czwartek, 29 marca 2018

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. I

Część I - Miłość od pierwszego wejrzenia


Znacie rodzinę Rabatków? Nie? Wobec tego już najwyższa pora na to, abyście ją poznali, bo jest to naprawdę przesympatyczna rodzina królików. Najbardziej sympatyczna ze wszystkich króliczych rodzin, jakie znam, a znam ich bardzo dużo.
Głową tej rodziny jest Narcyz, ojciec pięciorga uroczych dzieciaków i zarazem najbardziej sympatyczny królik w całym Borówkowym Wzgórzu. Jest wdowcem, jego żona zmarła na poważną chorobę. Narcyz nie lubi o tym rozmawiać, ale pielęgnuje pamięć swej zmarłej żony tak, jak tylko może najlepiej, a prócz tego robi to, co może, aby wychować swoje potomstwo na mądre oraz szlachetne króliki. Pomaga mu w tym jego siostra Cynia, stara panna z nadmiarem wolnego czasu oraz wielkim instynktem macierzyńskim. Sama nie ma własnych dzieci, więc tym bardziej kocha dzieci swego brata i jest im nie tylko ciocią, ale też kimś w rodzaju zastępczej matki, w której to roli sprawdza się doskonale.
Abyście lepiej umieli sobie wyobrazić te postacie, pozwolę sobie jak  najlepiej je opisać, bo dzięki temu, jeżeli je spotkacie kiedyś na ulicy, to bez trudu odgadniecie, kto jest kim.
Narcyz jest wysokim, brązowym królikiem (choć kolor jego futra nie ma tu tak wielkiego znaczenia, ponieważ w Borówkowym Wzgórzu i jego okolicach wszystkie króliki są takiej właśnie maści - dlatego wspominam tu o tym tylko formalnie, aby wszystko było jasne). Chodzi zwykle ubrany w kremową koszulę na guziki, czerwoną marynarkę, muszkę tej samej barwy oraz brązowe spodnie. Rzadko kiedy zakłada inny strój, nawet do pracy w ogrodzie czy przy swojej pasiece - po prostu nakłada na swój ubiór fartuch lub kombinezon ochronny i już po sprawie. Z natury bowiem pan Rabatek nie traci czasu, a zwłaszcza wtedy, gdy pali się do jakiegoś zajęcia. Dlatego woli nie tracić czasu na przebieranie się i zwykle po prostu robi to, co już opisaliśmy. Pod tym względem jest dość nieporządny, a w każdym razie tak twierdzi jego siostra.
Cynia Rabatek z kolei jest wzorem wszelkiej elegancji i porządku. U niej wszystko zawsze błyszczy, a zwłaszcza kuchnia, w której niepodzielnie króluje. Sama chodzi ubrana skromnie, jednak z klasą, czyli tak, jak na gospodynię przystało. Jej strój stanowi niebieska suknia z białym fartuchem kuchennym oraz biały czepek. Ponieważ Cynia nigdy nie miała dobrego wzroku, to nosi okulary, bez których poruszanie się dla niej byłoby trudne, a może nawet niemożliwe.
To tyle, jeśli chodzi o wygląd. Jeśli chodzi zaś o charaktery, to Cynia bywa zrzędliwa i przemądrzała, ale ma dobre serce i wiele ciepła do innych, a już zwłaszcza dla dzieci. Z kolei Narcyz jest pod wieloma względami lekkoduchem, który próbuje się niczym nie przejmować, co bynajmniej nie przeszkadza mu być także odpowiedzialnym za swoje dzieci rodzicem, który wkłada im do ich uroczych główek same mądre rzeczy. Po prostu (w przeciwieństwie do swojej siostry) pan Rabatek z zasady uważa, że na tym świecie jest za wiele rzeczy, aby miał się nimi wszystkimi przejmować, bo gdyby miał to robić, to chyba by osiwiał. Dlatego też zwykle chodzi wesoły i uśmiechnięty, nawet w pracy zachowując dobry humor. Umie też naprawić wiele rzeczy w domu i zna się na typowo męskich zajęciach, ale już na prowadzeniu domu (zwłaszcza pod względem gospodarczym) nie wyznaje się prawie wcale, więc takie sprawy jak dbanie o to, aby zawsze było co do garnka włożyć należą do jego siostry. To właśnie Cynia robi zakupy, pierze, gotuje, a dodatkowo pilnuje także, aby spiżarnia zawsze była pełna. Do tego wszystkiego jej brat, pomimo naprawdę wielkich chęci, nie ma po prostu głowy, dlatego już dawno przestał się tym zajmować. Prócz tego wychodził z założenia, że skoro siostra już chce mu pomagać w prowadzeniu domu, to niech ma co robić, bo gdyby on we wszystkim ją wyręczał, to ona zostałaby bez zajęcia. Cynia Rabatek oczywiście wcale nie narzekała na brak zajęć, a tłumaczenia brata w tej sprawie odbierała jako zwykłą chęć wymigania się od pomagania jej przy gospodarstwie, ale dość szybko się pogodziła z tym, że Narcyz ma taki sam zapał do takich obowiązków jak gotowanie czy też dbanie o spiżarnię, jak ona do naprawiania rowerów czy zbierania miodu od pszczół, czyli praktycznie żadne. Zresztą tu już nawet nie chodziło o zapał, a raczej o zwyczajne umiejętności, które każde z nich posiadało w innych dziedzinach. Dlatego właśnie, pomimo początkowych niesnasek rodzeństwo podzieliło się obowiązkami i żyło odtąd w całkowitej zgodzie.


Podobna zgoda panowała zawsze pomiędzy dziećmi Narcyza, a jest to naprawdę przeurocza piątka. Najstarszy z nich to Bratek, rodzinny geniusz, posiadający ogromną wiedzę ścisłą na wiele tematów. Podobnie jak Cynia nosi okulary, bez których bardzo kiepsko widzi. Posiada dość przemądrzały charakter, co również łączy go z ciocią, podobnie jak też i wielki instynkt bratersko-ojcowski, jeżeli oczywiście można to tak nazwać. Mówię wam o  tym, ponieważ nasz uroczy króliczek pomimo tego, że zazwyczaj siedzi z nosem w książkach naukowych lub przygodowych (bo oprócz nauki Bratek kocha również dobrą literaturę) ma także ogromną więź emocjonalną z rodziną, którą to uwielbia ponad wszystko. Umie też często zastąpić ojca w opiece nad rodzeństwem, a prócz tego jest najbardziej odpowiedzialny z całej piątki.
Drugi pod względem wieku jest Bławatek, największy rozrabiaka w całej tej uroczej grupce. Jeśli można o kimś powiedzieć, że posiada głowę pełną zwariowanych pomysłów, to właśnie o nim, gdyż Bławatek zwykle ma najwięcej koncepcji, które realizuje jego rodzeństwo - czy to chodzi o zabawę, czy o poważne sprawy. Prócz tego nie gardzi bójkami, jeśli trzeba bronić honoru rodziny i lubi męskie zajęcia, dlatego zaraz po Bratku to on najwięcej pomaga ojcu w jego obowiązkach. Dodać też należy, że zwykle posiada on lekką pogardę do tego, co jest dziewczęce - a przynajmniej w jego oczach. Mimo tego jest bardzo dobrym kolegą, choć chwilami nawet rodzeństwo ma go serdecznie dosyć.
Trzecią od wieku licząc jest Różyczka, jedyna dziewczynka w całej grupie, z czego czuje ogromną dumę. Uważa się za niezwykle wrażliwą i uprzejmą osobę, choć z tym ostatnim bywa u niej różnie. Faktem jednak jest, że rzeczywiście jest wrażliwa i miła, lecz kiedy się zezłości, to rzadko przebiera w słowach i wówczas mówi bez skrupułów to, co myśli. Lubi też często dyrygować innymi, a już zwłaszcza swoim młodszym rodzeństwem, a czasami nawet uważa się za ich matkę. Sfera uczuć i miłości nie ma przed nią tajemnic, a choć sama nie ma jeszcze chłopaka, to chętnie swata innych. Prócz tego pod wieloma względami jest najwięcej emocjonalnie związana z Bratkiem, z którym często w zabawach bawi się w małżeństwo. Lubi też przebieranki i teatrzyki, a w do tego jest zawsze chętna do niesienia innym pomocy. Prócz tego nie ma chyba wiele osób, które potrafią dorównać jej w uporze - jak tylko Różyczka się na coś uprze, to musi to zrobić i nic nie jest w stanie ją od tego odciągnąć.
Czwarty z rzędu jest Koniczynek. Chociaż jest on chłopcem, to posiada bardzo wielką wrażliwość emocjonalną na wiele spraw, a sprawy uczuć - podobnie jak Różyczka - zna bardzo dobrze. Z całego rodzeństwa to właśnie on jako pierwszy zdobył dziewczynę, którą jest Paprotka, ich sąsiadka i zarazem córka najlepszego przyjaciela Narcyza. Oboje już od dość dawna są parą, a ich ojcowie z uśmiechem patrzyli na ten związek mając nadzieję, że kiedyś ich dzieci się pobiorą, na co zresztą sami zainteresowani reagowali rumieńcem, gdy tylko im o tym wspominano. Koniczynek też najczęściej sprzecza się z Bławatkiem, który niejeden raz uważa jego zachowanie za zbyt „babskie“ i wychodzi z założenia, że brat swoją wrażliwością przynosi mu wstyd. Mimo tego obaj potrafią stworzyć zgrany duet, jeśli tylko chcą.
Piąty i ostatnim członkiem tej grupy jest Stokrotek. To jeszcze małe dziecko, dosyć strachliwe oraz bojące się wielu rzeczy, których jego starsze rodzeństwo już dawno przestało się bać m.in. opowieści o duchach. Jest kimś w rodzaju maskotki całej rodziny, uroczym beniaminkiem, na którego nikt nie umie się gniewać, a jeśli już, to niedługo. Mówi cienkim i czasami piskliwym głosikiem, prócz tego wiecznie targa ze sobą swoją maskotkę o imieniu Króliś, którą uważa za swojego najlepszego przyjaciela. Jednym słowem, to urocze dziecko w całej swojej postaci i zarazem też ulubieniec całej rodziny.
Tak oto w skrócie przedstawia się cała rodzina Rabatków. A zatem, skoro opisy mamy już za sobą, możemy przejść do historii. Tylko o kim by tu opowiedzieć? Każde z członków rodziny miało jakieś ciekawe przygody i każde z nich uważa swoją perypetie za te najciekawsze i najbardziej godne poznania. Wybór zatem jest dla mnie naprawdę trudny. Która historia jest lepsza? Która posiada najwięcej uroku i zasługuje na opisanie?
Na całe szczęście rodzeństwo Rabatków zaproponowało mi wyjście z sytuacji. Każde z nich zapisało tytuł swojej najlepszej (a przynajmniej ich zdaniem) przygody, zwinęło kartkę w małą kosteczkę i wrzuciło do kubka. Teraz zostało mi tylko wylosowanie jednej z karteczek i opowiedzenie wam tej historii. A więc do dzieła!
Losowanie zakończone! Wybór padł na Bratka i opowieść o tym, jak zdobył on serce swojej obecnej dziewczyny. No cóż, kochane króliczki, nie patrzcie na mnie takim wzrokiem. Losowanie było uczciwe, zasady były z góry ustalone, więc nie ma gadania, trzeba dopełnić warunków umowy. A zatem, do dzieła! Opowieść czas zacząć!

