Wszyscy z pewnością sądzicie, że wręcz doskonale znacie już historię drewnianego pajacyka, który stał się prawdziwym chłopcem dzięki temu, iż jego serce nauczyło się altruizmu, a także zachowania godnego człowieka. Pajacyka, nad którym to czuwali pewien przemądrzały świerszcz, a także pewna wróżka o błękitnych włosach i anielskim charakterze. Muszę jednak was rozczarować, ponieważ tak naprawdę wasza wiedza o losach tej postaci jest niepełna. Nie wiecie bowiem tego, że Pinokio przeżył także prawdziwą miłość do pewnej dziewczyny i to w dużej mierze przyczyniło się do tego, iż został prawdziwym chłopcem, a prócz tego dało mu także wielkie szczęście. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to było, to proszę, usiądźcie teraz wygodnie i posłuchajcie historii, którą pominął w swej książce pan Carlo Collodi z tego powodu, iż prawdopodobnie nigdy o niej nie słyszał.
Pewnego dnia, gdy Pinokio był jeszcze drewnianym pajacykiem, lecz całkowicie zmienił swój niegodziwy charakter, miało miejsce wydarzenie, które na zawsze odmieniło jego życie. Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy zmarł chłopiec nazywany przez wszystkich Knotem ze względu na to, iż był on bardzo chudy. Ów nicpoń (bo trudno go nazwać inaczej) namówił swego czasu Pinokia, aby poszedł z nim do Krainy Zabaw i porzucił drogę swojej przemiany, przez co pajacyk zamienił się w osła, po czym przeżył wiele niemiłych przygód. Na całe szczęście to wszystko miał on już za sobą i wyszedł na prostą. Knot nie miał tyle szczęścia. Podobnie jak Pinokio i on zamienił się w osła i został sprzedany, ale w przeciwieństwie do swojego przyjaciela zamiast do cyrku trafił do jakiegoś wieśniaka, dla którego potem musiał pracować. Ciężko harował Knot, oj ciężko. Było to ponad jego siły, przez co zmarł. Traf chciał, że skonał on na oczach Pinokia, gdyż ten po niemiłej przygodzie z rekinem (z którego brzucha wyciągnął swojego ojca) zaczął pracować u tego samego wieśniaka, a gdy tylko odkrył, że u jego pracodawcy jest osiołek, to zaraz poszedł go zobaczyć i ku swojej wielkiej rozpaczy odkrył, że jest to Knot, do którego pajacyk nie czuł już niechęci i ze łzami w oczach obserwował jego zgon.
Przygnębiony tym smutnym wydarzeniem Pinokio wrócił do pracy, a po zakończeniu swoich obowiązków szedł do domu zalewając się łzami. Cierpiał, a jego serce rozdzierał ogromny ból. To prawda, że przez Knota miał tylko same problemy, ale mimo wszystko nigdy nie życzył mu śmierci. Dlatego też bardzo mocno go ona dotknęła. Był nią po prostu wstrząśnięty, a wręcz załamany. Z tego też właśnie powodu nawet nie zauważył, jak przez pomyłkę zamiast drogi do domu wybrał ścieżkę prowadzącą do portu. Gdy spostrzegł, że trafił nie tam, gdzie planował, zły sam na siebie postanowił zawrócić i zrobiłby to, gdyby nagle nie usłyszał, jak ktoś głucho woła:
- Pomocy... Niech mi ktoś pomoże.
Pinokio rozejrzał się dookoła, ale nikogo wokół siebie nie dostrzegł. Ale przecież wyraźnie słyszał, że ktoś przed chwilą wzywał pomocy. Tylko kto i dlaczego to robił? Początkowo pomyślał, iż być może się przesłyszał, kiedy jednak usłyszał nawoływanie ponownie, to zrozumiał, że naprawdę ktoś potrzebuje pomocy. Postanowił to sprawdzić. Zaczął więc rozglądać się dookoła, ale nie zauważył miejsca, skąd mógłby dobiegać ów jęk. Nagle dostrzegł statek stojący tuż przy brzegu. Pajacyk nasłuchiwał przez chwilę aż się upewnił, że to właśnie z niego dobiega prośba o pomoc. Wszedł więc na jego pokład, po czym zaczął się rozglądać dookoła. Nigdzie nie zauważył nikogo, więc zszedł pod pokład. Wtedy to wołanie stało się o wiele bardziej wyraźne.
- Pomocy... Ratunku... Niech mi ktoś pomoże...
Pewnego dnia, gdy Pinokio był jeszcze drewnianym pajacykiem, lecz całkowicie zmienił swój niegodziwy charakter, miało miejsce wydarzenie, które na zawsze odmieniło jego życie. Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy zmarł chłopiec nazywany przez wszystkich Knotem ze względu na to, iż był on bardzo chudy. Ów nicpoń (bo trudno go nazwać inaczej) namówił swego czasu Pinokia, aby poszedł z nim do Krainy Zabaw i porzucił drogę swojej przemiany, przez co pajacyk zamienił się w osła, po czym przeżył wiele niemiłych przygód. Na całe szczęście to wszystko miał on już za sobą i wyszedł na prostą. Knot nie miał tyle szczęścia. Podobnie jak Pinokio i on zamienił się w osła i został sprzedany, ale w przeciwieństwie do swojego przyjaciela zamiast do cyrku trafił do jakiegoś wieśniaka, dla którego potem musiał pracować. Ciężko harował Knot, oj ciężko. Było to ponad jego siły, przez co zmarł. Traf chciał, że skonał on na oczach Pinokia, gdyż ten po niemiłej przygodzie z rekinem (z którego brzucha wyciągnął swojego ojca) zaczął pracować u tego samego wieśniaka, a gdy tylko odkrył, że u jego pracodawcy jest osiołek, to zaraz poszedł go zobaczyć i ku swojej wielkiej rozpaczy odkrył, że jest to Knot, do którego pajacyk nie czuł już niechęci i ze łzami w oczach obserwował jego zgon.
Przygnębiony tym smutnym wydarzeniem Pinokio wrócił do pracy, a po zakończeniu swoich obowiązków szedł do domu zalewając się łzami. Cierpiał, a jego serce rozdzierał ogromny ból. To prawda, że przez Knota miał tylko same problemy, ale mimo wszystko nigdy nie życzył mu śmierci. Dlatego też bardzo mocno go ona dotknęła. Był nią po prostu wstrząśnięty, a wręcz załamany. Z tego też właśnie powodu nawet nie zauważył, jak przez pomyłkę zamiast drogi do domu wybrał ścieżkę prowadzącą do portu. Gdy spostrzegł, że trafił nie tam, gdzie planował, zły sam na siebie postanowił zawrócić i zrobiłby to, gdyby nagle nie usłyszał, jak ktoś głucho woła:
- Pomocy... Niech mi ktoś pomoże.
Pinokio rozejrzał się dookoła, ale nikogo wokół siebie nie dostrzegł. Ale przecież wyraźnie słyszał, że ktoś przed chwilą wzywał pomocy. Tylko kto i dlaczego to robił? Początkowo pomyślał, iż być może się przesłyszał, kiedy jednak usłyszał nawoływanie ponownie, to zrozumiał, że naprawdę ktoś potrzebuje pomocy. Postanowił to sprawdzić. Zaczął więc rozglądać się dookoła, ale nie zauważył miejsca, skąd mógłby dobiegać ów jęk. Nagle dostrzegł statek stojący tuż przy brzegu. Pajacyk nasłuchiwał przez chwilę aż się upewnił, że to właśnie z niego dobiega prośba o pomoc. Wszedł więc na jego pokład, po czym zaczął się rozglądać dookoła. Nigdzie nie zauważył nikogo, więc zszedł pod pokład. Wtedy to wołanie stało się o wiele bardziej wyraźne.
- Pomocy... Ratunku... Niech mi ktoś pomoże...
Głos dobiegał z ładowni. Pinokio podszedł do drzwi prowadzących do tego pomieszczenia i nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły i wszedł do środka. Wówczas to zauważył dziewczynkę w wieku około jedenastu lat. Była ona posiadaczką długich, ciemno-blond włosów i niebieskich oczu. Włosy miała rozpuszczone, a jej ubiór stanowiła różowa sukienka i buciki takiego koloru. Dłonie miała związane ze sobą z tyłu za plecami, a stopy bardzo mocno skrępowane sznurem.
- Proszę! Pomóż mi! - jęknęła dziewczynka, gdy ujrzała pajacyka.
- O nie! Kim jesteś? I czemu jesteś związana? - spytał Pinokio.
- Długo by opowiadać. Pomożesz mi? Rozwiążesz mnie?
- Oczywiście! Po to tutaj przyszedłem! Usłyszałem twoje wołanie o pomoc, gdy byłem w porcie.
- Jak to dobrze, że ktoś mnie usłyszał. Proszę cię, uwolnij mnie! Mój stryj cię wynagrodzi!
- Oczywiście, zaraz cię rozwiążę.
