczas fruwał w powietrzu, z trudem trzymając się rękami poręczy fotela.
Praktycznie jazda konikiem polnym szybko straciła dla dzieci cały swój urok. Dla wszystkich, oprócz Lilki i Bratka, wygodnie usadowionych w swoich fotelach.
- Ale zabawa, co nie?! - zaśmiał się Bratek.
- Mów za siebie, dobra?! - warknął Bławatek.

***


Porywacz jechał swoim autem bardzo zadowolony, mrucząc pod nosem hymny pochwalne na swoją cześć.
- Tak! Nareszcie wyjdę z cienia wielkich wynalazców. W końcu będę sławny. Długo na to czekałem.
Nagle śmiech zamarł mu w ustach, kiedy poczuł, że ziemia się trzęsie, a po chwili dostrzegł sunącego w jego stronę wielkiego konika polnego. Bez trudu go rozpoznał.
- Agata! - zawołał - Ale jak ona mnie znalazła?!
Przycisnął szybko pedał gazu i skręcił w kierunku lasu licząc, iż tam zdoła się ukryć.
- Patrzcie! Tam ktoś jest! - zawołała Lilka, dostrzegając porywacza - Ucieka! Trzymajcie się!
To mówiąc wcisnęła dźwignię i mechaniczny konik polny przyspieszył swoje ruchy, ku wielkiemu niezadowoleniu jego pasażerów, a ku wielkiej uciesze jego pilota i nawigatora.
- Zwolnij! - jęknął Stokrotek.
- Wcale nie! Szybciej! - wołał Bratek - Doganiamy drania!
Tymczasem ścieżką prowadzącą do domu Rabatków jechali właśnie Narcyz i Agata. Oni również poczuli drżenie ziemi i usłyszeli wielki hałas połączone ze sobą w jeden, potężny dźwięk.
- Na zagon marchewek! Co tam się dzieje?! - zawołał Narcyz.
Po chwili dostrzegł samochód porywacza i ścigającą go maszynę.
- Narcyzie, spójrz! - pisnęła radośnie Agata - To mój pojazd! A ten tam, który przed nim ucieka, to musi być porywacz.
- Ale kto go ściga? Chyba nie Cynia i dzieciaki?
- Wątpię. Cynia miałaby prowadzić maszynę? No, coś ty! A poza tym tylko dwie osoby potrafią jeździć tą machiną. Ja i moja Lilka. Skoro ja tu jestem, to znaczy, że prowadzi go Lilka.
- Lilka? To może i Bratek jest z nią?
- Być może. Jedźmy, Narcyzie! Musimy to sprawdzić!
Następnie oboje skierowali swój pojazd w kierunku, w którym gnała machina Agaty.
Tymczasem pościg trwał dalej. Porywacz uciekał, ile pary w silniku, ale widząc, iż nie ucieknie na równej drodze przed pojazdem Agaty, szybko skierował go w kierunku lasu. Tam nie mógł już jechać autem, więc wysiadł z niego i zniknął między drzewami.
- O nie! Nie złapiecie mnie! Nie teraz! Jestem już tak bliski celu i nikt mnie nie powstrzyma! - mówił sam do siebie.
- Lilka, nie rób tego! Konik polny nie zmieści się między drzewami! - zawołał przerażony Bratek.
- Nie doceniasz go - zaśmiała się Lilka - Mama przewidziała i to.
Następnie pociągnęła za dźwignie i nogi konika polnego znacznie się wydłużyły. Mógł on teraz iść między drzewami, unosząc swoje cielsko nad ich gałęziami.
- Przyznaję, zaskoczyłaś mnie - uśmiechnął się Bratek - No, ale jak mi jeszcze powiesz, że to cudo ma łapacza bandytów, to wyślę wniosek, żeby przyznali twojej mamie Nagrodę Nobla.
- Wobec tego szykuj długopis i papier! - zachichotała Lilka i nacisnęła kolejną dźwignię.
Z pyska konika polnego wysunął się mechaniczny chwytak, który wysunął się w kierunku porywacza.
- Łap go, Lilka! - kibicowała jej Różyczka, stojąca tuż za nią.
- O nie! O nie! O nie! - wrzeszczał bandyta, próbując uciec, ale było już za późno, gdyż chwytak właśnie złapał go za kurtkę i uniósł w górę.
- Hurra! Udało się nam! - zawołały wesoło dzieciaki, widząc swoją zdobycz.
- Lilka, jesteś genialna! - krzyknął Bratek, podskakując radośnie.
Dziewczyna zdjęła noktowizor, po czym zeskoczyła ze swego miejsca i uściskała mocno Bratka, mówiąc:
- Ale bez ciebie nie dałabym rady, panie nawigatorze.
Bratek zaśmiał się lekko.
- Być może, ale teraz mamy większy problem.
- Jaki?
- Nie wiesz może, jak się pisze wniosek o przyznanie Nagrody Nobla? Bo ja nie mam zielonego pojęcia.
Lilka zachichotała delikatnie i pocałowała Bratka w policzek. Chłopiec zaczerwienił się wówczas, a jego rodzeństwo zaczęło się śmiać.
Wtem dzieci usłyszały głośny trzask, jakby ktoś wszedł do środka, a po chwili w kabinie pilota stali Narcyz i Agata.
- Tata!
- Mama!
- Bratek!
- Lilka!
Dzieci wpadły mocno w objęcia swoich rodziców, którzy radośnie je uściskali i ucałowali.
- Niestety, tato... Nie uzbieraliśmy dla was kwiatków mniszka, ale za to schwytaliśmy groźnego bandytę - powiedział dumnie Bratek i wskazywał na iluminator, w którym właśnie widać było porywacz.
Gdy ten obrócił się przodem w kierunku naszych bohaterów, Narcyz i Agata jęknęli ze zdumienia.
- OSCAR?! - zawołali.
- To wy się znacie? - spytała Lilka.
- O tak... I to aż za dobrze - odparła Agata.