***


Był początek lata, piękny i słoneczny dzień. Narcyz Rabatek siedział w swoim ogródku, w swoim codziennym ubiorze z narzuconym nań zielonym fartuchem, słomkowym kapeluszem i sekatorem strzygł żywopłot. W oknie z piętra obserwowała go Cynia, która wyraźnie była niezadowolona.
- Napraw wreszcie tę okiennicę! - zawołała do swego brata - W okolicy grasuje złodziej i nie chcę, żeby się tu dostał. Czy ty w ogóle słyszysz, co ja do ciebie mówię?!
Narcyz uśmiechnął się delikatnie i nawet nie spoglądając na siostrę odpowiedział beztrosko:
- Spokojnie. Zajmę się tym, jak przytnę żywopłot.
- Tak, tak. Spokojnie - przedrzeźniała go Cynia - Powtarzasz to już od dwóch tygodni.
Po tych słowach załamana wróciła do swoich zajęć mając nadzieję, że tym razem jej brat potraktuję prośbę o naprawę okiennicy na poważnie i w końcu się za to weźmie.
Tymczasem w pokoju Różyczki jedyna dziewczynka w tej grupie, jak zwykle ubrana w niebieską sukienkę i wystający spod niej biały sweterek urządziła małe zebranie rodzeństwa Rabatków.
- To świetny pomysł! - zawołała Różyczka, patrząc z zachwytem na trzymaną właśnie w łapkach kartkę papieru - Tak! I co wy na to?
Stojący przed nią Bławatek, Stokrotek oraz Koniczynek patrzyli w kierunku siostry z zainteresowaniem, ale też wyraźną niewiedzą, ponieważ Różyczka już od kilku minut była czymś zachwycona, jednak nie raczyła im powiedzieć, czym konkretnie.
- No... A w sumie, to o czym mówisz? - zapytał Bławatek, ubrany jak co dzień w koszulkę w różowo-beżowe paski, fioletowe spodnie i czapkę z daszkiem o kolorach takich samych jak jego ubiór.
- No, jak to? - zdziwiła się Różyczka - O tym, o czym już od dawna mówimy. Będziemy wydawać gazetę!
- Aha! - zawołali jej bracia, już powoli zaczynając rozumieć.
- Wspaniale, siostrzyczko! - zawołał zachwycony Bławatek - Nasze pismo na pewno odniesie sukces!
Stokrotek, jak zwykle ubrany w swój żółty, jednoczęściowy strój (z wyszytą na nim marchewką) oraz narzuconą na to czerwoną kamizelkę, pisnął z zachwytu i spojrzał pytająco na Koniczynka ciekaw jego zdania w tej sprawie.
- Może i tak, ale niby o czym mielibyśmy pisać? - zapytał Koniczynek.
- Ja wiem! - zawołał Stokrotek - Napiszemy artykuł o żniwach albo może o...
Nie dokończył, bo przerwał mu Bławatek.
- Lepiej napiszmy o nowym moście.
- Most jest nudny. Żniwa są lepsze - odezwał się Koniczynek, lekko poprawiając na sobie swoją niebieską koszulkę z białym kołnierzykiem oraz zielone spodnie.
- Ekhem! - chrząknęła Różyczka.
- Nie, most jest fajniejszy - odparł Bławatek.
- CHCĘ COŚ POWIEDZIEĆ! - krzyknęła wręcz wściekłym głosem ich siostra.
Pod wpływem tego krzyku obaj bracia natychmiast się uspokoili, a dziewczynka widząc, że oto wreszcie ma możliwość mówienia, przeszła do kontynuowania swej wypowiedzi.
- Potrzebny nam jest temat, który zainteresuje wszystkich, więc...
- Więc? - zapytał Koniczynek.
- Więc napiszemy o miłości.
- Co?! O miłości?! - zawołali chórem jej bracia, bardzo zdumieni takim pomysłem.
- No tak! - potwierdziła Różyczka - To się spodoba czytelnikom! Temat jest na czasie, bo niedługo Dzień Zakochanych!
Bławatek pomyślał przez chwilę na tym, co usłyszał. Chociaż sprawy uczuć mało go ciekawiły, tym razem przyznał siostrze rację.
- Niegłupi pomysł - powiedział - O czym dokładnie napiszemy?
- O zakochanych z Borówkowego Wzgórza - odpowiedziała Różyczka - Przeprowadzimy wywiady, zapytamy, jak się spotkali i jak wyznali sobie miłość. Dobrze to wymyśliłam?
Jej bracia pokiwali zachwyceni głowami, a zwłaszcza Koniczynek, bo sprawy uczuć nigdy nie były mu nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie, zawsze wydawały mu się dość ciekawe.
Wtem niespodziewanie rozległ się gromki śmiech i do pokoju wszedł Bratek, jak zwykle ubrany w swój wierny żółty sweter jasnymi z paskami na rękawach, ciemno-niebieskie spodnie, okulary na nosie i przemądrzałą minę na pyszczku.
- Tylko dziewczyny myślą o miłości - stwierdził ironicznie - Mam sto razy lepszy pomysł na artykuł.
- Ach, tak?! A jaki?! - warknął gniewnie Bławatek.
- Prowadzę śledztwo w sprawie ostatnich kradzieży - odpowiedział mu brat - Czas zainteresować tym opinię publiczną i oto ja to właśnie zrobię! Zarezerwujcie kolumnę na mój materiał!
Ostatnie słowa wypowiedział wychodząc z pokoju z dumną miną oraz pewnością siebie w głosie.
- Phi! Zawsze się wymądrza! - mruknęła gniewnie Różyczka.
- Tak, ale nasz artykuł będzie tak ciekawy, że szczęka mu opadnie z wrażenia! - zawołał Bławatek.
Choć zwykle podzielał zdanie brata w sprawie uczuć, tym razem miał wielką ochotę utrzeć mu nosa i zamierzał to zrobić z pomocą reszty swego rodzeństwa.

***


Bratek zawsze należał do osób zdeterminowanych i jeżeli się za coś zabierał, to na poważnie i nie zamierzał odpuszczać tak łatwo. Tym razem też tak było, więc gdy wyszedł z domu z wiernym dziennikiem u boku oraz ołówkiem do pisania, to zabrał się za przepytywanie sąsiadów. Jednym z nich był starszy królik w okularach, w zielonej kurtce, brązowej koszuli i brązowych spodniach. Opisał mu on wszystko, co wie o sprawie złodzieja, który od kilku dni okradał ich spiżarnie, ale prawdę mówiąc jego wiedza w tym temacie była bardzo znikoma.
- Przykro mi, Bratku. Naprawdę nic więcej nie wiem - zakończył swoją opowieść królik.
- I nie słyszał pan, jak włamywacz wchodził do domu? - zdziwił się Bratek.
- Nie, niestety nie. Nic nie słyszałem. Spałem, kiedy opróżniał moją spiżarnię.
Bratek pomyślał przez chwilę, wsadzając sobie do ust koniec ołówka i zaglądając w notatki.
- Tak było we wszystkich przypadkach - powiedział - To już jest jakiś trop.
To mówiąc zwrócił on swój czujny wzrok na kolejny dom, dopiero niedawno zamieszkany przez nieznanych mu jeszcze nowych sąsiadów.
- A wie pan może, kto mieszka w tamtym domu? - zapytał.
- Nie mam pojęcia, ale zapukaj do drzwi. Kto wie? Być może moi nowi sąsiedzi coś słyszeli.
- No dobrze, dziękuję.
Bratek nieco zawiedziony pożegnał swojego rozmówcę i ruszył w kierunku nowego domu. Gdy już pod nim był, to rozejrzał się dookoła, ale  nikogo nie dostrzegł. Widząc, że jest sam podszedł do drzwi i zapukał.
- Jest tam kto?! - zawołał - Halo! Jest tam kto?!
- Szukasz kogoś? - odezwał się nagle czyiś głos za jego plecami.
Bratek przerażony podskoczył i odwrócił się, upadając jednocześnie na ganek domu. Przed sobą zauważył nagle dziewczynę w mniej więcej swoim wieku, choć nieco wyższą od niego. Miała na sobie jasno-żółtą sukienkę z wystającą spod niej niebieskim swetrem z białymi paskami na rękawach. Dziewczyna nosiła okulary, a jej beżowe włosy były spięte w długi warkocz przewiązany niebieską wstążką. Bratek poczuł, że serce wali mu jak szalone na widok tej króliczki. Jeszcze nigdy nie poczuł czegoś takiego na widok kogokolwiek. W dodatku wręcz zapłonął on na całym pyszczku, a z nerwów serce podchodziło mu do gardła.
- Nie... To znaczy tak... - jąkał się, podnosząc z ziemi swoją osobę oraz notatnik z ołówkiem - Jestem Bratek... Bratek Rabatek i ja... ten...
Pierwszy raz nie był w stanie się wysłowić przed jakąś dziewczyną, co było dla niego dość dziwne. Nie rozumiał, co się z nim działo. Zawsze miał tak wiele do powiedzenia, a teraz jakby go piorun trafił i odebrał mu mowę.
- Ja jestem Paula - powiedziała dziewczyna z uśmiechem na pyszczku - Sprowadziłam się tu z mamą przed trzema tygodniami.
Bratek przez chwilę nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć, kiedy nagle dostrzegł, że Paula ma pod pachą książkę z dobrze mu znaną okładką, na której widniał królik w stroju pirata ze szpadą w dłoni.
- O! - zawołał, odzyskując animusz - Znam tę książkę! To są „Nowe przygody Bystrzaka“! Czytałaś poprzednie tomy?
- Tak, jasne! - odpowiedziała mu z uśmiechem Paula, spoglądając na swoją książkę - Znam je prawie na pamięć. Uwielbiam Bystrzaka. Odbiera bogatym i daje biednym. Jest taki odważny!