Pajacyk jednak nie zdążył zrobić to, co planował, gdyż chwilę później otrzymał silny cios prosto w tył głowy i upadł nieprzytomny na podłogę.
Obudził się nieco później i poczuł, że również ma związane dłonie i nogi. Obok niego siedziała dziewczynka, której chciał pomóc. Miała ona smutną minę i wyraźnie czuła się winna temu, co właśnie miało miejsce.
- Wszystko dobrze? - spytała z troską w głosie.
- Tak... Tylko głowa mnie boli - odpowiedział jej pajacyk załamanym głosem - Strasznie cię przepraszam. Chciałem ci pomóc, a zamiast tego sam wpakowałem się w kłopoty.
- To ja cię przepraszam, Pinokio... To przeze mnie tutaj się znalazłeś. Gdybym nie wołała o pomoc...
- Nie przejmuj się tym. To ja nie byłem dość czujny...
Nagle coś go tknęło. Zdumiony spojrzał na dziewczynkę i zapytał:
- Chwileczkę! Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Bo cię dobrze znam - odpowiedziała mu dziewuszka - Ale widzę, że ty mnie nie pamiętasz.
- Przykro mi, ale nie... Nie pamiętam cię. A kiedy się poznaliśmy?
- Jakoś tak rok temu. Na przyjęciu u Melody Lucas. Pamiętasz już?
Pinokio pomyślał przez chwilę i nagle coś zaczęło mu się przypominać.
***
Swego czasu, jak zapewne dobrze wiecie, ojca Pinokia połknął wielki rekin, a nasz biedny pajacyk trafił pod opiekę Wróżki o Błękitnych Włosach mieszkającej wtedy na Wyspie Pracowitych Pszczół. Chodził tam do szkoły i zdobył dość szybko wysokie stopnie oraz szacunek nauczycieli, ale też i niechęć kolegów, którzy lubili chodzić na wagary i nie podobało im się to, że drewniany pajacyk wciąż jest im stawiany za wzór. Ostatecznie jednak, po niemiłej przygodzie, podczas której próbowali oni pobić Pinokia, a jeden z nich skończył z dość ciężką raną na głowie, nabrali do niego, jeśli nie szacunku, to respektu i postanowili więcej z nim nie zadzierać. Wielu z nich natomiast bardzo go polubiło, podobnie jak i koleżanki. Niektóre nawet się w nim podkochiwały, ale nie mówiły o tym wprost, ponieważ wiedziały, że inni by się z nich śmiali, gdyby dowiedzieli się, iż podoba im się drewniany pajacyk.
Pinokio dobrymi stopniami w szkole zasłużył sobie w oczach Wróżki na to, aby otrzymać bardziej ludzkiej ubrania niż te, które nosił dotychczas. Dlatego też jego przybrana matka pewnego dnia podarowała mu piękny niebieski strój, czarną pelerynę i białe rękawiczki.
- Teraz wyglądasz jak prawdziwy chłopiec - powiedziała Wróżka z uśmiechem na twarzy.
- To prawda, ale proszę pamiętać, paniczu Pinokio, że nie szata zdobi człowieka. Ani też pajacyka - dodał Medoro, pudel i wierny sługa Wróżki, jak zwykle sztywny jakby kij połknął.
- Będę pamiętał. Dziękuję, mamo - Pinokio uściskał mocno Wróżkę i pobiegł na łąkę, aby cieszyć się swoim nowym ubraniem.
Patrzył dookoła siebie i wołał do wszystkich przelatujących w pobliżu motyli i ptaków:
- Zobaczcie tylko, jakie mam ładne ubranko! Moja mama mi je dała! Jest najlepszą mamą na całym świecie! Musicie przyznać, że jest mi w nim bardzo do twarzy.
- To prawda - rzekł jeden z motyli, zatrzymując się przed pajacykiem - Pięknie wyglądasz, przyjacielu.
- Dziękuję. To bardzo miłe, że tak mówisz - odpowiedział pajacyk - A to wszystko dzięki mojej mamie.
- Muszę przyznać, że wygląda ono naprawdę elegancko - dodał motyl.
- Wyglądasz teraz jak prawdziwy chłopiec - zauważyła panna motylica, również dołączając do rozmowy.
- Och, dziękuję wam bardzo! - wołał Pinokio - Nawet nie wiecie, jaką sprawiliście mi tym radość!
- Z kim rozmawiasz? - odezwał się nagle jakiś dziewczęcy głos.
Pinokio odwrócił się za siebie i zauważył, że niedaleko niego stoi jakaś dziewczynka w wieku około czternastu lat. Miała długie blond włosy spięte w loki i duże, niebieskie oczy, którymi uważnie wpatrywała się w pajacyka. Nosiła pomarańczową, elegancką sukienkę z jasno-fioletowymi dodatkami, a także duży, zielony kapelusz z czerwonymi wstążkami. Na jej widok pajacykowi serce zabiło jak szalone, a on sam poczuł, że robi mu się gorąco w piersi, jakby wewnątrz jego ciała był ogromny piec z płonącym ogniem, który wszak nie mógł go spalić, choć piekł go okrutnie.
- Naprawdę rozmawiałeś z motylami? - zapytała dziewczynka.
Pinokio wpatrywał się w nią zachwycony i zdołał tylko jęknąć:
- Jejciu... Jaka ona piękna...
- Co powiedziałeś? Mówisz tak cicho, że nie usłyszałam - rzekła na to nieznajoma, podchodząc do pajacyka.
- Ja... Ja nic nie mówiłem - jęknął Pinokio, nie mogąc oderwać od niej wzroku - Ja tylko mówiłem do siebie nic ważnego. Często mówię do siebie. Przepraszam.
- Za co? Nie masz za co mnie przepraszać - uśmiechnęła się lekko dziewczynka i zachichotała.
Jej śmiech był cudowny dla Pinokia i przypomina mu on ćwierkanie najpiękniejszych ptaków.
- Wybacz mi. To niegrzecznie śmiać się z ludzi, ale jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś rozmawiał z motylami - powiedziała nieznajoma i kucnęła.
Pinokio uczynił to samo i wpatrywał się dalej w dziewczynkę czując, że serce bije mu znacznie mocniej.
- W sumie to one pierwsze zaczęły ze mną rozmowę. Dzisiaj rano. Ja zaś dzisiaj przyszedłem do nich pokazać im moje nowe ubranie.
Dziewczynka zachichotała ponownie, słysząc jego odpowiedź.
- Ale jesteś zabawny!
Widocznie wzięła jego słowa za dobry żart.
- Jak masz na imię? - zapytała po chwili - Ja jestem Melody.
- A ja jestem Pinokio i jestem zwykłym chłopcem. Nie myśl sobie, że cię oszukuję. Naprawdę.
To mówiąc naciągnął mocno nogawki swoich spodni, aby dziewczynka nie zobaczyła, iż jego nogi są z drewna. Choć nos zwykle rósł mu przy każdym kłamstwie, tym razem tak się nie stało, ku wielkiej uldze pajacyka.
- Wierzę ci. Dlaczego miałbyś kłamać? - odparła Melody.
- Panienko Melody! Gdzie panienka jest?!
W oddali ukazała się postać jakieś kobiety w średnim wieku, ubranej w zieloną suknię, znacznie skromniejszą niż ta, którą nosiła dziewczynka.
- Szybko, Pinokio! Musimy stąd uciekać! - zawołała przerażona panna Melody, łapiąc pajacyka za ramiona - Chyba nie chcesz, żeby mnie złapała? Och, błagam cię! Pomóż mi!
Po tych słowach wstała ona i chwyciła mocno dłonie swojego nowego przyjaciela.
- Dlaczego? Kto to jest? - zdziwił się Pinokio.
- Wiedźma!
- Wiedźma?!
Przerażony pajacyk złapał dziewczynkę za rękę i pognał z nią szybko przed siebie.
Tymczasem tajemnicza kobieta zauważyła ich oboje i pognała za nimi, krzycząc przy tym:
- Panienko Melody! Proszę się zatrzymać! Panienko! Kto to widział, żeby rozmawiać z obcymi chłopakami?!
Pinokio i Melody szybko uciekali przed kobietą, aż zniknęli jej z oczu i schowali się za jakimiś krzakami. „Wiedźma“ przeszła obok nich, pomstując na czym świat stoi.
- Panienko Melody! To karygodne zachowanie! Och, ta dziewczyna jest nieznośna!
Chwilę później zniknęła ona z oczu dzieci.
- Udało nam się umknąć - powiedział Pinokio, oddychając z ulgą.
- Dziękuję ci, że mi pomogłeś - pisnęła radośnie Melody, po czym pocałowała Pinokia w policzek.
Pajacyk zarumienił się mocno, gdyż pierwszy raz doznał czegoś tak cudownego jak ten pocałunek. Ogień w jego piersi zapłonął nagle znacznie mocniej niż przedtem i pajacyk czuł się tak, jakby miał zaraz spłonąć.