***


Nieco później rodzina Rabatków wraz z Agatą, Lilką i porywaczem o imieniu Oscar siedziała w salonie Rabatków, gdzie miało nastąpić wreszcie wyjaśnienie wszystkich tajemnic.
- Kiedy byliśmy w szkole, Narcyz i Agata mieli opinię geniuszy, wręcz małych gwiazd - opowiadał Oscar - Codziennie wpadali na nowe pomysły, dokonywali wspaniałych odkryć, a w dodatku się przyjaźnili. Bardzo mnie to denerwowało nie tylko ze względu na ich sukcesy, ale i dlatego, że Agata od zawsze bardzo mi się podobała. Przyznam się, że początkowo jej raczej nie lubiłem, bo raniło moją dumę to, iż jakakolwiek dziewczyna może być ode mnie w czymkolwiek lepsza. Potem jednak, po lepszym poznaniu Agaty musiałem przyznać, że jest ona naprawdę przeuroczą króliczką. Wiele razy próbowałem się z nią umówić, jednak bezskutecznie. Ciągle tylko chodziła za Narcyzem, na mnie zaś prawie wcale nie zwracała uwagi.
- Bo byłeś zarozumiałym i strasznie pewnym siebie królikiem! - rzuciła gniewnie Agata - I dziwisz się, że po kilku dniach znajomości miałam cię już serdecznie dość?!
- Tak, bo Narcyz był często zarozumiały i jakoś ci to nie przeszkadzało.
Agata zarumieniła się lekko. Nie miała odwagi powiedzieć teraz, przy tych wszystkich świadkach, dlaczego to, iż Narcyz także często przechwalał się przy niej swoimi umiejętnościami jakoś nigdy jej nie złościło.
- Za to tobie bardzo to przeszkadzało - powiedziała po chwili, patrząc z lekkim gniewem na Oscara.
- Oczywiście, że przeszkadzało, a jak! Przeszkadzało mi również to, że ciągle trzymacie się razem.
- Byłeś zazdrosny o Agatę i sukcesy, jakie odnosiła wraz z Narcyzem - rzuciła Cynia.
- Zgadza się, tak było. Z zazdrości więc, zamiast skupić się na nauce niweczyłem ich wysiłki... No, a w każdym razie próbowałem, bo różnie mi to wychodziło, a tak prawdę mówiąc, to zwykle ponosiłem porażkę. O wiele później, kiedy tylko dowiedziałem się o warzywo-magicznej formule Agaty, wściekłem się. Kilka razy próbowałem ją wykraść... Bez skutku. No, a kiedy Agata wyjechała z domu, wiedziałem, dokąd ona się udaje. Oczywiście do swojego najlepszego przyjaciela Narcyza. Dlatego pojechałem za nią, aby móc wykraść notatki, ale ponieważ ona miała je ciągle przy sobie, musiałem zagrać nie fair do samego końca. Wiem, że postąpiłem źle, ale miałem dosyć życia w waszym cieniu. Chciałem wreszcie samemu zabłysnąć, a uczciwą drogą nigdy nie zdołałbym tego osiągnąć. Prócz tego jeszcze moje dawne, nieodwzajemnione uczucie do Agaty sprawiło, że tym bardziej chciałem się na was zemścić, jednak daję wam słowo, nigdy nie skrzywdziłbym waszych dzieci! Byłem zazdrosny i to strasznie, dlatego też porwałem tych małych geniuszy, ale spokojnie... Nie jestem jakimś draniem.
- Zazdrość cię nie usprawiedliwia, Oscarze! - zawołał doń wściekłym głosem Narcyz - Porywanie dzieci jest niewybaczalne!
- Powinieneś zgnić w więzieniu za to, co nam zrobiłeś! - dodała Cynia - Wiesz, jak się martwiliśmy o Bratka i Lilkę?!
- Spokojnie, przecież nic bym im nie zrobił - odburknął na to Oscar - Oddałbym wam te wasze skarby w nienaruszonym stanie, jak tylko bym był w bezpiecznej odległości od was.
- Tato... Wiem, że zazdrość może prowadzić do strasznych rzeczy, których później się żałuje - powiedział Bratek i zerknął na siedząco po jego prawicy Lilkę - Prawda, Lilka?
Dziewczynka pokiwała delikatnie głową potakująco. Dobrze znała to uczucie, o którym mówił Bratek. W końcu od kilku dni szkodziło ono ich relacjom.
- Odpuść mu, Narcyzie - powiedziała Agata - Ostatecznie nie zrobił on krzywdy naszym dzieciom.
Narcyz patrzył gniewnie na dawnego, szkolnego kolegę, aż w końcu westchnął, uśmiechnął się delikatnie i rzekł:
- Powinienem cię wydać policji, Oscarze, ale sam ostatnio popełniłem kilka poważnych błędów, przez które o mało nie straciłem syna. Nie jestem więc osobą, która powinna cię potępiać.
Oscar milczał, spuszczając załamany głowę. Widać było, iż czuje się głupio z powodu tego, co zrobił, ale jeszcze bardziej mu głupio z powodu tej wielkoduszności Narcyza, który mówił dalej:
- Chyba znalazłem sposób na to, żeby cię z nami pogodzić. Słuchaj, Oscarze. Będziesz nam asystował w laboratorium?
Oscar rozpromienił się na twarzy, co wyraźnie mówiło, jaka jest jego odpowiedź.