Bratek poczuł, że odzyskuje odwagę do rozmowy z dziewczyną, co zwykle spotyka ludzi wtedy, gdy poznają nagle nieznaną sobie osobę, a za chwilę odkrywają, iż podziela ona ich zainteresowania.
- O tak! Niezły jest!
Oboje usiedli na schodkach ganku, a Paula położyła sobie książkę na kolanach i zaczęła ją kartkować, oglądając z zachwytem ilustracje.
- Pamiętasz, jak wdarł się do zamku i skradł koronę? Wyprowadził w pole wszystkich strażników - rzekł wesoło Bartek.
Oboje parsknęli śmiechem, przypominając sobie to zdarzenie.
- Wydaje mi się, że ty próbujesz się wedrzeć do mojego domu - rzekła po chwili Paula dowcipnym tonem.
Bratek zarumienił się zawstydzony.
- Och, przepraszam. To nie tak. Chciałem tylko sprawdzić, czy ktoś tu mieszka... Bo wiesz... Ja... Ja jestem reporterem. Piszę artykuł o ostatnich włamaniach.
To mówiąc Bratek zeskoczył ze schodów i przybrał swoją dumną minę, którą często przybierał w rozmowie z rodzeństwem.
- Staram się czegoś dowiedzieć, dlatego tu przyszedłem.
- Prowadzisz śledztwo?! - zapytała Paula, wyraźnie zachwycona tym, co właśnie usłyszała.
Bratek poprawił sobie okulary na nosie i pokiwał potakująco głową.
- Ojej! To musi być pasjonujące! - zawołała dziewczyna, wpatrując się z zachwytem w swego rozmówcę.


Najstarszy z Rabatków, widząc jej reakcję na swoje słowa poczuł się pewniej i przybrał najbardziej poważny ton ze wszystkich możliwych.
- Nie robię tego dla zabawy. Zależy mi na odkryciu prawdy.
- Może mogłabym ci pomóc? - zapytała Paula, zamykając swą książkę i odkładając ją na bok - Miałabym okazję wyjść z domu i poznać moich nowych sąsiadów.
Bratek patrzył, jak dziewczyna podchodzi do niego i znowu zaczęły mu mięknąć kolana. Aby nie dać tego po sobie poznać, skrzyżował szybko ręce na piersi i rzekł:
- No, sam nie wiem. Wiesz, gdybym szukał asystenta, to wybrałbym na niego kogoś doświadczonego i dyspozycyjnego.
Paula jednak nie traciła zapału do działania. Wręcz przeciwnie, była bardzo zachwycona tym, co Bratek mówił i w jaki sposób to robił.
- Mam mnóstwo wolnego czasu. Moja mama wyjechała, zostałam sama w domu i nie mam, co robić.
To mówiąc podeszła do Bratka i złapała go od tyłu za ramiona.
- Mogę prowadzić notatki i spisywać wywiady z sąsiadami.
Bratek poczuł, że ponownie traci kontrolę nad sobą. Dlaczego Paula musiała go trzymać za ramiona? Przecież już i tak na jej widok serce mu biło jak szalone. Teraz to się wzmogło. Jeszcze chwila i tutaj zemdleje, a wtedy co ona sobie o nim pomyśli? Ale też jej bliskość była mu bardzo miła, podobnie jak złożona przez nią propozycja. Musiał jednak wykazać męską stanowczość, aby Paula przypadkiem nie pomyślała, że łatwo jej ulega.
- Zwykle... Nie pracuję z dziewczynami. Z nimi zawsze są problemy i w ogóle...
Paula puściła jego ramiona wyraźnie zasmucona. Bratek poczuł, że musi szybko coś dodać, bo inaczej ona ucieknie.
- Ale skoro masz dużo czasu...
Dziewczyna klasnęła radośnie w dłonie.
- Och, dziękuję! Spotkamy się tu jutro rano!
- Eee... Dobrze - jęknął Bratek, przyglądając się uważnie temu, jak jego rozmówczyni podchodzi do swej książki i podnosi ją z ganku.
- Będę czekać o dziewiątej! - powiedziała, zbliżając się do drzwi.
- Tylko punktualnie. Nie cierpię... - odparł na to Bratek przemądrzałym tonem i nagle zobaczył, że Paula już weszła do domu i mówi sam do siebie, więc dokończył tylko dla zasady - Spóźnialstwa.

***


Rodzeństwa Bratka wracało załamane ze swojej misji.
- Nie napisaliśmy ani jednego zdania i nie mamy zdjęć! - jęknął wręcz załamanym głosem Bławatek - Dramat! Jesteśmy do niczego!
- Nie przesadzaj - odpowiedziała mu Różyczka, ściskająca w łapkach aparat fotograficzny - To nie nasza wina, że zakochani są tacy nieuprzejmi. Nie chcieli nawet powiedzieć, jak się poznali. Nie do wiary!
- Słuchaj, może zadawaliśmy niewłaściwie pytania - stwierdził na to Koniczynek i spojrzał na Stokrotka - Jak to: „Dlaczego zakochała się pani w takim brzydkim króliku?“. To było trochę... trochę niegrzeczne.
- Ale on naprawdę jest strasznie brzydki - odrzekł w swojej obronie Stokrotek, wywołując tym salwę śmiechu u swojego starszego rodzeństwa - No co? Dlaczego się śmiejecie?
Nagle Bławatek zatrzymał rodzeństwo, ponieważ dostrzegł coś, co go bardzo zainteresowało.
- Proszę, proszę - powiedział, wskazując na to palcem.
Przed nim stał dość ładny domek, a w jednym z jego okien widać było właśnie Paulę.
- Jeśli ona tu jest, to Bratek też - stwierdził Bławatek.
Miał rację, bo po chwili Paula odeszła, a jej miejsce przy oknie zajął nie kto inny, jak właśnie Bratek.
- Ha! A nie mówiłem? - zapytał z satysfakcją w głosie Bławatek - Od dwóch dni są nierozłączni.
Różyczka parsknęła śmiechem.
- Tak, wiecie co? - spytał wesoło Koniczynek - Bratek się zakochał. A to niespodzianka.
- Bratek kocha Paulę! - pisnął Stokrotek, chichocząc przy tym.
- A może napiszemy artykuł o nich? - zaproponowała Różyczka i nie czekając na odpowiedź dodała: - No pewnie! To będzie świetny materiał! Jeśli są zakochani, to chętnie o tym opowiedzą. A potem na pewno będą się całować!
Jej bracia zareagowali śmiechem na taki pomysł. Co jak co, ale Bratek całujący dziewczynę to było ostatnie, co oni by sobie wyobrażali. Już chyba prędzej ciocia Cynia zajęłaby się naprawą samochodu. Chociaż z drugiej strony... Skoro Bratek zaczął nagle wszędzie chodzić z dziewczyną (czego wcześniej nie robił), to mógł też się z tą dziewczyną całować. W końcu czemu nie? Zakochani zawsze prędzej czy później muszą wymienić między sobą pocałunki. Taka w końcu ich natura.
- Mam pomysł! - zawołał Stokrotek - Zrobimy im zdjęcie i zamieścimy je w gazecie.
- Bratek i Paula, zakochana para - zaśmiał się ironicznie Bławatek - Tak! Doskonały tytuł!
Wszyscy byli wręcz zachwyceni tym pomysłem. Wszyscy z wyjątkiem Koniczynka, który sam miał dziewczynę i nie chciałby, aby ktoś robił mu zdjęcia, gdy się z nią całuje, więc był pewien, że Bratek też by sobie tego nie życzył. Poza tym uważał, że śledzenie zakochanych jest nie fair.
- Ale... Nie powinniśmy ich szpiegować.
- Och, Koniczynku! Tylko ten jeden raz! - upierała się Różyczka i ruszyła w kierunku domu, w którym przebywał Bratek.
Bławatek i Stokrotek ruszyli za nią, natomiast Koniczynek (którego wciąż dręczyły wątpliwości, czy dobrze robią) ruszył za nimi.
- Pamiętajcie! Musimy być cicho! - powiedziała wesoło Różyczka, kładąc sobie palec na ustach.
Bławatek syknął „Ciii“ i położył sobie na ustach, pokazując ten gest Stokrotkowi, ten zaś pokazał go Koniczynkowi, który zachichotał lekko, widząc, z jaką powagą jego braciszek do tego podchodzi.
W tym samym czasie Bratek obserwował, jak zrobiony przez niego odlew na parapecie zasycha i można go spokojnie zdjąć. Założył wówczas białe rękawiczki i wyciągnął rękę w kierunku Pauli, która zaraz podała mu śrubokręt. Bratek tym oto narzędziem oderwał odlew od parapetu i schował go do plastikowego woreczka na dowody rzeczowe.


- Co on robi? - zapytał właściciel domu, wysoki królik w białej koszuli, brązowej kamizelce i szarych spodniach na pasku.
- Zdejmuje odciski łap - odpowiedziała Paula - Proszę się nie martwić, on się na tym zna.
- O której godzinie usłyszał pan złodzieja? - zapytał Bratek, gdy już zakończył swoją czynność.
- O jedenastej! - odpowiedział zapytany - Jestem pewien. Miałem się właśnie położyć. Wszedłem do sypialni, ale złodziej zniknął. Jak duch. Jak jakaś zjawa.
Bratek pomyślał przez chwilę nad tym, co usłyszał.
- Proszę zapisać. To ważne - polecił Pauli, która skrupulatnie wykonała jego polecenie - Paulo! Chyba jesteśmy na tropie! Wiemy już, że złodziej wspina się po ścianie i wchodzi przez okno. A to znaczy...
- Hmm? Co? - zapytała Paula, podnosząc głowę znad notatek.
- Że złodziej jest wysportowany. Tak, to oczywiste. Taka wspinaczka wymaga zwinności, zręczności i siły.
- Jaki ty jesteś mądry! - zawołała Paula zachwyconym głosem.
Mile połechtany jej komplementem Bratek uśmiechnął się zadowolony i rzekł go do właściciela domu:
- Na pewno odzyskamy skradzione rzeczy, proszę pana. Na pewno. Porozmawiamy z innymi sąsiadami i zdemaskujemy złodzieja.
Królik uścisnął mu przyjaźnie dłoń i odprowadził jego oraz Paulę do drzwi. Był wyraźnie zachwycony zapałem dwójki dzieci.
- Och, dziękuję! Dziękuję! - powiedział radośnie - Bardzo cieszę się, że się tym zajęliście. Ale na waszym miejscu zainteresowałbym się tą gęsią z sąsiedztwa. Tygodniami nie opuszcza domu. Sprawia wrażenie, jakby miała coś do ukrycia.
Bratek spojrzał w kierunku domu gęsi i zastanowił się nad słowami królika.
- Coś do ukrycia? - spytała Paula - Ciekawe, o co chodzi?
- No właśnie - rzekł królik konspiracyjnym tonem - Ja też chciałbym to wiedzieć.
Bratek i Paula podziękowali życzliwemu sąsiadowi za pozwolenie obejrzenia jego domu i za pomoc w śledztwie, po czym ruszyli w kierunku domu gęsi. Gdy tam dotarli, zaczęli uważnie mu się przyglądać.
- Dziwne - powiedziała Paula - Spójrz tylko! Wszystkie okiennice są zasłonięte.
- Lepiej będzie, jak wrócimy tu jutro - zarządził Bratek - Na pewno nas wpuści i wtedy porozmawiamy sobie z nią, a tymczasem przeanalizujemy wszystkie informacje.
To mówiąc skierował swe kroki do domu, a Paula ruszyła za nim.