Widząc jego reakcję Melody zachichotała ponownie, po czym wstała i rzekła:
- Tak naprawdę, to ona wcale nie jest prawdziwą wiedźmą. To moja guwernantka.
- Guwernantka? - zapytał zdumiony Pinokio.
Nigdy wcześniej nie słyszał tego słowa.
- Wiesz... Pilnuje mnie, żebym się uczyła, porządnie ubierała i zawsze zachowywała jak należy. Myślałam, że wszystkie dzieci mają guwernantki.
- Moja mama jest moją guwernantką. Ona mówi mi, co mam robić i uczy mnie różnych ciekawych rzeczy.
- Ach tak. Jest miła?
- Moja mama? Najmilsza na całym świecie.
- Och! - jęknęła smutno Melody - Bo moja guwernantka to okropna wiedźma. Bez przerwy mnie krytykuje.
- I dlatego jesteś ciągle taka smutna? - spytał Pinokio.
- Uhm... Smutna i bardzo samotna.
Pajacyk zacisnął dłonie w pięści i zawołał:
- Jeśli chcesz, to tak pogadam z twoją wiedźmą, że da ci święty spokój!
Melody zachichotała delikatnie, słysząc tę deklarację.
- Naprawdę zrobiłbyś to dla mnie?
- Zrobię dla ciebie wszystko.
***
Pinokio przyprowadził Melody do domu i przedstawił ją Wróżce.
- Mamo, chcę ci kogoś przedstawić - rzekł pajacyk z dumą w głosie - To jest Melody, moja nowa przyjaciółka.
Dziewczynka delikatnie dygnęła przed kobietą.
- Dzień dobry, pani. Jestem Melody Lucas. Miło mi panią poznać.
- Mnie również bardzo mi miło cię poznać - rzekła Wróżka, wciąż się uśmiechając do dzieci - Powiedz mi, Melody... Nie masz włoskiego imienia. Nie jesteś stąd, prawda?
- Tak, proszę pani. Jestem Angielką, ale rodzice przeprowadzili się na Wyspę Pracowitych Pszczół pół roku temu i od tej chwili tu mieszkam.
- Mówisz płynnie po włosku.
- Guwernantka mnie nauczyła.
- Powiedz mi, proszę, Melody... Czy to do twoich rodziców należy ten piękny dom na wzgórzu?
- Tak, mieszkam tam - wyjaśniła dziewczynka.
- To znaczy, że jesteś bogata i możesz mieć wszystko, co tylko chcesz - zauważył Pinokio.
- Tak mi się wydaje. Mój tata ma kilka banków i stoczni gdzieś bardzo daleko stąd.
Pinokio wyraźnie posmutniał, gdy to usłyszał.
- Muszę ci się przyznać, Melody, że niezbyt lubię bogaczy.
- Nie przejmuj się, Pinokio. Ja też ich wszystkich nie cierpię.
- Naprawdę?
- Tak.
Dzieci wybuchły śmiechem, a Wróżka zaprosiła ich oboje do stołu na podwieczorek, który składał się z herbaty i pysznych ciastek. Okazało się, że przybrana matka Pinokia doskonale zna angielskie zwyczaje, także więc umiała ugościć Melody w taki sposób, aby poczuła się ona tak, jak w swych rodzinnych stronach, dzięki czemu dziewczynka serdecznie ją polubiła.
Potem Wróżka poprosiła, aby Pinokio odprowadził dziewczynkę do jej rodziców, których powiadomiła o tym, gdzie jest ich córka przez wiernego Medoro (pajacyk pomyślał wówczas, że dobrze, iż nie wysłała tam Ślimaka, który co prawda także był wierny, ale niestety też bardzo powolny). Dzięki temu państwo Lucas nie niepokoili się o swoje dziecko, a kiedy już ono powróciło do nich razem z nowym przyjacielem, to oboje posadzili ich w salonie na kanapie, aby odbyć z nimi poważną rozmowę. Głównie dotyczyło to Melody, gdyż do Pinokia nikt nie miał o nic pretensji, jednak mimo tego pajacyk poczuł się dziwnie przygnębiony oraz na swój sposób przerażony głównie dlatego, że jeszcze nigdy nie był w takim pałacu. Czuł się w nim bardzo malutki i bardzo biedny.
- Melody, chcemy poznać całą prawdę - powiedział pan Lucas.
Był on wysokim mężczyzną o jasnobrązowych włosach, zielonych oczach i delikatnym wąsie pod nosem. Chodził ubrany elegancko, ale bez przepychu w przeciwieństwie do swojej żony, wysokiej i dość wyniosłej kobiety o blond włosach i niebieskich oczach, ubranej w różową suknię najnowszego szyku. Mina kobieta dowodziła bardzo wyraźnie, iż uważa ona nowego przyjaciela córki za kogoś znacznie od niej niższego stanem. Tej miny jednak Pinokio nie zauważył na twarzy jej męża, a ojca Melody.
- Guwernantka jest stara, złośliwa i nudna - powiedział dziewczynka poważnym tonem, odpowiadając ojcu na jego pytanie - I dlatego właśnie chcę mieć przyjaciela.
- Najważniejsza jest nauka - odezwała się pani Lucas - To dzięki niej będziesz mogła zdobyć odpowiednią pozycję w towarzystwie.
- Nie chcę zdobywać pozycji w towarzystwie - stwierdziła Melody i spojrzała na Pinokia - Wolę biegać nad rzeką albo po łące i rozmawiać z motylami. Dlaczego nie wolno mi się z nikim bawić i robić tego, co inne dzieci, mamo?
- Och, co też ci przyszło do głowy, Melody? - pani Lucas wyglądała na przerażoną i oburzoną jednocześnie - Ty nie jesteś taka, jak inne dzieci. Zabraniam ci nawet tak myśleć!
- Posłuchaj, moja droga - rzekł pan Lucas, wstając z fotela - Widzę, że Melody naprawdę potrzebna jest jakaś odmiana, więc proponuję, żebyśmy poszli na pewne ustępstwa.
Melody spojrzała na ojca z nadzieją w oczach.
- Zgodzisz się więc, tatku, abym bawiła się z Pinokiem?
- Naprawdę tego chcesz? - zapytał jej ojciec - Zastanów się jeszcze.
- Proszę, niech się pan zgodzi - odezwał się po raz pierwszy Pinokio - Obiecuję, że będę się pilnie wszystkiego uczył w szkole i też szybko będę gotowy zdobywać odpowiednią pozycję w towarzystwie.
Państwo Lucas byli pod wrażeniem elokwencji Pinokia, dlatego też ostatecznie wyrazili oni swoją zgodę na tę prośbę. Od tego dnia pajacyk po lekcjach wracał na chwilę do domu, rozmawiał z Wróżką, która częstowała go ciepłym posiłkiem, a następnie gnał na spotkanie z Melody, która chętnie bawiła się z nim na terenie posiadłości rodziców i to bez nadzoru swojej guwernantki. Wróżka patrzyła na to wszystko wzruszona, jednak niepokoił ją pewien bardzo istotny szczegół. Mianowicie ten, że Pinokio niestety nie powiedział Melody całej prawdy o sobie, a wręcz udawał przed nią, iż jest prawdziwym chłopcem. Tylko temu, że robił to wszystko pod wpływem uczuć i wstydu ze swojego niskiego pochodzenia, nie zaś egoizmu i chęci popisania się przed innymi pajacykowi nie urósł jeszcze nos od tych jego kłamstw. Wróżka jednak wiedziała, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale ponieważ sama umiała kochać, to wiedziała, co musi teraz czuć jej przybrany syn, dlatego nic nie mówiła, a jedynie patrzyła ze smutkiem na Pinokia, który z każdym dniem coraz bardziej był zakochany w swojej nowej przyjaciółce.
***
Pewnego dnia Pinokio biegał razem z Melody po ogrodzie jej domu. Ponieważ pajacyk znał jedynie ubogą chatkę swego ojca oraz piękny, choć też skromny domek swojej przybranej matki, to posiadłość państwa Lucas wydawała mu się co najmniej rajem, w którym chciał spędzić całe swoje życie.
- Melody, nie tak szybko! Uważaj, żebyś nie spadła! - zawołał Pinokio, gdy dziewczynka biegała wesoło po kamiennym kręgu utworzonym wokół fontanny.
Melody śmiała się tylko do rozpuku i zawołała:
- Wolno biegasz, jak na chłopca! Założę się, że mnie nie dogonisz!
- Mógłbym, ale nie chcę ci psuć zabawy! - odparł Pinokio.
Nagle jego przyjaciółka poślizgnęła się na śliskim kamieniu i bardzo niebezpiecznie przechyliła się w kierunku wody. Na całe szczęście pajacyk w ostatniej chwili złapał ją w pasie i tylko kapelusz Melody wpadł do wody, ale ona sama uniknęła tego losu.
- Nie bój się! Mocno cię trzymam! - powiedział Pinokio.