***


Kilka godzin później Narcyz, Agata oraz Oscar stojąc przed stołem z probówkami i innymi chemicznymi naczyniami dokonywali już ostatniego eksperymentu. Dzieci z Cynią siedzieli niedaleko i obserwowali to wszystko z wielkim zainteresowaniem.
- Proszę o uwagę! - zawołała uroczystym głosem Agata - Zaczynamy eksperyment. Sproszkowany mniszek lekarski to najważniejszy składnik.
Narcyz położył Agacie dłoń na ramieniu i rzekł:
- A nasza dewiza to...
Chwilę później oboje wyrecytowali:
- Wszystkie nasze wynalazki są wspólną własnością. Mają one służyć młodym, starym, bez wyjątku. Robimy to dla dobra wszystkich stworzeń i całej Ziemi.
Bratek i Lilka spojrzeli na siebie z uśmiechem, po czym oboje złapali się czule za ręce. Bardzo spodobała im się dewiza rodziców, a prócz tego jeszcze wspólna przygoda połączyła ich ze sobą nierozerwalnymi więzami prawdziwej przyjaźni.
Mniszek lekarski został dodany do wywaru, który następnie przeleciał przez liczne rurki całej tej chemicznej aparatury aż do pojemnika z ziemią. Wskutek niego ziemia zmieniła kolor z brązowej na zielony, ale... nic poza tym. Cynia wraz z dziećmi podeszli powoli do pojemnika, lecz nie zobaczyli wyrastających warzyw ani nic z tych rzeczy, co bardzo ich rozczarowało.
- Nic się nie dzieje - jęknęła Różyczka.
- Nie ma żadnych warzyw - dodał Bławatek.
- Chyba wam się nie udało, tatusiu - rzekł smutno Stokrotek.
- Na zagon soczystych marchewek! Nie spełniło się nasze największe marzenie, Agato - jęknął zasmucony Narcyz.
Agata i Oscar także byli tym bardzo przygnębieni, jednak dość szybko radość powróciła im na twarze, gdy dostrzegli Bratka i Lilkę.
- Och, spójrz na nasze dzieci, Narcyzie - powiedziała wesoło Agata - One na pewno przejmą po nas pałeczkę.
- I kto wie? Być może wynajdę tę recepturę? - stwierdził Oscar - Ja w każdym razie wierzę w to, że im się uda. W końcu nie każdy byłby w stanie mnie złapać, a im się udało. Więc jeśli tego dokonali, to nic nie jest dla nich niemożliwe.
- Masz rację - uśmiechnął się Narcyz, odzyskując dobry humor - Lilka i Bratek wyrosną na wielkich wynalazców, jestem tego pewien. Dzięki ich odkryciom życie będzie prostsze.
- W każdym razie dzięki odkryciom Lilki - powiedział Bratek, biorąc Lilkę za rękę.
- To najmądrzejsza rzecz, jaką dzisiaj powiedziałeś - zażartowała sobie Lilka.
- Ale nie ostatnia, pani pilot.
- Z pewnością, panie nawigatorze.
Oscar i rodzeństwo Bratka zareagowało na tę uroczą wymianę zdań rubasznym śmiechem, zaś Agata spojrzała na Narcyza czując, że skoro ich skłócone dzieci zdołały się pogodzić, to kto wie? Może i jej największe ze wszystkich marzeń ma szansę się spełnić?



Koniec części III

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...