***


Koniczynek patrzył załamany, jak jego rodzeństwo próbuje dojrzeć Paulę i Bratka siedzących w salonie ich domu, ale tak, żeby obserwowani ich nie widzieli. Bławatek podsadzał Różyczkę, która z kolei podsadzała w górę Stokrotka z aparatem fotograficznym w łapkach. Robiła to po to, aby dosięgał on okienka w drzwiach.
- To nie w porządku! - powiedział załamanym głosem Koniczynek - Nie wolno nikogo szpiegować. Pamiętajcie, że was ostrzegałem.
- Oj, weź nie marudź! - jęknął Bławatek, coraz bardziej rozzłoszczony gadaniną brata i tym, że siedzące mu na ramionach rodzeństwo pcha się ciągle na wszystkie strony.
- Nie pchaj się! - pisnął Stokrotek, ale Różyczka zatkała mu pyszczek łapką.
- Druga zasada dobrego reportera: „Nigdy nie robić hałasu“ - rzekła do młodszego brata.
Bławatek, który musiał ją podtrzymywać, jęknął gniewnie i rzucił:
- Hej, mądralo! A znasz trzecią zasadę?! Nie opychać się ciastkami przed ruszeniem w teren!
Stokrotek tymczasem dosięgnął wreszcie okienka w drzwiach i zawołał wesoło:
- Słuchajcie, widzę ich!
Następnie wycelował aparat i próbował zrobić zdjęcie, co niestety nie ułatwiał mu fakt, że piramida, na której siedział (złożona z Bławatka oraz Różyczki) należała raczej do bardzo chwiejnych.
Tymczasem niczego nie świadomi Bratek i Paula siedzieli w salonie przy stole i sprawdzali swoje notatki, częstując się przy tym marchewkami z miski leżącej przed nimi.
- Świetnie - powiedział Bratek - Teraz tylko musimy dowiedzieć się, do jakiego zwierzęcia należą odciski łap. Czeka nas dużo pracy. Od czego zaczniemy? Masz ochotę na marchewkę?
- Jasne, dzięki - odparła Paula, biorąc drugą marchewkę do łapki i zaczynają ją jeść.
Wyglądała, jakby od dawna nie jadła lub jadła, ale bardzo mało, jednak Bratek zbytnio zajęty swoimi notatkami, nawet nie zwrócił na to uwagi.
- To dziwne, że ta gęś nie opuszcza domu - powiedziała po chwili Paula.
- Tak - potwierdził Bratek, również jedząc marchewkę i gestem dłoni pokazując Pauli, aby się nie krępowała i częstowała się dalej, z czego jego przyjaciółka skwapliwie skorzystała.
- Ciekawe, dlaczego ona się ukrywa? - zapytała dziewczyna z ustami pełnymi smakołyku.
- To oczywiste - stwierdził Bratek - Gdybym był złodziejem, ukryłbym swój łup w domu i pilnie strzegłbym tych skarbów. Proste?
- Więc uważasz, że to gęś jest złodziejką? - zapytała Paula, patrząc na niego z uśmiechem - Jesteś bardzo utalentowanym reporterem, Bratku. Cieszę się, że mogę z tobą pracować.
Bratek poczuł, że znowu serce zaczyna mu mocno bić, ale tym razem nie czuł wstydu z tego powodu.
- Ty też sobie całkiem nieźle radzisz - powiedział po chwili - Wiesz co? Nie miałem racji. Dziewczyna może prowadzić śledztwo.
To mówiąc położył dłoń na marchewce, a Paula swoją na jego dłoni. Oboje spojrzeli na siebie uśmiechem bardziej wymownym niż tysiąc słów, a Bratek poczuł, że jego serce płonie i topi się niczym masło na zbyt wielkim słońcu.


- Marchewkami się nie najecie - rzekła nagle wesoło ciocia Cynia, stając tuż obok nich - Zapracowani dziennikarze potrzebują czegoś bardziej pożywnego. Poczęstuję was czymś wyjątkowym.
Po tych słowach Cynia otworzyła jedną z kuchennych szafek i wyjęła z niej niewielkie pudełko.
- Ciasteczka na specjalną okazję - powiedziała, stawiając je przed dziećmi i otwierając je - Proszę, smacznego.
- Ukrywasz je, ciociu? - zdziwił się Bratek.
- Tak, bo gdyby Stokrotek je znalazł, zjadłby wszystkie - zaśmiała się ciocia Cynia.
Dzieci wzięły po dwa ciastka, zaś resztę panna Rabatek schowała z powrotem do szafki.
- Bardzo pani dziękuję. Są pyszne! - zawołała zachwycona Paula, nie odrywając przy tym wzroku od Cynii i jednocześnie pałaszując przysmak.
Chwilę później dziewczynka wstała od stołu i powiedziała:
- No, na mnie już czas.
- Chcesz już iść? - zapytał Bratek nieco zawiedzionym tonem - A co z odciskami łap?
Chłopiec za wszelką cenę chciał być z nią jak najdłużej i szukał ku temu pretekstu.
- Mam pomysł! Pójdę z tobą! Przy okazji pokażesz mi swoje książki o Króliku Bystrzaku - zaproponował.
Paula zmieszała się lekko i odparła:
- Eee... Nie. Jestem trochę zmęczona, a moja mama niedługo wróci do domu. Do widzenia.
- Do zobaczenia jutro - jęknął zasmuconym głosem Bratek czując, jak mu serce pęka ze smutku - O dziewiątej, dobrze?
- Oczywiście! - odpowiedziała mu Paula i skierowała swoje kroki ku wyjściu.
- Ech... Czasami dziwnie się zachowuje - rzekł Bratek do cioci, gdy Paula zniknęła za drzwiami.
Cynia zerknęła mu przez ramię na notatki, które pisała Paula i w które z zachwytem wpatrywał się jej bratanek. Uśmiechnęła się lekko, doskonale wiedząc, co to oznacza.
- Może i tak, ale ma ładny charakter pisma - powiedziała wesoło.
W tej samej chwili przy innych drzwiach Stokrotek próbował usilnie jakoś ustawić aparat i zrobić zdjęcie Bratkowi, ale nie udało mu się tego dokonać, a do tego podtrzymująca go piramida zawaliła się i wylądował on na Bławatku, który jęknął gniewnie:
- Oby te zdjęcia były tego warte! Złaź!
- Eee... Właściwie to... - jęknął Stokrotek, schodząc z pleców brata - To nie widziałem ani nie słyszałem, o czym rozmawiają.
- I bardzo dobrze, bo podglądanie jest wstrętne - rzekł Koniczynek.
Różyczka spojrzała na niego groźnie i rzuciła:
- Wstrętne czy nie, sfotografujemy pocałunek. Zobaczysz!