Dziewczynka spojrzała na niego wzruszonym wzrokiem, a on sam poczuł, jak serce bija jak szalone, jakby miało zaraz wyskoczyć mu z piersi. Jeszcze nigdy nie czuł czegoś tak cudownego i bolesnego zarazem.
- Już byłam pewna, że wpadnę. Dziękuję ci. Znowu mnie uratowałeś - rzekła Melody, nie odrywając wzroku od oczu pajacyka.
Pinokio wpatrywał się w Melody nie wiedząc, co powiedzieć. Czuł, że ta chwila mogłaby trwać w nieskończoność.
- Już możesz mnie puścić - powiedziała dziewczynka - Teraz już nic mi nie grozi. Puść mnie i chodźmy stąd. Lepiej, żeby moi rodzice nie zobaczyli, jak mnie obejmujesz.
- Wiem, ale wcale nie mam ochoty ruszyć się stąd - odparł pajacyk, stawiając Melody na ziemi - Czuję się tu taki szczęśliwy. O! Popatrz! Tam jest ptasie gniazdo!
To mówiąc wskazał palcem na najbliższe drzewo.
- Zaraz ci je przyniosę. Zaczekaj.
Melody jęknęła przerażona widząc, co on chce zrobić.
- O Boże! Pinokio! Nie wejdziesz tam! To bardzo wysoko! Pinokio, to takie niebezpieczne! Proszę cię, nie wchodź!
- Jestem w tym dobry! - zawołał wesoło pajacyk, po czym zaczął się wspinać na samą górę.
W końcu dostał się do swojego celu, którym był wydrążona w drzewie dziupla.
- Jest gniazdo? - zapytała Melody.
- Tak i nawet kilka jajek - odpowiedział wesoło Pinokio.
- Och! Nie wolno nam ruszać takiego gniazda! - pisnęła dziewczynka bardzo poważnym tonem.
Pajacyk przyznał jej rację i już miał zejść do niej, gdy nagle zobaczył siedzącego na jajkach Gadającego Świerszcza, który zapytał go:
- No i co, Pinokio? Kiedy zamierzasz jej powiedzieć?
- Co miałbym jej powiedzieć? - zdziwił się Pinokio.
- Nie udawaj Greka! Dobrze wiesz, o czym mówię! Kiedy zamierzasz powiedzieć jej prawdę o sobie?
- Że nie jestem prawdziwym chłopcem?
- Właśnie, mój przyjacielu! Dlaczego ukrywasz to przed nią?
- Nie wiem... Po prostu... Ona chyba by mnie nie lubiła, gdyby znała prawdę.
- Więc kłamiesz, aby cię lubiła? Pinokio, tą drogą daleko nie zajdziesz. Uprzedzam cię, że im prędzej powiesz jej prawdę, tym lepiej. Nie bądź więc tchórzem i jeśli ci na niej zależy, to powiedz jej prawdę, bo inaczej ona cię znienawidzi.
- Jeśli jej powiem, tym bardziej mnie znienawidzi.
- Tego nie możesz być pewien. Nie wiesz, jak zareaguje na prawdę.
Pinokio chciał mu już coś odpowiedzieć, gdy nagle poczuł, że traci równowagę i leci (ku wielkiemu przerażeniu Melody) prosto na dół. Chwilę później leżał na ziemi jak długi. Dziewczynka przerażona podbiegła do niego i zawołała:
- Och, Pinokio! Potłukłeś się?!
- Nie, tylko upadłem - uśmiechnął się do niej pajacyk, po czym powoli wstał.
Melody pomogła mu otrzepać ubranie z kurzu.
- Nic sobie nie złamałeś i nic cię nie boli?
- Nie... Wszystko w porządku. Ja jestem bardzo wytrzymały.
Dziewczynka, pomagając strzepać mu kurz z peleryna dotknęła ręką jego pleców i zauważyła:
- Masz takie twarde plecy, jakbyś nie miał wcale ciała.
Pinokio przerażony jęknął i zawołał:
- Pewnie dlatego, że dużo biegam i skaczę!
- Są twarde jak dąb... To bardzo dziwne - stwierdziła Melody.
Ale nie rozmawiali więcej na ten temat.
***
Wkrótce potem Melody skończyła całe czternaście lat. Na jej przyjęcie urodzinowe zjechali się co bogatsi sąsiedzi i kilku krewnych. Przyjechał też Pinokio razem z Wróżką, którzy byli honorowymi gośćmi. Państwo Lucas bardzo chcieli poznać matkę sympatii swojej córki i wywarła ona na nich niezwykle dobre wrażenie. Wróżka bowiem zawsze umiała zachować się w towarzystwie, a Pinokio, choć nigdy nie uczył się dobrych manier, to robił wszystko, aby pod tym względem brać z niej przykład.
Przyjęcie było naprawdę wspaniałe i pajacyk czuł się na nim cudownie zwłaszcza, gdy przyszło do tańców. Wróżka nauczyła go tańczyć i teraz miał okazję zaprezentować swoje umiejętności sunąc po parkiecie razem z Melody, która była zachwycona jego umiejętnościami.
- Muszę pani pogratulować. Ma pani wspaniałego syna - rzekła pani Lucas do Wróżki - Jest miły i dobrze wychowany, a w dodatku szybko się uczy.
- To już jego własna zasługa, nie moja - odparła z uśmiechem Wróżka - Po prostu jest wyjątkowy.
Wtem usłyszała ona głośne westchnienie. Spojrzała na bok i zauważyła dziewczynkę około dziesięcioletnią o długich, ciemnoblond włosach barwy płynnego miodu oraz ładnych, jasnoniebieskich oczach, ubraną w różową sukienkę z białymi dodatkami. Wpatrywała się ona w Pinokia i Melody jak w obrazek, a w jej oczach szkliły się łzy.
- Co ci się stało, kochanie? - spytała Wróżka - Dlaczego jesteś smutna?
Dziewuszka spojrzała na nią i szybko otarła oczka.
- To nic takiego, proszę pani. Ja tylko... Coś mi wpadło do oka.
Wróżka delikatnie zachichotała.
- Chyba raczej „ktoś“ - stwierdziła dowcipnie - Nie tylko tobie. Podoba ci się mój synek, prawda?
Mała zarumieniła się lekko i pokiwała twierdząco głową.
- Jest taki miły i kochany... Szkoda, że on woli Melody.
Wróżka pogłaskała ją czule po głowie.
- Nie przejmuj się. Jeszcze będziesz szczęśliwa, zobaczysz. To uczucie teraz cię boli, ale kiedyś ono minie i będziesz je miło wspominać.
- Nie minie, proszę pani... Nie minie - odparła na to dziewczynka, nie odrywając wzroku od pajacyka - Ja wiem, że to głupie, ale... Nie minie.
Wróżka popatrzyła na nią i westchnęła delikatnie. Rozumiała bardzo dobrze, że niestety nie może pomóc wszystkim i czasami szczęście jednej osoby jest zbudowane na nieszczęściu innych, ale nie zawsze można na to coś poradzić. Niepokoiło ją również to, w jaki sposób Pinokio patrzył na Melody. Normalnie nie miałaby nic przeciwko temu, ale teraz sprawy zaszły już nieco za daleko. Pinokio był bowiem bardzo zakochany i to jeszcze z wzajemnością, co oznaczało, że pewnie zechce on związać się z Melody. Tylko, jak niby chce to zrobić nie będąc prawdziwym chłopcem? Rzecz jasna Wróżka mogłaby go zamienić w chłopca, ale wciąż jeszcze daleko mu było do zasłużenia sobie na to. Przybrana matka Pinokia wiedziała, że jej syn postępuje egoistycznie nie mówiąc Melody prawdy, ale też nie umiała wyznać jej dziewczynce, ponieważ złamałaby tym czynem im obojgu serce, a jak każda kochająca matka wolałaby umrzeć niż celowo skrzywdzić swoje dziecko. Dlatego biernie wpatrywała się ona w Pinokia i Melody sunących wesoło po parkiecie.
Potem zmieniły się pary i dziewczynka o włosach barwy płynnego miodu tańczyła z Pinokiem, patrząc w niego zakochanym wzrokiem, czego on bynajmniej nie dostrzegał, zazdrośnie spoglądając na Melody tańczącą z jakimś swoim kuzynem.
Gdy nastąpiła przerwa w tańcach Melody i Pinokio wyszli na taras skąpany w blasku księżyca i wpatrując się w panoramę Wyspy Pracowitych Pszczół rozpoczęli bardzo poważną rozmowę.
- Pinokio... Kiedyś zamieszkasz tu z nami, prawda? - zapytała Melody.
Pajacyk pokiwał głową na znak potwierdzenia.
- Cieszę się - odpowiedziała dziewczynka - Chcę, żebyśmy się lepiej poznali, ponieważ kiedyś... kiedyś zostaniesz moim mężem.
Pinokio spojrzał na nią zdumiony, gdy to powiedziała.
- Mężem?
- Tak. Ale na razie wystarczy mi pocałunek. Śmiało, Pinokio. Pocałuj mnie.
To mówiąc dziewczynka zamknęła oczy i nadstawiła lekko swoje usta. Pajacyk przeraził się, że jeśli pocałuje Melody, ta poczuje, iż ma on wargi z drewna i wszystko się wyda, więc jęknął tylko:
- Melody, to chyba nie jest najlepszy pomysł. Przecież jesteśmy jeszcze dziećmi.
- Zgoda, ale po ślubie mnie pocałujesz, Pinokio. Prawda?
- Tak... Oczywiście.
- Doskonale! - Melody klasnęła w dłonie - A na razie ja cię pocałuję, dobrze?
I nim pajacyk zdążył zaprotestować Melody pochyliła się i cmoknęła go delikatnie w usta. Pinokio z wrażenia aż upadł na ziemię, a dziewczynka zachichotała delikatnie, widząc jego zmieszanie. Wskutek tego nie poczuła, iż wargi, które ucałowała, nie są wcale ludzkie.
***
Gdy przyjęcie dobiegło końca, Pinokio pożegnał państwa Lucas oraz pozostałych gości i wsiadł wraz z Wróżką do jej karetą zaprzężoną w stado białych myszek, która to kareta ruszyła powoli w kierunku ich domu.
- Chcę z tobą porozmawiać, Pinokio - rzekła po chwili Wróżka.
- Dobrze... - skinął głową pajacyk - A o czym?
- Jak długo chcesz ukrywać prawdę?
- Jaką prawdę?
- Dobrze wiesz, Pinokio. Powiedz Melody, że nie jesteś prawdziwym chłopcem. Nie bądź tchórzem.
- Ona już wie. Powiedziałem jej wszystko - rzekł Pinokio i nagle nos mu urósł o kilka cali.
Wróżka popatrzyła na niego ze smutkiem i rzekła:
- Często okłamujemy tych, których kochamy, ponieważ boimy się ich utracić.
- Skąd ci przyszło do głowy, że ja kocham Melody?! Ja ją tylko lubię! - zawołał pajacyk i nos urósł mu jeszcze bardziej.
- Rozumiem, Pinokio, że jesteś rozżalony, ale proszę cię... Nie myśl wyłącznie o sobie - rzekła Wróżka, zachowując spokojny, matczyny ton - Nie bądź egoistą. Pomyśl też o niej.
- O Melody?
- Tak... Zależy ci na niej, prawda?
- Bardzo mi na niej zależy - powiedział Pinokio i nos wrócił mu do dawnych rozmiarów.
- To zdobądź się na odwagę i wyznaj jej jutro prawdę. Miłość wymaga poświęceń. Często rezygnujemy z własnego szczęścia dla dobra osoby, którą kochamy. Tobie wydaje się to teraz okrutne i niesprawiedliwe... I masz rację, bo tak właśnie jest, jednak to będzie twój wielki krok do prawdziwego człowieczeństwa. Ludzkie serca dba o uczucia innych bardziej niż o własne.
Pinokio załamany opuścił głowę w dół i rzekł:
- Zrobię, jak mi radzisz, Wróżko. Jutro wyznam jej prawdę. Choć boję się, co ona zrobi.
Wróżka delikatnie przytuliła do siebie pajacyka, mówiąc:
- Jeśli nie będzie cię kochać jako pajacyka, to oznacza, że jej miłość nie jest szczera. Pamiętaj, kochamy innych za to, jacy są naprawdę. Jeśli zaś nie umiemy pokochać ich niedoskonałości, to wcale nie umiemy kochać, bo prawdziwa miłość to kochanie bezwarunkowe. Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz.
- Już rozumiem, Wróżko. Ty mnie właśnie kochasz bezwarunkowo.
- Jestem twoją matką. Każda porządna matka kocha swoje dzieci w taki sposób.
- A czy Melody mnie pokocha bezwarunkowo?
- Tego nie wiem, ale jeśli nie powiesz jej prawdy, to nigdy się tego nie dowiesz.
***
Pinokio długo płakał z rozpaczy w poduszkę zanim zasnął, następnego dnia zaś po szkole poszedł do Melody, aby wyznać jej prawdę o sobie. Szedł właśnie przez łąkę, gdy nagle zobaczył kilku chłopców elegancko ubranych, jak łapią motyle do słoików. Dwa z nich już uwięzili. Pajacyk przyjrzał się im i szybko zauważył, że są to jego znajome motyle, którym nie tak dawno pokazywał swoje nowe ubranko.
- O nie! One się tam zaraz uduszą! - jęknął Pinokio.
Następnie skoczył biegiem do przodu i otworzył słoiki, uwalniając oba owady.
- Lećcie, szybko! - zawołał.
- Dziękujemy, Pinokio! Dziękujemy! - wołały motyle, odlatując.
Poczynania pajacyka nie uszły uwadze chłopców.
- Co ty zrobiłeś, przybłędo?! - zawołał jeden z nich.
- Uwolniłem motyle - odpowiedział pajacyk.
Nagle zobaczył, że są to ci sami chłopcy, którzy byli na przyjęciu u Melody. Teraz jednak nie zachowywali się elegancko, a wręcz przeciwnie, daleko było im do tego, gdyż wściekli skoczyli na Pinokia chcąc go ukarać za to, co zrobił, lecz on nie tylko z wielką łatwością wszystkie ich odpierał ciosy, ale i sam uderzył kilka razy swoich przeciwników i to w taki sposób, aby poczuli oni, co to znaczy atakować w kilku jedną osobę.
- Łatwiej wam poszło z bezbronnymi motylami niż ze mną, co?! - zawołał groźnie Pinokio.
Jeden z chłopców uderzył go w brzuch, ale jęknął z bólu, gdyż trafił zamiast na twarde drzewo zamiast na mięśnie.
- Ty jesteś zrobiony z drewna! - zawołał przerażony.
- Tak, jestem z drewna, ale nie pozwolę, abyście mnie z tego powodu bili! - krzyknął pajacyk.
- Pinokio, przestań!
Drewniany chłopiec odwrócił się szybko za siebie i zauważył wówczas stojącego za nim pana Lucasa razem z Melody. Patrzyli oni zdumieni na Pinokia nie wiedząc, co powiedzieć.
- Przyjrzyj mu się, Melody! To jest kukła zrobiona z drewna! - zawołał jeden z chłopców.
- Melody, ale znalazłaś sobie ukochanego! To nie jest chłopak, tylko drewniana lalka! - dodał drugi.
- Dosyć tego! Wynoście się! - zawołał pan Lucas.
Przerażeni jego stanowczością chłopcy szybko uciekli, natomiast sam Pinokio patrzył załamany na mężczyznę i stojącą przy nim dziewczynkę.
- Czy to jest prawda, Pinokio? - zapytał po chwili pan Lucas - Czy oni mówią prawdę?
- Powiedz, że to nieprawda, Pinokio! - jęknęła Melody - Powiedz, że oni kłamią!
- Przykro mi, Melody, ale oni mówią prawdę - rzekł smutnym głosem pajacyk - Chciałem ci to już dawno powiedzieć, ale byłem tchórzem i nie miałem odwagi. Melody, nie jestem zwykłym chłopcem. To prawda, jestem z drewna.
Melody załamana wtuliła się mocno w ojca i zaczęła płakać. Pinokio zaś powoli zdjął z siebie pelerynę i rękawiczki oraz odsłonił swoje nogi.
- Mama bardzo mnie kocha, więc kupiła to ubranie, abym czuł się jak prawdziwy chłopiec, ale jak wy ludzie mówicie, nie szata czyni człowieka. Nie stałem się dzięki temu człowiekiem. Proszę... Popatrz na mnie teraz, Melody.
Dziewczynka spojrzała na niego, po czym przerażona pisnęła i jeszcze mocniej wtuliła się w swego ojca, płacząc coraz głośniej. Potem ponownie spojrzała na pajacyka i przerażona schowała się za plecami pana Lucasa.
- Przepraszam... Nie masz powodu się mnie bać - mówił dalej Pinokio - Nigdy nie zapomnę, że chciałaś zostać moją żoną i kiedy pewnego dnia stanę się prawdziwym chłopcem, to wrócę tu i spytam cię, czy chcesz tego nadal. Teraz żegnam cię, Melody.
Dziewczynka wpatrywała się bardzo uważnie w odchodzącego powoli pajacyka i poczuła, jak serce mocniej jej bije.
- Nie, zaczekaj! - krzyknęła i chciała już biec za Pinokiem, kiedy nagle ojciec położył jej dłonie na ramionach.
- Pozwól mu odejść, córeczko - powiedział wzruszonym głosem, gdyż słowa pajacyka wywarły na nim wielkie wrażenie - Kto wie? Może któregoś dnia stanie się cud i drewniany pajacyk przemieni się w chłopca?
- Och, Pinokio! - jęknęła zapłakana Melody, wypatrując w oddali zarys odchodzącego przed siebie pajacyka.
Gdy już całkowicie zniknął jej z oczu wróciła z ojcem do domu, gdzie spotkała swoją kuzynkę. Była to ta sama dziewczynka, która tak zazdrościła jej sympatii Pinokia.