***


Była już bardzo późna noc, kiedy to Bratek wciąż siedział na strychu przy świeczce i dalej pracował nad odciskami łap, jakie pozostawił po sobie złodziej. Aby je zebrać, najstarszy z rodzeństwa Rabatków stworzył pewną substancję, którą potem wylał na parapet okradzionego domu, poczekał, aż zastygnie, a potem zdjął ją razem z odciskami. Teraz zostało już tylko się nimi należycie zająć.
- Mam wszystko, czego mi potrzeba - powiedział Bratek sam do siebie, siadając przy stole.
Położył na nim kartkę papieru, wyjął z woreczka foliowego odlew z odciskami łap i położył go na kartce.
- Teraz mogę się zająć odciskami - dodał, biorąc do ręki pieprzniczkę - Odrobina pieprzu i proszę... Zaraz się dowiem, kto jest złodziejem.
To mówiąc usypał nieco pieprzu na kartkę. Zachwycony wziął nieco na palec i spróbował.
- Dobry rocznik. Może być - rzekł tonem znawcy, choć tak naprawdę wcale nie znał się na pieprzu i nie wiedział, jak rozpoznać jego rocznik, ale chciał sam siebie zmotywować w ten sposób do działania, co też mu się udało.
- Prawie gotowe - dodał po chwili.
Następnie wziął do ręki pieprzniczkę i nasypał nieco pieprzu na odlew z odciskami łap. W tej samej chwili usłyszał jakiś dziwny dźwięk za oknem. Obejrzał się w jego kierunku, ale niczego nie dostrzegł. Gdyby spojrzał wcześniej, to być może zauważyłby tajemniczą, czarną postać, która jeszcze kilka sekund temu go obserwowała przez to okno, ale że tego nie zrobił, to niczego nie zauważył, więc uznał to za za zwidy.
- Bratku, skoncentruj się - powiedział karcąco sam do siebie - Już za kilka minut poznasz prawdę. Szkoda, że Pauli tu nie ma.
Następnie chuchnął mocno na pieprz na odlewie i na kartce. Ten pod wpływem jego oddechu zleciał zaraz na podłodze, ale zgodnie z tym, co przewidział króliczek, pieprz przylgnął do dotychczas słabo widocznych odcisków łap na odlewie i teraz dzięki temu były one bardzo wyraźne i można je było rozpoznać.
- Udało się! Udało się! - zawołał zachwycony Bratek, tańcząc radośnie wokół stołu - Och, Bratku! Jesteś genialny! Dzięki tobie ten podły złodziej zostanie schwytany.
Gdy już odtańczył taniec radości, podszedł powoli do odlewu i wziął go do ręki.
- O! Łapa królika! - powiedział, uważnie przyglądając się odciskom - Ale... To ciekawe. Bardzo mała.
Zaniepokojony poprawił sobie okulary na nosie, przyjrzał się śladom jeszcze raz i powiedział:
- Ten ślad wygląda...
- Ratunku! Złodziej! Łapać go! - ciszę przerwał głośny kobiecy krzyk, połączony ze szlochem.
Bratek nie mógł w takiej sytuacji stać bezczynnie. Szybko zbiegł po schodach ze strychu na dół, a potem wybiegł z domu i pognał w kierunku, z którego dobiegł go krzyk. Ku jego wielkiemu zdumieniu, prowadził on do domostwa gęsi, tak bardzo tajemniczej. Gęś stała właśnie na przed domem w szlafroku i czepku, a wokół niej była zebrana grupa sąsiadów, również w nocnych strojach, których lamenty biedaczki musiały wyrwać ze snu.
- Ograbiono mnie! - łkała gęś - Złodziej zabrał wszystko, nawet sok z róży, który schowałam na strychu. Och, to okropne! To miał być prezent dla mojego narzeczonego z okazji Dnia Zakochanych!
Bratek zainteresowany podszedł bliżej, aby móc lepiej słyszeć słowa gęsi oraz wyrażających swoje oburzenie sąsiadów.
- Dokąd pobiegł? - zapytała jedna królicza staruszka.
- Nie mam pojęcia! - załkała gęś - Wyskoczył przez okno i tyle go widziałam.
- Ciekawe, czy Paula o tym wie? - spytał sam siebie Bratek.
Aby to sprawdzić, pobiegł w kierunku domu swojej sympatii, a kiedy tam się znalazł, odszukał okno jej pokoju i zawołał:
- Hej, Paulo! To ja, Bratek!
Nikt mu nie odpowiedział. Pewnie dziewczyna śpi tak mocno, że go nie słyszy. Bratek podniósł więc z ziemi niewielki kamyk i lekko rzucił nim w jej okno. Kamyk delikatnie uderzył w ramę okna, odbił się od niej i upadł na ziemię.
- Paulo! - zawołał ponownie Bratek.
Nagle usłyszał jakiś dziwny dźwięk przy tylnym wejściu do domu. Zaszedł więc tam i zobaczył Paulę, ubraną w fioletową piżamę. Dziewczyna męczyła się z nią, jakby ona ją gniotła, ale na widok Bratka zdziwiła się i przerwała swoją czynność.
- Co tu robisz? - zapytał Bratek, podchodząc do niej.
- Powinnam zadać ci to samo pytanie - rzuciła bardzo gniewnie Paula, krzyżując ręce na piersi i patrząc na chłopca groźnym wzrokiem.


Bratek poczuł, że jego przyjaciółka wyraźnie jest nie w sosie, ale mimo wszystko nie chciał wracać, zanim nie opowie jej o swoim odkryciu, dlatego postanowił z nią porozmawiać.
- No wiesz... Myślałem, że śpisz i...
- Rzeczywiście spałam! - przerwała mu nagle Paula - Co miałam robić? Usłyszałam cię i zeszłam na dół!
Bratek cofnął się o krok pod wpływem jej gniewnego tonu i zaczął się tłumaczyć.
- Ojej, przepraszam cię. Ale chciałem ci powiedzieć, co się wydarzyło. Okradziono gęś. Dziwne, prawda? I wiesz, co odkryłem? Odciski łap na parapecie zostawił mały królik. Rozumiesz, Paulo? To jakiś mały królik jest złodziejem, którego szukamy.
Paula jęknęła głucho, jakby przerażona tym, co właśnie usłyszała, ale szybko odzyskała animusz oraz swój gniewny ton.
- Tak? I co z tego?! - rzuciła - To powód, żeby mnie budzić?! Mogłeś mi to powiedzieć jutro!
- Przepraszam, nie pomyślałem... - jęknął Bratek i nagle dostrzegł coś, co go bardzo zdziwiło - Wiesz co? Włożyłaś piżamę tyłem naprzód.
Rzeczywiście, górę od swojej piżamy Paula miała założoną odwrotnie, co łatwo było dostrzec po tym, że zapięcie na guziki znajdowało się na jej plecach, a nie z przodu, jak powinno.
Paula pod wpływem słów Bratka również to dostrzegła, ale bynajmniej wcale nie była tym zachwycona. Wręcz przeciwnie, jej gniew zdawał się wzrosnąć jeszcze bardziej.
- Jesteś jakaś dziwna. Miałaś może zły sen? - spytał zaniepokojony jej zachowaniem Bratek.
- Tak, koszmarny! - warknęła gniewnie Paula, idąc w jego stronę z tak marsową miną, że przerażony Bratek zaczął się cofać - Ktoś mnie obudził w środku nocy i bredził o jakimś śledztwie! Wiesz mi, to było straszne!
Paula trąciła palcem w pierś Bratka, który popatrzył na nią bardzo przygnębiony.
- Przepraszam... Ja tylko... Ja myślałem, że...
- Właśnie, że nie myślałeś i w tym problem!
Bratek poczuł, jak jego serce z rozpaczy pęka. Paula jeszcze nigdy się tak nie zachowywała. W niczym teraz nie przypominała tej jakże uroczej, zachwyconej jego sztuką dedukcji króliczki, którą znał. Co jej się stało? Czy rzeczywiście powodem takiego zachowania było to, iż wyrwał ją ze snu? Jeśli tak, to zdecydowanie przesadził, a że Paula najwyraźniej nie była w nastroju do słuchania przeprosin, to też jedyne, co mały królik mógł teraz zrobić, to odejść bez słowa, co oczywiście zrobił.
Kiedy jednak zaczął się oddalać, to nagle Paula poczuła, że teraz to ona przesadziła. W końcu Bratek nie chciał jej sprawić przykrości. Chciał się z nią podzielić swoim odkryciem, które bardzo ją ciekawiło. A ona właśnie zraniła jego uczucia. Czując się wściekła sama na siebie postanowiła szybko to naprawić, zanim straci przyjaźń chłopca, którego bardzo polubiła, a może nawet więcej.
- Zaczekaj! - zawołała, podbiegając do niego.
Bratek zatrzymał się i spojrzał na nią.
- Przepraszam cię. Nie gniewaj się. Nie powinnam się tak zachować. Po prostu jestem zmęczona i...
- Nie musisz mi niczego wyjaśnić - odparł ponuro Bratek - Wiem, że przesadziłem. Mogłem ci to powiedzieć rano.
- Może i tak, ale miło, że do mnie pierwszej z tym przyszedłeś.
- Ale już nie było miło, jak na mnie z tego powodu naskoczyłaś.
- Wiem, to było wstrętne. Wybacz mi.
- Wybaczam, ale może powiesz mi, co się stało, że założyłaś piżamę nie tak, jak trzeba?
Paula zarumieniła się lekko i spojrzała w ziemię.
- Widzę, że jesteś czymś zdenerwowana - mówił dalej Bratek bardzo przejętym tonem - Chciałbym wiedzieć, czym. Proszę cię, powiedz mi. Mnie możesz powiedzieć wszystko. W końcu jesteśmy przyjaciółmi... Prawda?
- Tak, ale...
- Ale co?
- Ale wolę ci tego nie mówić.
- Dlaczego?
Tym razem odpowiedzią było ponowne spojrzenie w ziemię przez Paulę.
- Rozumiem. Nie jestem godzien twojego zaufania. Nie ma sprawy. Już ci się nie narzucam.
Po tych słowach Bratek już chciał odejść, kiedy nagle Paula złapała go za łapkę i próbowała na siłę zatrzymać przy sobie, gdy ten urażony zmierzał w przeciwnym kierunku.
- Słuchaj... Kiedyś ci wszystko wyjaśnię, obiecuję - jęknęła Paula, z trudem przyciągając Bratka do siebie - Na razie nie mogę. Ale jeszcze ci to wyjaśnię, słowo.
To mówiąc pochyliła się lekko i pocałowała Bratka w policzek. Teraz chłopiec zaprzestał prób wyrwania się jej, gdyż zakręciło mu się w głowie pod wpływem tego, czego właśnie doznał. Poczuł, że serce zaczyna mu bić w piersi jak szalone, a jego nogi miękną w kolanach. Gdyby nie to, że się tego wstydził, to by chyba zemdlał z zachwytu.


Paula tymczasem spojrzała na niego z uśmiechem i spytała:
- Spotkamy się jutro rano, dobrze? I będziemy dalej prowadzić nasze śledztwo.
- Zgoda... Jesteśmy umówieni. Do jutra! - odpowiedział jej Bratek, zmierzając do domu na chwiejnych nogach.
Po raz pierwszy pocałowała go dziewczyna inna niż jego siostra. To było cudowne doznanie. Bratek idąc do domu czuł, że w jednej chwili świat znowu nabrał barw, a jego policzek wręcz zapłonął przyjemnym ogniem od otrzymanego buziaka.
Paula zaś westchnęła załamana, widząc to wszystko. Czuła się teraz po prostu podle. Wiedziała, że nie była z Bratkiem całkowicie szczera, a była mu to winna, choćby ze względu na to, co zaczęła do niego czuć. Nie umiała jednak teraz wyznać mu swojego sekretu. Nie była jeszcze na to gotowa. Jeszcze nie w tej chwili. Postanowiła to zrobić, gdy nadejdzie odpowiednia ku temu pora, a chwilowo była pora, aby wrócić do łóżka i do krainy snów.
Zmierzając do obu tych miejsc Paula nie miała pojęcia, że właśnie ktoś ją obserwuje. Tym kimś była trójka króliczków w piżamkach oraz jedna króliczka w nocnej koszuli. Cała czwórka siedziała na najbliższym drzewie i najciszej, jak tylko to było możliwe śmiała się do rozpuku. Myślę, że bardzo dobrze wiecie, kim była ta czwórka, więc przedstawianie ich nie ma sensu.
- A nie mówiłam wam, że to dobry pomysł, żeby go śledzić? - zapytała Różyczka z satysfakcją w głosie.
- He he he! Wymknął się w środku nocy, żeby pocałować dziewczynę! Niegrzeczny króliczek - zachichotał Stokrotek.
- Wiedziałem, że do tego dojdzie. Byłem pewien - powiedział wesoło Bławatek - Jak tylko do niego podeszła, zacząłem robić zdjęcia. Mam parę fajnych ujęć.
Koniczynek spojrzał na niego, potem na aparat, który wziął do ręki, a po chwili otworzył go i rzekł:
- O! A to pech! Nie ma filmu!
Jego rodzeństwo spojrzało na niego, a następnie na aparat, dość szybko odkrywając, że ich brat ma rację. W aparacie nie było filmu. Cały ich trud poszedł więc na marne.
- Nie opublikujecie żadnych kompromitujących zdjęć - rzekł po chwili Koniczynek.
Różyczka spojrzała na niego groźnie.
- To ty wyjąłeś film, prawda?!
- Może ja, może nie ja. Co to za różnica? Nie chcę, żebyście robili mu zdjęcia. Już samo to, że go śledzicie jest wstrętne, a co dopiero...
- Jesteś zbyt uczciwy - rzucił Bławatek - A my i tak zrobimy te zdjęcia, zobaczysz!
- I od teraz ja będę osobiście pilnować aparatu! - zawołała Różyczka, zabierając bratu wyżej wspomniany przedmiot - Więcej nam nie będziesz sabotować działań, Koniczynku!
- Sabotować?! Działań?! Różyczko, gadasz jak Bratek! - zdziwił się Bławatek.
- I co z tego? Jakie to ma znaczenie? Chodźmy już lepiej spać!