- A gdzie jest Pinokio? Nie przyszedł z tobą? - zapytała, rozglądając się za drewnianym chłopcem, gdyż już pan Lucas odszedł.
- Nie przyjdzie... Już więcej nie przyjdzie - odparła załamanym głosem Melody.
- Dlaczego? Co się stało?
Kuzynka opowiedziała jej wszystko dokładnie, nie pomijając przy tym żadnego szczegółu. Posiadaczka ciemno-blond włosów słuchała ją uważnie, ale była oburzona zachowaniem Melody.
- Jak mogłaś pozwolić mu odejść?! - krzyknęła - Przecież to taki dobry chłopak! Co z tego, że jest drewna?! Powinnaś go kochać bezwarunkowo!
- Ale on sam odszedł... Nie mogłam go zatrzymać.
- Mogłaś, ale nie chciałaś! Nic nie stało na przeszkodzie, abyście się dalej przyjaźnili! Ja bym nie pozwoliła mu odejść!
- Tata powiedział, że czasami prawdziwa miłość każe nam pozwolić komuś odejść.
- Mój tata uczył mnie czego innego! Powiedział mi, że jeżeli kochasz szczerze, to nie zostawiasz ukochanej osoby samej z jej problemami! Ty wcale nie kochasz Pinokia!
- Jak możesz tak mówić?! I w ogóle, to dlaczego go tak bronisz?
Kuzynka już chciała jej odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili zamilkła i nie powiedziała więcej ani słowa w tej sprawie.
***
Pinokio powoli powrócił do rzeczywistości i spojrzał na dziewczynkę siedzącą obok niego.
- Teraz sobie ciebie przypominam... Ty jesteś kuzynką Melody Lucas! Tańczyłem z tobą na jej urodzinach!
- Tak, to prawda - potwierdziła dziewczynka - Nazywam się Geena Johnson. Moja mama i mama Melody są siostrami.
- Rozumiem... Przepraszam, że cię wcześniej nie poznałem - rzekł pajacyk - Dziwi mnie jednak, że ty mnie pamiętasz.
Geena uśmiechnęła się do niego delikatnie i odparła:
- To nie było wcale trudne, Pinokio. Jesteś przecież wyjątkowy.
- Ja? Wyjątkowy?
- Tak. Trudno by było cię raczej zapomnieć niż zapamiętać.
Dzieci uśmiechnęły się do siebie delikatnie.
- Jak tutaj trafiłaś? - spytał po chwili Pinokio.
- Płynęłam z moimi rodzicami statkiem, gdy nagle napadli nas ci podli piraci. W walce z nimi mój ojciec zginął, a mama wypadła za burtę i utopiła się. Mnie zaś piraci złapali i uznali, że będą mogli mnie sprzedać na targu niewolników daleko na Wschodzie. Ciebie pewnie też chcą sprzedać.
- Nie pozwolę im na to! Uwolnię nas oboje, zobaczysz!
To mówiąc pajacyk próbował rozerwać więzy, ale były zbyt mocno zawiązane, więc mu się to nie udało.
Wtem dzieci usłyszały jakieś kroki. Spojrzeli w kierunku drzwi, które po chwili się otworzyły i wszedł przez nie jeden z piratów.
- Pójdziesz ze mną, panienko! - zawołał groźnie.
- Ale dlaczego? Czy jesteśmy już na miejscu?! - pisnęła Geena.
- Co wy chcecie jej zrobić?! - krzyknął Pinokio.
- Wybuchł sztorm i może nas zaraz zatopić - powiedział pirat - Wiemy doskonale, czyja to sprawka. Kobieta na pokładzie przynosi pecha. Złożymy cię więc w ofierze bóstwom mórz, a wtedy pogoda się uspokoi!
- Nie pozwolę wam na to! - wrzasnął oburzony pajacyk.
Pirat podle kopnął go w brzuch i posłał na sam koniec kajuty.
- Milcz, głupi pajacu i lepiej módl się, abym zaraz i ciebie nie złożył w ofierze bogom morza!
Następnie złapał dziewczynkę i wyciągnął ją na pokład. Ta przerażona krzyknęła, nawołując Pinokia, który poczekał, aż odejdą, po czym rzekł sam do siebie:
- Muszę się uwolnić... Muszę... Tylko jak?
Nagle zauważył skrzynie ulokowane w ładowni. Powoli się do nich przysunął, oparł związane dłonie o ostry kant jednej ze skrzyń i zaczął o nią powoli ocierać swoje więzy. Liczył na to, iż dzięki temu zdoła się jakoś wyswobodzić. Trwało to długo, ale w końcu przeciął więzy, a następnie zadowolony rozwiązał sobie nogi.
- Nie bój się, Geena! Uratuję cię! - krzyknął i pobiegł na pokład.
Tam zaś szalał już sztorm. Wichura połamała prawie wszystkie żagle, deszcz lał ogromnym strumieniem, zaś piraci stali trzymając przy sobie Ginę związaną i patrzącą na nich z przerażeniem.
- Dobry Neptunie! Nie pozwól nam umrzeć! - wołał głośno jeden z piratów, prawdopodobnie kapitan - Składamy ci w ofierze tę oto niewiastę! Przyjmij ją od nas i cofnij nieszczęście, które na nas zesłałeś!
Następnie jego piraci złapali Geenę i podeszli z nią do dzioba statku, aby zrzucić ją z niego do morza.
- Nie! Nie pozwolę wam na to! - wrzasnął Pinokio i skoczył szybko na kapitana piratów.
Ten zdumiony, iż jego więzień się uwolnił, zdążył tylko chwycić za nóż, po czym został uderzony z główki prosto w brzuch. Broń wypadła mu z ręki i wbiła się w dłoń Pinokia, który jednak nie poczuł tego. Następnie skoczyło na niego kilku piratów, ale pajacyk z łatwością im się wyślizgnął i dobiegł do Geeny, którą jej oprawcy zostawili na dziobie próbując dopaść drewnianego chłopca. Ten zaś bez trudu uniknął ich rąk, po czym dobiegł do dziewczynki, wyjął sobie nóż z dłoni i zaczął nim rozcinać więzy swojej nowej przyjaciółki.
- Dziękuję, Pinokio - powiedziała wzruszonym głosem Geena, gdy już została uwolniona.
- Ty głupcze! Pozabijasz nas wszystkich! - wrzasnął kapitan statku widząc, co robi pajacyk - Ona musi umrzeć, aby sztorm ustał!
- Nigdy wam jej nie oddam! - krzyknął Pinokio, a Geena mocno się w niego wtuliła.
Następnie popatrzył na dziewczynkę, odwrócił się do niej plecami i zawołał:
- Złap mnie za szyję, Geena! Szybko!
Geena posłuchała go, a on tymczasem zaczął wspinać się po maszcie na górę, po czym złapał się jednej z lin i szedł wzdłuż niej do następnego masztu.
- Zestrzelić mi tego pajaca! - krzyknął kapitan.
Piraci załadowali broń i wypalili w kierunku uciekinierów, jednak żadna z kul nie dosięgła celu dzięki zwinności Pinokia oraz burzy, która wciąż szalała na morzu i szarpała statkiem na prawo i lewo.
Pinokio wraz z Geeną na plecach tymczasem złapał się kolejnej liny i przeleciał po niej przez pół statku, aż wylądował na pokładzie, uderzając nogami w brzuch kapitana piratów, który się przewrócił.
- Cofnijcie się! - krzyknął pajacyk, machając nożem i osłaniając siebie oraz swoją przyjaciółkę - Pozwólcie nam odejść!
- Głupcze! Czy ty nic nie rozumiesz?! - zawołał jeden z piratów - Nie masz dokąd uciec! Wokół jest morze! Utoniecie oboje!
- Wolę to niż bycie niewolnikiem!
Nagle coś przerwało jego rozważania i sprawiło, że odważny dotąd pajacyk krzyknął z przerażenia. Piraci zaniepokojeni odwrócili się w stronę tego, co wywołało w ich przeciwniku strach i zauważyli wówczas ogromną falę pędzącą prosto na nich.
- Geena, złap się mnie mocno i wstrzymaj oddech! - krzyknął Pinokio do swojej przyjaciółki.
Dziewczynka posłuchała go, a już chwilę później fala zalała statek, przewracając go do góry dnem. Pinokio i Geena polecieli wraz z falą prosto do morza. Na szczęście dziewczynka trzymała się go mocno, więc pajacyk, który jak wiadomo był zrobiony z drewna i jako drewniana istota nie mógł pójść na dno, wypłynął razem z nią na powierzchnię.
- Udało się nam, Geena! - zawołał radośnie - Żyjemy!
- Ale jak długo?! Zaraz utoniemy! - pisnęła dziewczynka, mocniej się do niego tuląc.
- Nie pozwolę na to! Trzymaj się mnie cały czas! Jestem z drewna! Nie utonę!