***


Bratek oczywiście nie wiedział, że rodzeństwo go podpatruje i wciąż wspominając rozmowę z Paulą i jej pocałunek wrócił spokojnie do domu, a następnie skierował swe kroki na górę, do swojego pokoju. Nim jednak tam poszedł, usłyszał dobiegające z kuchni podniesione głosy. To ciocia Cynia i tata znowu się o coś sprzeczali.
- Wiedziałam, że tak będzie! - wołała do brata Cynia - Gdybyś naprawił tę okiennicę, złodziej nie wszedłby tak łatwo do domu!
- Co ty wygadujesz, Cynio?! - odparł złym tonem Narcyz - Czy jakiś złodziej włamałby się do domu tylko po to, żeby ukraść pudło ciasteczek?
Bratek jęknął, gdy to usłyszał. A więc i tutaj zawędrował złodziej. I ukradł pudło z ciastkami? Bardzo dziwne. Co prawda złodziej zawsze kradł jedzenie, ale ciastka? Poza tym skąd o nich wiedział? Musiał na nie trafić przez przypadek, myszkując w spiżarni. Chociaż...
- Więc jak to wyjaśnisz? Ciasteczka same zniknęły? - zapytała brata Cynia - Częstowałam nimi Bratka i Paulę. Tylko oni wiedzieli, gdzie je schowałam, a przecież żadne z nich by mnie raczej nie okradło. A więc to musi być ten złodziej.
- A moim zdaniem Bratek z Paulą zabrali je sobie, aby podreperować swoje szare komórki do pracy detektywów, a ty robisz raban o byle co.
- Bratek nie jest złodziejem! Jego koleżanka na pewno też nie!
- My też nie, a przecież jako dzieci nieraz podbieraliśmy matce łakocie.
- To było dawno i nieprawda, Narcyzie! A poza tym znowu wszystko bagatelizujesz! A sprawa jest bardzo prosta! Ciastka zostały skradzione! To ten włamywacz je znalazł i zabrał, gdy szperał w kuchni. A to z kolei dowód na to, że musisz wreszcie naprawić tę okiennicę!
- Och, już dobrze, dobrze! Naprawię ją! Czy twoje zawsze musi być na wierzchu, co?!
Bratek nie słuchał dalszego ciągu rozmowy. Idąc do pokoju dręczyło go to, co powiedziała ciocia.
- „Częstowałam Bratka i Paulę“ - powtarzał - Ale przecież ja ich nie zabrałem. Zostaje więc... Paula! O nie!
Bratek nawet nie chciał przyjmować tego do wiadomości. Przecież jego sympatia nie mogła być złodziejką! Ciocia Cynia ma rację, włamywacz znalazł je przypadkiem, szperając w kuchni. Chociaż... Te odciski małego królika... Ale Paula? Dlaczego ona miałaby to robić? To bez sensu!
Z takimi oto myślami najstarszy z Rabatków położył się spać, ale długo nie mógł zasnąć dręczony tym, co właśnie usłyszał. Wiedział, że musi jak najszybciej rozwiązać tę sprawę, inaczej nigdy nie zazna spokoju.

***


Następnego dnia rano Bratek prędko wstał i jeszcze prędzej ubrał się, zjadł śniadanie, po czym szybko pognał na strych, aby tam zająć się swoimi sprawami. Wciąż bowiem dręczyły go wnioski, do jakich doszedł. Rozważał wszystkie za i przeciw, ale niestety „za“ było o wiele więcej niż „przeciw“, a prócz tego tak, jak wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak i w sprawie kradzieży wszystkie drogi prowadziły do Pauli. Bratek co prawda w ogóle nie potrafił pojąć motywu, dlaczego ona miałaby to robić, ale cóż... Motywy przestępcy przecież często nie są oczywiste.
Aby lepiej to wszystko pojąć narysował na kartce postać Pauli, domek, odciski łap królika, piżamę i pudełko z ciastkami.
- Paula wiedziała, gdzie są ciastka. Zostawia odciski takie same jak te na parapecie jednego z okradzionych domów. W nocy, kiedy dokonano kradzieży miała piżamę włożoną tyłem naprzód i wyraźnie denerwowała ją moja obecność, jakbym ją na czymś przyłapał. Och... Tylko nie to!
Niestety, sztuka dedukcji mówiła mu teraz, iż wynik tych wszystkich poszlak może być tylko jeden. Ale mimo wszystko wciąż mógł się mylić. Z tą nadzieją napisał list, który brzmiał następująco:

Droga Paulo,

Nie mogę się z Tobą spotkać. Jestem potrzebny tacie. Musimy przenieść zapasy do starego domu. Tam jest chłodniej i jedzenie zachowa świeżość. Zobaczymy się jutro?

Bratek.

Oczywiście ten list nie miał w sobie ani krztyny prawdy. Po prostu Bratek chciał dzięki niemu wreszcie się upewnić, czy Paula rzeczywiście jest złodziejką. Spodziewał się, że jeśli tak jest, to przyjdzie ona do nowej kryjówki ich zapasów i zechce wykraść z niej co nieco. On tymczasem zaplanował zasadzić się tam i czekać. W kilku książkach taki typ zasadzki nazywano kotłem. I on, Bratek Rabatek zamierzał zrobić kocioł w swoim starym, już opuszczonym domu (wciąż jednak należącym do Narcyza, który nie zdecydował się go sprzedać).
- Paulo, jeśli jesteś złodziejką, przyjdziesz do naszego starego domu - powiedział załamanym głosem Bratek, pogrążony we własnych myślach.
Po tych słowach podszedł do okna i wyjrzał przez nie, wypatrując jednego, konkretnego punktu, który właśnie powinien się na nim pojawić, co też chwilę później nastąpiło. Tym punktem był sporej wielkości gołąb w stroju listonosza i z wielką torbą na plecach.
- Firminie! Hej, Firminie! - zawołał Bratek.
Firmin, bo tak się nazywał gołąb (pełniący w tej okolicy zaszczytną funkcję listonosza) dostrzegł króliczka i z uśmiechem podleciał do niego.
- Pomożesz mi? - zapytał Bratek.
- Oczywiście. A co się stało? - spytał gołąb, siadając na oknie.
- Mógłbyś doręczyć ten list Pauli? Mieszka w tym domu pod lasem.
- Jasne, nie ma sprawy - odpowiedział mu Firmin, biorąc do skrzydła kopertę - Twoja korespondencja jest w bardzo dobrych skrzydłach. Na razie, Bratku!
Listonosz odleciał, a Bratek westchnął załamany.
- Och, dobry losie! Obym się mylił!

***


Gdy nadeszła noc, Bratek czekał już w zastawionym przez siebie kotle, z niecierpliwością oczekując przyjścia złodzieja. Celowo zostawił otwarte okno na samej górze mając nadzieję, że włamywacz się skusi i zechce przez nie wejść, gdyż poprzednie kradzieże dowodziły, iż właśnie tak postępował - wchodził przez okno na samej górze.
- Mam nadzieję, że się mylę i że Paula nie zjawi się tutaj - powiedział Bratek i wyjął z kieszeni swoją cebulę (czyli taki zegarek na łańcuszku).
Otworzył urządzenie i sprawdził widniejącą na nim godzinę. Było już dziesięć minut po północy.
Tymczasem na samym strychu domu siedziało pozostałe rodzeństwo Rabatków. Oczywiście nie wiedzieli oni, że Bratek zastawił w tym miejscu kocioł na złodzieja i pomyśleli, że chce się po prostu spotkać z Paulą, aby móc swobodnie się z nią całować i to bez świadków. Zamierzali go na tym przyłapać i mimo próśb Koniczynka, aby dać temu spokój, poszli tam i teraz czekali na przyjście Pauli.
- Nie mógł się z nią umówić gdzieś indziej i wcześniej? - mruknął gniewnie Bławatek, oświetlając ciemność latarką - Znowu zarwiemy noc!
- Dziennikarze mają ciężkie życie - jęknął Koniczynek, chowający się za skrzynią.
Choć wstydził się mówić o tym głośno, to bał się ciemności i strych należał do ostatnich miejsc, które chciał zwiedzać nocą. Tutaj zaś przyszedł tylko dlatego, że wszyscy inni poszli, a on nie chciał zostawiać ich samych, ale wcale nie sprawiało mu to przyjemności.
- He he he! Wiem, dlaczego się tu umówili - stwierdziła Różyczka, która miała bardzo wesoły humor - Na pewno będą się całować.
W łapkach trzymała aparat fotograficzny. Tym razem pilnowała go cały czas, aby Koniczynek znowu nie wyjął jej filmu.
- Cii! - syknął na nią Bławatek - Chyba ktoś tu idzie.
I dla pewności zgasił latarkę.
Chwilę później w oknie pojawiła się ciemna postać ubrana na czarno. Ostukała ona okno i widząc, że jest mocno zamknięte, przeszła dalej.
- To... To... To złodziej z Borówkowego Wzgórza! - jęknął Koniczynek, drżąc ze strachu - I co teraz będzie?
- O nie! Bratek jest na dole i o niczym nie wie! - dodał Bławatek - Musimy go ostrzec! Szybko!
Następnie pędem pognał w kierunku pokoju, w którym siedział jego starszy brat. Reszta rodzeństwa ruszyła powoli za nim.
- Uważajcie! Musimy być ostrożni! - powiedziała Różyczka.
Tymczasem niczego nie spodziewający się Bratek stał w oknie i dalej spoglądał na zegarek.
- Zrobiło się późno - powiedział, chowając cebulę do kieszeni - Na szczęście nie miałem racji. Jak mogłem podejrzewać Paulę?
Już skierował swoje kroki ku schodom prowadzącym na dół, gdy nagle usłyszał odgłos czyiś kroków. Ktoś właśnie szedł do pokoju, w którym on przebywał. Bratek jęknął przerażony i schował się w wielkim schowku na jedzenie, lekko uchylając jego drzwi, aby móc obserwować pomieszczenie.
Chwilę później przez okno do pokoju weszła jakaś postać. Była ubrana na czarno, a jej głowę zdobiła maska zrobiona z worka wyciętymi w nim dziurami na oczy.
- To złodziej! - jęknął głucho Bratek.


Ciemna postać rozejrzała się dookoła i upewniwszy się, że nikogo za nią nie ma podeszła do schowka, wyciągnęła dłoń w jego stronę i... Drzwi nagle się otworzyły, a w nich ukazał się wściekły Bratek.
- Wiem, kim jesteś, złodzieju! - zawołał króliczek.
Włamywacz przerażony cofnął się kilka kroków do tyłu, zaś Bratek czując, że ma nad nim przewagę, szedł w jego stronę, mówiąc groźnie:
- Możesz już zdjąć tę maskę! Na nic ci ona! Wydawało ci się, że można mnie oszukać?!
Jednak nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika i Bratek przekonał się o tym na własnej skórze, kiedy złodziej przerażony jęknął, ruszył biegiem w jego kierunku, odepchnął go na bok i wskoczył na drabinę prowadzącą ku drzwiom od strychu. Szybko znalazł się na górze, ale nim zdążył pobiec dalej, to drzwi przed nim otworzyły się i z głośnym krzykiem: „Uważaj, Bratku!“ wpadła przez nie czwórka małych króliczków.
- TO WY?! - jęknął Bratek - A co wy tu robicie?!
- Nie pora na wyjaśnienia! Uciekaj! - odpowiedział mu Bławatek.
- Jesteś cały, braciszku?! - spytała Różyczka, patrząc z niepokojem na brata.
- Tak! Łapcie złodzieja, zanim wam ucieknie!
Cztery pary oczu zwróciły się w kierunku skołowanego złodzieja, który ze strachu nie wiedział, co ma zrobić. Bławatek, który zawsze w bójkach był najlepszy, skoczył teraz na włamywacza i zaczął się z nim szarpać.
- Mam cię! Już mi nie zwiejesz! - zawołał.
- Dołóż złodziejowi, Bławatku! - dzielnie kibicował swemu starszemu bratu Koniczynek, machając przy tym bojowo piąstkami.
Bławatek tymczasem złapał za maskę złodzieja i zerwał mu ją z twarzy. Wówczas oczom całego rodzeństwa ukazał się bardzo dobrze im znany, dziewczęcy, króliczy pyszczek w okularach.
- Puśćcie mnie! - zawołała złodziejka.
Bratek krzyknął przerażony, widząc, co się właśnie stało. A zatem jego najgorsze obawy spełniły się. Przed nimi oto stał złodziej z Borówkowego Wzgórza, którym była... jego sympatia Paula. W jednej chwili cały świat małego królika wywrócił się do góry nogami, zaś serce pękło mu na tysiąc kawałków.
Jego rodzeństwo też było w szoku, gdy poznało tożsamość złodzieja. Patrzyło na niego groźnie, oczekując czegoś w rodzaju wyjaśnień. Paula zaś nie zamierzała się od nich wymigiwać.
- Wszystko wyjaśnię! Pozwólcie mi wytłumaczyć - powiedziała.

***


Chwilę później całe rodzeństwo Rabatków zabrało złodziejkę z domu i stanęło przed nim, oczekując wyjaśnień. Obrażony Bratek usiadł z boku na ganku i z obojętnością słuchał tłumaczeń dziewczyny, dla której jeszcze nie tak dawno był gotów nieba przychylić, a teraz czuł do niej już tylko niechęć.
- Moja mama jest ciężko chora i martwi się o mnie - powiedziała Paula załamanym głosem - Leży w łóżku, bo musi dużo wypoczywać. Żeby ją uspokoić, mówiłam jej, że sąsiedzi się mną zajmują i się u nich stołuję, ale to nieprawda. Ci, u których miałam jeść obiady wyjechali, a inni sąsiedzi nie byli nam znani. Nie wiedziałam, co mam robić. Mama nie może przez swoją chorobę pracować, oszczędności się kończą, zapasów mieliśmy niewiele, a te, które posiadamy dawałam mojej mamie, ale przez to sama ciągle byłam głodna. Dlatego właśnie wpadłam na pomysł, żeby kraść jedzenie bogatym sąsiadom. Uznałam, że oni i tak przez to nie zbiednieją, a ja chociaż trochę się najem.
- Mogłaś poprosić, aby sąsiedzi ci pomogli - rzekł Koniczynek.
- Tak, wiem... Ale wiecie, jak upokarzające dla mnie jest żebranie o cokolwiek?
- A kradzież nie jest upokarzająca?
- Jest, ale wtedy, kiedy zaczynałam to robić, wcale tak nie myślałam. Moja mama nic nie wiedziała. Słowo. Jeśli się dowie, że jestem złodziejką, będzie zła.
- Jesteś niesamowita! - zawołał zachwycony Bławatek - Wspinałaś się po ścianach i dachach! To dopiero wyczyn!
Różyczka spojrzała na niego z politowaniem. Co też jej bratu w tym tak imponowało?


To mówiąc spojrzała na Bratka i dodała:
- Moja mama wybiera się na konsultację do słynnego lekarza, więc wyjadę z Borówkowego Wzgórza, a wraz ze mną zniknie słynny złodziej. Oszukałam cię, Bratku. Kiedy powiedziałeś mi, że prowadzisz śledztwo w sprawie kradzieży, dołączyłam do ciebie, bo chciałam się dowiedzieć, ile wiesz i czy mnie podejrzewasz.
- I to był jedyny powód? - spytał Bratek.
- Nie... Owszem, od początku cię oszukiwałam, chciałam cię podejść, jednak wydałeś mi się taki... Taki...
- Jaki? Głupi? Naiwny? Zauroczony twoim uśmiechem?
- Nie... Mądry i sympatyczny. I również dlatego ci pomagałam. Tak, wiem. Oszukałam cię, Bratku, ale wiesz... Lubię cię i to bardzo.
- Niestety, bez wzajemności! - zawołał Bratek wściekły jak stado os, podchodząc do ukochanej i machając wściekle dłonią - Dlaczego od razu na to nie wpadłem? Przecież naśladowałaś metody Królika Bystrzaka! Dam ci dobrą radę! Wyjedź stąd i to jak najszybciej! Jeśli mnie nie posłuchasz, to rozpowiem, że jesteś złodziejką! Wszyscy się dowiedzą prawdy!
Paula patrzyła na niego załamana. Wiedziała, że zasłużyła sobie na te słowa, ale mimo wszystko bolały ją one. Zwłaszcza, iż w oczach Bratka dostrzegła łzy. Wiedziała doskonale, jaka była ich przyczyna i że chłopak mówi to, co nakazuje mu złamane serce i urażona duma, lecz tak naprawdę jego uczucia krzyczą coś zupełnie innego i gdyby tylko dopuścił je do głosu, to nie mówiłby do niej w ten sposób.
Różyczka myślała podobnie, a poza tym bardzo żal się jej zrobiło Pauli i widząc, iż Bratek rusza w kierunku domu, podbiegła do brata, złapała go za ramię i zawołała:
- Bratku, poczekaj! Robisz błąd! Nie powinieneś tak mówić do Pauli! Czy ty nie widzisz, że ona cię...
- A to dobre! - przerwał jej Bratek - Podglądaczka chce mnie pouczać! Śmiechu warte! Mam w pięcie twoje rady! Lepiej wracaj z resztą do siebie, zanim powiem tacie, po co poszliście za mną do starego domu! A jakoś wątpię, żeby mu się to spodobało.
Różyczka westchnęła załamana. Wiedziała, że rozmawianie z Bratkiem w takim stanie nie ma najmniejszego sensu. Choć wyraźnie kochał Paulę i chciał, aby była przy nim, to urażona duma i złamane serce sprawiły, że miał ochotę wyrzucić ją raz na zawsze ze swego życia, nawet jeśli miałby potem już do końca swoich dni cierpieć. Po części rozumiała jego podejście, a po części uważała go za największego głupka na świecie.

***


Sprawa złodzieja z Borówkowego Wzgórza została wyjaśniona, ale w taki sposób, żeby Paula nie została w to zamieszana. Dziewczyna wraz z Bratkiem oficjalnie „odnalazła“ kryjówkę, w której trzymała niezjedzone jeszcze przez siebie łupy, a te powróciły do swoich właścicieli. Dwójka małych śledczych stała się bohaterami okolicy, ale jedno z nich dość szybko potem wyjechało ze swoją mamą do miasta, zabierając ze sobą też złodzieja, którego tożsamość miała na zawsze pozostać tajemnicą grupki dzielnych dzieci.
Nieco później, gdy Bratek wracał z lasu z koszykiem pełnym borówek, przypadkiem (czy też celowo) przechodził obok domu Pauli. Stał on teraz pusty. Bratek utkwił w nim spojrzenie i westchnął załamany. Tak bardzo za nią tęsknił, ale przecież ona oszukała go i to na tyle, że nie mógł jej tego wybaczyć, choć nie zmieniało to faktu, że tęsknił.
- Nasza gazeta! - przerwał mu nagle gromki krzyk.
To jego rodzeństwo biegło właśnie w jego stronę. Bławatek machał w ręku gazetę, śmiejąc się wesoło.
- Zobacz, Bratku! Nasza gazeta!
- Wy traciliście czas na bzdury, a ja zbierałem borówki. Dzięki za pomoc - warknął Bratek, biorąc pismo od brata i zaczynając je przeglądać - Co?! „Najpiękniejsze ogrody“?! A gdzie wasz artykuł o miłości?
- Odpuściliśmy to sobie - powiedział Bławatek - A poza tym i tak nie mieliśmy zdjęć przez jednego takiego, który bawi się w wyjmowanie filmów z aparatów!
To mówiąc spojrzał on gniewnie na Koniczynka, który tylko uśmiechał się złośliwie.
- To do ciebie, Bratku - powiedziała Różyczka, podając bratu kopertę - Od Pauli. Ale nie czytaliśmy, daję słowo.
Bratek nie bardzo wierzył siostrze, a zwłaszcza po tej przygodzie ze śledzeniem go, ale wziął list, otworzył go i zaczął czytać, odsuwając się od natrętnie zaglądającej mu przez ramię siostry.
List brzmiał następująco:

Drogi, Bratku.