Następnie pajacyk zaczął machać szybko rękami płynąc przed siebie. Nie obejrzał się wstecz i nie sprawdził, czy któryś z piratów przeżył. Trudno go chyba o to obwiniać, wszak ci ludzie chcieli jego i Geenę sprzedać jako niewolników. Dziwne więc by było oczekiwać od niego, żeby miał się nimi teraz przejmować i sprawdzać, czy wyszli z tego cało.
Geena trzymała się bardzo zachłannie szyi Pinokia, który teraz machał rękami raz za razem, płynąc przed siebie i licząc na to, że w końcu ujrzy jakiś ląd na horyzoncie. Niestety, chociaż burza powoli zaczęła mijać, to oni wciąż go nie widzieli, a pajacyk zaczął powoli słabnąć, podobnie jak i jego towarzyszka.
- Musimy... Musimy płynąć... dalej... - jęczał Pinokio, już z coraz większym trudem machając już rękami.
- Biedny Pinokio - jęknęła załamana dziewczynka - Tak się musisz męczyć przeze mnie. Jestem tylko dla ciebie ciężarem. Puść mnie i ratuj się sam.
- Nigdy! Nie pozwolę na to! Uratuję cię, choćbym sam miał zginąć!
Wzruszona jego słowami Geena mocniej się w niego wtuliła, a Pinokio dalej machał rękami próbując dostrzec przed sobą jakiś brzeg, ale nigdzie go nie widział. Wydawało się, że już po nich, kiedy to nagle dostrzegli jakieś światło przed sobą. Niewielkie, delikatne światło migoczące w oddali.
- Zobacz, Geena! Tam się coś błyszczy! - zawołał pajacyk.
- Może to latarnia morska? - zasugerowała dziewczynka.
- Możliwe... Płyniemy tam!
Pinokio z większą radością zaczął machać rękami i płynąć w kierunku zbawiennego światła, a to zbliżało się do nich coraz mocniej, aż wreszcie zobaczyli je tak blisko, że mogli je wręcz dotknąć. Nie była to jednak latarnia morska, a światło lampy przymocowanej do dziobu łódki, którą ktoś właśnie płynął.
- Proszę, pomóżcie nam! - jęknął Pinokio - Potrzebujemy pomocy!
- Pinokio, synku mój kochany! Nareszcie cię odnaleźliśmy! Alidoro, znaleźliśmy go! - odezwał się nagle znajomy głos.
Chwilę później pajacyk i dziewczynka zostali wciągnięci na pokład łodzi, a sam Pinokio wpadł radośnie w objęcia swego ojca, majstra Gepetto. Drewniany chłopiec radośnie ściskał mężczyznę, całował go po twarzy i płakał z radości.
- Tato! Tatusiu! Tak się cieszę, że nas tu znalazłeś! Tak się cieszę! Ale skąd się tutaj wziąłeś?!
- Pomógł mi Alidoro - rzekł Gepetto, wskazując na psa siedzącego przy nim w łodzi - Był on świadkiem, jak wchodzisz na pokład i z niego nie wracasz. Potem statek wypłynął z portu, a on uznał, że coś jest nie tak, skoro nie opuściłeś pokładu. Dlatego właśnie pognał do mnie mówiąc mi o wszystkim. Pobiegłem więc razem z nim do portu, tam wypożyczyłem łódź, załadowałem nieco prowiantu i zacząłem cię szukać.
Pinokio popatrzył zdumiony na Alidora, który miał na pysku bardzo dumną minę. Bez trudu rozpoznał w nim psa policyjnego, którego niegdyś ocalił przed utonięciem, a ten za to ocalił go przed pożarciem przez rybaka. Nie spodziewał się jednak ponownie spotkać owo urocze psisko.
- Alidoro! Niesamowite! To naprawdę ty, piesku?! Och, Alidoro!
Pinokio uściskał mocno psa za łeb.
- Stary, dobry Alidoro! Mój przyjacielu! Skąd ty się wziąłeś w moich rodzinnych stronach?!
- Znudziła mnie praca dla karabinierów, poza tym patrzono na mnie krzywo odkąd pozwoliłem ci uciec. Dlatego też porzuciłem tę psią służbę i zacząłem wędrować po świecie, żyjąc na własny rachunek - wyjaśnił pies.
Pinokio uśmiechnął się radonie, po czym spojrzał na Geenę.
- Och! Wybacz, Geena. Zupełnie o tobie zapomniałem. To jest mój tata, Gepetto, a to jest mój wierny przyjaciel Alidoro. A to jest Geena, moja nowa przyjaciółka.
- Bardzo mi miło was poznać - uśmiechnęła się dziewczynka do psa i staruszka, którzy ocalili jej życie.
- Nam również miło cię poznać, Geena - rzekł Alidoro.
- Będzie nam jeszcze milej, jeśli zaraz wrócimy do domu - powiedział Gepetto - Tylko, w którą to może być stronę?
- Nie wiesz, tato, jak wrócić?
- Niestety, nie... Nie mam busoli ani nic z tych rzeczy. Po gwiazdach też nie namierzę kierunku, bo gwiazd nie ma na niebie. Obawiam się, że utknęliśmy tu na dobre.
W ten oto sposób Pinokio i Geena, choć uniknęli utonięcia, to jednak teraz znaleźli się oni na łasce nieposkromionego żywiołu, jakim jest morze, które wciąż zapowiadała im śmierć pomimo tego, iż sztorm dawno ustał.
***
Długo z pomocą lampy podróżnicy wypatrywali jakiegokolwiek lądu przed sobą, lecz niestety nie dostrzegli go. Załamani postanowili zaczekać z tym do jutra. Gepetto zmęczony poszedł spać, a wkrótce zrobił to również Alidoro. Jedynie ich młodzi towarzysze niedoli długo jeszcze wpatrywali się w księżyc wiszący na niebie.
- O czym teraz myślisz, Geena? - zapytał Pinokio.
- Myślę o tym, jakie masz szczęście, że masz ojca, który cię szukał na samym środku morza - odpowiedziała smutno Geena - I choć nie jesteś prawdziwym chłopcem, to jednak masz prawdziwego ojca, który się o ciebie troszczy. A ja, chociaż jestem prawdziwą dziewczynką, to nie mam już ani ojca, ani matki, którzy zginęli z rąk piratów. Nie mam już żadnej rodziny. Nikogo, kto by na mnie czekał.
Pajacyk posmutniał, słysząc te słowa. Bardzo chciał on pomóc swojej małej przyjaciółce, ale nie miał pojęcia, jak to zrobić. W końcu przyszło mu coś do głowy i natychmiast wypowiedział na głos swoją myśl mając przy tym nadzieję, że zdoła tym pocieszyć Geenę.
- Wiesz... Skoro nie masz rodziny, to może mój tata byłby teraz twoim tatą, a ja twoim bratem.
Geena spojrzała na Pinokia, a jej twarz rozjaśnił uśmiech.
- Chciałbyś być moim bratem? - zapytała wzruszona.
- Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko temu, aby mieć brata, który jest z drewna.
- Och, nie mów tak! Myślę, że cudownie byłoby mieć takiego starszego brata jak ty! - zawołała radośnie dziewczynka - Wiesz, ja zawsze chciałam mieć starszego brata, który by się mną opiekował. I teraz będę go mieć! Och, Pinokio! Jesteś taki kochany! Dziękuję ci!
To mówiąc Geena uściskała mocno Pinokia, aż tak się lekko zarumienił na twarzy.
- Ale wiesz... Niektórzy ludzie mogliby się z ciebie śmiać, że masz brata, który jest pajacem - zauważył po chwili drewniany chłopiec.
- A co mnie obchodzą inni ludzie? Nie mogłabym wyśnić sobie innego lepszego starszego brata niż ty.
- Mówisz poważnie, Geena?
- Tak!
Chwilę później dzieci złapały się za ręce, patrząc sobie wesoło w oczy.
- Wiesz, Geena... Odtąd będziesz miała już zawsze brata, choć kiedyś przestanę być starszy od ciebie, bo ty dorośniesz, a ja wciąż będę dzieckiem i pajacykiem. Wtedy już nie będę starszym bratem, ale młodszym i to ty będziesz się mną opiekować. To też pewnie będzie całkiem przyjemne, ale nie tak, jak teraz. Niestety, ja nie będę nigdy prawdziwy.
- Nie mów tak, Pinokio! - zaprotestowała dziewczynka - Pamiętam, jak poznałeś Melody. Udawałeś przed nią prawdziwego chłopca. Melody potem mi mówiła, że wyznałeś jej, iż chcesz nim być i że podobno jest to możliwe.
- Bo tak wtedy było. I wierzyłem w to wtedy.
- Musisz więc ponownie uwierzyć w to, że tak się stanie.
- Ja w to nadal wierzę, ale wiesz... Zrobiłem w życiu tak wiele złego, że obawiam się, iż nigdy tego nie naprawdę.
- Opowiedz mi o tym, proszę.
Pinokio popatrzył na Geenę i powoli zaczął opowiadać jej o całym swoim życiu. Dziewczynka słuchała go uważnie, nie przerywając wcale ani przez chwilę swemu przybranemu bratu. Kiedy ten zaś skończył już mówić, to ze smutkiem powiedziała:
- Rozumiem, czemu uważasz, że jesteś zły, ale ja nie uważam, żebyś nie miał szansy na to, aby zostać prawdziwym chłopcem. Odpokutowałeś już swoje winy i jesteś teraz dobrym pajacykiem.
- Ale czy będę dobrym człowiekiem?
Geena złapała go jeszcze czulej za dłonie i spojrzała mu w oczy.
- Jestem tego pewna, Pinokio. Musisz tylko dalej być sobą i już nie zmieniać się na złe. Ja ci w tym pomogę. Zobaczysz, uda się nam.
- Naprawdę chcesz mi pomóc?
- Oczywiście, Pinokio, że chcę. Przecież młodsza siostrzyczka również pomaga starszemu bratu, a ty jesteś moim starszym bratem.
Następnie przytuliła się do niego, a on objął ją zachłannie czując, jak serce bije mu bardzo mocno. Tylko raz w życiu czuł takie uczucie... Do jej kuzynki Melody. Teraz jednak znowu to nastąpiło i było równie cudowne, co wtedy, a nawet jeszcze lepsze.
***
Pinokio obudził się rano głodny i spragniony, ale nie bez nadziei na to, że będzie lepiej. Rozmowa, jaką odbył przed snem ze swoją przyjaciółką i zarazem siostrą bardzo mu pomogła i dodała mu otuchy. Dzięki niej poczuł się o wiele lepiej.
Sama Geena spała z głową na kolanach Pinokia. Gepetto i Alidoro zaś drzemali tuż obok. Pajacyk uśmiechnął się na ten widok, po czym rozejrzał się dookoła i wtem zobaczył on na horyzoncie coś, co go uradowało.
- Geena! Obudź się! - zawołał Pinokio, budząc dziewczynkę - To jest ląd! Zobacz! To ląd! Tato! Alidoro! Obudźcie się! Widzę ląd!
Wszyscy obudzili się i zauważyli majaczący na ich horyzoncie kształt. To była skalista wyspa z ogromną górą, jakby wulkanem.
- A niech mnie! - jęknął przerażony jej widokiem Gepetto - Nie wiem, czy powinniśmy się cieszyć. Wiecie, jak nazywają tę wyspę?
- Jak? - spytał Pinokio.
- Diabelska Wyspa - wyjaśnił majster.
- Diabelska? - jęknął Alidoro.
Geena mocno wtuliła się w swojego przyjaciela, który objął ją czule do siebie. Widać nazwa tego lądu nie napawała ją optymizmem.
- O tej wyspie krążą różne złe legendy - mówił dalej Gepetto - Nie wiem, ile z nich to prawda, ale wolałbym się nie przekonywać.
- Obawiam się, że nie mamy wyjścia - rzekł Alidoro, patrząc na koszyk z prowiantem - Nie mamy już zbyt wiele jedzenia i słodkiej wody. Jeśli nie znajdziemy jej tutaj, to umrzemy z głodu i pragnienia na środku morza.
Gepetto westchnął głęboko i powiedział:
- Alidoro ma rację. Musimy płynąć na tę wyspę i spróbować uzupełnić zapasy. Tylko nie wiem, czy tutaj coś znajdziemy.
- Nie poddawaj się, tato! - zawołał Pinokio - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz!
- Właśnie! Z Pinokiem nigdy nie zginiemy! - dodała Geena głosem pełnym nadziei.
Alidoro zachichotał lekko, widząc to.
- Coś mi mówi, drogi majstrze, że ktoś ma tutaj do kogoś słabość.
- Tak... Niewątpliwie - uśmiechnął się Gepetto.
***
Podróżnicy dobili do brzegu, po czym zeszli na ląd i zaczęli szukać jedzenia. Niestety, na całej plaży nigdzie nie mogli go znaleźć. Nie znaleźli też żadnego źródła wody pitnej. Prócz tego zerwał się silny wiatr, zrobiło się zimno i musieli szukać schronienia przed chłodem w najbliższej jaskini. Pinokio i Geena przynieśli trochę drzewa (tylko tyle znaleźli), aby rozpalić ognisko, po czym usiedli przy nim, aby się ogrzać oraz najeść. W koszyku nie było zbyt wiele prowiantu, jednak Gepetto ostrożnie podzielił zapasy po równo radząc przyjaciołom, aby jedli oni i pili ostrożnie, bo inaczej szybko skończy się im to, co mają, a wówczas nie będą mieli nic. Prócz tego on sam poczuł, że jest strasznie zmęczony i położył się blisko ogniska, aby ogrzać swoje ciało.
- Nie jestem już tak młody jak wy - powiedział ze smutkiem w głosie - Taka pogoda nie działa dobrze na moje stare kości.
- Nie bój się, tato. Jeszcze doczekasz mojego wesela - zażartował sobie Pinokio, choć w głębi serca niepokoił się o los ojca.
- Właśnie! Będzie pan zdrowy, zobaczy pan! - zawołała Geena - Mam stryja, który mieszka w tych samych stronach, co pan, tak niedaleko Krainy Głupków. Gdy już wrócimy do domu, to poproszę go, aby przyjął pana i Pinokia do siebie. No i oczywiście też Alidoro. Na pewno się na to zgodzi, bo przecież ocaliliście mi życie. Będziemy żyli wszyscy razem jak jedna wielka, szczęśliwa rodzina.
- Dziękuję ci, kochanie. Jesteś bardzo miła - rzekł wzruszony Gepetto - Ale nie wiem, czy ja dożyję tego czasu. Nie przejmujcie się mną jednak. Spróbujcie poszukać coś do jedzenia i picia. Być może jest tu jakieś źródło pitnej wody i trzeba go dobrze poszukać.
- Idźcie! Ja go popilnuję - powiedział Alidoro.
Pinokio i Geena poszli więc przeszukać całą wyspę, aby znaleźć coś do jedzenia. Nic nie mogli jednak znaleźć, gdyż wyspa składała się głównie z samych skał, więc praktycznie nic na niej nie rosło. Można było jeszcze sprawdzić kolejną jaskinię, która to wyglądała niczym paszcza potwora, jednak jej wygląd był tak przerażający, że żadne z dzieci nie zdobyło się na to, aby ją zwiedzić.
W końcu oboje załamani postanowili wrócić do groty, w której to zostawili Gepetta i Alidora. Pinokio jednak potem znowu sam poszedł na plażę, aby poszukać jedzenia. Niestety, poszukiwania spełzły na niczym, więc usiadł załamany na piasku i myślał, co ma teraz zrobić. Z rozmyślań wyrwał go dziewczęcy okrzyk.
- Pinokio, gdzie jesteś?!
- Tutaj, Geena!
Chwilę później dzieci wpadły w sobie objęcia.
- Tak się o ciebie bałam. Dlaczego znowu tutaj przyszedłeś? - spytała dziewczynka.
- Chciałem znaleźć słodką wodę, ale nic tutaj nie ma. Obawiam się, że to koniec.
- Czy to znaczy, że tutaj umrzemy?
- Nie wiem, ale nie poddam się, póki jest jeszcze nadzieja.
Geena patrzyła na niego zachwycona.
- Co się stało? - spytał pajacyk, widząc jej minę.
- Nic... Tak tylko lubię na ciebie patrzeć - odparła jego przyjaciółka, lekko się przy tym rumieniąc.



















Drogi mój Jasiu Kronikarzu, :)
OdpowiedzUsuńDopiero co przeczytałam pierwszą część Twojego opowiadania. Powiem szczerze, że jest ona super. Zaczyna się bardzo ciekawie. I podoba mi się, jak ładnie opisujesz uczucia Pinokia do Melody – normalnie jak poeta. :) Pamiętam tę postać z anime, świetnie ją oddałeś w swoim opowiadaniu. Choć Geena nieco lepsza, ale chyba taka też w anime, prawda? Najbardziej podobały mi się w tej części słowa Wróżki o miłości. Myślę, że ta „tajemnicza” kuzynka (którą okazała się być Geena), lepiej je rozumie niż Melody, skoro powiedziała stanowczo swej kuzynce, że ona by nie pozwoliła Pinokiowi odejść. Zrobiła też na mnie wrażenie odwaga Pinokia i to, jaki troskliwy był wobec Geeny. Zupełnie jak Ash wobec Sereny w „Pokemonach”. Pod koniec zaś akcja trzyma w napięciu aż do ostatniej chwili. W miarę czytana zaczęłam coraz bardziej interesować się losami Pinokia, Geeny, Gepetta i Alidora, czy jakoś się z tej wyspy uratują i w ogóle co ich tam spotka. Ta część bardzo mnie ciekawiła i przejęła. Ciekawi mnie, jaka będzie druga część.