Nawet nie wiesz, jak się wstydzę tego, co zrobiłam. Nie chciałam Cię zranić ani okłamać. Już nigdy nie będę kraść, nigdy! Mama była u lekarza i czuje się dużo lepiej. Wkrótce też wrócimy na Borówkowe Wzgórze. Może zechcesz się ze mną spotkać? Mam nadzieję, że tak. Bardzo za Tobą tęsknię.
Pozdrawiam.

Paula.

Bratek spojrzał na list z uśmiechem i poczuł, że jego serce znowu napełnia się ciepłem i radością. Paula szczerze żałowała swego zachowania, a do tego za nim tęskniła. Może więc warto było dać jej szansę?
- I co, Bratku? Nadal uważasz, że miłość to głupota? - zapytał po chwili Koniczynek.
- Nigdy tak nie myślałem. Coś ci się pomyliło - odpowiedział.
- Jak to? A kto jeszcze niedawno mówił, że tylko dziewczyny myślą o miłości? - zachichotała Różyczka.
Już po chwilę okolicę wypełnił radosny śmiech czwórki króliczków, śmiejących się i wołających:
- Bratek się zakochał! Bratek się zakochał! Bratek się zakochał!
- Cicho! Przestańcie! Ej! Dosyć! - wrzeszczał na nich wściekły Bratek.


Koniec części I

8 komentarzy:

  1. Recenzja cz. I

    Narcyz i Cynia to dwa przeciwieństwa. Cynia jest wspaniałą siostrą i ciotką, a Narcyz dobrym ojcem, choć taki z niego beztroski luzak. Jest też złotą rączką, bo umie naprawić wiele rzeczy. :) A Cynia jest gospodarna i zorganizowana. Krótko rzecz ujmując Narcyz ma typowo męskie zdolności, a Cynia kobiece, dzięki czemu oboje są świetnymi gospodarzami i opiekunami. :) A Bratek to typowy mól książkowy, który ma dużo wspólnego z ciotką, bo oboje są opiekuńczy, odpowiedzialni i lubią się wymądrzać xD Bławatek natomiast jest pomysłowy, pewny siebie i pełen brawury. Największy rozrabiaka z rodzeństwa xD Różyczka jest uczynna i szczera aż do bólu. Lubi rozstawiać innych po kątach i bawić się w swatkę, zupełnie tak jak Bonnie xD Koniczynek jest wrażliwy i romantyczny, więc zapewne najlepiej dogaduje się z siostrą i najbardziej ją rozumie. A Stokrotek jest naiwnym i strachliwym brzdącem xD Bławatek lubi rywalizować z najstarszym bratem, pewnie przez to, że jest drugi w kolejności i drażni go przemądrzałość Bratka, ale uważam że jego pomysł na napisanie artykułu jest o wiele ciekawszy i zdecydowanie wolałbym, aby ten artykuł dotyczył spraw kradzieży niż miłosnych xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja cz. II

    Podoba mi się ta wytrwałość Bratka. On się tak łatwo nie poddaje. :) Zawsze taki wygadany i nagle stracił rezon, kiedy po raz pierwszy ujrzał Paulę, która z miejsca mu się spodobała. On zupełnie zgłupiał na jej widok xD Już rozumiem, dlaczego ta scena jest Twoją ulubioną. :) Widzę, że oboje mają wspólne zainteresowania, bo lubią czytać te same książki, dzięki czemu Bratek znalazł punkt zaczepienia do poprowadzenia rozmowy. :) A bohater tej książki postępuje zupełnie jak Robin Hood xD Bratek niepotrzebnie powiedział Pauli, że z dziewczynami zawsze są problemy, bo mógł ją tym urazić i do siebie zrazić, ale na szczęście tak się nie stało, bo ona naprawdę podekscytowała się jego działalnością, także zobaczymy, co wyniknie z ich współpracy i czy ona rzeczywiście będzie sprawiać mu problemy, czy też może położy kres jego obiekcjom wobec dziewczyn, udowadniając że one również potrafią być świetnymi kompanami, z którymi tak samo idzie się dogadać i fajnie spędzać czas. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja cz. III

    No widzę, że Bratek i Paula rozpoczęli prawdziwą współpracę i że Paula okazała się przydatna, skoro skrupulatnie sporządza notatki dotyczące śledztwa. A rodzeństwo Bratka poniosło porażkę w wypytywaniu okolicznych mieszkańców o tym, jak się poznali, tym bardziej, że szczery aż do bólu Stokrotek nie okazał się taktowny i uprzejmy wobec nich xD Dziwne jest to, że Bławatek zgodził się na podjęcie takiego tematu, skoro gardzi miłosnymi historiami. Wygląda na to, że Różyczka rzeczywiście rządzi rodzeństwem, skoro nawet on uległ jej pomysłowi odnośnie napisania tego artykułu xD A Koniczynek ma w sobie najwięcej empatii, skoro jako jedyny uznał, że Bratek nie będzie zachwycony, kiedy dowie się, że pragną napisać artykuł poświęcony jemu i Pauli. Tylko on w tej sytuacji umiał postawić się na jego miejscu. Pozostali uznali to za świetną zabawę i ciekawy materiał na artykuł, także w ogóle nie przejęli się tym, że ich najstarszemu bratu może się to nie spodobać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja cz. IV

    Widzę, że tylko Koniczynek ma wyrzuty sumienia z powodu tego, że szpiegują Bratka i Paulę, bo reszta rodzeństwa jakoś się tym nie przejmuje, a już najmniej wszędobylska Różyczka :) Oni się nie przejmują, że tak szpiegują i podglądają Bratka i Paulę. Bratek to się tak zadurzył, że świata poza Paulą nie widzi. Przekonał się, że ona wcale nie stwarza problemów i potrafi być naprawdę pomocna. A do tego bardzo polubił spędzać czas w jej towarzystwie :) Ja to najbardziej z tego rodzeństwa lubię Bławatka. Jego charakter najbardziej mi odpowiada xD Bratek sądzi, że Paula zachowuje się dziwnie, ale moim zdaniem Paula wcale nie zachowuje się dziwnie, bo przecież nie może poświęcać Bratkowi całego wolnego czasu. Ona wydaje się być zachwycona jego bystrością :) Moim zdaniem to Bratek zachowuje się dziwnie, skoro nie pozwala Pauli mieć swojego życia. Za bardzo się w niej zadurzył i coś mi się zdaje, że uważa ją za chodzący ideał xD A ta Różyczka jest wścibska i zdeterminowana - ja to bym za żadne skarby świata nie chciał mieć takiej siostrzyczki xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Bratek jest naprawdę inteligentny, skoro znalazł sposób na odkrycie śladów pozostawionych przez złodzieja. A Paula zaczyna mieć wyrzuty sumienia, że tak go oszukuje, ukrywając przed nim prawdę. A naskoczyła na niego dlatego, że się wystraszyła, że odkryje prawdę, przyłapawszy ją na gorącym uczynku, bo jestem pewien, że to ona jest złodziejką. To, że miała piżamę źle założoną i była zdenerwowana dało mi do myślenia, że to ona włamała się do domu gęsi. A Bratek to jest tak zaślepiony na punkcie Pauli, że nie dowierzałby w jej winę, nawet gdyby przyłapał ją na gorącym uczynku xD Koniczynek jest lojalny wobec Bratka i chce być wobec niego fair, dlatego dobrze zrobił ucierając rodzeństwu nosa xD Różyczka jest uparta i umie postawić na swoim :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula okazała się naprawdę bezczelna, skoro włamała się do domu Rabatków. Nic dziwnego, że Cynia tak się tym zaniepokoiła, choć póki co nie podejrzewa Pauli o kradzież. A jej brat w ogóle się tym nie przejął, gdyż nie sądzi, aby ktoś rzeczywiście mógł włamać się do jego domu tylko po to, żeby ukraść pudełko ciastek. A Bratek jednak zdołał przejrzeć na oczy i pokapować się, kto może być złodziejem. Swoją drogą to nie wiedziałem, że zegarek na łańcuszku nazywa się cebulą xD No i Paula jednak wpadła w zasadzkę. Mimo wszystko wścibskie rodzeństwo na coś się w końcu przydało. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja cz. VII

    Fajnie, że Bratek chce dać Pauli szansę, tym bardziej że przecież ona kradła z musu, bo proszenie o jedzenie było dla niej zbyt upokarzające. Dobrze, że on to zrozumiał i jej nie skreślił, tym bardziej że ona zdała sobie sprawę z tego, że nie powinna tak postępować i pokazała, że jej na nim zależy, skoro do niego napisała z prośbą o spotkanie. A jego rodzeństwo okazało się wobec niej lojalne, skoro potrafiło dochować tajemnicy, co do wykrytej tożsamości złodzieja. Ale oczywiście nie omieszkało wyśmiać Bratka, że się zakochał :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj!
    Uf, troszkę trwało, zanim to przeczytałam, bo wcześniej nie miałam czasu [obiad i takie tam ;)]. Ale do rzeczy. Twoje opowiadanie bardzo mi się podoba. Jeżeli wszystkie Twoje dzieła napisane są w ten sposób, to fantastycznie. Masz bardzo lekkie pióro i szybko się Ciebie czyta. Szybko i przyjemnie :) Szalenie podobały mi się dialogi, że o fabule nie wspomnę. Będzie mi bardzo przyjemnie przeczytać jeszcze coś Twojego. A za link do Tego bloga bardzo Ci dziękuję.

    Pozdrawiam.
    Mariola.

    OdpowiedzUsuń

Rodzina Rabatków - Zakochany Bratek cz. IV

Część IV - Swaci : Od tego czasu relacje Bratka i Lilki uległy znacznej zmianie na lepsze. Można by powiedzieć, że stali się oni dzięki...